Odmówił przyjęcia literackiej Nagrody Nobla oraz odznaczenia Legii Honorowej i profesury w Collège de France. Uważał, że tytuły odbierają wolność. Wolność, którą Sartre wyznawał w filozoficznych dyskursach, w relacjach międzyludzkich i w sypialni. Wolność, której jednocześnie się obawiał.

Pisarz, dramaturg, eseista, filozof, propagator egzystencjalizmu. Jean-Paul Sartre miłością do literatury zapałał już jako kilkulatek. Z książkami zapoznał go dziadek. Jako młody chłopak czytał podobno 300 książek rocznie, jednocześnie tworzył – pierwsze opowiadania, sztuki, satyry. Książkom pozostał wierny, z kobietami było gorzej. Podczas egzaminów z filozofii poznał przyszłą pisarkę Simone de Beauvoir, którą nazywał później swoją „miłością konieczną”. Beauvoir była jego życiową partnerką, ale obydwoje nie stronili od mniej czy bardziej przelotnych romansów. Możliwe, że wpływ na podejście Sartre’a do płci przeciwnej miał fakt, że pisarz był wychowywany przez same kobiety, które otwarcie okazywały mu swoje uwielbienie. W historii literatury zapisał się błyskotliwy buntownik, który lubił szokować otoczenie. Popierał ruchy lewicowe i feministyczne, nie znosił drobnomieszczańskiej mentalności, długo sympatyzował z komunizmem. Uważał, że ludzie są skazani na wolność, ponieważ kształtują swoje życie, podejmując kolejne wybory. Wolność dla Sartre’a była więc powiązana z odpowiedzialnością rodzącą samotność, poczucie zagubienia, strach przed śmiercią. Jednocześnie uciekał od konwenansów, cenił sobie swobodę oraz samotność. Dziś wracamy do wypowiedzi jednego z ojców egzystencjalizmu. 

 

 

 

 

 

 

Fot. wszystkie kolaże Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM