Chyba wszyscy w 2020 roku przewracają oczami, wzdychają, wkurzają się i krzyczą. Umówmy się – powodów mamy wiele. Nasze życie prywatne przewróciło się do góry nogami ze względu na pandemię, ale też sprawy polityczne wręcz komunikują nadchodzący koniec świata. No dobra – może nie koniec, ale przynajmniej powrót do czasów średniowiecza.

Serce mi się rozrywa, a nóż otwiera w kieszeni, kiedy widzę, co się dzieje obecnie w Polsce. Choć mieszkam teraz w USA, dałabym wszystko, aby wspierać i móc być w kraju, gdzie moje przyjaciółki, siostry, gdzie kobiety muszą walczyć o swoje prawa. Wszystko to, co widzę w mediach społecznościowych mieszkających w Polsce bliskich mi osób, przeraża mnie i wkurza. Ale też to, co widzę, nie jest mi obce. A to dlatego, że tu też niestety nic innego w ostatnich miesiącach nie robimy, tylko walczymy, protestujemy, oburzamy się.

Stany Zjednoczone, kraj niegdyś tak wymarzony, idealizowany, wydawałoby się perfekcyjny wręcz do mieszkania, kraj, w którym teoretycznie każdy mógł być sobą... You know – american dream. No cóż, ostatnio to żadnego „dream” to za bardzo tu nie ma. Mamy za to dzieci imigrantów oddzielone od swoich rodzin, zbliżający się wielkimi krokami zakaz aborcji, zerową państwową służbę zdrowia, ludzi umierających bez powodu przez ich kolor skóry, no i co by tu dużo mówić – celebrytę z wielkim ego, który nie ma pojęcia o polityce jako naszego prezydenta. Proszę państwa, nie muszę mówić dużo – Mr. Donald Trump.

Szczerze mówiąc, jak myślę o Donaldzie Trumpie, to już sama nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. A to dlatego, że jest to postać absurdalna i fakt, że jest on głową państwa, jest jeszcze bardziej absurdalny. Popatrzmy na to z innej strony, robiąc porównanie do przestrzeni prywatnej. Jeżeli twój chłopak zranił cię i zmarnował twój cenny czas podczas dwuletniego związku, to jak bardzo zraniłby cię, jeżeli byłabyś z nim 4 lata? Albo 8? Tu niestety zachodzi taka sama zależność. Mechanizmy obecne w relacjach międzyludzkich znajdują swoje odzwierciedlenia w mechanizmach na szczeblu władzy. I świat polityki jest dziś dla kobiet światem przypominającym toksyczny związek. Jeżeli człowiek, który nie jest kompetentny do sprawowania władzy w kraju, wyrządził już tyle krzywdy podczas czteroletniej kadencji, to nie chcę myśleć, ile wyrządzi w ciągu 8 lat. A wyrządzić może naprawdę dużo, ponieważ niestety Trump nie obiecuje nic dobrego w tegorocznych wyborach.

1 wybory usa

Przez ostatnie miesiące prezydent Stanów Zjednoczonych nie odnosił się w żaden przejmujący czy też emocjonalny sposób do obecnych protestów wspierających ruch Black Lives Matter. Pytany wielokrotnie podczas kampanii o opinię, dał dość mocno do zrozumienia, że po prostu ta „idea” go nie interesuje. Co jednak mocno podkreślał, to jego stosunek do zamieszek na protestach. Czyli typowe zachowanie władzy, kiedy chce wyjść z czegoś „cało” – trzeba zwalić winę na kogoś. Oczywiście bynajmniej nie na rząd, dyskryminację panującą od początku istnienia tego kraju, czy broń boże na amerykańską policję, która znacznie przekracza swoje kompetencje jako służba państwa, zabijając niewinnych ludzi tylko ze względu na ich kolor skóry. Donald Trump powiedział, że ruch Black Lives Matter to ruch symbolizujący nienawiść i choć jego wyborczy sztab tłumaczył go, mówiąc, że prezydent miał na myśli bunt i agresję podczas protestów, każdy dobrze wie, że to tylko wymówki, ponieważ obecny prezydent jest i niestety zawsze był rasistą. Nazwij mnie naiwną, ale uważam, że głowa państwa powinna być reprezentantem pokoju i równości. Tymczasem nasza głowa państwa dyskryminuje 40 milionów obywateli swojego własnego kraju.

Z drugiej strony mamy kandydata na prezydenta, reprezentującego partię demokratyczną. Joe Biden, który otwarcie wspiera ruch Black Lives Matter, który był i jest tak ważny dla tego kraju. Na krajowej konwencji Demokratów w sierpniu Biden wyraził poparcie dla ruchu i zaprosił braci George'a Floyda (ofiary morderstwa dokonanego przez policjantów) do zabrania głosu. Sama byłam na wielu protestach w tym roku – w San Francisco, Berkeley czy Los Angeles. I choć  jestem osobą, która jest uprzywilejowana – ponieważ mój kolor skory nie dyskryminuje mnie w żaden sposób, nie sprawia, że boję się chodzić sama po ulicach – nie zmienia to faktu, że na tych właśnie protestach krzyczałam i walczyłam o prawa ludzi, które nie powinny w ogóle być kwestionowane. Ale umówmy się, ile można walczyć cały czas o to samo? Te prawa po prostu powinny zostać już wywalczone. Więc Trump – idź już wreszcie do domu!

2 wybory usa

Następna dość wkurzająca kwestia, którą dość dobrze zrozumiecie drogie panie, ale i panowie, to prawo do aborcji. Tak więc odrobina historii – aborcja jest legalna w Stanach Zjednoczonych od 1973, dzięki przełomowi, który spowodowała sprawa Roe kontra Wade. Wszystko teoretycznie fajnie i kolorowo, tylko że od dłuższego czasu skrajnie prawicowi politycy i fanatycy starają się nam to prawo odebrać. Donald Trump otwarcie mówi, że jest „pro-life”. Bardzo śmieszne jest to, że dla niego – człowieka z wielkim ego, który zrobi wszystko, by wygrać – to tylko jedna wielka manipulacja. Otóż Trump jest konserwatywnym człowiekiem, ale do bardzo religijnych nie należy. Niech będzie jeszcze bardziej zabawnie i absurdalnie: dla odmiany Joe Biden akurat jest wierzący i praktykujący, ale w swojej kampanii prezydenckiej popiera prawa kobiet, w tym legalną aborcję. Trump za to robi wielkie show, jak to dla Boga jest antyaborcyjny – problem w tym, że mało tego Boga w jego życiu. Robi to wszystko tylko i wyłącznie po to, by zdobyć głosy, dość sporej grupy w amerykańskim społeczeństwie, czyli konserwatystów i ludzi wierzących.

Sprawa się robi się dość poważna i szczerze nie zdziwiłabym się, jeżeli niedługo będziemy musiały pożyczać transparenty od naszych polskich przyjaciółek i same zacząć protestować przeciwko zakazowi aborcji. Otóż Trump swoimi politycznymi zagrywkami dość mocno pogrywa z ustawą z 1973 roku. Ograniczył jedyne państwowe placówki, które wspierały kobiety, które nie miały ubezpieczenia zdrowotnego (uwierzcie, to większość w tym kraju) poprzez nakładanie nowych regulacji – np. że placówka, w której prowadzona jest twoja ciąża, nie może być miejscem, w którym wykonuje się też aborcje. Przez to Planned Parenthood (które osobiście uwielbiam i od lat wspieram finansowo) straciło dofinansowanie od państwa. A straciło je dlatego, że pomagało kobietom takim jak ja czy ty: oferując bezpłatną antykoncepcję, bezpłatną cytologię, poprowadzenie twojej ciąży czy jej przerwanie.

Kolejnym krokiem, który sprawił, że wszystkie kobiety w USA miały ciarki, była propozycja kandydatury do Sądu Najwyższego. Nominowanie kandydatki, która jest tak konserwatywna, że zamierza ograniczyć prawa kobiet – w tym prawa reprodukcyjne – Amy Coney Barrett. Chciałabym tutaj tylko przypomnieć, że stanowisko Sądu Najwyższego obejmujesz dożywotnio. Nic więcej dodać, nic ująć. Tak więc nie powiem już nic więcej w tej sprawie, bo musiałabym powiedzieć coś bardzo brzydkiego i wulgarnego.

3 wybory usa

Prawa osób LGBTQIA: następna kwestia, o której można by mówić bez końca przy okazji trwania tej kampanii. Niestety nic optymistycznego powiedzieć się nie da, ponieważ Trump znowu sobie w tak zwane kulki leci. Prezydent otwarcie mówi, że jest przeciwko małżeństwom osób tej samej płci. Krok po kroku powoli zabiera następne prawa osobom ze społeczności LGBTQIA. Najbardziej w ostatnim czasie ucierpiały osoby transpłciowe, ponieważ administracja Trumpa rozwaliła ustawę dotyczącą korekty płci. Odwołali też przepisy zawarte w Obamacare, które miały chronić osoby nieheteronormatywne osoby przed dyskryminacją w służbie zdrowia. Zakazano osobom transpłciowym zaciągać się do wojska, natomiast zezwolili schroniskom dla bezdomnych na odrzucanie osób transpłciowych (say what?). A to niestety wydaje się być tylko początek. Wisienką na torcie jest córka naszego „wybitnego” prezydenta – Tiffany Trump, która kilka dni temu wypowiedziała się na temat zarzutów wobec jej ojca, mówiąc, że jest on przyjacielem gejów i zawsze wspierał środowisko LGBTQ. Coś wam to przypomina? Z Kingą Dudą by się zaprzyjaźniły. To następny moment, kiedy nie wierzę w to, co widzę i słyszę i przewracam oczami. Trump: zabierz córkę Tiffany i idź do domu!

Z wielu rzeczy podczas trwania tej kampanii się śmiałam, ponieważ ten, kto oglądał debaty, wie, że niektóre wypowiedzi były tak absurdalne i rozmijające się z pytaniami, że stawały się aż komiczne czy też groteskowe. Nie zapomnijmy też o musze, która (o ironio!) siedziała na głowie kandydata z partii konserwatywnej – Mike’a Pence’a. Memy o tym przejdą do historii. I choć ta kampania miała zabawne momenty, powiem szczerze, że koniec końców jestem po prostu przerażona.

Jestem przerażona jako obywatelka Stanów Zjednoczonych, jako kobieta, jako człowiek. Tym, że wszystkie sklepy są od kilku dni są zabarykadowane, tym, że czuć ten strach w powietrzu, tym, że ludzie, których znam chcą coś zmienić, ale nie wiem, czy ich i mój głos wystarczy. Tym, że od jakiegoś czasu czuć mrok w tym kraju. I koniec tego mroku może nadejść tylko wtedy, jeśli wygra Joe Biden. A jeżeli nie, no to... ludzie będą źli, wkurzeni, a to oznacza tylko jedno – it’s time for a revolution baby! Tylko, że rewolucje różnie potrafią się kończyć.

4 wybory usa

5 wybory usa

6 wybory usa