Kobieca masturbacja to nie oksymoron. To fakt. Żeby wreszcie zlikwidować narosłe wokół niej tabu i fałszywe przekonania, trzeba głośno i wyraźnie mówić o kobiecej seksualności. Bo ciało powinno być źródłem przyjemności, a nie powodem do wstydu.

Nie dowiesz się o niej w szkole, w domu też raczej nie. Może od koleżanek. Kiedy mowa o masturbacji, pierwszym skojarzeniem jest autostymulacja penisa, a więc przypisujemy tę czynność osobom z męskimi genitaliami. Dlatego z oporami używamy tego słowa w kontekście kobiecych zachowań autoerotycznych.

– Osobiście nie lubię słowa „masturbacja” – mówi nasza ekspertka, seksuolożka i edukatorka seksualna Izabela Jąderek. – Dlatego zachęcam kobiety, które czują niechęć, opór przed masturbacją, żeby nazwały ją inaczej. Samomiłością, automiłością, autoerotyzmem – określeniem, które będzie im się kojarzyło z dawaniem sobie przyjemności, bo o to właśnie w masturbacji chodzi.

Co z tą masturbacją zrobić? Odzyskać to określenie, aby na równi odnosiło się do kobiet, jak i mężczyzn? Szukać synonimów, tak jak zrobili to Szwedzi? W 2015 roku wyłoniono w ramach ogólnokrajowego konkursu zorganizowanego przez Swedish Association for Sexuality Education słowo „klittra”, które miało być odpowiedzią na leksykalną dziurę i przypominać, że kobiety też się masturbują. Jednak nie wszyscy zareagowali entuzjastycznie. Neologizm bazujący na połączeniu słów „clitoris” (jako że łechtaczka jest ważnym punktem kobiecego ciała zapewniającym rozkosz) i „glitter” (brokat lub blask, co ma kojarzyć się z przyjemnymi, radosnymi doznaniami) nie każdemu się spodobał. I choć idea wydaje się świetna, to i ona znalazła przeciwników – bo może lepsze byłoby po prostu nowe określenie neutralne płciowo. Może. Faktem jest, że dzięki pojawieniu się klittry media na całym świecie podjęły temat kobiecej masturbacji.

Choć powiedzieliśmy głośno i wyraźnie, że kobiety uprawiają seks solo, to wciąż brakuje nam dokładnych danych na ten temat. Masturbuje się od 38 do 92% kobiet na świecie. Skąd takie rozbieżności? Wynika to przede wszystkim z pytań, jakie zadaje się ankietowanym. Czy dotyczą one masturbacji w ogóle, czy jej częstotliwość itd. Podejrzewa się przy tym, że część kobiet nie przyznaje się do zachowań autoerotycznych, nawet jeśli je praktykuje.

– Podejście kobiet do masturbacji zmienia się, jednak bardzo powoli – podkreśla Izabela Jąderek. – Trudno jednoznacznie określić na reprezentatywnej grupie, jaki jest ten stosunek, gdyż nie zawsze można wierzyć statystykom. W Stanach Zjednoczonych, gdzie w kwestii aktywności seksualnych panuje większa otwartość i liberalność poglądów, masturbuje się i mówi o tym otwarcie od 80 do 90% kobiet i mężczyzn. W Polsce – jak pokazują badania profesora Zbigniewa Izdebskiego – o masturbacji mówi od 11 do 20% Polek i Polaków. Badania przeprowadzone w Chinach pokazują, że około 13% kobiet zdarzało się masturbować w czasie, o który pytano w ankiecie (12 miesięcy). Generalnie masturbacja nadal jest tematem szalenie wstydliwym, o którym nie mówi się głośno nawet w gronie bliskich koleżanek czy kolegów.

Kontekst społeczny nie jest tu bez znaczenia. Nastoletni samogwałciciele tudzież onaniści (takie słownictwo było kiedyś na porządku dziennym) jeszcze niedawno straszeni byli oślepnięciem, a nawet utratą życia. Jakoś jednak udało nam się zwalczyć pokutujące przez wieki przekonanie, że onanizm jest szkodliwy. Choć rodzicom wciąż może być ciężko uznać swoje ukochane dziecko za istotę seksualną, nawet jeśli śmieją się z takich upomnień jak „ręce na kołdrze”. Niemniej jesteśmy istotami seksualnymi od początku życia, nasza seksualność stopniowo się rozwija. Już u kilkuletnich dzieci mogą wystąpić zachowania masturbacyjne. Maluchy oczywiście nie są jeszcze świadome ich seksualnego kontekstu. Autoeksploracja swojej seksualności, poznawanie ciała jest nie tylko totalnie naturalną, normalną potrzebą, lecz także sposobem na przygotowanie się do seksu z partnerem czy partnerką. Masturbowanie się nie przyspiesza inicjacji seksualnej, wręcz może ją opóźnić, jest bezpieczną formą seksu, bo nie wiąże się z ryzykiem ciąży czy zarażenia się chorobami przenoszonymi drogą płciową. I tak jak u chłopców w okresie dojrzewania pojawia się napięcie seksualne i zaczyna się jego świadome rozładowywanie za pomocą technik masturbacyjnych oraz czerpanie z tego przyjemności, tak samo jest u dziewcząt. Albo i nie, bo część z nich unika masturbacji i to nie z braku potrzeby. A jeśli nawet to robią, to z poczuciem winy, wstydu, grzechu czy tego, że coś jest z nimi nie tak.

– Z moich obserwacji gabinetowych wynika, że kobiety zwykle o masturbacji czy potrzebach płynących z ciała nie mówią, krępują się, a na próby treningu masturbacyjnego reagują oporem, niechęcią lub wprost odrzuceniem – opowiada Izabela Jąderek. – Negatywne podejście do masturbacji koreluje z wychowaniem w duchu religijnym, tradycyjnym, konserwatywnym. Kobiety, które mają bardziej liberalne poglądy i które nie były karane za dziecięce przejawy seksualności, mają do masturbacji zdecydowanie przychylniejszy stosunek – podkreśla ekspertka.

Można więc mówić o zaletach samomiłości, kłaść nacisk na to, że kobiety i mężczyźni mają równe prawa, jeśli chodzi o seksualną przyjemność i sposoby jej osiągania. Jednak musi to być akceptowane społecznie, w przeciwnym razie sama świadomość może nie wystarczyć, abyśmy pozbyły się zahamowań. O ile oczywiście chcemy, bo przecież nie ma przymusu masturbowania się – nie popadajmy w kolejną skrajność.

Samomiłość ma wiele zalet, pozytywnie wpływa na nasze ciało i psychikę – uwalnia endorfiny, więc poprawia nastrój, podnosi poczucie własnej wartości, łagodzi stres, pomaga w walce z różnymi bólami, a także pozwala nam poznać drogi dochodzenia na szczyt. Buduje też naszą seksualną niezależności, poczucie, że same sobie możemy zapewnić orgazm. To ma duże znaczenie. Według seksuolożki Betty Dodson „masturbacja jest kamieniem węgielnym wyzwolenia kobiet”. Nie chodzi o to, że nie potrzebujemy mężczyzn, ale o to, że nie jesteśmy od nich uzależnione, że nasza seksualna przyjemność nie jest zależna od kogokolwiek.

W społeczeństwie wciąż pokutuje obraz księżniczki czekającej z rękami na kołdrze na księcia, który rozbudzi jej seksualność, pokaże, co i jak. Jednak nie ma się co oszukiwać – nikt nam nie zagwarantuje seksualnej satysfakcji. Bo seks zaczyna się w głowie. W naszej głowie. Więc tak, dotarcie się z partnerem jest ważne, ale podstawa to poznanie siebie, poznanie swoich granic i dopiero wtedy ich świadome przekraczanie, rozwijanie swojej seksualności, w parze lub w pojedynkę. I może warto podkreślić, że masturbacja nie jest ostatnią deską ratunku dla tych, którym się nie udało znaleźć partnera_ki. Masturbacja to seks, równoprawna aktywność seksualna, a nie nędzny zamiennik. Ponadto w przypadku kobiet prowadzi częściej do orgazmu niż stosunek z drugą osobą. Znowu pojawia się kwestia głowy. Same, oswojone ze swoim ciałem, po pierwsze wiemy, jak mu zrobić skutecznie dobrze, po drugie to się udaje, bo nie krępuje nas czyjaś obecność, nie martwimy się, jak ktoś nas oceni, koncentrujemy się tylko na sobie, działamy we własnym tempie. A nad kobiecym orgazmem trzeba trochę popracować, żeby się pojawił.

Samomiłość ma wiele zalet, pozytywnie wpływa na ciało i psychikę – poprawia nastrój, podnosi poczucie własnej wartości, łagodzi stres, pomaga w walce z różnymi bólami, a także pozwala poznać drogi dochodzenia na szczyt.

– Podczas seksu niektóre kobiety zrzucają na partnera odpowiedzialność za to, że nie doświadczyły przyjemności – mówi nasza ekspertka. – Oczywiście w wielu przypadkach może być to prawda, jeśli partner nie poświęca wystarczająco dużo uwagi czy czasu kobiecie. Pomijając jednak ten aspekt, jak wskazuje definicja zdrowia seksualnego, każda jednostka jest odpowiedzialna we własnym zakresie za swoją przyjemność seksualną – oznacza to, że jeśli chce tej przyjemności doświadczyć, to warto, aby samodzielnie sprawdzała, co jej ciału daje rozkosz, i wskazała to partnerowi czy partnerce. Bez tego trudno oczekiwać, że ktoś inny będzie wiedział lub się domyśli, czego chcemy. Nieznajomość własnego ciała i jego reakcji jest najczęstszą przeszkodą w osiągnięciu orgazmu i satysfakcji seksualnej. A sam trening masturbacyjny bywa zalecany przez seksuologów jako droga do przyjęcia swojej seksualności jako czegoś wzbogacającego, naturalnego, do doświadczania przyjemności bez zawstydzenia czy poczucia winy. Uwaga poświęcana własnemu ciału pozytywnie wpływa na poczucie własnej atrakcyjności, pewności siebie, na świadomość własnych potrzeb. Kobietom trudniej niż mężczyznom osiągnąć orgazm, a masturbacja może być doskonałym sposobem, aby się tego nauczyć. Mężczyźni dzięki masturbacji lepiej poznają swoje reakcje seksualne i uczą się panować nad wytryskiem – trening bowiem jest wykorzystywany w terapii przedwczesnego wytrysku, który jest najczęstszą dysfunkcją seksualną wśród panów. Ponadto masturbacja ułatwia zasypianie, rozładowuje napięcie emocjonalne i seksualne, daje możliwość skupienia się wyłącznie na sobie, poprawia ukrwienie skóry, dotlenia, zmniejsza ból (np. podczas miesiączki) i poprawia odporność – wylicza moja rozmówczyni.

Kolejna kwestia to masturbacja, kiedy pozostajemy w związku. Niby wiemy, że jest to równorzędna forma ekspresji seksualnej, forma dbania o samego lub samą siebie, utrzymywanie kontaktu z własnym ciałem, więc nie powinno być większego problemu, zwłaszcza kiedy regularnie uprawiamy seks partnerski. A jednak dla niektórych seks solo w związku jest nie do pomyślenia.

– Jeśli jedna osoba nie ma ochoty na seks, a druga chciałaby się masturbować, bywa to traktowane jako zdrada czy intencjonalne zranienie. Podobnie dowiedzenie się o masturbacji partnera_ki lub przyłapanie na tym powoduje zakłopotanie i obawy, że być może coś we wspólnym seksie jest nie w porządku, skoro partner_ka potrzebuje od czasu do czasu autostymulacji – komentuje Izabela Jąderek.

Może wiązać się to z brakiem odpowiedniej komunikacji w sferze intymnej w związku, brakiem mówienia o swoich potrzebach. Pewne jest jedno – nikt nie może nam zabronić takich autoczynności, bo byłoby to wpływanie na naszą autonomię, ograniczanie naszej wolności seksualnej. Nadużyciem jest też wymaganie, abyśmy masturbowali się na cudzych oczach, jeśli nie mamy na to ochoty. Może to być ciekawe doświadczenie, jednak na pewno inne niż wtedy, kiedy robimy to bez widzów. Randki z własnym ciałem, kiedy pozostajemy w związku, są jak najbardziej w porządku, są częścią naszej seksualności i szansą na odkrycie czegoś nowego, czym możemy później podzielić się z drugą osobą.

Julie Holland w książce „Dlaczego bywam humorzastą zołzą” pisze: „Twoje libido nie wyczerpie się, jeśli będziesz się masturbować. Komfortowa masturbacja poprawi jakość twojego seksu i ułatwi osiągnięcie spełnienia z partnerem. [...] Niezależnie od tego, czy robisz to palcami, wibratorem, ciągłym strumieniem wody czy pocierając się poduszką, próbuj różnych sposobów stymulacji, dopóki nie dowiesz się, co na ciebie najlepiej działa”.

Dodałabym, że warto zmieniać techniki, eksperymentować, nie dać się rutynie, choć i ta ma swoje zalety. Pamiętajmy jednak, że seksualność jest płynna, ewoluuje z nami, wraz z upływem czasu zmieniają się nasze potrzeby, a nowości działają bardzo stymulująco.

– Zachęcam kobiety do wzięcia lusterka i przyjrzenia się swoim narządom płciowym oraz do dotykania ich – sprawdzenia, jaka jest ich budowa, jak wygląda łechtaczka, jak wyglądają wargi sromowe, ujście pochwy, jaka jest faktura tych miejsc, jakie wrażenia i doznania z ciała i myśli pojawiają się, kiedy w ten sposób daje się uwagę swojemu ciału – mówi seksuolożka Izabela Jąderek. – Można wtedy zaobserwować, co jest dla nas ważniejsze – czy to, że dotyk jest przyjemny, czy jednak to, że myśli mówią, iż robić się tego nie powinno. Dodatkowo zachęcam kobiety, żeby podczas samomiłości poświęciły uwagę nie tylko swoim narządom płciowym i od razu je stymulowały, ale żeby nasyciły się bogactwem doznań płynących z całego ciała: z dotyku piersi, wnętrza ud, pośladków, brzucha, wzgórka łonowego – można zająć się tym podczas kąpieli czy w innym momencie, kiedy ma się więcej czasu dla siebie.

Istotne wydaje się podkreślenie, że seks solo nie musi zakończyć się orgazmem, bo w zasadzie nie po to jest. Napinanie się na orgazm zwykle powoduje jego brak i zamiast rozluźnienia i przyjemności – niesie stres.

I jeszcze jedno. Jakiś czas temu w artykule „Seksualność dziewic” Nat (proseksualna.pl) pisała ciekawie o koncepcie dziewictwa i takich kwestiach jak właśnie masturbacja. Trzeba przyznać, że utratę dziewictwa sprowadzaną do przerwania błony dziewiczej w trakcie kontaktu seksualnego z mężczyzną można uznać za kolejny konstrukt społeczno-kulturowy ograniczający kobiecą seksualność. Zwłaszcza że nie każda dziewczyna ma błonę dziewiczą. Każda z nas powinna sama zdefiniować, czym dla niej jest dziewictwo, czy w ogóle ta kategoria jej odpowiada. W każdym razie wydaje się możliwe pogodzenie potrzeby rozładowania napięcia seksualnego z „zachowaniem dziewictwa” – unikając penetracji, skupiając się na łechtaczce i innych partiach ciała.

Pozostaje przygotować lubrykant do nawilżenia miejsc intymnych, umyć ręce i poznawać całe ciało. Palcami lub wibratorem – można go użyć nie tylko do stymulacji genitaliów, lecz także do masażu innych miejsc. Pobudzać łechtaczkę didżejskim ruchem lub skupić się na penetracji pochwy. A może jedno i drugie? Wtedy przyda się na przykład wibrator królik. Pole do popisu – co i jak robić – mamy naprawdę duże. 

1 girls room sexy fridays masturbacja

Źródła, z których korzystałam i do których warto zajrzeć:

proseksualna.pl/seks/masturbacja-w-zwiazku/

proseksualna.pl/seks/seksualnosc-dziewic/

„Niebezpieczeństwa onanizmu” J.-L. Doussin-Dubreuil, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria;

„Dlaczego bywam humorzastą zołzą” Julie Holland, Wydawnictwo Czarna Owca;

„Seksualność Polaków na początku XXI wieku. Studium badawcze” profesora Zbigniewa Izdebskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Tekst ukazał się pierwotnie w trzecim numerze feministyczno-erotycznego magazynu „G'rls ROOM” (numer 3 - lato 2017).

Ilustracja nonsense-warehouse dla „G'rls ROOM”

Instagram G'rls Room

Sorry something went wrong. Here is the possible list of errors:

  • Error loading user data