Jeszcze nie tak dawno w internecie roiło się od licznych protestów kobiet wobec wypominania zgwałconej 17-latce z Irlandii tego, że miała na sobie koronkową bieliznę. I to na sali sądowej. Mężczyzna zawsze znajdzie dobre wytłumaczenie dla swojego zachowania, zrzucając winę na ofiarę. A tę, zwłaszcza jeśli jest młodą kobietą, łatwo jest zmanipulować. Jeszcze łatwiej jest, jeśli pozna się słabości swojej potencjalnej ofiary.

Miałam 16 lat, byłam wychudzoną, drobną blondynką z grzywką. Byłam bardzo zbuntowana wobec świata, który dość często mnie krzywdził. Wyjechałam ze swojego małego miasteczka do dużego miasta, aby uczyć się w prywatnym liceum plastycznym. Już wcześniej miałam spory problem z depresją, autoagresją, narkotykami i alkoholem, a duże miasto umożliwiło mi niestety nie rozwój talentów, lecz nałogów. Dzień bez ćpania nie istniał, ludzie się ode mnie odwracali, a ja dalej w to bezrefleksyjnie brnęłam. Bardzo często najprostszym rozwiązaniem okazywał się zakup dopalaczy w jednym z pseudo punktów xero. Narkomani są leniwi, a co za tym idzie – uwielbiają proste rozwiązania. To nasz chleb powszedni.

Zaczęło się od tego, że któregoś dnia w kwietniu, gdy wybrałam się po zakup dopalaczy, kark z okienka powiedział mi, że jestem za ładna i nie sprzeda mi tego syfu. Dodał na sam koniec mojej próby namawiania go na sprzedaż, żebym nawet nie próbowała się tu kręcić czy kogokolwiek prosić o pomoc.

Po dwóch miesiącach znów się tam pojawiłam. Nie wiem do dzisiaj, czy był to ten sam mężczyzna, ale przyglądał mi się bardzo wnikliwie, sprzedał mi dopalacz, po czym zapytał, czy nie chcę czegoś lepszego od tego syfu. Wytłumaczyłam mu, że to moja opcja awaryjna, więc powiedzmy, że jestem zainteresowana. Dał mi swój numer, powiedział, żebym puściła mu sygnał. Zaczął potem do mnie wypisywać, ale nie odpowiadałam. Po kilku dniach znalazł mnie na Facebooku. Wiedział o moim uzależnieniu, a co za tym idzie – wiedział, jak mnie podejść. Z początku mówił, żebym do niego wpadła, bo ma dla mnie prezent. Wiedziałam, że chodzi o narkotyki. Nie brakowało mi ich wtedy, więc go zbywałam, ale on był natrętny i dociekliwy, zasypywał mnie pytaniami, co robię. Byłam nieugięta mimo pokusy. Dzień przed zakończeniem roku oznajmił mi, że robi imprezę u siebie i czy nie chciałabym dorobić sobie jako „kelnerka”, a przy okazji dostać trochę towaru. Oczywiście zaproponował mi niebotyczną kwotę. Czułam, że coś jest nie tak, znalazłam sobie wymówkę i podziękowałam.

W wakacje moje uzależnienie z dnia na dzień nabierało tempa, a ja nie widziałam w życiu innego sensu jak narkotyki. Kolega ,,dealer” dał mi spokój, lecz ja znalazłam się w sytuacji na tamten moment bez wyjścia. Nie mogłam nigdzie dostać prochów, ludzie proponowali mi albo ścierwo albo coś co było za lekkie. Ja głupia, słaba, na głodzie myślałam tylko o tym, żeby wziąć. Zdesperowana zadzwoniłam do Michała, tak miał na imię. Bez problemu się zgodził, ale w miejscu dogodnym dla niego. Była to dzielnica na końcu miasta, przystanek autobusowy. Poprosił, żebym tylko kupiła jemu papierosy i colę, gdy będę mijała jakiś sklep całodobowy. Przejechałam całe miasto , bez problemu znalazłam sklep, zrobiłam zakupy.

17 lipca około godziny 23 , obca i odległa dzielnica prawie na obrzeżach miasta, blondynka z grzywką w czerwonym golfiku wypatruje dilera śmierci. Przyszedł.Nie miał dla mnie narkotyków, powiedział, że przejdziemy się do niego po to. Spojrzał na napój, który kupiłam i zarządził cofnąć się do sklepu po większy. Ten jemu nie wystarczy.

Po wyjściu ze sklepu szliśmy pustą ulicą przy świetle dogorywających lamp. Nie pamiętam księżyca. Rozmawialiśmy. Czułam się słaba z dwóch powodów: on miał narkotyki, a ja ich potrzebowałam, a drugi powód dosyć banalny dotyczył ciała-: był umięśniony, prawdopodobnie na sterydach. Dochodząc do jego bloku dał mi znać o swojej przewadze nade mną: złapał mnie bardzo mocno za kark i nie puszczał. Puścił. To nie był mężczyzna, którego pożądałam, wiedziała to moja głowa, serce i ciało. W brzuchu czułam ten strach, taki jak nigdy w życiu. To nie był ból związany z miesiączką, którą miałam, to nie był głód. Chciałam się wycofać, ale jak? Byłam słaba.

Dotarliśmy pod blok, nie miałam pojęcia, jaka to ulica, nie spojrzałam na numer bloku. Byłam „gdzieś”. Michał przygotował mi napój wysokoprocentowy z colą, ale po wypiciu łyka coś mi nie grało, czy to był smak, czy po prostu przeczucie – nie wiem do dzisiaj. On ciągle naciskał, żebym piła, ja odmawiałam. W końcu wracając z papierosa, niby przypadkiem zostawiłam szklankę na balkonie. Przyniósł ogromną reklamówkę ćpania, nigdy nie widziałam tyle narkotyków w jednym miejscu. Dałam mu pieniądze i liczyłam, że da mi tyle towaru, ile chcę i mnie wypuści. Wydzielił na stole olbrzymią porcję narkotyku i powiedział, żebym spróbowała, ja podziękowałam. „Skoro nie pijesz to chociaż spróbuj!” – nalegał. Upierałam przy swoim, ale on był stanowczy i wzbudzał we mnie strach. Kiedy się złamałam, powiedziałam, że się przekręcę po takiej dawce, że to za dużo na mnie, przecież jestem taka drobna, chuda… Długo się spieraliśmy, wreszcie odsypał. Prawie tyle co nic. Prawie, że wepchnął mi to na siłę. Wzięłam i zaczęłam się zbierać do wyjścia, on mnie zatrzymywał, a ja chciałam jak najszybciej uwolnić się od niego. Bezskutecznie. Zatrzymał mnie zarówno on, jak i narkotyk, który zaczął działać. Nie wiedziałam, co się dzieje. Zastanawiałam się, czy nie przedawkowałam. Miałam wrażenie, że zaraz odlecę, zemdleję. Czułam się tak źle, że jedynym moim pragnieniem była śmierć.

Całował mnie, ale wcale nie chciał mojego smaku, chciał tego, co pod ubraniem. Stawiałam opór słowny, ale moje słowa były niczym wobec jego wielkich rąk. Powiedziałam, że mam miesiączkę. Nie przeszkadzało mu to zupełnie, jedynie położył na łóżku ręcznik. Seks podczas menstruacji to sprawa, na temat której opinie są podzielone, ale seks podczas okresu, kiedy nie wyrażasz na to zgody? Tak, dobrze myślicie – rozebrał mnie i uprawiał ze mną seks. Gwałt upokarza, a to? Czułam się naga w swojej kobiecości, wydawało mi się, że jestem bezpowrotnie jej pozbawiona.

Uprawiał ze mną seks w różnych pozycjach, co gorsza bez prezerwatywy. U siebie w mieszkaniu poza ogromną ilością narkotyków posiadał jakieś wielkie noże, pałki i inne akcesoria, którymi można zrobić komuś krzywdę. Co chwilę sypał mi kolejne kreski narkotyku. Dołączył do mnie i braliśmy razem. Kolejnym upokorzeniem było to, jak usypywał sobie kreski na moim tyłku. Dzielił je tam jakąś kosą, już malował mi się w głowie obraz jak podcina mi nią gardło.

Nagle, w tym wszystkim, w tej całej sytuacji złożył mi propozycję… Kiedyś wspomniałam mu, że nie układa mi się z rodzicami, więc postanowił wykorzystać tę wiedzę. Powiedział, że jeśli nie chcę z nimi mieszkać, jeśli chcę się „usamodzielnić” i trochę zarobić, to on mi pomoże! Bo planuje właśnie mały biznes. Miałbym według jego planów mieszkać z innymi dziewczynami, miałabym swój pokój, a on przyprowadzałbym mi facetów, z którymi miałabym uprawiać seks – oczywiście wszystko miało być higieniczne i bezpiecznie, bo on czuwałby obok. I łaskawie dzieliłby się ze mną zyskiem i jeszcze dawał sobie przyzwolenie do pieprzenia mnie, kiedy tylko zechce. Słowem, zaproponował mi w trakcie tej koszmarnej nocy prostytucję a może nawet seksniewolnictwo, bo seks pracą bez wątpienia nie można tego nazwać. Do dziś odbija się to na mojej psychice, wciąż dźwięczy mi w głowie, jak mi to mówi – jak gdyby nigdy nic.

W którymś momencie wepchnął swojego penisa do moich ust najgłębiej jak się dało i przez bardzo długi czas zmuszał mnie do seksu oralnego. Ledwo co oddychałam, okropnie się dławiłam. To było potworne. Po czym znowu wszedł we mnie i był bardzo brutalny. Krzyczałam, wszystko, co wzięłam już schodziło ze mnie, w końcu miałam siłę na próbę pomocy samej sobie. Powiedział, że nawet gdyby mnie sąsiedzi usłyszeli i zadzwonili po policjantów, to oni i tak nie przyjadą, bo się go boją. Ja mimo wszystko z nadzieją krzyczałam dalej i strasznie płakałam. Miałam wrażenie, że on już nigdy nie przestanie mnie gwałcić. Trwało to cholernie długo. Byłam mokra od łez, a on był zlany potem. Na koniec powiedział, że za dużo wziął i że nie dojdzie. Posłał mnie do łazienki, żebym się wykąpała i ogarnęła.

W lustrze widziałam tylko spuchnięte, zapadnięte oczy, a zaraz po tym moja uwaga skupiła się na włosach. Były poszarpane, powyrywane. Wzięłam szybki prysznic, jakoś się ogarnęłam i wyszłam z łazienki. Michał dał mi zapakowaną kolejną porcję ćpania i wypuścił mnie z mieszkania.

Przez długi czas po tym zdarzeniu Michał mnie nękał. Dzwonił, a gdy nie odbierałam, wypisywał z pogróżkami, szantażami. Ciągle chciał, żebym go odwiedzała. Nie dawał mi spokoju, a ja bałam się każdego mężczyzny do tego stopnia, że pod poduszką trzymałam nóż.

Trafiłam do szpitala psychiatrycznego, a zaraz po tym rozpoczęłam walkę z nałogami. Po około 4 miesiącach od gwałtu zaczęłam rozmawiać o nim z terapeutami. Od 2,5 roku jestem trzeźwa, zbudowałam na nowo relacje z rodzicami, zmieniłam towarzystwo. Mam wspaniałego chłopaka, z którym mieszkam aktualnie w Łodzi wraz z naszym kotem. Przy nim spędziłam jedne z najpiękniejszych chwil życia, a właściwie to nauczyłam się żyć kochając i walczyć. To, że jest dobrze, nie znaczy, że jest łatwo. Do dzisiaj chodzę do psychiatry i biorę leki, często budzę się z płaczem, bo śnił mi się gwałt. Czuję się przerażona, gdy patrzy na mnie mężczyzna na ulicy czy w tramwaju. Nie raz nawet przy mojej miłości, najczęściej podczas stosunku, zaczynam płakać, trzęsę się, bo przypomina mi się tamta noc. Czy próbowałam zgłosić to na policję? Po co? Będę musiała tą historię opowiedzieć jak jedna z wielu dziewczyn tabunowi obcych ludzi, a i tak zostanę uznana za ćpunkę i dziwkę. Niestety żyjemy dziewczyny w kraju, gdzie władza i przepisy nie ułatwiają nam życia po takiej traumie.

Nie napisałam tego, żebyście „uważały na siebie”, bo to bezsensowna gadka. Chcę, żebyście tak jak ja teraz, nie istotne, czy podpisane imieniem i nazwiskiem czy anonimowo, opowiadały o tym, a przede wszystkim próbowały sobie pomóc i o siebie walczyć. Nawet jeżeli przez długi czas nie będziecie widziały w tym sensu.

 1 Wasz pokoj

Fot. Aleksandra Szajnecka / @szajnecka