Kochamy je za niepowtarzalny zapach, za rozrywkę, mądrość i niezawodne towarzystwo. Książki. Lekkie i te ambitne, do pociągu i na spokojny wieczór. Niekoniecznie nowości, ale zawsze lektury warte polecenia. Zobaczcie, co redakcja enter the ROOM czyta w tym tygodniu!

Bodo wśród gwiazd, Anna Mieszkowska. Wydawnictwo Marginesy

Kabaret w Polsce wraca do łask. Na półkach znajdujemy coraz więcej publikacji na temat teatrów rewiowych i ich twórców. Jedną z nich jest książka Anny Mieszkowskiej „Bodo wśród gwiazd”, w której autorka opowiada historię jednego z najbardziej znanych polskich artystów – Eugeniusza Bodo – oraz innych twórców przedwojennych kabaretów. Mieszkowska oprowadza nas po artystycznych ulicach Warszawy okresu dwudziestolecia międzywojennego. Idąc jej śladem, trafiamy, między innymi, do teatru Qui pro Quo na ul. Senatorskiej 29, którego spektakle cieszyły się uznaniem również za granicą, a na jego deskach występował słynny „król mody” Eugeniusz Bodo.

Tytuł książki Mieszkowskiej jest mylący. Nie jest to biografia Bodo a opowieść o wspaniałych artystach przedwojennej Warszawy. Znajdziemy w niej historie wybitnych twórców rewiowych, aktorów czy autorów piosenek i spektakli. Mieszkowska przenosi nas w świat pełen radości, śmiechu, a także namiętności i porywów serca. Z drugiej strony autorka pokazuje, w jaki sposób na życie artystów wpłynęła II wojna światowa. Przykre doświadczenia dotknęły wielu aktorów. Nie rzadko zmuszeni byli do emigracji z kraju. Mieszkowska przypomina nam o postaciach, które kiedyś królowały na deskach teatralnych, a dziś zostały zapomniane. Krok po kroku przedstawia swojemu czytelnikowi historię Hanki Ordonówny, Zuli Pogorzelskiej czy Fryderyka Járosy. Na nowo pozwala zabłysnąć ich gwiazdom.

„Bodo wśród gwiazd” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, który chcą poznać losy teatrów i kabaretów polskich okresu dwudziestolecia międzywojennego. Historie bohaterów przedstawione są jasno i zwięźle a zabawne anegdoty z życia gwiazd stanowią element humorystyczny. Mieszkowska pisze językiem prostym i przystępnym, dlatego też „Bodo wśród gwiazd” to propozycja dla każdego, kto chce na chwilę przenieść się w czasy kolorowych rewii kabaretowych.

Aleksandra Lewandowska

 

Zły, Leopold Tyrmand. Wydawnictwo MG

Jak czyta się „Złego” po ponad 60 latach od jego wydania? Otoczka skandalu wokół książki gdzieś się już ulotniła zastąpiona przyciężkim mianem kultowości. A wszystko, co kultowe lubi zawieść, bo generuje zbyt duże oczekiwania, a jednocześnie, nawet jeżeli powoli i z klasą, po prostu się starzeje. „Zły” przynajmniej mnie jednak nie zawiódł. Choć klimat Warszawy pokazanej przez Tyrmanda różni się diametralnie od obecnego, ten nieistniejący już koloryt jest raczej fascynujący niż anachroniczny. Przeniesienie w czasie następuje już od pierwszych stron i aż do samego końca wcale niekrótkiej powieści ma się ochotę pozostać w tym świecie Tyrmanda jak najdłużej. Miasto wydaje się być żywym organizmem w ciągłej budowie – jest poszatkowane i poranione, wiecznie ewoluujące. Razem z Tyrmandem przemierzałam ulice, które znam tak dobrze – Zielną, Próżną, Kruczą, Marszałkowską, Aleje Jerozolimskie… Oglądałam miasto, które wstaje z martwych i zaczyna żyć swoim własnym, nieuporządkowanym, kapryśnym i trochę zawadiackim życiem. I choć gdy czytałam „Złego”, największą przyjemność sprawiało mi właśnie eksplorowanie stolicy z początku lat 50., opisanej tak plastycznie przez Tyrmanda, warszawiaka z krwi i kości, w „Złym” przyciągnęła mnie nie tylko Warszawa. W końcu to powieść złożona z masy drobnych, dopracowanych, połączonych w spójną całość elementów. Jest w niej miejsce na ironię i karykaturalne ukazanie komunistycznych realiów, są bohaterowie, którzy nawet jeżeli czasem przerysowani, wydają się bardzo autentyczni i namacalni, jest wątek kryminalny i klimat rodem z filmów noir. „Zły” starzeje się jak dobre wino, wraz z upływem czasu jego smak staje się intensywniejszy i bardziej niespotykany. I co istotne: to wino nie musi przypaść do gustu tylko warszawiakom.

Aleksandra Nowak

bodo tyrmand book ksiazka toczytamy

Fot. Marcos Rodriguez Velo