Człowiek z natury jest leniwy i lubi łączyć przyjemne z pożytecznym. Na przykład taki seks. Przecież się pocimy, męczymy, więc na pewno spalamy w jego trakcie masę tłuszczu i zbędnych kalorii. Może by tak zastąpić siłownię seksem? Sprawdzamy, ile kalorii jesteśmy spalić w jego trakcie i czy faktycznie warto rezygnować ze sportu. 

Jak to jest z tym seksem? Według badań profesora Zbigniewa Izdebskiego uprawiamy go najczęściej wieczorami albo w weekendy. Nie ma się jednak co oszukiwać – wykończeni obowiązkami zawodowymi i domowymi w tygodniu wieczorami po prostu padamy, a jeśli seks się przytrafia, to szybki. Seks z rana działa jak zastrzyk energii, może by nawet pozytywnie nakręcił na cały dzień pracy, ale przecież zawsze nam się spieszy. Wyobraźmy więc sobie taką przykładową, statystyczną sytuację: jest sobotni wieczór, jest para z kilkumiesięcznym stażem, idą na randkę do restauracji, żeby sobie zjeść i pogadać, potem do domu i w końcu do łóżka. O ile się za bardzo nie przejedli, to będą uprawiać seks. Może już nawet po drodze zaczęli się całować, kontynuując w windzie. I bardzo dobrze. Całowanie to świetna gimnastyka mięśni twarzy. Miłosna rozgrzewka, podczas której spalamy kalorie. Ile? No cóż, 68 kalorii, o ile robimy to przez około godzinę. Karki mogą zesztywnieć. Ale jeszcze nic straconego, najlepsze dopiero przed nami. Już podczas rozbierania się kilka kalorii spalimy. W końcu czas na miłosną gimnastykę. Uogólniając, mówi się, że w trakcie stosunku seksualnego jesteśmy w stanie spalić około 100 kcal. Z tym że stosunek musi trwać przynajmniej pół godziny, a nasz wysiłek powinien być dość intensywny. Ale i tak jest to prawie tyle, ile byśmy spalili w trakcie półgodzinnego joggingu, więc wydaje się nieźle. Przechodząc od ogółu do szczegółu, ilość spalanych przez nas kalorii, podobnie jak w trakcie biegania, zależna jest nie tylko od tempa, ale i od naszej masy ciała oraz pozycji, od tego, czy jesteśmy na górze, a więc, czy jesteśmy stroną bardziej aktywną, czy też bierną.

Seks się opłaca, bo palimy kalorie, endorfiny szaleją, skóra promienieje, ciało i głowa są zrelaksowane. Pracuje też większość mięśni, zwłaszcza jeśli zmieniamy pozycje.

W szacowaniu tego, ile jesteśmy spalić, uprawiając seks, może być pomocny sekskalkulator, np. www.sexcalculator.co.uk. Wybieramy nasz typ budowy ciała, pozycję, czas trwania stosunku i jego intensywność i mamy przybliżony wynik. 30-minutowy namiętny seks to 42 spalone kalorie dla drobnej kobiety w pozycji misjonarskiej, kiedy średniej budowy mężczyzna w tej samej pozycji może spalić 91 kalorii. Jeśli jednak ta sama kobieta jest już na górze, a więc uprawia seks na jeźdźca, to traci 84 kalorie. W pół godziny. Czy to wystarczy, aby spalić kolację? Raczej nie. Sam kieliszek szampana to jakieś 80 kalorii. Co jednak nie znaczy, że seks się nie opłaca. Opłaca, bo palimy kalorie, endorfiny szaleją, skóra promienieje, ciało i głowa są zrelaksowane. Pracuje też większość mięśni, zwłaszcza jeśli zmieniamy pozycje, więc regularne uprawianie seksu bez wątpienia może wzmocnić różne partie ciała. Ale seks to jednak nie sport, choć niektórzy tak go traktują. Aby mieć długi stosunek, przydałoby się mieć dobrą kondycję fizyczną. Więc godziny spędzone na siłowni czy w parku to inwestycja, która na pewno przełoży się na udane życie seksualne. 

seks inforgrafika sex statystyki kalorie fit 

Opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM