PJ Harvey, jedna z najbardziej niezwykłych i tajemniczych postaci współczesnej kultury, po 5 latach wraca z nową płytą. Dziś premiera, tym razem inspirowanej podróżami do Kosowa, Afganistanu i nieodwiedzanych zbyt często zakątków Ameryki „The Hope Six Demolition Project”.

Cywile usiłujący wrócić po wojnie do normalnego życia, zniszczone bombardowaniami domy, slumsy amerykańskich dzielnic. Między innymi o tym śpiewa Brytyjka Polly Jean Harvey na swojej 9. solowej płycie.

„The Hope Six Demolition” stała się obiektem krytyki amerykańskich radnych jeszcze zanim się ukazała. Wszystko za sprawą numeru „The Community of Hope”, w którym Harvey śpiewa o siódmej dzielnicy Waszyngtonu, nazywając ją „miejscem narkotyków i zombie”, a jej główną ulicę „dobrze znaną ścieżką śmierci”. Burmistrz stolicy Vincent C. Gray nazwał tekst artystki „szukaniem taniej sensacji”. Sama chciała raczej zwrócić uwagę na jakość – czytaj brak jakości – życia najbiedniejszych Amerykanów, pozostawionych samych sobie w ostoi demokracji i szczęśliwości.

PJ Harvey wcale nie wychowywała się w takich miejscach, chociaż pasowałoby to do życiorysu gwiazdy rocka. 46-letnia dziś wokalistka dorastała na wsi w południowo-zachodniej Anglii. Mieszkając z rodzicami hipisami, nie musiała buntować się przeciw całemu światu. Mimo że ich życie mijało między prowadzeniem farmy i wypasem owiec, po całodniowych obowiązkach dom wypełniały dźwięki bluesa, Captaina Beefhearta i głos Boba Dylana. Młoda Polly przyznawała jednak, że przechodziła okres, gdy przerzuciła się na słuchanie Duran Duran. Chyba tylko po to, by z czasem zrozumieć, że gust rodziców jednak bardziej jej odpowiada.

Przez niemal całe dzieciństwo żałowała, że nie urodziła się chłopcem. W okolicy nie było innych dziewczynek, musiała wymyślać zabawy wspólnie z bratem i jego kolegami. „Byłam prawdziwą chłopczycą” – wspominała, zaznaczając przy tym, że niczego nie żałuje, a sympatia do mężczyzn pozostała jej do dziś. W wywiadach, których wolałaby nie udzielać, jeśli pytania dotyczą życia prywatnego czy światopoglądu, wylicza, że zdecydowana większość jej przyjaciół to faceci, bo do teraz dużo lepiej spędza się jej z nimi czas.

pj harvey the hope six demolition project muzyka premiera music

I to od dzieciństwa spędzonego na farmie i nietendencyjnego rozwoju muzycznej kariery zaczęto porównywać PJ Harvey do Patti Smith, ale artystka nie była skłonna do szukania w starszej koleżance podobieństw. Sama gry na saksofonie, skrzypcach, perkusji i gitarze zaczęła uczyć się w wieku kilkunastu lat. Do pierwszej kapeli dołączyła jeszcze przed studiami. Ale wtedy ciągle miała plany, by zostać rzeźbiarką, jak matka. Dopiero wyjazd na studia do Londynu, upewnił ją całkowicie, że babranie się w masie musi rzucić na rzecz komponowania piosenek.

Razem z dwoma członkami pierwszej grupy Automatic Dlamini założyła w 1991 roku własny zespół pod nieskromną nazwą PJ Harvey Trio. Ale debiut grupy nie należał do udanych. Inauguracyjny koncert w kręgielni był kompletną klapą. Już po pierwszej piosence niemal cała publiczność wyszła z sali, a i ci którzy zostali, błagali zespół, żeby przestał grać. „Czy nie widzicie, że nikomu się nie podobacie” – pytała obecna na sali kobieta, oferując, że zapłaci, byleby zakończyli występ.

Mimo trudnego początku trio Harvey grało dalej, przygotowało demo i, o dziwo, na wydawcę nie musiało długo czekać. Bywa, że artyści latami snują się z koncertami po knajpach, aż ktoś ich wypatrzy. Ale charyzma Brytyjki nie pozostawiała wątpliwości, że warto zaryzykować i na nią postawić. Dlatego świadoma własnych umiejętności, wybrała karierę solową. Pierwsza płyta „Dry” zdobyła popularność w rozmaitych kręgach, zachwycał się nią sam Kurt Cobain, a ceniony magazyn „The Rolling Stone” uznał PJ Harvey za najlepszą tekściarkę i wokalistkę roku. „To Bring You My Love”, trzeci album z kolei, zapewnił już młodej Polly międzynarodowy sukces.

pj harvey the hope six demolition project muzyka premiera music 2

„Muzyka jest dla mnie terapią, nawet jeśli nie jest nią dla innych” – mawia, podkreślając, że zdecydowanie bardziej niż występowanie na scenie ceni sobie pisanie piosenek. I choć PJ Harvey uchodzi za artystkę bardzo dojrzałą, sama zaznacza, że w piosenkach w taki sposób modeluje głos, by nie brzmiały jakby się wymądrzała. Być może to doceniło jury prestiżowej nagrody Mercury Prize, przyznając ją Harvey jako pierwszej kobiecie w historii rocka. Werdykt wzbudził wówczas mnóstwo kontrowersji, ale wręczenie nagrody drugi raz w 2011 roku za „Let England Shake” ostatecznie zamknęło usta krytykom.

Płytę, która „wstrząsnęła Anglią” PJ Harvey nagrywała w miejscu uchodzącym za jedno z najpiękniejszych w kraju – hrabstwie Dorset. Dźwięki do „The Words That Maketh Murder” czy „The Last Living Rose” powstawały w przerobionym na studio i salę koncertową kościele, w towarzystwie Johna Parisha i Flooda. Tym razem, przy pracy nad „The Hope Six Demolition”, Harvey zabrała ich do londyńskiego, neoklasycystycznego budynku Somerset House, gdzie podczas sesji „Recording in Progress” pozwoliła publiczności obserwować się w trakcie pracy. Fani mogli wpaść w każdej chwili i podglądać nagrywanie płyty za specjalnie przygotowaną szybą.

Proste brzmienie, do jakiego zdążyła nas przyzwyczaić PJ Harvey, i za które ceni się ją najbardziej, i tym razem zdominowało nagrane na „The Hope Six Demolition” utwory, choć niezastąpione gitary i perkusję czasem przykrywają dźwięki saksofonu. Ale to teksty Brytyjki są chyba w tym wszystkim najważniejsze, bo najbardziej zaangażowane społecznie w jej całej dotychczasowej karierze. W kawałku „The Ministry of Defence” śpiewa o tym, jak kończy się świat, gdy po budynku będącym kiedyś ministerstwem obrony, po bombardowaniu, zostają tylko pojedyncze ściany i schody prowadzące donikąd.

pj harvey the hope six demolition project muzyka premiera music 4

„Nie gram piosenek, które włączasz sobie dla relaksu” – mawia Harvey. W muzyce szuka momentów ekstremalnych i „idzie tak daleko, jak tylko można wytrzymać”. A to dlatego, że „sama czuje się większość czasu niespokojna” i ten dyskomfort przekazuje dalej. Chociaż często dziwi się, że ludzie całkowicie utożsamiają ją z muzyką, jaką tworzy. „Gdybym spotkała pisarza, nie myślałabym o nim w kontekście jego książek” – deklaruje naiwnie. Jednak sama mówi, że często przyznaje, że sama siebie kreuje i ten wizerunek różni się od PJ, którą jest na co dzień.

Do pracy Harvey nigdy nie zabiera się zmęczona. Urodziny obchodzi w ten sam dzień, co Margaret Thatcher, ale żartowała kiedyś, że zupełnie nie są do siebie podobne, bo angielska premier potrafiła spać dwie godziny, a Polly ewidentnie potrzebuje ośmiu. Trzy lata temu za zaangażowanie i „wybitny wkład w rozwój muzyki” królowa Elżbieta II przyznała artystce Order Imperium Brytyjskiego.

Ale mimo nagród i tytułów PJ Harvey nigdy nie oderwała się od rzeczywistości, a na „The Hope Six Demolition” jest bliżej niej niż kiedykolwiek. W ostatnim numerze z płyty śpiewa o tym, jak mały chłopiec, patrząc w szybę samochodu, prosi o pieniądze, mówiąc do niej „dollar, dollar”. Ale auto odjeżdża, a we wstecznym lusterku widać tylko twarz dzieciaka. Na pytanie, czy jest marzycielką, odpowiada: „I to jaką! Codziennie jestem w innym świecie”. Nowa płyta ewidentnie wskazuje na to, że ten, na którym żyje, mógłby być o niebo lepszym.

PJ Harvey wystąpi w Polsce 29 czerwca podczas Open’er Festival.

Fot. materiały prasowe