I dlaczego zwykle dziewczyna? OK, jest równouprawnienie. Ale na tym nie koniec. Nie wystarczy mieć prezerwatywy, trzeba jeszcze doprowadzić do tego, aby prezerwatywa została umieszczona na członku. A może to bez sensu? Jesteśmy piękni i młodzi, więc zapewne i zdrowi. Niechciana ciąża? Nie, nie przydarzy się nam. Przecież on będzie uważał.

Myślenie magiczne. To przekleństwo ludzkości. Wiele razy w cyklu „Sexy Fridays” odwołuję się do tego typu myślenia, a w zasadzie je krytykuję. Jego kwestia pojawia się zwykle przy temacie antykoncepcji lub związków. Wierzymy naiwnie, że nas nie spotka to, co innych, my jesteśmy wyjątkowi. A więc nam nie grozi zdrada, niechciana ciąża, zarażenie chorobą przenoszoną drogą płciową. Nie ma mowy. A jak raz się udało, to uda i kolejny, i kolejny... Aż do czasu oczywiście. I potem jest płacz i zgrzytanie zębów i plucie sobie w brodę. 

Tak więc podejmując temat problemu z prezerwatywami, nie mogłam myślenia magicznego nie przywołać. Mamy rok 2017. Prezerwatywy to jeden z najtańszych (co nie znaczy, że tani) i najbardziej dostępny środek antykoncepcyjny. Chroni przed ciążą, ale i przed chorobami przenoszonymi drogą płciową (przed jednym ani drugim jednak nie w 100%, skuteczność to jakieś 80-90%). Prezerwatywy są też stare jak świat. Na kartach historii i w muzeach znajdziemy na przykład takie robione z papieru, tkaniny, zwierzęcych jelit, rybich pęcherzy. Funkcje miały podobne jak dziś, ale zdecydowanie nie były tak przyjazne dla użytkowników ani tak dostępne. Niewielu mogło sobie na nie pozwolić. Dziś można spokojnie mówić o komforcie w trakcie używania prezerwatyw, a wszystko to dzięki najnowocześniejszym tworzywom takim jak lateks.

1 sexy fridays prezerwatywa

Kadr z film „Seks w wielkim mieście 2”

Postęp jednak sobie, a myślenie magiczne sobie. Z niepokojem obserwuję wyniki badań jak choćby te, o których pisałam w artykule Hipsterska antykoncepcja, które informują, że coraz więcej młodych ludzi, w tym nastolatków, boryka się z chorobami przenoszonymi drogą płciową. Z jeszcze większym niepokojem słucham opowieści koleżanek i znajomych o chłopakach, którzy nie mają czy też nie chcą zakładać kondomów. A z największym, kiedy sama się z tym spotykam i słyszę argumenty tego typu: jesteśmy ładni, dobrze ubrani, więc na pewno zdrowi; badałem się dopiero co (pewnie z rok temu, o ile w ogóle kiedykolwiek, bo może lepiej się nie badać, bo jeszcze z badań wyjdzie nam coś złego); te syfy i hify” (dokładny cytat) to tylko u jakiejś patologii; epidemia AIDS to historia; jak bierzesz tabletki antykoncepcyjne, to po co jeszcze gumka?. A koronny argument, kiedy mowa o ciąży: będę uważał. Taki uważny. I dyskutuj z takim. Zwłaszcza kiedy brak prezerwatywy lub niechęć do niej objawia się w najbardziej newralgicznym momencie. Cóż, reakcja powinna być tylko jedna: nie ma prezerwatywy, nie ma seksu

Więcej przykładów z życia. Randka z Tindera. Umówienie się bez ogródek, na seks. O ile zaiskrzy. Więc najpierw spotkanie na mieście, wino, rozmowa. Iskrzy. Więc mieszkanie, całowanie, rozbieranie, wszystko po kolei. W końcu pytanie o prezerwatywy. Czy on ma. No nie ma. Ona ma i w torebce, i w szufladzie w komodzie (są u niej w mieszkaniu). Wszystko niby fajnie, ale ona się przygotowała, a on nie, choć wiedział, że o seks chodzi. Mimo wszystko było miło, więc kolejna seksrandka po tygodniu. Znowu u niej. On znowu prezerwatyw nie ma. Ona już zdziwiona. On za to wcale, wręcz przeciwnie, proponuje seks bez zabezpieczenia. Co z tego, że wciąż się prawie nie znają, mogą przecież sobie zaufać. Ona sięga do komody. 

Koleżanka ma chłopaka. Spotykają się od kilku miesięcy i wciąż tarcia są o prezerwatywy. Ona nie chce brać tabletek, a nawet gdyby już brała ostatecznie, to chciałaby się najpierw przebadać, ale on się nie chce kłuć. On się boi igły, nie będzie się na darmo kłuć. Zostają więc poczciwe prezerwatywy. Ona pamięta, żeby zawsze mieć, on niekoniecznie. 

„Jesteśmy u niego, po grze wstępnej, on już się przymierza do penetracji, na co ja – hola, hola, a prezerwatywa gdzie. To się podrapał po głowie, niechętnie zszedł z łóżka, sprawdził w szafce nocnej i oznajmił, że nie ma, nie może znaleźć, nie pamięta, gdzie mógł je wsadzić. Na co znowu ja – to seksu nie będzie. On to odwieczne – będę uważał. No to ja sięgnęłam po majtki. Wtedy on, widząc, że się nie ugnę, poszukał, poszukał i znalazł. Wnioski? Wolą bez. Dlaczego? Nie wiem.”

Pytam kolegę geja. Woli bez. Bo lateks go obrzydza. W prezerwatywie obleśnie i zbyt higienicznie. Woli igrać ze śmiercią  Eros i Tanatos, nie?” – śmieje się.

2 sexy fridays prezerwatywa

Kadr z filmu „American Pie”

Edukacji seksualnej praktycznie nie ma. Mainstreamowe porno pokazuje niezabezpieczone akty seksualne. To pewnie w dużej mierze odpowiedź na to, skąd ta niechęć wobec prezerwatyw. Według mnie prezerwatywa to totalny basic, przed którym nie ma się co bronić, kupujmy bez wstydu, skrępowania, promujmy bezpieczne i świadome podejście do seksu. Mamy równouprawnienie i zarówno chłopak, jak i dziewczyna może te prezerwatywy mieć. W związku wypadałoby się jakoś kosztami miło po równo dzielić. I nie powinno być żadnego sprzeciwu w kwestii użytkowania prezerwatyw, żadna strona nie ma się co krzywić. Nie ma też co liczyć na łut szczęścia czy wierzyć komuś na piękne oczy. Konsekwencje lekceważenia zabezpieczenia mogą być zbyt poważne. Jedna sprawa to niechciana ciąża. Druga sprawa to choroby przenoszone drogą płciową (np. kiła, rzeżączka), których skutki są bardziej odczuwalne dla kobiet, można się z nimi borykać nawet do końca życia. Wyjściem z problemu może być zaopatrzenie się w prezerwatywę dopochwową, jednak niestety nie jest ona tak powszechnie dostępna, jak ta dla mężczyzn, jest droższa i mniej praktyczna w stosowaniu. Ale zawsze to coś. W kwestii zdrowia nie idźmy na złudne kompromisy ani nie zdawajmy się na magię. 

Fot. materiały prasowe