Ludzka seksualność to fascynująca i zaskakująca dziedzina, w której jest wiele ścieżek, nie tylko tych znanych i już wytartych. W zasadzie wciąż od nowa można zadawać pytanie, kto i co nas podnieca. I dlaczego właściwie. Bo jak to się dzieje, że pałamy pożądaniem lub miłością (albo jednym i drugim) do budynku czy innego obiektu? I czy to wypada, jeśli odbiega od powszechnej „normy”.

Wielu z was pewnie uśmiechnie się na wieść o tym, że można coś czuć do takiej na przykład wieży Eiffla. Choć może słynną wieżę jakoś jeszcze można zrozumieć. Co innego gdyby to była pospolita uliczna latarnia. A jednak, tak się dzieje, ludzie odczuwają pociąg i do słynnej wieży, jak i latarni, i nie powinien to być powód do śmiechu. Przecież fascynują nas ludzkie kształty, ludzkie piękno. Zachwycamy się też przedmiotami, patrzymy, dotykamy... A zachwyt, może przecież przerodzić się w coś więcej. W swego rodzaju pożądanie. Podkreślmy: ludzka seksualność jest fascynująca i jeszcze wiele przed nami do odkrycia w tej dziedzinie. Oczywiście każde odejście od „normy”, nasze lub cudze, budzi w nas niepokój. Włącza się wewnętrzna kontrola. Kultura i obyczaje społeczne zrobiły swoje i, jak pisał Michel Foucault, pożyteczny społecznie seks to taki, który prowadzi do prokreacji, która zapewnia światu przetrwanie. Więc seks dla przyjemności jest zły z tej perspektywy, a przynajmniej bezcelowy. Strata energii. Kiedy zaś mówimy o przyjemności czy też satysfakcji seksualnej, dla której ten seks uprawiamy, to dziś już raczej wiemy, że niekoniecznie możemy ją osiągnąć wszyscy w ten sam sposób. Nie ma jednego słusznego wzorca realizacji potrzeb seksualnych. Kolejna sprawa to pytanie o granice zachowań seksualnych, o to, gdzie nasza wolność seksualna powinna się kończyć, kiedy mówić o problemie. Bo przecież są fetysze, ale są i dewiacje. Z jednej strony niecodzienne preferencje seksualne mogą ciekawić, z drugiej pojawia się pytanie, czy to jest OK. Inność budzi strach. Odstawanie od większości jest piętnowane. I w ogóle nie chcemy odstawać, chcemy być jak inni, nawet jeśli gdzieś w nas rodzi się przeciwko temu bunt.

Kiedy nasze zachowania seksualne, typowe czy też nie, nie krzywdzą nikogo, to wydaje się, że wszystko jest w porządku. Trzeba tu przypomnieć o seksie konsensualnym, którego założeniem jest, że wszystkie osoby biorące w nim udział robią to z własnej nieprzymuszonej woli, zgadzają się na konkretne zachowania seksualne świadomie, wiedząc, że w każdej chwili mogą się wycofać, kiedy coś im nie pasuje. Jeśli zaś odnieść się jednostkowo do tematu nietypowych preferencji seksualnych, to w momencie, kiedy nie wiemy, jak je ocenić swoje preferencje, powinniśmy zadać sobie pytanie, czy jest to jedyna forma, która przynosi nam satysfakcję i w żaden inny sposób nie możemy tej satysfakcji seksualnej osiągnąć, czy cierpimy z powodu tych preferencji lub/i wstydzimy się ich choćby przed samymi sobą, ale mimo tego czujemy przymus dalszej ich realizacji? Jeśli odpowiadamy twierdząco, wtedy można mówić o problemie i potrzebie konsultacji z seksuologiem. 

Kolejna sprawa to wspomniany pociąg wobec rzeczy martwych, które swojego zdania wyrazić nie mogą, nie mogą odwzajemnić uczucia, nie mogą się zgodzić lub nie na jakiekolwiek poczynania z naszej strony. Oczywiście darzyć uczuciem, czy to osobę, czy rzecz, bez wzajemności można i jest to zrozumiałe. Co innego, kiedy uczucie chcemy realizować w sposób fizyczny czy zalegalizować związek. Seksuolodzy mówią o zaburzeniu funkcji społecznej w takich przypadkach. Sami zainteresowani, nazywający się obiektoseksualnymi (czyli postrzegający swoje seksualne skłonności jako rodzaj orientacji), nie godzą się na mówienie o obiektofilii, bo takie nazewnictwo kwalifikuje ich preferencje seksualne jako dewiacyjne, jako zaburzenie. Uważają, że świadomie chcą realizować uczucie z konkretnymi obiektami, to ich wybór i nie robią przy okazji nikomu krzywdy. Niektórzy mają nawet równolegle udane relacje miłosne z ludźmi. Wsparcie mogą znaleźć na stronie objectum-sexuality.org (w ogóle dzięki internetowi wielu osobom o nietypowych preferencjach musiał spaść kamień z serca, kiedy za jego pośrednictwem mogli dowiedzieć się, że są ludzie, którzy mają podobne upodobania jak oni, choćby ci ludzie byli na drugim końcu świata i była ich garstka), poznać innych obiektoseksualnych, opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Wśród obiektoseksualnych jest na przykład Amerykanka Erika Eiffel, która w 2007 roku zawarła związek małżeński z wieżą Eiffla. I nie widzi nic w tym złego, po prostu akceptuje i realizuje swój obiektoseksualizm. 

Przykład tej preferencji czy też, jak chce większość samych zainteresowanych, orientacji seksualnej, wskazuje nam na różnorodność i nieprzewidywalność naszej seksualności. Preferencji seksualnych jest masa. Wypada więc przede wszystkim kształtować naszą otwartość, tolerancję, bo coraz więcej z nas nie chce się zamykać w sztywnych heteroseksualnych ramach, etykietować tak czy inaczej, kiedy seksualny popęd zmienia się przez całe życie. W przeszłości w seksuologii za normę uznawano to, co służy prokreacji, reszta była patologią. Obecnie coraz trudniej mówić o normie, każdy przypadek wymaga indywidualnej oceny. Z jednej strony więc odrzucamy normy, etykiety, z drugiej część z nas chce nazwania swoich uczuć, swojej orientacji i tak poszerza się skala preferencji opracowana przez Alfreda Kinseya i jego współpracowników w 1948 roku. I niezależnie od tego, co i do kogo czujemy, co i kto nas podnieca, pociąga, wypada to szanować, zastanowić się, co to o nas mówi i co nam to może dać. 

 1 sexy fridays architektura

Korzystałam z książki Ewy Wanat i Andrzeja Depko „Chuć, czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie”, wydawnictwo wielka Litera.

Fot. materiały prasowe, wikipedia.org