Bycie syreną, a tym bardziej syrenem, w szarym i smutnym kraju do łatwych nie należy. Na początek trzeba liczyć się z kosztami rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych oraz lawiną nieprzychylnych komentarzy. Rada? „Nigdy nie zapuszczam się w mętne i cuchnące wody nienawiści", mówi Syren Ariel.

Nimfa wodna, półkobieta-półryba. Syrena to od wieków obiekt westchnień, fantazji, ale też postać wywołująca skrajne emocje. Kiedyś piękna, ale też podstępna i niebezpieczna. Swoim śpiewem zwodziła żeglarzy, prowadząc ich na rychłą śmierć. Występują w literaturze, sztuce i filmie, ale wielu wierzy, że istnieją naprawdę. Mała syrenka Hansa Christiana Andersena, później zekranizowana przez Walta Disney’a, a także Madison w filmie Plusk, w której rolę wcieliła się Daryl Hannah, prezentują bardziej szlachetne i dobre oblicze. Podwodny świat pełen barw, delikatności i wdzięku to dla wielu nie tylko pasja, ale alternatywa na smutki współczesnego świata. Na całym globie są ich tysiące. Uczą się w szkołach dla syren, spotykają, pływają i dbają o każdy detal stroju. Pierwszy i jedyny w Polsce Syren Ariel oddaje się bez reszty swojemu baśniowemu alter ego. 

 

Studiujesz politologię i kulturoznastwo. Syrena jako postać mocno zakorzeniona w kulturze, a co za tym idzie w sztuce, zrobiła na tobie takie wrażenie, że postanowiłeś oprzeć swój performance właśnie na niej?

Nie nazwałbym tego performancem. Jeśli pod tym słowem rozumiemy chwilowy występ, to jest to w moim przypadku duże niedopowiedzenie. Być syreną jak ja i większość moich przyjaciół, którzy zamiast nóg wybierają częściej ogon, oznacza w pewien sposób styl bycia. Oczywiście, syreny robią wrażenie. Większość osób nie zdaje sobie sprawy z istnienia prawdziwych syren. Stworzenie całego konceptu, sprowadzenie istoty „z innego świata” i osadzenie jej w naszej rzeczywistości jest bardzo wyczerpujące nie tylko emocjonalnie, ale też fizycznie i finansowo. Syreny robiły na mnie wrażenie od zawsze – ich piękno, gracja, tajemniczość. Dla mnie są alegorią ludzi nieskażonych nienawiścią czy złem. Są cudowną hybrydą świata natury i świata ludzi, stworzeniami zrodzonymi z harmonii. Moja rodzina od dziecka wpajała mi cudowne wartości, jak szacunek dla przyrody i zwierząt. Miałem szczęście spędzić dzieciństwo otoczony naturą, wolny czas spędzałem w ogromnym ogrodzie. Kształtowało to moją wrażliwość. Z wiekiem szukałem namacalnego manifestu harmonii, jaka powinna panować w człowieku, a że byłem i jestem fanem fantastyki, padło na najpiękniejsze moim zdaniem stworzenia z innego świata. Nie powiem, że moje zamiłowanie do wody i pływania nie miało tutaj znaczenia. W ten sposób narodziło się pragnienie. Jak to bywa z marzeniami, niektóre muszą dojrzeć lub jak w moim przypadku, muszą poczekać na możliwości technologiczne. Minęło kilka lat, gdy znalazłem w Internecie producenta kostiumów syrenich ogonów i tak się zaczęła moja przygoda.

 

Co trzeba zrobić, żeby zostać syreną czy syrenem? Bo sam ogon chyba nie wystarczy…

Trzeba umieć pływać! Śmieję się, ale to jednak jest podstawa. Przepisu na bycie syreną jednak nie ma. Na świecie są tysiące syren, mają wszystkie kolory skóry i włosów. To mężczyźni i kobiety, jedni szczupli, drudzy mniej. Jeśli jednak miałbym szukać „tego czegoś”, to z naszych rozmów wynika, że każdy z nas czuł pociąg do wody od urodzenia. Może więc z syrenią krwią trzeba się urodzić? Dla mnie bycie syreną to pewien sposób bycia, manifest wewnętrzny. Oczywiście ogon to podstawa, bez niego ani rusz. Jeśli skupimy się na stronie technicznej, wymogów jest sporo… Oprócz posiadania dużego kapitału finansowego, potrzebujemy również fotografa i karnetu na basen. W moim przypadku bycie syreną oznacza częste wstawanie o godzinie szóstej rano. Dzień zaczynam zazwyczaj od zajęć na uczelni, potem biegnę na siłownię. Zachowanie dobrej formy fizycznej jest bardzo ważne. Używanie ogona w wodzie zamiast nóg zmienia styl poruszania się – bez mocnych mięśni daleko nie popłyniemy. Po zajęciach na uczelni i siłowni obowiązkowo zdrowy i pełnowartościowy posiłek. Jestem wegetarianinem i z całego serca zawsze zachęcam do odrzucenia przemocy i śmierci, jaka idzie za spożywaniem mięsa. Myślę, że to też część mojego „bycia syreną”: propagowanie lepszych nawyków i wyzbywania się niepotrzebnego zła. Bycie syreną to również bycie modelem. Przybieranie odpowiednich pozycji, unoszenie się w miejscu, schodzenie na większe głębokości – to wszystko wymaga lat praktyki, a ja ciągle się uczę. Dla mnie to również szukanie innowacji. Zdarza się, że spędzam godziny na przeszukiwaniu stron i rozmowach z ludźmi. To kolekcjonowanie rekwizytów, kształcenie się w charakteryzacji. Czy wspomniałem, że również pracuję? Jak widać moje dni są pełne wyzwań i obowiązków, zawsze lubiłem stawiać sobie wysoko poprzeczkę. Gdy odpoczywam, robię to szybko, bo czasu wciąż mało. Najważniejsza jest jednak nauka i bliscy. Chciałbym, żeby doba trwała 48 godzin.

 

Istnieją już szkoły dla syren, dedykowane im sklepy. To kosztowne hobby? A może już profesjonalny zawód? Wspomniałeś, że pracujesz, uczestniczysz w różnych wydarzeniach komercyjnych i charytatywnych.

Niestety – szalenie kosztowne. Obecnie chcę się rozwijać i zbieram pieniądze na nowy, w pełni profesjonalny ogon. Ciężko jest pozyskać wystarczającą kwotę lub sponsora. Koszty są ogromne, ale obiecuję moim fanom: jak najprędzej zobaczycie odmienionego Ariela! Oczywiście wszystko zależy też od naszych pragnień, jak wiele chcemy zainwestować w swoją drugą naturę. Jednym wystarcza sam ogon, inni nabywają biżuterię, rekwizyty, przybory do charakteryzacji, odpowiednie kosmetyki… Jeśli w Polsce chcemy zostać profesjonalną syreną, musimy mieć na koncie wolne przynajmniej 20 000 zł. Duży problem jest w tym, że ogony wysokiej klasy produkowane są jedynie w USA i na Hawajach. Producentów powstaje coraz więcej, już na terenie Unii Europejskiej możemy znaleźć coś w niższej cenie, przekłada się to jednak na jakość, która jest nieporównywalnie gorsza. Wydaje mi się, że to już zawód, w naszej gwarze nazywamy go „mermaidingiem”. Powstała nawet książka „Fishy business” – tam dowiemy się od podstaw, jak buduje się rybi biznes. Polska to kraj wciąż szary i zimny. Wyjątkowo ciężkie warunki dla syreny! W innych krajach, nawet w Wielkiej Brytanii i w Niemczech odbywają się pokazy syren w oceanariach, gdzie pływamy między rybami. Publiczność szaleje. W Arabii Saudyjskiej, w najpiękniejszym akwarium na świecie, syreny są zatrudnione na pełen etat. To samo jest w USA, istnieje nawet park wodny skupiony wyłącznie na pokazach syren. To niesamowity widok, podziwiać ławice syren. Polska jednak nadal nie ma w sobie radości i kreatywności jakiej bym oczekiwał, ale to może kwestia czasu. Obym długo nie czekał, bo czasami mam ochotę odpłynąć do moich pobratymców z cieplejszych krajów! Syreny prowadzą również działalności animacyjne, zapraszane są na dziecięce urodziny. Prowadzenie wodnych urodzin jest fantastyczne, dzieciaki je uwielbiają. Kiedy jestem zapraszany na takie urodziny, mogę zaszaleć z charakteryzacją, grami i zabawami w wodzie. Ważna jest również działalność charytatywna. Syreny często odwiedzają dzieci i osoby chore, niepełnosprawne. Łzy syren według legend miały spełniać marzenia. Z osobistego doświadczenia powiem, że aby syrena spełniła dziecięce marzenie, wystarczy spotkać się z dzieckiem, mocno je przytulić i najlepiej wskoczyć razem do basenu. Nikt nie musi płakać, no chyba, że ze szczęścia. To cudowne mieć świadomość, że sama twoja obecność to radość. Syreny takie są. Są szczęśliwe.

 

Jesteś pierwszym i jedynym syrenem w Polsce, ale na całym świecie miłośnicy podwodnego świata zrzeszają się w grupy i regularnie spotykają na zlotach syren. Byłeś na jednym z takich zjazdów? Na czym one polegają?

Na takim zlocie jeszcze nie byłem. W styczniu tego roku odbył się jeden z większych Merfestów w USA. Nie mogę pozwolić sobie na podróż za ocean, gdy nowy ogon jest moim finansowym priorytetem. Na zlocie jednak był mój przyjaciel, Syren Arion z Francji, skąd przywiózł mi kilka pamiątek, bym mógł być duchem razem z osobami, które znam. Takie zjazdy są dość spore, zebrać wszystkie syreny nie sposób, jednak na ostatnim było ich około 300. Na świecie syren są tysiące. Spotkania syren polegają głównie na spotkaniu osób, które myślą tak jak ty. Nagle odnajdujesz się w świecie zupełnie innym, ze swoich marzeń. Możesz dowiedzieć się, jak wiedzie się innym, jakie pomysły wcielają w życie, jak radzą sobie ze swoim „rybim biznesem”. To okazja do wymiany doświadczeń. Nie wspomnę o wspólnych zdjęciach i niepowtarzalnych ujęciach tak wielu magicznych stworzeń w jednym miejscu! Fotografów jest niemal tyle, co samych syren, fotografują nas i z lądu i z wody. Wyobraźcie sobie, jaka to dla nich okazja uchwycić na zdjęciu tyle pięknych kobiet i mężczyzn. I te ogony! Obecność na takim zlocie to moje marzenie, kolejna rzecz „must do”. A że jestem żywym przykładem na to, że marzenia to nie fantazja, a wyznaczony cel – to kwestia czasu.

 

Z jakimi reakcjami się spotykasz? Męska syrena wywołuje raczej uśmiech...

Z zaskakująco dobrymi. Na początku wylał się na mnie kubeł polskiego hejtu z dna i poziomu tak niskiego, że jeśli chciałbym do niego dopłynąć, to zmiażdżyłoby mnie ciśnienie. Na szczęście nigdy nie zapuszczam się w mętne i cuchnące wody nienawiści. Polacy musieli to przetrawić i chyba nauczyli się żyć ze mną (śmiech). Poza tym, co w tym dziwnego? Arielka miała ojca, proszę w domu włączyć sobie Disney’a. Lubię łamać stereotypy, lubię życie, energię, kolory. Dawny ustrój polityczny odcisnął na Polakach zbyt duże piętno. Radzę wskoczyć do wody i się obmyć z dawnego brudu. Ewentualnie dopłynąć za ocean. Najwięcej jednak zawsze było i jest pozytywnych komentarzy. Ludzie są mną zafascynowani. Chcą dotknąć płetwy, jakkolwiek to zabrzmi! Najzabawniej jest oczywiście na basenie: na początek są to ukradkowe spojrzenia lub wręcz wnikliwa obserwacja. Wystarczy jednak kilka minut, a pływacy przyzwyczają się, że obok nich przemyka syrena. Ostatnio zdarzyło mi się zaburzyć plan lekcji pływania przedszkolakom, które oszalały na mój widok. Miałem też miłą przerwę w swoim treningu, gdzie 2 metry pod powierzchnią wody pozowałem do zdjęć razem z nurkami, którzy ćwiczyli schodzenie głębinowe. Kiedy idę przez miasto, zdarza się, że zaczepi mnie jakiś fan. Wspólne zdjęcie obowiązkowe! Jedna fanka była na tyle oddana, że nie odeszła bez autografu na piersi. Fani jednak są różni. Czasami dostaję niedwuznaczne propozycje w zamian za różne korzyści. Czyżbym aż tak epatował seksem? (śmiech). Bycie syreną w Polsce, pomimo wielu przeciwności jest jednak cudowne i nie zamieniłbym swojego życia na żadne inne.

syren_ariel_wywiad

Fot. mat. promo.