Znany jako „zaklinacz kamieni”, Olivier Durbano od dzieciństwa był zauroczony klejnotami. Do tego stopnia, że pewnego dnia postanowił przekuć je w niszowe perfumy. Tak powstała kolekcja Parfums de Pierres Poèmes zawierająca takie uznane dzieła sztuki perfumeryjnej jak Rock Crystal, Amethyst, Jade, Pink Quartz czy Black Tourmaline. Przy okazji premiery najnowszego zapachu – Chrysolithe – i wizyty twórcy w warszawskiej Perfumerii Quality, zapytaliśmy go o artystyczne inspiracje i fascynacje.

Urodziłeś się i wychowałeś na południu Francji, niedaleko Grasse. To chyba jedno z najbardziej pachnących miejsc na ziemi. Czym pachnie? Jakie jest twoje najwcześniejsze zapachowe wspomnienie?

Tak, miałem to szczęście. Część mojej rodziny przybyła dawno temu z Włoch na południe Francji. Rodzina mojej prababci osiadła w Grasse, a ona postanowiła uprawiać róże i jaśmin na potrzeby miejscowej wytwórni perfum. Tak więc w jej ogrodzie kwitły róże i jaśmin i to chyba pierwsze zapachy jakie silnie kojarzę z dzieciństwem. Tak, moja babcia w swoim ogrodzie z różami z Grasse.

 

A więc kwiaty?

Tak, zdecydowanie kwiaty.

 

Studiowałeś architekturę, ale nigdy nie zostałeś architektem. Po studiach zacząłeś tworzyć biżuterię – spektakularne naszyjniki ozdabiane kamieniami. Potem przyszedł czas na perfumy. Jak te trzy formy artystycznej ekspresji się dopełniają? I co dalej? Myślisz o innych formach artystycznego wyrazu dla swojej kreatywności?

Wyjaśnię jedną ważną rzecz. Od samego początku chciałem studiować architekturę nie po to, by zostać architektem, ale by nauczyć się pewnych procesów tworzenia, a następnie wybrać jedną lub więcej dróg artystycznej kreacji. Moje studia nie przebiegały typowo. Często kłóciłem się z nauczycielami. Potem zacząłem pracować w branży dekoratorskiej. I w tym samym czasie w moim życiu pojawiły się kamienie. Miałem na ich punkcie świra już od dzieciństwa. I w końcu przyszedł ten dzień, kiedy zrobiłem pierwszy naszyjnik z kamieni. Zwiozłem ich mnóstwo z moich pierwszych zagranicznych podróży i chciałem coś z nimi zrobić. Sam nie wiem dlaczego, ale postanowiłem z nich zrobić naszyjnik. I tak to się wszystko zaczęło.

 

Sam zbierałeś te kamienie?

Kiedy byłem dzieckiem tak, ale z tej pierwszej podróży, podróży do Syrii, przywiozłem dużo starych kamieni, bez żadnego konkretnego pomysłu na nie. Po prostu zakochałem się w nich na lokalnym rynku. Potem zrobiłem pierwszy naszyjnik, po nim kolejny i kolejny. Jednocześnie zacząłem czytać dużo o kamieniach, o ich pochodzeniu, symbolice i nagle wpadłem na pomysł, by oddać kamień za pomocą zapachu. Stworzyć zapach zainspirowany symboliką kamienia, obrazami i legendami. Wszystko więc się ze sobą łączy. Może nie jest to łatwe do zauważenia, ale dla mnie jest pewna ciągłość i logika we wszystkim, co robię.

 

Tworzyłeś też jedwabne, ręcznie malowane szale. Czy nadal się tym zajmujesz?

Tak, to swego rodzaju kolaże złożone ze zdjęć z moich podróży, zdjęć moich kamieni, różnych rzeczy. To kolejna próba interpretacji kamienia. Gdy nie czuje się komfortowo z danym środkiem wyrazu, zmieniam go, ale ogólnie kocham wszelką sztukę. Sam trochę też maluję.

 

Ale wszystko zaczęło się od kamieni. Co najbardziej cię w nich fascynuje? Ich kształt, kolor, struktura czy te wszystkie legendy i wierzenia, które narastały wokół nich przez wieki?

Najważniejszą rzeczą jest to odczucie, które kamienie w tobie wywołują. I trudno mi to wyjaśnić. Kiedy pierwszy raz widziałem kamień, miałem go w ręku, miałem może 4 lata i byłem absolutnie zauroczony. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Po prostu chciałem je mieć. Męczyłem rodziców, by mi je kupowali. I zacząłem je kolekcjonować, ale nie po to, by zgłębiać wiedzę naukową o nich, ale dlatego, że dobrze się z nimi czułem. Legendy i symbolika przyszły później. To zupełnie inny wymiar tego tematu. To prawda, inspiracje pochodzą właśnie z legend, z symboli, ale również z mojego osobistego odczucia w stosunku do danego kamienia. 

1

 

Mówi się, że kamienie emanują energią. Może to ona cię tak ujęła?

Możliwe, ale nie wiem tego na pewno.

 

Trudno to zmierzyć.

Tak. Po prostu to czuję i chyba nie chcę w sumie wiedzieć dlaczego. I nie chcę wszystkiego wyjaśniać. Dla mnie to jak poezja, sztuka. Uważam się za artystę i cenię sobie artystyczną wolność. Dlatego nie muszę wszystkiego wiedzieć i ciągle pytać: dlaczego? Lepiej to poczuć. To takie proste.

 

Wspomniałeś o poezji. Twoja kolekcja perfum nazywa się Parfums de Pierres Poèmes i jest pełna symboli. Może odszyfrujemy niektóre z nich? Początkową ideą było siedem zapachów zainspirowanych siedmioma kamieniami. W każdym flakonie trzy kamyczki. I nowy zapach każdego roku we wrześniu. Może niepotrzebnie się doszukuję?

Mówisz, że planowałem początkowo wypuścić siedem zapachów? Szczerze powiedziawszy nie pamiętam już tego dokładnie, ale chyba to było tak, że ktoś mnie zapytał, niewygodnie mi było powiedzieć nie wiem, więc skoro siódemka jest moją ulubioną liczbą, odpowiedziałem, że będzie siedem zapachów (śmiech). Chodzi o to, ze próbuję budować pewną historię krok po kroku, rok po roku, kamień po kamieniu. Ale na przykład dziewiąty zapach w kolekcji to kamień mistyczny – Kamień Filozoficzny. Czuję się wolny, podążam w różnych kierunkach pod warunkiem, że czuję jakiś wspólny mianownik w mojej historii. A te trzy kamyczki we flakonie to symbol. Od samego początku chciałem pokazać symboliczny związek zapachów z poezją. Podobało mi się również to, że gdy poruszasz flakonem, jest ruch. To dla mnie też forma poezji. Nazywam swoje zapachy perfumami-wierszami, bo uważam, że jest w nich coś więcej niż widzimy oczami, czujemy nosem. 

 

Wszystkie zapachy w twojej kolekcji łączy jeden element – kadzidło. Czy to twój perfumeryjny podpis? Coś z czym chcesz być utożsamiany? Kadzidło jako składnik perfum jest bardzo pozytywnie postrzegane w Polsce. Od wieków, z naszym silnie zakorzenionym katolicyzmem, jesteśmy przyzwyczajeni do zapachu kadzidła w kościele. Dla nas to zapach święty, ale również bardzo znajomy i wywołujący poczucie bezpieczeństwa.

Kadzidło stało się moim podpisem. Ludzie tak uważają. Osobiście nigdy tego nie planowałem. Kadzidło poznałem podczas podróży do Syrii. To było moje pierwsze spotkanie z tym składnikiem. Gdy pracowałem nad moim pierwszym zapachem – Kryształ Górski – chciałem w nim przekazać ideę łączności między ziemią i niebem, relacji między człowiekiem i naturą, jedności człowieka i bóstwa. Kadzidło idealnie oddaje tę symbolikę, więc wydało mi się oczywiste by użyć właśnie tego składnika do zbudowania konkretnych perfum. Jednocześnie też zrozumiałem, że kadzidło jest dla mnie świetnym sposobem na oddanie zapachu mineralnego, zapachu kamienia. Jednak w przypadku moich najnowszych perfum było inaczej. Pokrótce, mój proces tworzenia polega na tym, że znajduję kamień-inspirację, zgłębiam ją – dużo czytam o symbolice kamienia, przebywam z nim, po czym sporządzam listę składników. Kiedy jest gotowa zaczynam pracować nad proporcjami. Przy ostatnim zapachu, kiedy lista składników była gotowa, nagle uświadomiłem sobie, że nie ma na niej kadzidła. Pierwsza myśl, dość prymitywna: „Musiałem o nim zapomnieć!”. Jednak po chwili pomyślałem, że skoro nie znalazło się na liście składników, to może tym razem go nie potrzebuję. Zapach i tak ma w sobie aurę kadzidlaną, choć we flakonie nie znajdziecie samego składnika.

 

Wiemy już więc jak ogólnie wygląda twój proces tworzenia. Wiemy od czego zaczynasz. A kiedy wiesz, że zapach nad którym aktualnie pracujesz jest gotowy? Ten moment musi przecież kiedyś nastąpić, w przeciwnym razie można by próbować udoskonalać bez końca.

To ważny moment we wszystkich formach kreacji, czy to jest książka, artykuł, obraz, czy perfumy. To ten moment kiedy czujesz, że twoje dzieło jest kompletne. To często niełatwy czas walki z samym sobą, bo twórca zawsze przecież myśli, że mógłby ulepszyć jeszcze to lub tamto. Ale nie! Trzeba postawić granicę. Mnie pomaga intuicja, to wewnętrzne przeczucie, że zapach jest ukończony. Następnym, niezbędnym krokiem jest to, by przestać myśleć o swoim aktualnym dziele i przede wszystkim, przestać myśleć o tym, jak odbiorą go ludzie. Ja w zasadzie staram się o tym nie myśleć od samego początku. Po prostu daję z siebie wszystko i już. Nie pozwalam nawet rodzinie wąchać wersji testowych zapachu, zanim uznam go za zakończony. 

 

Niektórzy perfumiarze twierdzą, że dobrze mieć z góry narzucony deadline, ale ty przecież tworzysz dla samego siebie, nic więc cię nie ogranicza, prawda?

Ja również mam swego rodzaju deadline. Od lat jest to wrzesień każdego roku. Gdy tworzysz, potrzebujesz czasu i musisz planować. Na końcowy efekt składa się wiele elementów – koncepcja, badania, głębsza refleksja, potem kwestie techniczne – logistyka, opakowania, więc, tak jak powiedziałem, potrzebny jest czas i ważne, by wszystko wcześniej dobrze rozplanować.

 

Powróćmy do kamieni. „Zimny jak kamień”. „Serce z kamienia”. Kamienie nieodłącznie kojarzą się z zimnem. Który z twoich zapachów jest najzimniejszy? A który płonie?

Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób. W moich zapachach jest dużo ewolucji i jest to coś, co lubię. Tak więc, z początku może wydawać się, możesz mieć wrażenie, że dany zapach jest zimny lub ciepły, ale potem to się zmienia. Zapachy ewoluują, są dynamiczne. Dlatego ja nie postrzegam ich w tych kategoriach, może dla innych takie podziały się sprawdzają, ale dla mnie nie. Trudno mi w ten sposób je opisywać.

2

 

Czy twoje zapachy są bardzo francuskie? Czy są zakorzenione we francuskiej szkole tworzenia perfum, czy może są bardziej uniwersalne? Postrzegasz je bardziej jako tradycyjne, klasyczne, czy może nowoczesne, futurystyczne?

To podobna kwestia. Wszystko, co tworzę nie ma określonego terminu przydatności, chcę by trwało na zawsze. Kiedy coś tworzę, na przykład naszyjnik, nie znoszę pojęcia mody. Tak naprawdę jestem szczęśliwy, gdy kobieta mówi mi, że ma ten naszyjnik już od dziesięciu lat i nadal nosi go z radością, że nadal ją uszczęśliwia. To samo odnosi się do perfum. Nie tworzę ich na pewien okres czasu czy dlatego, że jest pewien trend. Chcę żeby były uniwersalne. Cieszę się też, że nadal sam je wszystkie lubię. To naprawdę wspaniałe uczucie. Dlatego nie powiem ci, że są francuskie, czy nowoczesne, czy klasyczne. Są ponadczasowe. Co ciekawe im bardziej oddalam się od moich perfum w czasie, tym bardziej je lubię i doceniam. Dodatkowo, wspaniale jest pomyśleć, że coś co tworzysz jest używane i lubiane tu w Warszawie, ale także w Moskwie, Paryżu, czy Dubaju. Bez względu na epokę i uwarunkowania kulturowe ludzkie emocje są takie same.

 

Spójrzmy teraz na flakony. Są bardzo minimalistyczne. Nie dominują nad samym zapachem. Na flakonie nie ma też nazwy perfum. Czy to zamierzone?

Z początku pomysł nie umieszczania nazwy był moim wyborem, ale z czasem uświadomiłem sobie, że to może utrudniać życie pracownikom perfumerii (śmiech). Kiedy zaczynasz coś robić, nie wiesz tak naprawdę czy stworzysz 11 czy 12 zapachów, po prostu o tym nie myślisz. W ogóle, o ile pamiętasz, moje zapachy przez wiele lat nie były pakowane w pudełka, sprzedawaliśmy je w woreczkach. Wiesz dlaczego? Najzwyczajniej w świecie ponieważ nie było mnie na to stać. Swoją drogą, kiedy teraz o tym myślę, uświadamiam sobie, że jeśli bardzo chcesz coś stworzyć i jesteś gotowy, wszystko z czasem staje się możliwe. A flakony? Tak, są bardzo proste. Zawsze trzeba zadać sobie to samo pytanie: co tak naprawdę jest dla ciebie ważne? Samo dzieło, pomysł, jakościowe składniki, koncentracja? To właśnie składa się na perfumy. Samo opakowanie powinno być ładne, ale niezbyt skomplikowane.

 

Prosty flakon jest również bardzo dobrym tłem dla koloru perfum, co w przypadku twoich zapachów jest dość ważną kwestią.

Dokładnie tak. Dodatkowo od samego początku chciałem, by na flakonie znajdowała się ta stara kaligrafia, która właściwie oznacza „na początku”. W wielu ważnych i mądrych księgach idea początku jest kluczowa, kamienie istnieją od początku i ja sam byłem na początku robienia czegoś nowego, kiedy zacząłem tworzyć perfumy. Dlatego to wszystko ma jakiś sens.

 

Czy jako perfumiarz…?

Nie jestem perfumiarzem!

 

To kim jesteś – rzemieślnikiem, twórcą, wizjonerem?

Lubię o sobie myśleć jako o artyście, wolnym artyście, jakkolwiek pretensjonalnie to nie brzmi. Kocham wolność i próbuję być niezależny w tym, co robię. Określenie artysta brzmi dla mnie lepiej, bo zakłada kreowanie czegoś, a nie konkretny fach, naukę czy wiedzę. Mam po prostu artystyczny umysł. Nie nazywam się perfumiarzem czy jubilerem. Jestem artystą.

 

W takim razie, czy jako artysta masz swoich mistrzów? Twórców zapachów, nosy, które podziwiasz?

Nie, nie sądzę. Jeśli kazałbyś mi wymienić jedno nazwisko, to byłby to Serge Lutens, bo to było coś nowego, nowa jakość w tworzeniu perfum, i nie tylko, w tym, że za dziełem była pewna historia. Oprócz tego nie mam żadnych mistrzów. 

 

Chrysolithe – twoja najnowsza kompozycja – jest jedenastą w kolekcji. I kolejną w kolorze żółtym. Czym się różni od innych żółtych kamieni-zapachów?

Kolor nie jest tu najważniejszym aspektem. Podstawową kwestią jest zawsze kamień, temat, inspiracja. Gdy więc uznałem, że chryzolit jest dla mnie interesującym tematem, nie przejmowałem się, że kolorem przypomina któryś z moich poprzednich zapachów. W ogóle mnie to nie obchodziło. W języku greckim, antycznym greckim, chryzolit oznaczał „złoty kamień”. Sama nazwa jest dziś przestarzała i nieprecyzyjna, do końca XIX w. używana była bowiem w odniesieniu do kilku szlachetnych kamieni w kolorze złoto-żółtym, z zielonkawymi odcieniami – prenitu, peridotu, oliwinu i topazu. Tak jak wspomniałem jednak, kolor jest dla mnie aspektem drugorzędnym. Przede wszystkim musiałem dobrze poczuć się z tym tematem, nawiązać relację z kamieniem. Odkryłem go w Biblii, w zasadzie znajdziesz go w wielu świętych księgach. Był siódmym kamieniem-fundamentem Nowego Jeruzalem oraz dziesiątym z kamieni szlachetnych zdobiących pektorał Aarona. Chryzolit oznacza wyższy poziom uduchowienia, a dodatkowo liczba jedenaście – a to jedenasty zapach mojego dzieła – symbolizuje bardzo dobrą równowagę między kobiecością i męskością. Dlatego mamy tu do czynienia z poczuciem harmonii, równowagi i pełni między ziemią a niebem. Po wszystkich wcześniejszych kamieniach prawdziwych oraz tych metaforycznych – Lapis Philosophorum i Promethee – ten nowy zapach dalej opowiada moja historię.

 

I otwiera jej nowy rozdział?

Tak, w pewnym sensie. Sam nie jestem już taki sam jak dziesięć lat temu, nie jestem nawet tym samym człowiekiem jak dwa lata temu. Można tu odnaleźć więc pewien element osobisty. Ten zapach jest zarazem kontynuacją mojej historii i czymś zupełnie nowym. 

 

A jak opisałbyś sam zapach?

Pierwszym i głównym składnikiem była szałwia. Dużo szałwii! Szałwia to oczyszczenie. Następnie zainteresowało mnie połączenie hyzopu i cedru, które również występowały w Biblii. Ten pierwszy uosabia delikatność i pokorę, drugi siłę i potęga. Obie rośliny w Biblii były używane w rytuałach oczyszczania, uzdrawiania. Moim celem było stworzenie idealnej równowagi między oboma składnikami dla oddania równowagi między ziemią a niebem. Ten zapach jest czymś lżejszym od poprzednich kompozycji, choć mnie samemu trudno je porównywać. Zamysłem było stworzenie czegoś lżejszego, z charakterem, ale jakoby należącego do innego, wyższego wymiaru. No i bez kadzidła, choć, jak już wyjaśniałem, nie było to planowane. Dla mnie jednak kadzidło jest tu nadal obecne, może bardziej aura kadzidła, jego duch. Sam w domu często spalam kadzidło i czasem używam do tego celu też szałwii z jej oczyszczającymi właściwościami.

 

Gdy myślę o najbardziej polskim kamieniu, na myśl od razu przychodzi bursztyn. Jak pachniałby bursztyn według Oliviera Durbano?

Bursztyn nie jest kamieniem (śmiech), ale czasami również go używam. Zwykle pracuję tylko z kamieniami, ale bursztyn ma według mnie wiele cech wspólnych z nimi. Jest również związany z ziemią, jest prastary, również wykorzystuje się go w biżuterii. Ale jak miałby pachnieć? Tego nie wiem. Musiałbym o tym pomyśleć. Daj mi trochę czasu.

 

Oczywiście! Zatem czekamy. Bardzo dziękuje za rozmowę. 

pleNG

 

OLIVIER DURBANO

You were born and raised in the south of France, near Grasse. It’s probably one of the most fragrant spots in the world. What does it smell like? What are your first olfactory recollections?

Yes, I was lucky, wasn’t I? One part of my family came a long time ago from Italy to the south of France. My great grand mother decided to settle in Grasse and to cultivate roses and jasmine for the perfumery business, so in my grandparents’ garden there were roses and jasmine and that would be one of my first memories connected with scents. My grandmother in her garden with Grasse roses.

 

So flowers?

Yes, definitely. 

 

You studied architecture but never became an architect per se, then you established yourself as a jeweller – maker of unique necklaces adorned with stones. Then came perfumes. How do these three forms of artictic expression complement each other. And what’s next? Are you planning to use any other form of artistic expression to give vent to your creativity? 

One thing is very important. Since the very beginning I wanted to do architecture at school not in order to become an architect but to learn some processes of creation. And then to be free to choose one or more ways to create something. My studies were not typical. I often fought with teachers, then I got a job in the decoration business. And at the same time came stones. I was crazy about them since my childhood. There came a day when I created a necklace made of stones.  I brought a lot of stones from my first trips abroad. And I decided to do something with them. I don’t know why but I decided to use them to make a necklace. So that’s how it all began. 

 

Did you collect the stones yourself?

When I was a child yes, but from this trip, which was in Syria, I brought a lot of stones, old stones without any idea what I would like to do with them. I just fell in love with them at the market. And then I made this first necklace, after that came another one and another one. At the same time I started to read books about stones, about their origin and symbolism and all of a sudden I had an idea that it was possible to imagine a smell of a stone based on all the imagery, symbolism and legends. So everything is linked. Perhaps it’s not an easy link to understant but for me there is some kind of logic behind it all. 

 

And it creates a whole?

Yes. 

 

By the way, do you still create those painted silk scarves?

Yes, it’s a kind of collage with all the photos from my trips, photos of my stones, lots of things. It’s another kind of interpretation of stone. Whenever I feel uncomfortable with the medium I change it but generally I love all forms of art. I do some painting, too.

 

Do they all enrich each other?

Yes. They create one complete universe based on creation.

 

But it all started with stones. What fascinates you about them the most? Is it their shape, structure, colour or the legends and beliefs that have grown around them throughout the centuries?

I think the first thing is the feeling you have about them. I’m not really able to explain it. When I first touched and looked at a stone, I was then 4 years old, I was fascinated. But why? I don’t know. I craved for them. And I cried and cried so my parents would buy them for me. Then I started to collect them, but not to learn about them, not because of science, it was more a question of feeling for them. Maybe I just feel good with stones? The legends and symbolism came later. It’s a totally different dimension behind stones. Yes, and that’s right – inspiration comes mainly from the legends and myths and symbols but also from my personal feeling towards stones. 

 

They are said to emanate energy, so perhaps it was this energy that captivated you?

I think but I don’t know.

5

 

It’s hard to measure it, right?

Yes,  I just feel it and maybe just don’t want to know everything exactly, explain everything. And besides it’s not my job. For me it’s a kind of poetry, it’s a kind of art. I consider myself an artist and I care about the idea of artistic freedom so I don’t need to know everything, ask myself all the time why, why, why? It’s better to feel it. It’s simple.

 

You mentioned poetry. Your collection of perfumes is called Parfums de Pierres Poèmes and it is full of symbols. Let’s decipher some of them. Seven scents inspired by seven precious stones. Three marbles of a stone in every perfume bottle. Plus a launch of a news cent each year in September. Am I digging too deep?

You said I planned to launch seven perfumes. In fact I don’t remember it very well anymore, but i think it was because somebody asked me and I was not able to say ‘I don’t know’ so, because 7 is my favourite number, at that particular moment I answered 7. (laughs) I think it’s a kind of story I’m building step by step, year by year, stone by stone. But number 9, for example, is not a real stone, it’s a mystical stone - Philosophers’ Stone. I feel free to go where I want as long as I feel a link in my story. And the three marbles is a symbolic act. It was very important for me from the very beginning to have a symbolic connection between stones and perfumes, and also I liked the idea that when you move the bottle there is some noise, some movement. It’s also a kind of poem for me. I also went for this name to say that there’s something behind it, something not explicitely said. We can smell the scent, we can see the colour but there is still something behind it. Three marbles. A ellipsis…

 

All the scents in your collection, however different they are, have something in common -  incense. Is this your olfactory signature? Something you want to be associated with? Incense as a perfume ingredient seems to go down very well among Poles with their long-standing and deeply rooted Catholicism. Generations of Poles have been used to smelling incense in churches for centuries. It’s a sacred but also a very familiar and protective scent here.

It became my signature. People say it’s my signature. In my mind it has never really been an idea of a signature. Stones have been with me since I was a child, incense came when I made my first important trip to Syria. It was my first meeting with incense, my first connection. When I worked on my first perfume – Rock Crystal – the symbolism I wanted to get across was  the connection between the earth and the sky, the link between man and nature, the union of man and God.  Incense shares exactly the same symbolism, so it became evident for me when I was working on Rock Crystal to use incense. But at the same time I thought, I discovered that my way to translate and interprete the idea of a mineral scent would be through incense. It was different with my new perfume, though. My creative process in a nutshell is: I find the inspiration, learn about the stone, get to know it and its symbolism, read about it, think about it a lot and next I write a list of ingredients. When it’s complete, I start working on the proportions. With my last scent when I realized the list was complete I discovered there was no incense on it. So my first reaction, a primitive reaction, was: „Ah, I forgot incense”. But then I stopped to think and said to myself that if it’s not on the list it’s because I don’t need it this time. But still the scent has an aura of incense, not the actual ingredient inside the bottle but the spirit of incense.

 

Ok, so we touched upon you creative process. We know the steps. And when do you know your creation is complete? There has to be this moment in the process because otherwise one would try  to improve forever. 

It’s like this in all forms of creation, whether you write a book or an article or you create a painting or a perfume. It’s indeed a very important moment in all creation when you have to feel that what you are doing is complete. More often than not you have to also fight with yourself because you always tend to think that it could be better if you introduced more changes, if you made more trials. But no! You have to draw a line. I decide by intuition, a feeling that my creation is full and complete. And the next step is to stop thinking and doing anything about it and, what’s most important, stop thinking what people will think of it. Throughout the process I try not to think about people’s reactions to the final outcome. I just do the best I am able to do and that is it. I never even ask my family to smell the test versions of my perfumes.  

 

Some perfumers say it is good to have an official deadline, but since you work independently you don’t have any, do you?

I actually do because for many years September is a kind of deadline for me. In all creation you need time and you need to plan ahead. It’s also a mix of many things before the actual launch – conception, research, reflection then all the logistics, packaging so, as I said, I need time and I have to plan everything well ahead.

 

Back to stones. „Cold as stone”.  „Heart of stone”. Stones are inevitably associated with coldness. Which of your scents do you find the coldest? Which one burns like fire? 

I have never thought about it that way.  There’s a lot of evolution going on and I like the idea of a lot of evolution, so at the beginning you can think the scent is very cold or very warm but then it becomes something else. It’s dynamic. So for me not, but maybe for somebody else yes. For me it’s difficult to look at it that way.

 

Would you say your perfumes are very French? Are they rooted in the French school of perfume making? Or are they more universal? Do you consider them to be classical, traditional or modern, futuristic?

The same thing. For me all kinds of creation are not for a specific time, it’s for a long way (hopefully because you can’t control it really).When I do something, for example a necklace, I detest the idea of fashion. I’m really happy when a women tells me she has had this necklace for ten years and she still wears it with joy and happiness. With perfumes  it is the same thing. I don’t create them for a particular time or in a particular fashion. I would like them to be universal. I am also happy that I still like all of them. It feels great. So I don’t think it’s in French tradition, modern, not modern. It’s timeless. And what’s interesting the further away my creation is, the more I like it.  Plus it’s wonderful when you realise that something you made is used and is liked here in Poland,  in Paris, in Moscow but also in Dubai. Regardless of the cultures and times, people’s emotions are the same, they are universal and that’s what counts for me.

 

Let’s look at the bottles now. They are very minimialist. The bottle doesn’t overwhelm the scent. And there’s no name of the scent on it. Why? 

At the beginning the idea not to write a name was my choice but later I realised it’s not easy for example for people working in perfumeries. Because at the beginning you don’t really know that you will have 11 or 12 perfumes, you just don’t think about it. Also, if you remember, for many years it was even without a box, they were packed in sacks. But you know why? Simply because at the beginning I was not able to pay for that. (laughs) Which actually makes me think now that if you want to do something really hard and you are ready everything is possible. And the bottle? Yes, it’s simple. It’s always the same question – what is important to you? Your creation? Your idea? The quality of your ingredients? Concentration? So this is a perfume. What is around has to be nice but not complicated. That wouldn’t make sense to me.  

 

The simple bottle is also a very good background for the colour which is very important in case of your perfume.

Yes, exactly. Plus I chose to have this kind of old caligraphy on the bottle since the very beginning and it actually means „at the beginning”. Culturally, in many important and wise books the idea of the beginning is crucial, stones also came at the beginning, and I was also at the beginning of doing something new when i started with perfumes. So it all made sense.

 

And now as a perfumer.. 

I’m not a perfumer!

 

Ok, who do you consider yourself to be - an artisan, a perfumer, a visionary?

I like to think of myself as an artist, a free artist, even if it sounds very pretentious. I like freedom, I try to feel free in what I am doing. So an artist is better for me, because it’s more about creation as such than knowledge or studies. I have an artistic mind. So I don’t consider myself a perfumer or a jeweller. Just an artist.

 

So as an artist do you have any olfactive masters? Noses you look up to? 

No, not really.  I don’t think so, no. Ok, if you ask me about one name  it will have to be Serge Lutens because it was so new in perfume making, not only in perfumes, to have a story behind your creation. But otherwise not.

 

Chrysolithe – your latest composition – comes as the eleventh in the range. And it’s yellow. How is it different from the other yellow-tinted scents in you collection?

The colour is not the first aspect, the first thing is the stone, the theme, the initial inspiration, so when I felt that chrysolithe was really interesting for me I would not give up on this inspiration just because the colour seemed to be a bit similar to my previous creations. I don’t really care about it. Now, in Greek, ancient Greek, chrysolithe means „a golden stone”. The name itself is now an obsolete term  which denoted up until the 19th century a number of gems that sparkle gold, tinted with green, such as peridot, phrenite, olivine or topaz. But as I said the colour is for me a secondary aspect. The first thing was to feel good about the topic, about the stone. I discovered chrysolithe in the Bible, you actually find this kind of stone in a lot of sacred books. It was the seventh stone of the foundation stones of New Jerusalem, and it was also the tenth of the precious stones adorning the breastplate of Aaron. The meaning of the stone is very high level of spirituality. Plus number eleven, and it’s the eleventh scent in the series, symbolises a very good balance between the feminine and the masculine. It stands for harmony and  a completeness between the earth and the sky. After all the stones before, then symbolic scents of Lapis Philosophorum and Promethee, with this one the story continues.

 

And it’s a new chapter?

Yes, in a way. I’m not the same as 10 years ago, I’m not even the same as two years ago, so maybe it’s a bit of a personal thing here. So this new scent is a continuity but at the same time it’s different.

 

And how would you describe the scent itself?

The first ingredient that came was sage, a lot of it! Sage stands for purity. After that I was also very interested in the link between hyssop and cedar, which both came from the Bible, too. Hyssop symbolises fragility and humility while cedar is all about strength and magnificence. Both of them were used in the Bible in purification rituals. My aim was to create a good balance between the two to symbolise the balance between the earth and the heaven. The scent is something lighter, well, it’s difficult really for me to compare, but the idea behind this one was to be very light, with personality of course, but maybe with the idea of another level. And without incense. It wasn’t planned, though. But for me personally when I smell it, when I wear it, it kind of has it, the incense, the aura of incense. I burn incense at home, so as part of the ritual of burning incense, sage can be inside, too, with its puryfying properties.

 

If I think of the most Polish of stones I think amber. What would amber smell like according to Olivier Durbano? Would you like to make an amber scent one day?

Well, amber is not a stone (laughs), but i use it sometimes, too. Normally I just use stones but for me amber shares some qualities of a stone because it’s also connected with earth, it’s been there for ages, and it’s also used in jewellery. But the scent? I don’t know. I would have to think about it. Give me some time.

 

Ok. Thank you for this opportunity, Olivier.

flakon2

Fot. Marcos Rodriguez Velo dla enter the ROOM