Ten film ma straszną reputację. Rok wyświetlania w brytyjskich kinach arcydzieła Stanley'a Kubricka spowodował, że wskaźnik gwałtów, napadów, kradzieży rósł coraz bardziej. Zdarzały się nawet zabójstwa. Potem było już znacznie gorzej...

Zacznijmy jednak od początku, czyli od książki. Historii Alexa, który wraz ze swoim gangiem szalał po ulicach, siejąc postrach i spustoszenie. Wszystko do momentu zabicia Kociej Damy... Reżyserów chętnych do realizacji wielkiego literackiego dzieła było wielu, wśród nich był nawet Roman Polański. Do ekranizacji powieści Anthony'ego Burgessa zabierano się wielokrotnie. Prawa za 500 dolarów wykupił Mick Jagger, który zamierzał obsadzić siebie w roli Alexa, a swoich rock'n'rollowych kolegów w rolach jego kumpli. Wyobrażacie sobie „Mechaniczną pomarańczę” okiem chłopaków z The Rolling Stones?

Na szczęście reżyserią zajął się Stanley Kubrick, który był już znany ze swoich filmowych akrobacji w 2001: Odysei kosmicznej, Spartakus, Dr. Strangelove czy Lolicie. Powieść Burgessa wydawała się stworzona specjalnie dla reżysera, który nie tylko dostał materiał, w którym mógł popłynąć z formą, ale także ponownie zagłębić się w ulubiony problem – jednostka kontra władza.

Trudny materiał, ale i główny bohater-antagonista był sporym wyzwaniem dla reżysera. Który widz zacznie sympatyzować z przywódcą gangu, lubującego się w gwałtach, przemocy fizycznej i psychicznej oraz wciąganiu białych „grzeszków” przy muzyce Beethovena? Przyglądanie się bohaterowi nie mogło być łatwe. Jednak Kubrick starał się, żeby Alex wydawał się o wiele bardziej przyjemną postacią w filmie niż w książce, choć jest uosobieniem zła. Z drugiej strony, ma on też zwycięskie cechy. Jest szczery i niezwykle dowcipny, a jego inteligencja i energia to atrakcyjne wartości. Reżyser w wywiadach podkreślał, że postać Alexa nie może być stuprocentowym brutalem – wtedy to, co robi rząd z człowiekiem, nie byłoby moralnie wątpliwe. Kubrick chciał konfrontacji z wygłodniałym widzem.

Po premierze krytycy zmieszali obraz z błotem, zarzucając reżyserowi propagowanie aktów przemocy i popularyzację pornografii. Jakby tego było mało, oburzenie zaczęli wyrażać także widzowie, maniakalnie wysyłając listy do reżysera. Na ulice wkroczyły miejscowe gangi.

Gwałty, kradzieże, zabójstwa stały się codziennością. Terror opanował ulice. Momentem krytycznym były groźby śmierci, które zaczęły padać w stronę rodziny reżysera. Kubrick, nie patrząc na finansowe słupki, zażądał wycofania filmu z kin. Szefowie Warner Bros – mimo że usatysfakcjonowani wielkimi wpływami jednego z najbardziej kasowych filmów w historii – musieli wycofać produkcję. Ściśle kontrolowany zakaz wyświetlania filmu był utrzymywany aż do śmierci reżysera w 1999 roku.

Nie obyło się jednak bez łamania prawa. W niewielkim londyńskim kinie na początku lat 90. zorganizowano nielegalny pokaz filmu. Informacja szybko dotarła do Kubricka, który w akcie szału złożył donos do prawników wytwórni Warner Bros, którzy jak bohater Mechanicznej pomarańczy bezwzględnie wycisnęli z miłośników kina wszystkie możliwe pieniądze. 

Dziś nominowane do Oscara arcydzieło Stanley'a Kubricka uchodzi za jedno z najważniejszych dokonań w historii kinematografii, które wynosi reżysera na wyżyny, nie pozwalając go zaszufladkować. 

Fot. materiały prasowe