Została ubezwłasnowolniona w wieku 39 lat. Spędziła w zakładzie zamkniętym kolejne trzydzieści. Rodzina zerwała z nią kontakt. 

Camille Claudel, chociaż nie pochodziła z zamożnej rodziny, otrzymała wysokie wykształcenie, co w połowie XIX wieku nie było typowe dla kobiety. Studiowała w Akademii Colarossiego – słynnej uczelni, której absolwentami byli m.in. Jacques Lipchitz, Stanisław Wyspiański czy Włodzimierz Tetmajer. W swoich pracach łączyła brąz i kamień. Jej rzeźby były dynamiczne i, jak pisali krytycy, rewolucyjne. Z czasem rozpoczęła pracę u Augusta Rodina, francuskiego rzeźbiarza łączącego w swoich dziełach elementy symbolizmu i impresjonizmu. Wspólna działalność przeobraziła się jednak w toksyczny romans.

Uczucie między młodą, utalentowaną rzeźbiarką a niedocenionym artystą zaczęło się pogłębiać. Rodin w swoim dzienniku notuje: „Kobieta się rozbiera, co za olśnienie”. Jednak dla niego to tylko chwilowa fascynacja. Dla Claudel ta relacja była czymś, czego wcześniej nie doświadczyła. Pierwszą miłością, pierwszą namiętnością. Przejściem na drugą stronę, w dorosłe życie. Była gotowa dzielić go z inną kobietą, modelką Rose Beue, z którą Rodin miał już syna, rówieśnika Claudel.

Camille ślepo wierzyła w miłość Rodina. Miała nadzieję, że ten jak najszybciej doprowadzi do ich ślubu. Jednak on nie miał zamiaru wiązać się z kimś niepoczytalnym. Stan zdrowia artystki znacznie się pogorszył. Dzisiejsi psychologowie uważają, że Claudel przechodziła coś na kształt depresji. Gdy Rodin zostawił ją dla szwaczki, było już tylko gorzej.

Jej stan opisał w swoim dzienniku Paul Claudel, katolicki pisarz i dramaturg, brat Camille:

Moja siostra! Tragiczna egzystencja! Kiedy mając lat trzydzieści, zorientowała się, że Rodin ani myśli jej poślubić, wszystko zawaliło się wokół niej i nie oparły się temu władze umysłowe.

Od tego momentu najważniejsza była dla niej praca. Dla miłości naraziła się na niechęć ze strony najbliższych. Porzuciła życie na salonach i odcięła się całkowicie od ludzi. To była towarzyska banicja. Izolacja zaczęła martwić bliskich. Camille niemal zrezygnowała z jedzenia. Uznana została za szaloną. Taka diagnoza była jednak wygodna zarówno dla samego Rodina, jak i całej rodziny Camille. To, co bolało Claduel najbardziej, to odtrącenie przez jej ukochanego brata Paula.

Lata spędzone w szpitalu, a później w ośrodku dla obłąkanych, były dla Claudel powolnym procesem umierania. W obawie przed otruciem, dostała pozwolenie od lekarza na własnoręcznie przygotowywanie posiłków. Najczęściej, bez zważania na porę dnia, jadła ugotowane jajka, które zjadała w samotności.

To, co doprowadziło ją do jeszcze większej depresji, to lekceważący stosunek personelu ośrodka. Nikt w szpitalu nie miał pojęcia o jej talencie. Claudel uchodziła jedynie za siostrę słynnego pisarza. Z czasem i to przestało kogokolwiek interesować. Traktowana była coraz gorzej. Kiedy zmarła, pochowano ją tam, gdzie większość bezdomnych z miasta i okolic, na miejscowym cmentarzu komunalnym.

Fot. wikipedia.org