Seks zaczyna się w głowie. Na osiągnięcie orgazmu mają wpływ szalejące w układzie krwionośnym hormony i aktywność odpowiednich ośrodków w mózgu – niczym po zażyciu heroiny. Co się z nami dzieje na miłosnym haju?

Miłość to nic innego, jak procesy chemiczne zachodzące w naszym organizmie. Motyle w brzuchu czy ciarki na plecach to objawy zakochania, które choć romantyczne z nazwy, są wynikiem takiej a nie innej pracy naszego organizmu pobudzonego dawką hormonów produkowanych przez mózg. 

Odczuwanie przyjemności w czasie stosunku i osiągnięcie orgazmu również warunkują reakcje chemiczne, którymi steruje mózg. To właśnie on jest naszym najseksowniejszym organem. Dzięki niemu czujemy pożądanie, podniecenie, rozkosz. Ciało okazuje się być tylko narzędziem na drodze do seksualnego spełnienia.

 

Potwierdzają to naukowe badania. Na przykład to przeprowadzone przez zespół z Uniwersytetu Rutgersa w Newark, który za pomocą rezonansu magnetycznego sprawdzał, co się dzieje w kobiecym mózgu w czasie orgazmu. Otóż dzieje się sporo, bo dochodzi do aktywizacji około 30 jego ośrodków. W zależności od stymulowanego miejsca (pochwy, łechtaczki, szyjki macicy lub sutków) aktywowane są inne rejony. Czym więcej stymulowanych jednocześnie części ciała, tym większa przyjemność. W przypadku kobiet potwierdzono również naukowo, że samo myślenie może wpływać na reakcję odpowiednich ośrodków mózgu i doprowadzić do szczytowania. Bez stymulacji i nie tylko pod wpływem fantazji erotycznych.

Generalnie jednak to pobudzenie genitaliów sprawia, że wysyłają one sygnały do mózgu, gdzie zaczynają się procesy, które doprowadzają na skraj seksualnego zatracenia. Albo i nie, jeśli blokują nas negatywne emocje, stres, obawa przed zajściem w ciążę itp. Kiedy jednak przeszkód nie ma, wyłączone zostaje ciało migdałowate (u mężczyzn dochodzi do tego szybciej niż u kobiet), czyli ta część mózgu, która odpowiedzialna jest za odczuwanie strachu i niepokoju. Dzięki temu można wyłączyć głowę i odpłynąć, zalać się falą rozkoszy i dryfować między świadomością a nieświadomością. Szczytowaniu pomaga też zablokowanie ośrodków regulujących odczuwanie bólu, dzięki czemu możemy pozwolić sobie na więcej i odczuwać wyłącznie na przyjemność. Bierze w tym udział m.in. serotonina, która wraz z dopaminą wprawia w stan euforii. Powoduje także silne skurcze mięśni. Nie musimy się jednak obawiać parcia na pęcherz, bo wydzielany jest hormon hamujący potrzebę oddania moczu. Taki praktyczny szczegół.

Kadr z serialu Masters of Sex opowiadającego o pionierach seksuologii Williamie Mastersie i Virginii Johnson – materiały prasowe

Orgazm odczuwamy całym ciałem. Krew z hormonami buzuje, przekrwione narządy płciowe są jeszcze bardziej wrażliwe na bodźce, przyjemność jest coraz większa. Mięśnie kurczą się rytmicznie, aż dochodzi do erekcji. Ale to nie koniec. Każda komórka jest odpowiednio pobudzona, oddech przyspieszony, serce wali, ciśnienie skacze. Mięśnie powoli się rozluźniają, dopamina wciąż działa. Działa też oksytocyna. Naukowcy z Liverpool Hospital Spire stwierdzili, że w czasie stosunku w organizmie kobiety wytwarza się jej więcej. Tak też po wszystkim kobiety zwykle są nakręcone i chciałyby mówić, przytulać się. Relaksują się powoli. Natomiast u mężczyzn tego hormonu jest mniej i wpływa on na ośrodek związany ze snem, w związku z czym wielu z nich zaraz po stosunku zasypia. Oksytocyna nie tylko pomaga szczytować, lecz także odpowiada za przywiązywanie się ludzi do siebie. Tak więc seks jak najbardziej może łączyć i być dobrym początkiem poważnej znajomości.

Kadr z filmu Histeria – romantyczna historia wibratora  – materiały prasowe