Tak zwany creative block, wypalenie zawodowe czy po prostu chwilowy spadek kreatywności. Chyba każdy z szeroko pojętej branży kreatywnej zmagał się z którymś z tych problemów. Jak pobudzić umysł i wyzwolić w sobie nowe pokłady twórczej energii?

Znacie takie dni. Ciągnące się w nieskończoność godziny, podczas których bezmyślnie wpatrujecie się w ekran i nie możecie zdobyć się na rozpoczęcie pracy czy po prostu na napisanie zdania. A gdy już coś napiszecie, efekt wcale was nie zadowala. Przygotowaliście sobie idealne stanowisko pracy – biurko lśni czystością, ułożone równo ołówki aż zachęcają, żeby po nie sięgnąć, a tablica inspiracji przyciąga uwagę wysmakowanymi estetycznie zdjęciami i błyskotliwymi cytatami. A wy wciąż nie możecie się przemóc, pracujecie znacznie wolniej niż kiedyś albo właśnie zbyt szybko, mechanicznie, odtwórczo. Zaczynacie traktować pracę jako przykry, męczący obowiązek, a nie dostarczające przyjemność wyzwanie. Co zrobić, by przełamać złą passę? Czy kreatywność można trenować? Jak pobudzić umysł?

Kradnij od Szekspira i Mozarta

Zaczynacie spędzać długie godziny, przeglądając Pinterest, zapisywać kolejne dziesiątki, wręcz setki zdjęć. Tylko czy to pomoże? Niekoniecznie. Czasem im więcej inspiracji, tym gorzej. Szczególnie, gdy szukamy na przykład grafik bardzo podobnych do tych, które zamierzamy stworzyć. Podświadomie zaczynamy raczej kopiować, niż się wzorować. Granica między inspiracją a plagiatem może być cienka.

Wzorowanie się na innych uznanych twórcach to nic zdrożnego, to najlepszy znany mi sposób na rozwój własnego talentu i poszukiwania własnej drogi twierdził Walt Whitman. Jak więc się wzorować?

Według naukowców z Uniwersytetu w Stanford przede wszystkim z pomocą innych dziedzin. Słuchać muzyki, pisząc czy rysując, przed pisaniem oglądać zdjęcia czy pójść do muzeum, przed robieniem zdjęć czytać lub pójść do teatru. Nie możecie żyć bez tablicy inspiracji? Nie musicie z niej rezygnować, ale wzbogaćcie ją o zdjęcia czy fragmenty tekstów, które nie kojarzą się z waszą pracą w oczywisty sposób.

Potrzebujecie natychmiastowego doładowania? Po prostu włączcie muzykę. Opublikowane w 2005 roku badania Teresy Lusiak dowodzą, że istnieje wyraźna korelacja między słuchaniem muzyki w pracy a wydajnością i kreatywnością. Okazuje się, że osoby słuchające muzyki szybciej wykonują swoje zadania oraz potrafią lepiej dopasować odpowiedni podkład muzyczny do danej czynności. Naukowcy uważają też, że najlepsze działanie na nasz mózg ma muzyka barokowa, w której dominuje rytm 60 uderzeń na minutę oraz wysokie dźwięki. Taką muzykę tworzył choćby Mozart, stąd stosowany przez psychologów termin efekt Mozarta odnoszący się do pozytywnego wpływu jego utworów na kreatywność.

Komfort szkodzi

Pracujecie na wygodnym fotelu, a może jako freelancerzy nawet w łóżku? Macie dokładnie tyle przestrzeni, ile potrzebujecie i świetne warunki pracy? Może jest wam po prostu za dobrze. Badania dowodzą, że zbyt duży komfort, zarówno psychiczny, jak i fizyczny szkodzi kreatywności

Proste, przyjemne życie niekoniecznie sprzyja sztuce. Kafka nienawidził swojej pracy w biurze ubezpieczeniowym, sfrustrowany pisał nocami Proces. William Faulkner tworzył Kiedy umieram popołudniami, zanim udawał się na nocną zmianę w elektrowni. Wielu artystów żyło ubogo, zmagając się z problemami finansowymi. Z drugiej strony badacze ze Stanford i wielu innych psychologów zgodnie twierdzi, że podwyżka i awans częściej zwiększają niż obniżają kreatywność pracowników.

A co z komfortem emocjonalnym? Trudno życzyć komuś traumatycznych przejść, tragicznych rozstań czy śmierci kogoś bliskiego. A jednak skrajne emocje zarówno te pozytywne, jak i negatywne pobudzają umysłowe procesy. Naukowcy z Instytutu Karolinska dowiedli nawet związku między chorobami psychicznymi a kreatywnością. Nie ma sensu wywoływanie emocji na siłę, ale prawie każdy chowa coś w sobie. Może warto po prostu o tym napisać?

 

Bezsenność  w...

Najlepiej pracuje wam się w nocy? Nie jesteście jedyni. Przez setki lat wykształciliśmy przydatny nam jako ludzkości rutynowy rozkład dnia – wstajemy rano, kładziemy się spać wczesnym wieczorem. Nawet jeżeli was to nie dotyczy, tak robi większość i to wystarcza, by przez stulecia wpłynąć na naszą genetykę. Nocą, gdy czujemy się zmęczeni, spowalnia praca obszarów naszego mózgu odpowiednich za uwagę, planowanie, bodźce ze świata zewnętrznego. Nie znaczy to wcale, że przestają funkcjonować inne obszary, te mniej używane podczas dnia.

Gdy wyłącza się procesy odpowiedzialne za planowanie, przestajemy myśleć logicznie, czytaj: przewidywalnie. I tak pojawia się mnóstwo pomysłów, na które wpadamy bez najmniejszego problemu. Co zrobić, by uzyskać nocny stan umysłu o innej porze dnia? Ten sam efekt wywoła alkohol. Nie dziwi więc, że tylu znanych artystów od Witkacego po Bukowskiego sięgało po butelkę. O ile jednak nie uważacie za mądre raczenie się codziennie kilkoma drinkami, są inne sposoby.

Jeżeli jesteście zmęczeni w pracy zamiast pić kolejną kawę, która hamuje opisany efekt, poświęćcie kilka czy kilkanaście minut na... marzenie. Badania z 2004 roku autorstwa Wagnera, Gaisa i Haidera potwierdzają, że „śnienie na jawie”, jak i krótka drzemka w ciągu dnia pomagają w pracy. Optymalnym rozwiązaniem byłaby praca rano, później przerwa na odpoczynek, sen, relaks i powrót do pracy późnym popołudniem. Niestety przyjęty w większości biur tryb hamuje nasze kreatywne procesy. Tymczasem środkowe godziny pracy są przeważnie bardzo mało efektywne i naukowcy uważają, że lepiej byłoby w tym czasie wysłać pracowników na spacer niż kazać im siedzieć przy komputerach. No cóż, warunków rynku pracy raczej nie zmienimy. Co za to można zrobić? Przede wszystkim zwracać uwagę na to, w których godzinach wam pracuje się najlepiej. Hemingway uwielbiał stan porannej czystości umysłu zmieszanej z lekką sennością. Proust palił opium i zaczynał pisanie przeważnie wczesnym wieczorem. Sylvia Plath w ogóle nie była w stanie pracować według jakiegokolwiek stałego rozkładu. Rada? Wykosztujcie te dla was najbardziej efektywne godziny na wymagające zadania.

Niech żyje samotność!

Ostatnio karierę robi coworking. Wspólne przestrzenie pracy dla freelancerów, właścicieli mniejszych firm i wszystkich tych, którzy czują, że praca w domu ich męczy, dekoncentruje, rozleniwia. To dobre rozwiązanie dla osób, które potrzebują nowej przestrzeni. Ale co z tymi, którzy pracują w biurach? Wspólna praca na małym obszarze ma wiele wad. Znany amerykański psycholog Rollo May pisał, że aby wyzwolić kreatywność, trzeba nauczyć się konstruktywnie i z przyjemnością spędzać czas samotnie. Zalety samotności w branży kreatywnej potwierdza wiele nowych badań. I raczej nas to nie dziwi, bo właściciele najgenialniejszych umysłów przeważnie pracowali w samotności, a nawet odcinali się od świata.

Co nam przeszkadza w biurze? Rozmowy, komentarze, zaglądanie za ekran, przemieszczające się osoby, a nawet zbytnia „bliskość” drugiego pracownika. Każdy inaczej pojmuje swoją przestrzeń osobistą. Przeważnie od metra aż do czterech metrów. Czujecie, że wasze biurko jest zbyt blisko współpracowników? Jeżeli tylko istnieje taka możliwość, oddalcie je. Męczą was rozmowy? Załóżcie słuchawki i włącznie wspomnianego Mozarta. Jeżeli macie też możliwość popracować czasem w domu, wykorzystajcie to.

 

Mądrzy ryzykanci?

Nie zaskoczycie nikogo, jeżeli nie potraficie zaskoczyć siebie. Przygody i ryzyko wyzwalają kreatywność, także w pracy. Nie musicie od razu jechać na pół roku w podróż po na drugi koniec świata, czasem małe kroki są ważne. Może warto zaryzykować i zrobić w pracy coś zupełnie inaczej niż zwykle? Może efekt będzie średni, a może naprawdę świetny? Każde nietypowe zachowanie wspomaga kreatywność. Jeżeli co tydzień piątkowy wieczór spędzacie w domu z książką,  dla odmiany wyjdźcie ze znajomymi na całonocną imprezę, pójdźcie samotnie na koncert czy spakujcie torbę i wyjedźcie gdzieś choćby na jeden dzień. Jeżeli w każdy weekend wychodzicie, tym razem weźcie po prostu ciepłą kąpiel z książką w ręku. Idąc do pracy, zboczcie z codziennej trasy. Naukowcy z Uniwersytetu w Standford uważają, że podczas spaceru nasz poziom kreatywności rośnie aż o 60%. Jeżeli wybieramy inną trasę niż zwykle, wynik dodatkowo się zwiększa.

Goodbye, auf Wiedersehen, au revoir, żegnaj stresie!

Stres nam nie służy. Dobrze o tym wiemy, a wciąż wpadamy w te same destrukcyjne schematy. Gdy za bardzo skupiacie się na efekcie powierzonego zadania, boicie się, że nie sprostacie czyimś lub swoim własnym oczekiwaniom, nie powinno być wielką niespodzianką, że nie wzniesiecie się na twórcze wyżyny. Dawkowany stres może pomóc skupić się na zadaniu czy pracować szybciej, ale powtarzający się w niczym nie pomoże. Naukowcy z Uniwersytetu w Chicago dowiedli w 2008 roku, że artyści nadmiernie skupiający się na swoim zadaniu przed jego wykonaniem, wykonywali je po prostu gorzej. Pierwsze pomysły często są najlepsze. Męczenie tematu w nieskończoność, kolejne poprawki, stres przed tym, że praca nie spodoba się reżyserowi, redaktorowi czy szefowi projektu nie sprawi, że będzie lepiej. Kolejne poprawki nie pomagają też na egzaminach. Badania przedstawione w „Journal of Personality and Social Psychology” dowodzą, że egzaminowani częściej zmieniają poprawne odpowiedzi na błędne niż odwrotnie. Czasem najlepiej działać po prostu intuicyjnie.

Niektórzy lubią pracować pod presją goniących ich deadline'ów. Ale notorycznie krótkie terminy na wykonanie zadania tylko osłabią nasze zdolności twórcze. Według specjalistów przepytanych przez The Daily Mail efektywnie i kreatywnie pod bardzo dużą presją czasu możemy pracować przez około pół roku. Później zaczną się problemy. Zauważycie, że stosujecie cały czas te same rozwiązania, schematy myślowe. Samo uświadomienie sobie tego to już plus. Psychologowie doradzają, by wyobrazić sobie wtedy, że jesteśmy w danej pracy dopiero tydzień, wszystkie zadania są dla nas nowe i zastanawiamy się, jak się z nich wywiązać. W końcu doświadczenie jest bardzo pomocne, ale niekoniecznie wzmaga kreatywność; często sprawia, że wykorzystujemy sprawdzone, ale już nudne dla odbiorców czy dla nas sposoby. Dlatego świeża krew w branży kreatywnej jest zawsze tak pożądana. Nie pozwólcie, by doświadczenie was zgubiło. Ważne jest przypomnienie sobie, dlaczego pracujemy w takim charakterze, co lubiliśmy w naszej pracy na początku, co sprawia nam przyjemność i czego chcemy się jeszcze nauczyć, a nie do jakiego stanowiska czy statusu chcemy dążyć.

 

Twoja własna rutyna

Cały czas podkreślamy, jak ważne jest przełamanie schematów, podjęcie ryzyka i spróbowanie nowych rozwiązań. Tak, ale drobne nawyki także mogą pobudzić kreatywność. Szczególnie, gdy jakaś czynność kojarzy wam się z procesem twórczym. Pełen ekscentryzm aprobowany. Fryderyk Schiller tworzył tylko przy zapachu zgniłych jabłek, Legenda głosi,  że w Królewcu sąsiedzi Immanuela Kanta regulowali zegarki w oparciu o jego spacery o 15.30. Część nawyków naprawdę pomaga (na przykład spacery w ciągu dnia są bardzo pożądane z naukowego punktu widzenia). Inne przyzwyczajenia pewnie nie pomagają wcale, ale jeżeli wierzymy, że pomagają, to manipulujemy swoim umysłem tak, że rzeczywiście pomogą. Własne mniej czy bardziej symboliczne rytuały nadaj też życiu dodatkowego estetycznego smaku. Dlatego nie porzucajcie niektórych niekonwencjonalnych nawyków, pielęgnujcie je.

Rozwiązanie optymalne: podróż

Jeżeli nic nie zadziała, pora na rozwiązanie ostateczne i najskuteczniejsze – podróż. Nic tak nie odblokowuje pokładów kreatywności jak odpoczynek. Nie kilkudniowe zalegania na kanapie czy nagrzanym w słońcu leżaku, ale aktywny wypoczynek. Nowe miejsca, doznania, bodźce, widoki, nowo spotkani ludzie, opowiedziane przez nich historie. Żadne badania nie powiedzą wam, że podróżowanie blokuje kreatywność. Wręcz przeciwnie. Zgodził by się z tym zapewne Jack Kerouac i wielu innych pisarzy, malarzy czy muzyków, którzy nie potrafili wytrzymać zbyt długo w jednym miejscu; dla których podróż była czymś więcej niż przemierzaniem kolejnych kilometrów.

Morze, góry, szerokie czy wąskie, kręte drogi, nieznane miasta. Od razu macie ochotę tam być? Nic dziwnego i uwaga – pojedźcie jak najszybciej. Szczególnie jeżeli pracowaliście intensywnie przez ponad pół roku. O znaczeniu tego okresu już wspominaliśmy. Czasem nawet weekendowy wyjazd do sąsiedniej miejscowości pomoże. Marcel Proust mówił, że „Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu”.  I właśnie to nowe spojrzenie z dystansem to najcenniejsze, co może nam zaaferować każda daleka czy bliska, krótka czy wieloletnia podróż. 

Fot. opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM na podstawie zdjęć z unsplash.com