Nie można uciec od samego siebie, przenosząc się z miejsca na miejsce – mawiał Hemingway. A jednak, wciąż starał się być w drodze. Jego śladami co roku podążają tysiące turystów i wielbicieli jego twórczości. Jedziemy i my.

Ernest Hemingway to legenda. Sławę zawdzięczał nie tylko wielkiemu talentowi, ale również wyrazistemu charakterowi, licznym podróżom i ekscentrycznym (delikatnie mówiąc) upodobaniom. Pamięć po Hemingwayu jest żywa. Pamiętamy go jako pisarza, ale też mężczyznę uzależnionego od ryzyka. Kiedy pracuję, jestem jak wściekły tygrys – mówił o sobie. Ta wściekłość i chęć życia na najwyższych obrotach towarzyszyły mu nie tylko podczas pracy. Laureat dwóch najbardziej prestiżowych nagród w świecie literatury, Nobla i Pulitzera, cierpiał na depresję maniakalną. Hemingway robił wszystko, by oderwać się od swoich problemów. Pisał po kilkanaście godzin dziennie, jako korespondent wojenny ścigał się z niebezpieczeństwem, jako miłośnik polowania tropił dziką zwierzynę. Uwielbiał boks i krwawą corridę. Nie tolerował bezczynności. Żył w wielu miejscach. Wiele z nich okazało się istotnymi przystankami na jego drodze.

Najlepiej zacząć od Kuby, bo to ukochana wyspa pisarza. Był jej wierny (jak niczemu i nikomu innemu) przez ponad 20 lat. Na Starym Mieście w Hawanie wciąż stoi Hotel Ambos Mundos, w którym twórca mieszkał w latach 30. pisząc powieść Komu bije dzwon. Pokój numer 511, który należał do Hemingwaya, jest ciągle udostępniany zwiedzającym. Czas na Kubie się zatrzymał, dlatego nieopodal, w zrujnowanych kamienicach, wciąż mieszczą się ulubione bary pisarza. W La Bodeguita del Medio Hemingway popijał słynne mojito według specjalnego przepisu, które ochrzczono później jego imieniem nie tylko w Bodeguicie, ale i w innych barach, w różnych częściach świata. Do El Floridita zaglądał na daiquiri. Niestety, obydwa miejsca, nadgryzione przez ząb czasu, cokolwiek utraciły swój charakter na rzecz dopasowania ich pod turystyczne gusta. W pobliżu Hawany znajduje się też wioska rybacka Cojimar, która była bazą wypadową Hemingwaya na jego rejsy jachtem Pilar. Niedaleko stoi jego były dom. Posiadłość nazwano Finca la Vigia. Dziś znajduje się w niej muzeum. Oryginalny wygląd i charakter budynku został zachowany – w pokojach nadal leżą książki, stoi zakurzona maszyna do pisania Royal, wiszą wypłowiałe plakaty obrazujące walki byków oraz trofea z polowań w Afryce. Pomieszczenia można oglądać tylko z zewnątrz, przez okna. Hemingway opuścił Kubę w roku 1960. Był pewien, że wróci. Niecały rok później popełnił samobójstwo.

Francja. A konkretniej Paryż. Tam pisarz mieszkał zaraz po I Wojnie Światowej. Paryż naszej młodości, gdy byliśmy najbiedniejsi a zarazem najbardziej szczęśliwi – tak Hemingway wspominał swoje początki w mieście odnosząc się do mieszkania na Rue du Cardinal Lemoine 74, które dzielił z żoną Headly i pierworodnym synem. W Paryżu Hemingway obracał się w elitarnym gronie artystów spotykających się w mieszkaniu Gertrudy Stein. Wtedy poznał między innymi Francisa Scotta Fitzgeralda, z którym połączyła go wieloletnia przyjaźń. W Paryżu Hemingway najczęściej pisał w kawiarniach Closerie des Lilas na Boulevard du Montaprnasse 171 i Café de Flore na Boulevard Saint-Germain 172. Jednym z jego ulubionych barów był Harry’s New York Bar na Rue Daunou. Jeśli wierzyć plotkom, było to pierwsze miejsce, do którego wstąpił Hemingway po dotarciu do stolicy Francji. W barze stworzono też jeden z najbardziej znanych drinków świata – Krwawą Mary. W późniejszych latach pisarz najchętniej przesiadywał w barze Hotelu Ritz. Tam znaleziono jego walizki z notatkami, z których złożona został ostatnia książka pisarza – Ruchome święto. Hemingway lubił też spędzać czas w Ogrodach Luksemburskich i kupować książki w księgarni Shakespeare & Company.

Hiszpania. Kraj, który fascynował Hemingwaya. Pisarz znalazł się tam nieprzypadkowo. Do Hiszpanii trafił po raz pierwszy w roku 1937, w trakcie wojny domowej, jako korespondent wojenny z ramienia North American Newspaper Alliance. W Madrycie, pod koniec 1937 roku napisał sztukę teatralną Piąta kolumna, a to wszystko pod gęstym gradem bomb rozdzierającym rany stolicy. Wyjechał, by wrócić już w roku 1938 i wziąć udział w największej operacji hiszpańskiej wojny domowej – w Bitwie nad Ebro. Hemingway był jednym z ostatnich korespondentów, którzy przekroczyli rzekę, aby się uratować. Swoje wojenne przeżycia zapisał w powieści Komu bije dzwon. Wracał na Półwysep Iberyjski wielokrotnie. Pociągał go najbardziej nieoswojony i nieufny Kraj Basków. Uwodziły go też walki byków. W ich gonitwach podczas Festiwalu San Fermin uczestniczył aż 9 razy. Wrażenia z Hiszpanii stały się bazą książki Słońce też wschodzi. Hemingway najwięcej czasu spędzał w Pampelunie, stolicy Nawarry. Mieszkał w Gran Hotel La Perla, kawę pił w Café Iruña. Od czasu do czasu pojawiał się też w mniejszych miastach – Auritz-Burguete, Aribe, Lekunberri i Yesa. Regularnie jeździł do Madrytu.

Na Florydzie Hemingway spędził tylko kilka lat, ale właśnie tam napisał większość swoich książek, na przykład Pożegnanie z bronią. Przez lata panowało błędne przekonanie, że to znajdująca się w sąsiedztwie posiadłości twórcy na Whitehead Street latarnia zainspirowała Hemingwaya do napisania Starego człowieka i morze. Właściwa latarnia znajdowała się jednak na Kubie. Ta na Florydzie była przede wszystkim drogowskazem, dzięki któremu pijanemu Hemingwayowi łatwiej było wrócić do domu. A wracał przeważnie z baru Sloppy Joe na 201 Duval Street.

Były jeszcze podróże afrykańskie. Najwięcej czasu Hemingway spędził w Kenii, tam udawał się na polowania. W Afryce był szczęśliwy, tak przynajmniej możemy wnioskować z jego książek. Patrząc z tunelu drzew ponad wąwozem na niebo z białymi obłokami sunącymi z wiatrem, kochałem ten kraj tak, że byłem szczęśliwy podobnie jak jest się szczęśliwym, gdy było się z kobietą, którą się kocha naprawdę (...) – pisał w Zielonych wzgórzach Afryki. Żeby odnaleźć szlaki Hemingwaya najlepiej pojechać do parków narodowych – Amboseli u podnóża Kilimandżaro, Tsavo West i Tsavo East. W tym ostatnim można zobaczyć zwierzęta z tak zwanej wielkiej piątki – najgroźniejsze i najtrudniejsze do wytropienia. Zalicza się do nich słoń sawannowy, nosorożec czarny, lew, bawół i lampart. To przede wszystkim dla nich Hemingway odwiedzał afrykański kontynent.

O Hemingwayu można wiele powiedzieć. Ale najwięcej może powiedzieć o nim fragment tekstu poety Johna Donna, który pisarzowi posłużył jako inspiracja do zatytułowania powieści Komu bije dzwonDonn pisał: Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Ot, cały Hemingway.

Fot. wszytskie grafiki Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM na bazie zdjęć z wikimedia.org, wikipedia.org i flickr.com, autor: Encyclopedia Brittanica, autor: Nicholas Raymond