Młodzieńcza przyjaźń, która przerodziła się w miłość. Dwójka geniuszy, którzy nie uznawali granic. W życiu, sztuce, uczuciach. Malarz Salvador Dalí i poeta Federico García Lorca pozostawili po sobie nie tylko niezapomniane dzieła, lecz także zapis swojej gorącej relacji będącej, szczególnie ze strony poety, czymś więcej.

Poznali się w Madrycie, na uniwersytecie, a dokładniej w słynnej Residencia de Estudiantes, odpowiedniku domu studenckiego, która stała się centrum kulturalnym ówczesnej Hiszpanii i miała nim być przez kolejne dziesiątki lat.

Dalí dopiero tu trafił. Od razu jednak z wielkimi zamiarami, aby stać się niezapomnianym artystą. Szybko zaprzyjaźnił się z dwoma innymi studentami mającymi apetyt na tworzenie sztuki przez wielkie S. Byli to Federico García Lorca Luis Buñuel, kolejno poeta i późniejszy geniusz światowego kina. Między Dalím a Lorcą szybko doszło do zacieśnienia więzów, pojawiło się coś więcej niż przyjaźń, choć malarz nigdy nie pozwolił na nazbyt zuchwały kontakt fizyczny. Ich relacja przybierająca różne odcienie (szczególnie ze strony homoseksualnego Lorki) datowana jest od chwili poznania, czyli od 1923 roku aż do zamordowania poety w 1936 roku, na początku hiszpańskiej wojny domowej przez prawicową bojówkę. Dalí do końca życia nie mógł pogodzić się z tą śmiercią.

Emocje między dwoma artystami podsycała wymieniana przez nich korespondencja, w której często nawiązywali do postaci świętego Sebastiana. Dalí podpisywał niektóre swoje listy do Lorki jako Twój święty Sebastianz kolei Lorca wykorzystywał metafory związane ze świętym do zawoalowanego mówienia o homoseksualnych kwestiach.

 

Fot. salvador-dali.org

 

Przyznajmy, że jedynym mężczyzną o najpiękniejszej posturze jest święty Sebastian” – pisał Lorca. Mój święty Sebastian [rysunek] przypomina mi Ciebie… Czasem myślę, że to jesteś Ty. Sprawdźmy, czy święty zamieni się w Ciebie… pisał w odpowiedzi Dalí. Strzały świętego Sebastiana wykonane są ze stali, jednak różnica między mną a Tobą jest taka, że Ty widzisz je jako mocne, trwałe i solidne krótkie strzały, które nie mogą dolecieć do celu. A ja je widzę jako długie… w momencie, w którym ranią. Twój święty Sebastian z kości słoniowej kontrastuje z moim, będącym umierającym mięsem, ciałem. I tak musi być – pisał Lorca. 

 

Barcelona , 31 lipca 1927

Cafè de la Rambla 

Mój kochany Salvadorze: Gdy odpaliłem automobil, gęś zaczęła skrzeczeć i opowiadać mi historie mediolańskiej katedry Duomo [najprawdopodobniej odniesienie do gry planszowej Gęś, o której wielokrotnie wspominał Lorka w listach do Dalego, przyrównując grę do ich przyjaźni. Plansze do gry Gęś często zawierały odniesienia do historii, architektury czy geografii kraju, w którym wydano planszę – przyp. red.]. Niemal wyskoczyłem z samochodu, żeby z Tobą zostać w Cadaquès, ale powstrzymał mnie ten żywy i ekspresywny zegarek na bransoletce należący do Pepe (...)

Ach! Teraz pocę się i cierpię gorąc nieznośny. Cadaquès ma tę radość i pozostałość piękna miejsca, w którym narodziła się Wenus, ale o tym się już nie pamięta. To niemalże czyste piękno. Zniknęły winnice, a dzień za dniem zachwycali się nim artyści, którzy są niczym skrzydła, a fale są niczym artyści. (...)

Raduję się myśląc o odkryciach, jakich dokonasz w Cadaquès i rozpamiętuję Salvadora Dalì neofitę liżącego powłokę zmierzchu, jeszcze nie będąc wewnątrz, powłokę o kolorze bladego różu kraba obróconego do góry nogami. Dziś jesteś już wewnątrz. (...)

Dziś już wiem, co tracę będąc daleko od Ciebie. Wrażenie jakie zostawia na mnie Barcelona to wrażenie świata pocącego się i igrającego z niepokojem zapomnienia. Wszystko to dezorientacja. (...)

Teraz dopiero widzę, jak w Cadaquès odczuwałem swoje ramiona: jaką radość sprawia mi pamięć o krągłościach moich śliskich ramion, gdy po raz pierwszy poczułem jak krew w nich krąży, w tych czterech gąbczastych rurkach, które drżały z każdym ruchem rannego pływaka.  

Chciałem płakać, ale łzami nieświadomymi Lluìsa Sallerasa, lub śpiewem najcudowniejszym Twego ojca nucącego do sardany (narodowy taniec kataloński – przyp.red.) „Łzę”. 

Zachowałem się wobec Ciebie jak nieprzyzwoity osioł, podczas gdy jesteś najlepszym, co mi się przydarzyło w życiu. Gdy mijały minuty, już to wiedziałem i było to jasne. Ale to tylko wzmogło moją miłość do Ciebie i moje poparcie dla myśli Twych i człowieczeństwa. 

Dziś w nocy podczas kolacji z moimi przyjaciółmi z Barcelony, wzniosę za Ciebie toast i za mój pobyt w Cadaquès.

Pozdrów ojca, Twą siostrę Annę Marìę, którą tak bardzo kocham i Raimundę.

Pamiętaj o mnie, gdy będziesz na plaży i przede wszystkim, gdy będziesz malował trzask i proch, ach, mój proszek!, i umieść moje imię na obrazie, aby imię me czemuś w świecie mogło posłużyć i prześlij mi uściski, bo Twój Federico bardzo ich potrzebuje.

                                                                                                                                                Federico

 

Lipiec 1928

Jesteś niczym chrześcijańska burza i potrzebujesz odrobiny mojego pogaństwa (…). Przyjdę po Ciebie i zabiorę w ramach lekarstwa na morskie wybrzeże. To będzie zimą, więc rozpalimy ognisko. Biedne bestie będą drżały z zimna. Przypomnisz sobie, że jesteś twórcą wspaniałych rzeczy i będziemy żyli razem z maszyny do robienia portretów… 

                                                                                                                                                  Dalí

 

 

Dokumenty zgromadzone w Muzeum Królowej Zofii w Madrycie, fot. Maja Chitro dla enter the ROOM

Zwiastun filmu Popiołki