Kiedy byłem chłopcem, chciałem podróżować i zobaczyć świat, ale później znalazłem Rzym i swój własny świat – powiedział kiedyś podczas wywiadu Fellini. Tym razem podążamy tropem reżysera La Dolce Vita, oczywiście do Wiecznego Miasta.

Federico Fellini urodził się w Rimini, niewielkiej miejscowości nad Adriatykiem w turystycznym rejonie. Małe miasteczko nie mogło zaspokoić apetytu na życie przyszłego reżysera. Już jako chłopiec Fellini próbował podobno uciec z Rimini, przyłączając się do wędrownego cyrku. Wyjechał jako nastolatek do Florencji. Tam zaczął pisać opowiadania i rysować karykatury, ale jak sam przyznawał, jego życie zaczęło się dopiero w Rzymie. Do miasta z tysiącletnimi tradycjami trafił jako osiemnastolatek, włoskiej metropolii pozostał wierny przez kilkadziesiąt lat. W jego życiu tak naprawdę znaczenie miały dwa związki, obydwa wieloletnie, których kres przyniosła dopiero śmierć. Pierwszy – z żoną, aktorką Giuliettą Masiną, która zagrała w siedmiu jego filmach. Drugi – z Rzymem, który zagrał u Felliniego jeszcze więcej razy niż Masina. O ile odnośnie niewierności Felliniego wobec Giulietty krążyła niejedna plotka, o tyle wierności reżysera wobec jego miasta nikt nie kwestionował. Mimo wszystko Masina była miłością życia Felliniego, jego bratnia duszą, ale z Rzymem nie mogła konkurować. Udając się w podróż śladem włoskiego reżysera, postanowiliśmy skoncentrować się na Wiecznym Mieście. Czy współczesny Rzym jest jeszcze Rzymem Felliniego? Jak wyglądają dziś ulubione miejsca reżysera?

O ile odnośnie niewierności Felliniego wobec Giulietty krążyła niejedna plotka, o tyle wierności reżysera wobec Wiecznego Miasta nikt nie kwestionował.

Najlepiej zacząć od ulicy Via Vittorio Veneto, która w latach 50. była centrum nocnego życia. W okalających ją barach można było spotkać dosłownie wszystkich – gwiazdy filmowe, celebrytów, którzy delektowali się swoimi pięcioma minutami w świetle reflektorów, arabskie księżniczki, włoskich magnatów, a także dziennikarzy, korespondentów, czyhających na plotki paparazzi. Ta barwna zbieranina zainspirowała Felliniego do nakręcenia La Dolce Vita. Bohaterowie słodko-gorzkiej opowieści o życiu spotykali się w  kultowej Café de Paris przy Via Veneto, pod numerem 90. Lokal przejęła w ostatnich latach mafia z Kalabrii, a następnie w rezultacie antymafijnego śledztwa zaanektowała Gwardia Finansowa.

Choć nie ma już Café de Paris, ulica wciąż pozostaje jedną z najdroższych w mieście. Przyciąga zarówno wielu Włochów, jak i turystów. I dziś można poczuć tam dekadencki, włoski klimat, choć Via Veneto nie przyciąga już takich osobowości jak ponad pół wieku temu. Niedaleko od słynnej Veneto, mieści się Via Margutta. Pod numerem 110 Fellini mieszkał z Masiną. Na tablicy z piaskowca narysowano ich zabawne podobizny. Giulietta uśmiecha się i spogląda spod małego kapelusza, ubrana w płaszcz w kratę, z przewiązaną na szyi apaszką, z krótko ściętymi włosami. On – zamyślony, postawny, z rękoma w kieszeniach, w klasycznych prochowcu, spodniach w kant i kapeluszu wygląda, jakby właśnie przemierzał rzymskie ulice. Przy stosunkowo wąskiej, urokliwej Via Margutta mieszkał podczas pobytu w Rzymie Truman Capote. Tu również komponował Puccini.

Przemieszczając się dalej śladami filmowca, warto wybrać się na spacer pod słynne Schody Hiszpańskie i na Piazza del Popolo. Te okolice Fellini przemierzał praktycznie codziennie. W przeciwieństwie do wielu reżyserów, najbardziej inspirował się nie literaturą, lecz sztuką i architekturą. Dlatego nawet jeżeli część kawiarni czy restauracji, do których chodził dziś już nie funkcjonuje, ważne dla twórczości Felliniego punkty na mapie Rzymu wciąż można z łatwością odwiedzić. Wystarczy udać się szlakiem kultowej rzymskiej architektury lub poszukać ciekawych budynków w okolicach miasta, na przykład w Tivoli. Tymczasem przy Pizza del Popolo wciąż mieści się znana chyba wszystkim wielbicielom artysty Canova. Kawiarnia, bar, restauracja? Przede wszystkim miejsce spotkań, spotkań nietypowych. To w Canovie Fellini przesiadywał codziennie, pijąc kawę z niesztampowymi kompanami – kobietą z trzema piersiami, sobowtórem Regana i innymi spychanymi przez społeczeństwo na pobocze dziwakami, których reżyser brał pod swoje skrzydła i obsadzał w swoich filmach. W Canovie przeprowadzał nieformalne castingi. Po jego śmierci ta ciekawa grupa ludzi dalej odwiedzała kawiarnię, jakby w poszukiwaniu swojego straconego mistrza.

Dziś Fellini w Canovie niestety jest po prostu strategią marketingową. W narożnym telewizorze wciąż wyświetlane są sceny z jego filmów. Fellini wkradł się też do menu i zagościł na niektórych dekoracjach. Canova straciła autentyczność, ale inne kawiarnie przy placu z pewnością przypadłyby dziś do gustu Felliniemu. Jeżeli szukacie symbiozy nowoczesności i tradycji złotych czasów Felliniego, zwróćcie uwagę na ekskluzywny bar Rosati, którego klienci żyją dzisiejszą wersją dolce vita i popijają Campari w drogich sukniach i garniturach od projektantów. Symbolem dekadencji wciąż pozostaje Grand Hotel Plaza przy Via del Corso. Fellini jeszcze jako nastolatek miał obsesję na punkcie Grand Hoteli. Fascynował go zbytek, luksus, elegancja. Najlepiej kontrastowo zestawione z absurdalnością, teatralnością, niezaspokojeniem.

Wszyscy fani filmu z pewnością będą chcieli zobaczyć też Fontannę di Trevi, w której Fellini umieścił Anitę Ekberg tworząc jedną z najsłynniejszych scen w historii kinematografii. Dziś do di Trevi nie wolno już wchodzić i to bynajmniej nie ze względu na Ekberg. Zaostrzony zakaz to sprawka bezdomnego Roberta Cercellettę. Bezrobotny wykradał wrzucane do fontanny monety przez 34 lata, 6 dni w tygodniu, co zapewniało mu około 600 euro dniówki. Od wody pełnej pieniędzy trzymał się z daleka tylko podczas poniedziałków. Wtedy po drobniaki przyjeżdżali pracownicy Caritasu, bo właśnie ta organizacja miała zbierać fundusze wrzucane codziennie do zabytkowej fontanny przez turystów i przeznaczać je na cele charytatywne.

Obecnie di Trevi pilnowana jest przez 24 godziny na dobę, a za próbę wejścia do wody, w której kiedyś kąpała się Ekberg grozi kilkaset euro grzywny. W pełni dostępne jest za to inne miejsce uwiecznione w kultowej scenie z filmu Ginger & Fred, a mianowicie stacja Termini. Wciąż panuje tam kulturalny tygiel i zetkniemy się z niejedną sceną a la Fellini. W końcu przez stacje przewijają się biedni, bogaci, artyści czy zakonnice, a z murów krzyczą plakaty, symbol konsumpcjonizmu.

By zatopić się w rzymskiej atmosferze warto przejść się na Campo de' Fiori. Rzymski plac kojarzymy głównie ze względu na wiersz Miłosza, ale i Fellini doceniał klimat tego miejsca. Niedaleko od Campo de' Fiori znajdziemy starą kawiarnię – Vineria Regio, do której podobno wciąż zaglądają osoby, które zajmowały się Ekberg podczas jej pobytu w Rzymie. Trochę dalej mieści się Bar Della Pace. Kultowe miejsce powstało jeszcze w XIX wieku i od dziesiątek lat przyciągało artystów, polityków czy przypadkowych przechodniów. W końcu trudno go ominąć – porośnięta zielonymi pnączami fasada budynku urzeka włoskim romantyzmem.

Nie można też ominąć rejonów Trastevere. Choć dziś dzielnica straciła na alternatywności ze względu na coraz większą ilość turystów, wciąż da się odczuć klimat bohemy. Niezbyt wysokie, kolorowe kamienice, wąskie uliczki, trochę odrapane tynki, zaparkowane gdzieniegdzie rowery, ludzie popijający kawę w towarzystwie książek, tarasy z klimatycznym widokiem. Trastevere wciąż fascynuje i w tym tkwi właśnie kłopot, bo wzmożone zainteresowanie zawsze zamienia dany obszar w bardziej turystyczny. Taki los spotkał wiele ulubionych miejsc Felliniego, do których pielgrzymki odbywali jego fani z różnych rejonów świata. Właściciele kawiarni czy barów zacierali ręce, bo dzięki reżyserowi ubili interes swojego życia. Ale mimo tego oczywistego uturystycznienia, wciąż w Wiecznym Mieście znajdziemy szlaki nieprzetarte. Choć może to słowo niezbyt fortunne biorąc pod uwagę fakt, że od tysięcy lat ulice Rzymu przemierzały miliony ludzi. Część z nich zapamiętała historia, pozostali są dziś integralną częścią tych wiekowych murów, które widziały w swoim długim życiu niejedno. Fellini kochał w Rzymie właśnie te długowieczne tradycje skontrastowane ze współczesnością. Jego współczesnością. Dziś przyjeżdżając do stolicy Włoch nie warto na siłę szukać śladów tego, co już minęło. Czy nie lepiej docenić kulturowe dziedzictwo, ale równocześnie nie uciekać od tego, co współczesne? Z pewnością to doradziłby nam właśnie Fellini.

Opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM na bazie zdjęć z wikipedia.org, commons.wikimedia.org, pixabay.com i grandhotelplaza.com