Lęk przed starością, śmiercią, marzenie o nieśmiertelności obecne są w ludziach od zawsze. Napędzają religię, sztukę, prokreację. Żeby mieć jakąś nadzieję, żeby coś po sobie zostawić. Co by było, gdyby jednak wynaleziono szczepionkę na śmiertelność? Czy bylibyśmy szczęśliwi, żyjąc wiecznie? 

Who wants to live forever? Kto by nie chciał. Pytanie kolejne: co nami tak naprawdę kieruje, co nas napędza? Strach przed śmiercią czy miłość do życia? W końcu często marnujemy nasz cenny, ograniczony czas na ziemi – bo mamy ku temu możliwość, narzędzia czy ulegamy egzystencjalnej nudzie? Szukamy odpowiedzi. Niebieski Kieślowskiego, Wiek Adaline, książka FUTU.RE Dmitrija Głuchowskiego i wiele, wiele innych dzieł naszej kultury porusza temat nieśmiertelności. To odwieczne ludzkie marzenie wciąż buzuje w naszych głowach, inspiruje, każe zadawać te same pytania. O sens naszego życia. Po co żyć, skoro umrzemy? Co po sobie zostawić? Jak dobrze przeżyć czas, który jest nam dany? To marzenie napędza też naukę. Od wieków człowiek stara się znaleźć antidotum przeciw nieuchronnej śmierci czy choćby sposób na przedłużenie istnienia, zachowanie młodości, witalności. Szukano eliksiru młodości, eliksiru życia, kamienia filozoficznego.

Obecnie wiele wysiłku i funduszy koncentruje się wokół idei transhumanizmu, który ma przyspieszyć ewolucję ludzkiego gatunku, ulepszyć człowieka przyszłości, zapewnić mu dłuższe życie lepszej jakości z cichą perspektywą nieśmiertelności. Długość oraz jakość naszego życia i tak stale się wydłuża, więc być może dzięki obecnym działaniom naukowców i milionerów nasze dzieci będą już mogły żyć nieskończenie długo. Tylko co wtedy? Jak zmieni się nasz świat? Czy to się może udać? W końcu będzie to działanie wbrew naturze, wbrew rytmowi ewolucji, w które coraz silniej ingerujemy. Nieśmiertelność i kult młodości już dawno wyszły z laboratoriów i przeszły do mainstreamu, zawładnęły umysłami. W wersji pop ma to jednak wymiar dość powierzchowny, dotyczy przede wszystkim urody, ciała. A co z duszą? Jak na nasze postępowanie i myślenie może wpłynąć wydłużenie się życia, a co za tym możliwości, utrata pewnych ram, wyznaczanych przez datę narodzin i śmierci?

Hollywoodzka aleja sław, źródło: wikipedia.org

Od tej strony zagadnienie nieśmiertelności było napędem do rozwoju religii i filozofii. Od kiedy człowiek stał się istotą refleksyjną i zdał sobie sprawę z własnej przemijalności, zachodził w głowę, jak to jest, że obraca się w proch i pył, w niebyt. Ciało przestaje działać, ulega rozkładowi. I co? Nic więcej nie ma? Filozofia i religia wyrosły na rozważaniach o życiu i strachu przed śmiercią. Szybko pojawiła się atrakcyjna i dająca nadzieję idea nieśmiertelności duszy, o której mówili już pitagorejczycy. Platon podobnie jak oni uważał, że ciało jest więzieniem duszy, która jest tożsama z życiem, a co za tym idzie, wyklucza śmierć. Z kolei Arystoteles uważał, że dusza jest ściśle związana z ciałem, nie jest odrębnym bytem, dlatego kres życia ciała równy jest kresowi duszy. Egzystencjaliści (Heidegger, Sartre itd.) uważali, że życie ludzkie jest skierowane ku śmierci, która jest jego końcem. Ludzkie istnienie (Dasein) jest zdeterminowane nieodwołalnością śmierci, a trwoga (Angst) jest podstawowym ludzkim doświadczeniem wobec śmierci i czekającej po niej nicości. Trwoga rodzi w nas pytania, jak żyć w obliczu przemijalności, sprawia, że bardziej świadomie żyjemy. Odejście od hipotezy o duszy, duszy nieśmiertelnej, sprzyja też dominacji nauk medycznych, skupieniu na cielesnym, fizycznym istnieniu. Metafizyka została we współczesnym świecie gdzieś z boku, a nieśmiertelność jawi się jako pojęcie artystyczno-moralne

Fot. pixabay.com 

Jako takie sztuka podejmowała je od zarania naszych dziejów. Nieśmiertelność stanowiła temat twórczości, jak i jej cel. Wystarczy wspomnieć tu wiersz Exegi monumentum Horacego i pochodzący z niego cytat: non omnis moriar. Nie wszystek umrę, czyli dzięki swojej poezji przetrwam w pamięci potomnych. Od czasów Horacego świat zapełnił się licznymi wytworami kultury, a człowiek w ciągu swojego życia nie jest w stanie ich wszystkich poznać. Astrid Lindgren mówiła: Jak mogą istnieć ludzie, którzy się nudzą, Boże drogi! Jak może starczyć czasu! Jak, na Boga, zdążyć przeczytać wszystkie książki, wysłuchać całej muzyki, zobaczyć wszystkie miejsca na świecie… A jednak posiadanie ogromnej wiedzy i życie wieczne mogą nie dać oczekiwanej satysfakcji, o czym pisał Goethe w dramacie Faust. Tytułowy bohater, kierując się żądzą wszechwiedzy, doświadczenia, przeżywania, nie godząc się na ludzkie ograniczenia, podpisał pakt z diabłem. Miał mu oddać swoją duszę, kiedy osiągnie pełnię szczęścia, czego znakiem miały być słowa: trwaj chwilo, jesteś piękna! Faust te słowa w końcu wypowiedział. Czy jednak faktycznie był szczęśliwy? Od tego bohatera w końcu wywodzi się faustyzm, czyli przekonanie o tym, że nie tylko wiedza i poznanie stanowią istotę naszego życia, ponieważ liczy się przeżywanie, tworzenie związków itp. Niekończąca się wieczność może być nudna, wiedza może przestać podniecać, napędzać. Skoro mamy całe życie, bez żadnego deadline’u, to gdzie i po co się spieszyć?

To z kolei jedna z kwestii poruszanych w powieści FUTU.RE Dmitrija Głuchowskiego. Autor kreśli mroczny obraz przyszłości, która mocno zakorzeniona jest w naszym dzisiaj. Głuchowski pokazuje konsekwencje nieśmiertelności zarówno w aspekcie moralnym, jak i technicznym. Bo jeśli nawet nasze życie byłoby nieograniczone śmiercią, to powierzchnia świata ma swój limit. Akcja toczy się w przeludnionych europejskich miastach, zabudowanych sięgającymi nieba wieżowcami. Bohaterowie to wieczni 30-latkowie, którzy jakby od niechcenia zarabiają i konsumują. Szerzy się degrengolada, upadają religie i kultura, które nie są nikomu potrzebne, skoro piekła nie ma, śmierć nie nadejdzie nigdy. Chociaż nie do końca. Ci, którym brakuje w życiu celu i widzieliby go w prokreacji, w przekazywaniu genów, muszą przyjąć zastrzyk powodujący starzenie się, a w konsekwencji śmierć. Bo nie ma miejsca dla nowych ludzi. Jak widać, wszystko ma swoją cenę. Nieśmiertelność okupiona jest poczuciem bezcelowości, koniecznością łykania leków na depresję, bo człowiek to delikatny mechanizm, pełen bólu istnienia. Jeśli ten sens zobaczy w rozmnażaniu, będzie musiał za to zapłacić własnym życiem. Z kolei tworzenie dzieł kultury, dla których nie ma odbiorców, mija się z celem. Nie ma więc do czego dążyć. Życie w wiecznej teraźniejszości to bytowanie, wegetowanie powtarzalne do znudzenia. Nieśmiertelna rzeczywistość w wydaniu Głuchowskiego to zdecydowanie antyutopia pełna żywych trupów.

Fot. materiały prasowe książki FUTU.RE

Pragnienie nieśmiertelności jest jednak tak silne, że może przysłonić człowiekowi widzenie jej negatywnych skutków. Nieśmiertelność byłaby darem równie straszliwym jak śmierć i nicość. Co nie znaczy, że medycyna powinna zrezygnować z tego swojego królewskiego snu. To słowa profesora Andrzeja Szczeklika, wybitnego polskiego lekarza naukowca i filozofa medycyny. Nauki medyczne muszą się rozwijać, lekarze muszą mieć ideały, do których by dążyli, ale niekoniecznie muszą je w pełni osiągać. Naszego rozwoju nie da się zatrzymać, kwestią jest, w którą stronę on pójdzie. Zawsze są dwie drogi, jasna i ciemna strona mocy. Według badań boimy się śmierci, jednak w miarę upływu lat oswajamy się z myślą o jej nieuchronności i raczej niż nieśmiertelności pragniemy umierania bez bólu. Świadomość bliższego lub dalszego kresu pozwala nam się cieszyć życiem, jego małymi, zdawałoby się nieistotnymi przejawami. Według psychoanalityka Otto Ranka, ucznia Zygmunta Freuda, oraz antropologa kulturowego Ernesta Beckera lęk przed śmiercią odgrywa najistotniejszą rolę w naszym życiu. Śmierć może przyjść znienacka, dlatego kierując się instynktem samozachowawczym i chęcią dzielenia trwogi, jesteśmy skłonni do tworzenia społecznych więzi. Bliskie związki z ludźmi pomagają okiełznać lęki i w dodatku pozwalają na reprodukcję, czyli symboliczną, genetyczną nieśmiertelność. Jak się okazuje, śmierć warunkuje większość procesów w naszym życiu. A najlepszym antidotum na strach przed śmiercią może być życie tym, co tu i teraz, kierując się słowami Wittgensteina: jeśli przez wieczność rozumiemy nie nieskończony okres czasu, lecz bezczasowość, to żyje wiecznie, kto żyje w teraźniejszości. 

Fot. pixabay.com

Fot. główne: obraz Poussina Et in Arcadia Ego, źródło: wikipedia.org