Co roku miliony osób odwiedzają miejsca masakr, mauzolea, groby swoich idoli czy pola bitew. Tak zwany dark tourism to jedna z najprężniej działających gałęzi turystyki. Dlaczego przyciągają nas miejsca śmierci i czy przyciągać powinny?

Warto zacząć od tego, że mroczna turystyka to nie nowość, choć zjawisko rzeczywiście opisywane jest od niedawna. Po raz pierwszy próby charakterystyki i definicji pojęcia podjęli się M. Foley i J.J. Lennon w roku 1996. Według nich do dark tourism (po polsku ciemna, mroczna turystyka lub turystyka śmierci) zaliczają się podróże do miejsc katastrof, ludobójstwa czy morderstw. Zamiennie stosuje się również nazwę thanatourism (tanaturystyka) od imienia greckiego boga i uosobienia śmierci Tanatosa.

Kres życia i towarzyszące mu według wielu religii przejście do następnego świata fascynował nas od tysiącleci. W końcu przed śmiercią nikt nie ucieknie, każdy kiedyś w ten czy inny sposób będzie musiał się z nią zmierzyć. Już starożytni Egipcjanie podróżowali do grobowców, aby złożyć hołd zmarłym. W kolejnych wiekach ludzie z różnych stron świata również odwiedzali piramidy, nie tylko, aby przyjrzeć się spektakularnej architekturze, ale również, aby zrozumieć fenomen wiary w życie pozagrobowe, „zbliżyć” się do ostateczności. Bo śmierć zawsze nas przerażała i uwodziła jednocześnie.

Piramidy w Gizie

Jak pisze doktor S. Tanaś: „Na przełomie wieków XVIII i XIX nastąpiła „eksplozja” podróży nasyconych tanatopsią. Wspomnienia i dzienniki odnotowują wizyty w miejscach śmierci i przemocy, obejmujące zamki (Szkocja, dolina Loary we Francji), więzienia (Anglia, Francja), cmentarze (Père Lachaise w Paryżu), pola bitew (Flodden, Culloden w Szkocji) i miejsca egzekucji lub morderstw (pałac carski Ropsza, miejsce mordu Piotra III)”.

Pole bitwy w Culloden w Szkocji

Jednak prawdziwy rozwój ciemna turystyka odnotowała w wieku XX i XXI. Co roku rośnie liczba osób odwiedzających miejsca makabr. Można to tłumaczyć wielorako. Dziś jesteśmy bardziej mobilni jako społeczeństwo, możemy dolecieć szybko i stosunkowo tanio nawet na drugi koniec świata. To powody, które można by jednak dopasować do rosnącej popularności turystyki w ogóle, a nie konkretnie turystyki śmierci. Gdzie szukać więc przyczyn fenomenu?

Według wielu socjologów, choć krew i brutalność zajęły stałe miejsce w mediach, śmierć jest dziś tematem tabu i często budzi w nas więcej lęku niż w przedstawicielach poprzednich pokoleń. Powodem tego może być wzrost znaczenia ateizmu. Religia stanowiła niegdyś bufor ochronny; obiecywała, że czeka na nas wieczny odpoczynek albo piekło, ale nie nicość. Odsłaniała przed nami tajemnice i sens życia, których dziś musimy poszukiwać na własną rękę. Systematycznie odsuwamy od siebie śmierć, zamykamy ją w hospicjach i oddalonych od centrum miast cmentarzach. Nie powtarzamy sobie co dzień memento mori w ślad za średniowiecznymi myślicielami. I może właśnie dlatego, że odsunęliśmy śmierć od siebie tak daleko, musiał powstać dysonans, musiała wzrosnąć fascynacja makabrą. W końcu jakoś ze śmiercią trzeba się oswoić i dla wielu najlepszym sposobem na to jest konfrontacja z miejscami nią naznaczonymi. Choć zainteresowanie makabrą przybiera najróżniejsze formy, jakiś czas temu pisaliśmy np. o tatuażach wykonywanych prochami zmarłych.

Pola Śmierci w Kambodży

XX wiek dodatkowo nadał miejscom śmierci nowy wymiar, odnotowując masakry na nieznaną wcześniej skalę. Pozostałością po dwóch wojnach światowych i XX-wiecznych totalitaryzmach są obozy śmierci czy ośrodki zagłady, których odwiedzenie ma dodatkową funkcję – edukacyjną. Przyjrzenie się bliżej ogromowi zbrodni dokonanych przez nazistów w Oświęcimiu czy na Polach Śmierci w Kambodży ma zagwarantować, że wyciągniemy lekcję z błędów popełnionych w historii ludzkości, że tych błędów nie powtórzymy. Z pewnością jest więc spora różnica między odwiedzeniem byłych obozów koncentracyjnych a na przykład domów, w których mieszkali mordercy czy miejsc, gdzie w średniowieczu torturowano więźniów i jeszcze kupienie sobie jako pamiątki zabawkowego zestawu do tortur. Dlatego tak trudno o jednoznaczną ocenę etyczną zjawiska, jakim jest dark tourism i określenie jednego rodzaju motywacji, które towarzyszą odwiedzającym „mroczne miejsca”. Okazuje się, że w ramach ciemnej turystyki możemy odwiedzić całe mnóstwo miejsc. Jakie lokalizacje przyciągają najczęściej?

Obóz koncentracyjny w Oświęcimiu 

Z pewnością wspomniane już grobowce czy mauzolea, które mogą pochwalić się szczególną architekturą, malowidłami, rzeźbami. Wiele osób rzeczywiście odwiedza je ze względu na ich walory estetyczne, choć towarzysząca grobowcom czy ich odkryciom atmosfera tajemnicy prawie nigdy nie jest bez znaczenia. Tutaj można posłużyć się przykładem piramid w Gizie czy również egipskiej Doliny Królów, w której znajduje się Grobowiec Tutenchamona, nad którym podobno ciążyła klątwa. Jednym z najpiękniejszych i najczęściej odwiedzanych mauzoleów jest tak zwana indyjska świątynia miłości, czyli Tadź Mahal. Zachwycający grobowiec został wzniesiony przez władcę z dynastii Wielkich Mongołów na cześć przedwcześnie zmarłej przy porodzie żony.

Dolina Królów

Nie wszystkie grobowce mogą się pochwalić takim monumentalizmem, ale i tak przyciągają co roku wielu „pielgrzymów”. Są to przede wszystkim miejsca spoczynku znanych artystów, pisarzy, aktorów czy muzyków. Zamiast kwiatów bardzo często współcześni wielbiciele na nagrobkach zostawiają listy i butelki po alkoholu. Jakiś czas temu wnuk irlandzkiego pisarza Oscara Wilde’a, apelował do fanów znanego poety, by nie zostawiali na grobie śladów szminki. Tradycja narodziła się w latach 90. ubiegłego wieku. Przez ostanie dwadzieścia kilka lat grób został do tego stopnia pokryty pocałunkami, że tłuszcz ze szminek zaczął głęboko wnikać w kamień i go niszczyć. Dziś nagrobek ze skrzydlatym sfinksem dłuta Jacoba Epsteina chronią tafle szkła o wysokości dwóch metrów. Czy takie skrajne uwielbienie wielbicieli przypadłoby do gustu Wilde’owi? Na kultowym paryskim cmentarzu Père Lachaise znajdują się też inne równie oblegane groby, na przykład mogiła Jima Morrisona. Fani wokalisty The Doors zostawiają kwiaty, znicze, ale również butelki czy niedopałki i na płycie nagrobnej wypisują swoje imiona i ulubione teksty piosenek. Miejsce spoczynku Morrisona znajdujące się w pobliżu grobów Moliera, Balzaca czy Édith Piaf zdecydowanie się wyróżnia, ale czy to dobrze? Czy uwielbiający muzyka fani nie pomylili hołdu z dewastacją?

Grób Oscara Wilde'a

Zamiast grobów można też odwiedzić samo miejsce śmierci swojego idola. Łatwo odnaleźć oznaczony kilometr trasy, na którym w wypadku zginął James Dean. W Paryżu uwagę przyciąga tunel Alma, w którym zginęła inna ikona popkultury – księżna Diana. Inne miejsce „kultu” związane ze zmarłą przedwcześnie Dianą to brama Kensington Palace, przy której po śmierci idolki gromadziły się miliony. Jeszcze bardziej zaskakuje jednak chęć odwiedzania miejsc, w których mieszkali czy zabijali seryjni mordercy. W Londynie można ruszyć na organizowaną wycieczkę szlakiem Kuby Rozpruwacza. O ile to można jakoś zrozumieć (w końcu Rozpruwacz grasował wieki temu, nie żyje już nikt z rodzin ofiar, a sam morderca awansował na ikonę), o tyle bardziej zaskakujące są pielgrzymki dedykowane bardziej współczesnym mordercom. W Gloucester w Wielkiej Brytanii, przy Cromwell Street znajduje się na przykład dom, w którym Fred West wraz z żoną popełniali okrutne morderstwa oraz przestępstwa na tle seksualnym. Para została skazana dopiero w latach 90. i chwilę później pojawili się pierwsi turyści. Zainteresowanie budzi też dom w Beverly Hills, w którym członkowie sekty Charlesa Mansona zamordowali między innymi Sharon Tate.

Dom w Beverly Hills, w którym zamordowano Sharon Tate 

Równie mocno dziwi zainteresowanie miejscami niektórych katastrof. Gdy w 2012 roku przy małym włoskim miasteczku Giglio zatonął statek Costa Concordia, tamtejsi pracownicy branży turystycznej przyznawali w wywiadach, że dzięki tragedii udało im się zarobić rekordową sumę w „słabym” sezonie turystycznym. Mieszane uczucia wywołuje też opieranie interesów o tragiczne wydarzenia z przeszłości. W niemieckich górach Harz zginęło wiele kobiet posądzanych o bycie czarownicami. Dziś przyjeżdżający tam na urlop turyści kupują dzieciom figurki, zabawki czy kubki z czarownicami i zapominają, że w tym rejonie zginęły dziesiątki niesłusznie oskarżonych kobiet.

Włoska miejscowość Giglio 

Najmniej kontrowersji prawdopodobnie budzą tak zwane „mroczne” fabryki zabawy. Komercyjne parki rozrywki, domy strachu. Choć i one często bazują na makabrycznych wydarzeniach z przeszłości, czego przykładem może być chociażby Dracula Park w Rumunii. Rzesze zwiedzających przyciągają również „ciemne” wystawy, skłaniające do refleksji, często edukujące. Wielkim powodzeniem cieszyła się jakiś czas temu wystawa Death Becomes Her w nowojorskim Metropolitan Museum, poświęcona modzie żałobnej. Ostre protesty wywoływały prezentacje prac Gunthera von Hagensa Body Worlds. Artystę, który skupiał się na prezentacji zwłok, posądzano nieraz o profanację. Z mrocznych prac znany jest też Damien Hirst.

Cromwell Street w Gloucester 

Skoro tak zwany dark tourism jest tak różnorodny, czy da się jednoznacznie ocenić motywację turystów czy organizatorów tego typu wycieczek? Często słyszy się, że tanturystyka jest nieetyczna, ale czy to nie zbyt duże uproszczenie? Zajmujący się tematyką badacze wymieniają cztery rodzaje emocji, które towarzyszą zwiedzającym – niepewność, wdzięczność, pokorę i poczucie wyższości. Tylko ostatnie z nich wydaje się w pełni negatywne. Nie jest jednak przecież tak, że dla danego miejsca i sytuacji zarezerwowane jest tylko jedno uczucie na wyłączność. Miejsca masakr rozbudzają w nas na przykład zarówno współczucie dla ofiar, jak i poczucie wyższości nad sprawcami. Nie przed wszystkimi konfrontacjami ze śmiercią warto uciekać, ale czasem należałoby się zastanowić, czy nie pielgrzymujemy do miejsca, które zamieniło się w kopalnię zysku, czerpiąc korzyści z tragedii innych.

Miejsce tortur, londyńskie więzienie Tower

Fot. wikipedia.org