Schulz szukał partnerów do rozmowy epistolarnej. Chciał kontaktu i zrozumienia. I miłości. Malarka Anna Płockier była ostatnią z jego korespondentek, ostatnią, którą darzył afektem. Czy liczył na spełnienie, czy nie miał cienia nadziei?

Listy odnalezione w mieszkaniu Anny Płockier i jej męża Marka Zwillicha świadczą o tym, że malarka nie była tylko przyjaciółką Brunona Schulza. Znali się jeszcze sprzed wojny, jednak to w czasie wojennej zawieruchy, pod koniec życia obojga, nawiązała się między nimi bliższa więź. Czy coś więcej niż zauroczenie? Tego nie wiemy. W jednym z listów do „drogiej Pani Ani” Schulz sugeruje, że czuje się uwodzony, że jest ona dla niego i świętą, i demonem. Była też dla niego jasną stroną ciemnej depresji, która go dopadła w czasie okupacji. Uciekał więc od bolesnej rzeczywistości w listy, uciekał w uczucie z góry skazane na porażkę, w planowanie spotkań, którym nie sprzyjały okoliczności. Anna Płockier była dla Schulza elfem czy demonem?

1 listy BRUNO SCHULZ ANNA PLOCKIER artysta milosc love art

Od lewej: Bruno Schulz, Laura Wüzberg, Marian Jachimowicz i Anna Płockier w Borysławiu latem 1938 roku,  źródło: muzeumliteratury.pl 

7 X 1940

Droga Pani Aniu!

Jestem od wczoraj w Truskawcu, mieszkam w „Aidzie” i spędzam długie godziny z panem Arturem [Sandauerem] na rozmowach, które mi się niekiedy wydają istotne. Pogoda i pejzaż sprzyjają nam. Raz wędrowaliśmy wczesnym jesiennym wieczorem przez park w deszczu, za naszymi plecami rozwijały się w oświetlonych oknach dzieje rodzin, najintymniejsza historia domowa. Tęsknimy za Panią, która by związała nasze poszukiwania, stała się zarodkiem syntezy. Prosimy, niech Pani pojawi się któregoś dnia w luce parku – lekka wędrownica wkraczająca z gajów Borysławia w aleje Truskawca. Czy Pani dotrzyma przyrzeczenia? Serdecznie pozdrawiam

Bruno Schulz

 

19 VI 1941

Droga Pani Aniu!

Jestem ciągle pod urokiem Pani uroczych metamorfoz. Sądzę, że są one dlatego tak wzruszające, że są tak niezależne od Pani woli, tak automatyczne i bezwiedne. Jest tak, jak gdyby ktoś cichaczem podsuwał kogoś innego, zamieniał Panią, a Pani jak gdyby przyjmowała tę nową osobę i brała ją za siebie samą, i grała swoją rolę dalej na nowym instrumencie, nie wiedząc, że to już inna porusza się na scenie. Naturalnie przejaskrawiam sprawę i przeciągam ją do paradoksu. Niech Pani mnie nie uważa za naiwnego. Wiem, że to nie jest całkiem bezwiedne, ale Pani nie zdaje sobie sprawy, ile w tym jest działania głębszych sił, ile jakiejś metafizycznej marionetkowości. Przy tym jest Pani niesłychanie reaktywna, formująca się natychmiast w kształt dopełniający, w cudowny akompaniament… Wszystko to dzieje się jakby poza intelektem, w jakiejś krótszej i prostszej drodze niż droga myśli, po prostu jak reakcja fizyczna. Po raz pierwszy zdarza mi się spotykać takie bogactwo natury nie mieszczące się jakby w skali jednej osoby i dlatego aktywizujące jakby osobowości pomocnicze, improwizujące pseudoosobowości ad hoc zainicjowane na przeciąg jakiejś krótkiej roli, którą Pani musi odegrać. Tak sobie tłumaczę proteuszową naturę. Może Pani myśli, że daję się nabierać, że podsuwam głębokie interpretacje pod grę zwykłej kokieterii. Zapewniam Panią, że kokieteria jest czymś bardzo głębokim i tajemniczym, i dla Pani samej niezrozumiałym. Naturalnie, że tej tajemniczości Pani widzieć nie może i że od strony Pani musi się to przedstawiać nieproblematycznie i zwyczajnie. Ale to jest złudzenie. Pani nie docenia swoich możliwości i psuje wspaniały demonizm swej natury przez naiwny snobizm świątobliwości. Nie wystarcza Pani być demonem, chce Pani jeszcze być ubocznie i dodatkowo świętą, tak jak gdyby to można było tak łatwo pogodzić. Pani, która tak wyczulona jest na kicz artystyczny, traci swój instynkt i smak, gdy chodzi o sferę moralną i uprawia z spokojnym sumieniem pogodny i nieświadomy dyletantyzm świętości. Nie, Pan świętość to jest trudna i krwawa rzecz, nie dająca się zdobyć jako piękny dodatek do pełnego i bogatego życia. Ten dyletantyzm jest zresztą bardzo uroczy i wzruszający u istoty, która o krok komunikuje się z przepaścią. Z Przepaścią przez wielkie „P”. Nie wiem, jak to się dzieje, ale Pani bawi się kluczami od Przepaści. Nie wiem, czy zna Pani Czeluść zatraty każdego człowieka, czy tylko moją. W każdym razie porusza się Pani lekko i lunatycznie na tej krawędzi, której unikam w sobie z trwogą i z lękiem gdzie pod stopą osuwa się gruz. Muszę przyjąć, że Pani sama jest chyba bezpieczna. Lekko i delikatnie odluźnia się [sic!] Pani od osuwającego się w głąb i pozwala mu samemu zjeżdżać w głębinę. Nawet jeszcze kilka kroków udaje Pani, że traci grunt pod nogami, pewna, że w pewnej chwili spadochron się rozwinie i uniesie Panią bezpiecznie. Przy tym wszystkim jest Pani naprawdę niewinna i jakby bez udziału w tym, co Pani czyni, jest Pani naprawdę ofiarą i naprawdę cała wina spada na tego, który w sobie nosi tę przepaść, na której krawędź Pani nastąpiła nieostrożnie. Wiem, że cała wina jest po mojej stronie, bo przepaść jest moja, a Pani jest tylko sylfem, który zabłąkał się w mój ogród, gdzie moim obowiązkiem jest chronić stopę Pani przed wyśliźnięciem. Dlatego nie powinna mieć Pani żadnych skrupułów. Pani jest zawsze niewinna, cokolwiek Pani czyni, i tu znów otwiera się nowa perspektywa na Pani świętość. Pani świętość rzeczywiście Panią nic nie kosztuje, bo Pani jest sylfem i nie jest to dyletantyzm, ale nadludzka wirtuozeria elficzna istoty, która nie popada pod kategorie moralne.

Niech Pani przyjedzie, bezpieczna i nie zagrożona jak zawsze, i niech mnie Pani nie oszczędza. Aprobuję Panią na wszelki wypadek we wszystkich metamorfozach. Jeżeli Pani jest Cyrcą, to ja jestem Ulissesem i znam ziele, które czar Pani czyni bezsilnym. A może się tylko chełpię, może prowokuję.

Czekam codziennie do 6ej. Na niedzielę miałbym propozycję: spotkajmy się w Truskawcu. Mam pociąg poranny tam i wieczorny z powrotem, moglibyśmy cały dzień spędzić w Truskawcu.

Czy Pani się zgadza?

Pozdrawiam Panią serdecznie i dziękuję bardzo za przyjazd!

Bruno Schulz

2 listy BRUNO SCHULZ ANNA PLOCKIER artysta milosc love art

23 IX 1941

Droga Pani Aniu!

Myśl o Pani jest dla mnie prawdziwym jasnym punktem, odgradzam ją od powszednich myśli i chowam na najlepsze chwile, wieczorem. Jest Pani partnerką moich wewnętrznych dialogów o sprawach istotnych dla mnie. Tęsknię do czasu, kiedy będzie można podjąć częsty i intensywny kontakt i boję się, że Pani w międzyczasie odjedzie. Nie odpisałem zaraz z śmiesznej przyczyny braku paru groszy na kartkę. Na przyjazd nie mogę się zdecydować. Zbyt to dla mnie wielkie przedsięwzięcie i wydaje mi się awanturnicze i niebezpieczne. Cieszę się, że Pani o mnie czasem myśli i marzę o przyjeździe Pani któregoś dnia. Wielką przyjemność sprawiła mi Przyjaciółka Pani krótkimi odwiedzinami. Czy Pani coś pisze? Czy Pani jest czynna duchowo? Bardzo serdecznie Panią i wszystkich pozdrawiam

Bruno Schulz

3 listy BRUNO SCHULZ ANNA PLOCKIER artysta milosc love art

Korzystałam z książki Bruno Schulz. Księga listów, zebrał i przygotował do druku Jerzy Ficowski, wydawnictwo słowo/obraz terytoria

Fot. wikipedia.org