Polscy czytelnicy poznali Bernda Heinricha dzięki książce Wieczne życie. O zwierzęcej formie umierania. Emerytowany profesor Uniwersytetu w Vermont wyjaśnia w niej, jak przez różne gatunki traktowane jest umieranie i czy poznanie ich modeli działania może przynieść nam, ludziom, duchowe korzyści. Dotarcie do Heinricha nie było łatwe. Przebywa on obecnie z dala od cywilizacji, w lasach Maine. Okazało się jednak, że czasami odbiera wiadomości i z wielką chęcią opowiada historie o swoich ulubionych zwierzętach i mechanizmach rządzących przyrodą. 

 

Strach przed śmiercią jest bardzo bliski ludziom w wielu kulturach. A jak reagują na umieranie zwierzęta? Też się boją?

Po pierwsze wszyscy jesteśmy zwierzętami i strach przed śmiercią jest dla nas czymś uniwersalnym. Choć, oczywiście, nie da się wrzucić wszystkich gatunków do jednego worka. Wrony różnią się od wróbli tak bardzo, jak my od szympansów. Większość zwierząt nie obawia się śmierci samej w sobie, a raczej zranienia, zagrożenia. Podobnie jak my, instynktownie boją się drapieżników np. węży, ale także pszczół (strach przed bólem) czy wysokości. Czują, kiedy coś jest nie tak, kiedy ze względu na chorobę coś zmienia się w zachowaniu ich własnym lub ich dzieci czy osobników ze stada. I podobnie jak my boją się tego – nie do końca zdefiniowanego – innego.

Dla człowieka ważnym rytuałem łagodzącym pożegnanie z bliskimi jest ceremonia pogrzebowa. Czytałam, że słonie obchodzą żałobę. A jak jest z innymi gatunkami zwierząt? 

Czytałem o tym, że niektóre z sójek wyprawiają „pogrzeby” swoim zmarłym, jednak do tej informacji odnoszę się sceptycznie. Oczywiście, gdy któreś ze zwierząt przestaje odpowiadać czy nie rusza się, prawdopodobnie wywoła to alarm i zbiegną się inne zwierzęta. Spora część gatunków zamiast obchodzić żałobę, uczy się czegoś dzięki śmierci innych. W ten sposób doskonali swoją zdolność przetrwania, zapamiętuje, żeby nie jeść danej rośliny czy nie podchodzić do stromego klifu. Nie oznacza to wcale, że tylko ludzie są zdolni do obchodzenia żałoby! Przedstawiciele wielu gatunków przeżywają żal po stracie. Jeżeli miała pani kiedyś więcej niż jednego psa i jeden z nich umarł wcześniej, zauważyła pani pewnie, jak bardzo emocjonalnie podchodzą do starty. Mogą nie ruszać się z miejsca godzinami, leżeć pod drzwiami zmarłego. Niektórzy stwierdzą, że po prostu czekają, bo nie potrafią zrozumieć śmierci, ale nie zmienia to faktu, że odczuwają ból. Psy nie są tu wyjątkiem. Nie jest tak, że żałoby nauczyły się od człowieka. Wiele żyjących dziko zwierząt reaguje równie intensywnie.

Nie tylko zwierzęta zmagają się z tematem śmierci. Co z roślinami?

Pesymiści powiedzą, że każde żywe stworzenie umiera częściowo każdego dnia. Wszyscy jesteśmy immanentną składową pożerającej się wzajemnie maszynerii. Rośliny też umierają. Stopniowe obumieranie wielkich drzew to proces szalenie złożony i tu pojawiają się owady, które pomagają tym wielkim roślinom się rozłożyć. Tacy roślinni padlinożercy, o nich rzadko się wspomina.

 

Mówi pan, Profesorze, padlinożercy – skąd w nas tak wielka awersja do zwierząt żywiących się padliną?

To przejaw ludzkiego braku zrozumienia. Wszystkie gatunki są nam potrzebne, ale padlinożercy szczególnie. Co działoby się ze zwłokami? Proszę sobie wyobrazić, że na świecie zabraknie zwierząt żywiących się padliną. Ziemia szybko utonęłaby pod tonami martwych ciał. Dzięki padlinożercom następuje obieg pierwiastków, bez nich życie nie mogłoby istnieć. Możliwe, że ten ludzki brak zrozumienia bierze się między innymi stąd, że sami jesteśmy drapieżnikami? Łatwiej nam zaakceptować brutalność, niż żywienie się resztkami, podległość. Uważamy, że padlinożercy żerują na innych, ale według praw natury jest to przejaw harmonii, „współpracy” różnych gatunków.

W swojej książce pisze pan o „zapachu śmierci”. Gnijące zwłoki wydzielają substancje, których zapach ledwo tolerujemy. Czy ten fakt może być również powodem niechęci do padlinożerców?

Z pewnością. Natura wyposażyła nas w takie „ochronne alarmy”. Gdy czujemy zapach padliny, który nas odrzuca, to znak, by takiego jedzenia unikać, bo może być dla nas toksyczne. Ale na przykład dla sępa ten sam zapach będzie bardzo przyjemny, a jednocześnie będzie nakierowywał go na jedzenie. My wyczuwamy ten sam zapach zwłok z odległości, ale jest on dla nas skrajnie nieprzyjemny. Źródłem tej śmierdzącej woni jest etanotiol, który w Księdze rekordów Guinessa figuruje jako najbardziej cuchnąca substancja na świecie – w ten sposób odbierana jest właśnie przez ludzki zmysł powonienia. Śladowe ilości etanotiolu dodaje się do bezwonnego metanu i propanu w instalacjach gazowych, abyśmy łatwiej wyczuli, kiedy gaz w domu zaczyna się ulatniać. I ten sam etanotiol wabi sępniki czerwonogłowe, w związku z czym ptaki te wykorzystuje się do wykrywania nieszczelności w systemach gazowych.

 

Jak ważni są padlinożercy dla ekologii?

Są niezbędni! Zresztą tak samo, jak drapieżniki, ponieważ większość zwierząt nadmiernie się rozmnaża, o ile nic nie stanie im na przeszkodzie. Istnienie tych zwierząt jest kluczowe dla zachowania równowagi w środowisku. Absolutnie wszystko ma swój sens. Gdy umiera wieloryb i jego ciało opada na dno oceanu, resztki zostają pochłonięte przez żyjące w głębinach stworzenia. Szkielety ogromnych waleni posłużą rafom koralowym. Wracając na ląd – chrząszcze grabarze, które żerują na zwłokach i kopulują wśród ciał, przywracają glebie odżywcze substancje. Oprócz tego usuwanie ciał martwych stworzeń przez padlinożerców to najmniej inwazyjny dla środowiska sposób radzenia sobie ze zwłokami. Kiedyś palenie ciał zmarłych było pięknym sposobem na pożegnanie. Dzisiejsza kremacja nie ma z tym obrzędem wiele wspólnego, jest raczej aktem wymierzonym przeciwko biosferze i przypomina pozbywanie się śmieci. Obecnie palenie zwłok odpowiada za 0,2% światowej emisji dioksyn i furanów. W Europie jest drugim najpoważniejszym źródłem skażenia powietrza związkami rtęci. Do atmosfery trafiają setki trujących substancji. Ilość paliw kopalnych zużywanych rocznie w samych Stanach Zjednoczonych do palenia zmarłych wystarczyłaby do odbycia samochodem ośmiu podróży na Księżyc i z powrotem. Dopiero takie dane uświadamiają nieznającej dogłębnie tematu osobie, jak ważni są padlinożercy. Niech sobie pani wyobrazi, że sami musielibyśmy grzebać lub palić ciała wszystkich stworzeń. Byłaby to mordercza praca i unicestwilibyśmy Ziemię w tempie ekspresowym.

Słyszałam, że największą sympatią darzy pan kruki, Profesorze. Większości z nas te ptaki nie kojarzą się najlepiej. Kultura ludowa narzuciła nam motyw kruka jako zwiastun złych wydarzeń.

Każdy gatunek jest wyjątkowy na swój sposób, a odbiór danych zwierząt jest bardzo osobisty. Bardzo lubię mysikróliki czy wróble, ale kruki tak pięknie latają, bawią się ze sobą. Są naprawdę sympatycznymi ptakami o fascynującej psychice.

 

Do pańskich hobby zalicza się również polowanie. Czy to nie jest brutalny akt przeciwko naturze?

Polowanań nie powinno się generalizować. Wszystko zależy od tego, gdzie, kiedy i na co polujemy. Ja poluję na jelenie, ponieważ wolę lasy z tysiącem różnych gatunków, niż biologiczne pustynie. Jeżeli na jelenie się nie poluje, będą one rozmnażać się, aż zniszczą swoje naturalne środowisko. Jestem humanitarny – wolę zobaczyć szybką śmierć od kuli jednego jelenia, niż później przyglądać się setkom śmierci z głodu. Ponieważ taka jest właśnie jedyna alternatywa, o ile na danym terenie nie występują inne drapieżniki, które realnie mogłyby jeleniom zagrozić. Nie lubię być osądzany przez tych, którzy kupują swoje mięso zapakowane w folię w supermarkecie. Takie podejście do zwierząt jest stricte przemysłowe, traktuje się je jak przedmioty. Takie osoby nie mają moralnego prawa krytykować myśliwych. Z drugiej strony, również myśliwi nie powinni krytykować reszty społeczeństwa, przecież ludzie nie mają wyboru, muszą gdzieś kupić mięso i zrobią to tam, gdzie im najwygodniej. Wegetarianizm nie jest i nie będzie nigdy odpowiedzią dla wszystkich. A nawet gdyby wszyscy się na niego zdecydowali, zagospodarowanie kolejnych rozległych terenów pod pola uprawne również byłoby jednoznaczne z unicestwieniem wielu gatunków zwierząt. Każde rozwiązanie jest więc tylko pójściem na pewien kompromis, trzeba starać się zachować równowagę.

Za przykład doskonałej równowagi uważane są cykle natury, cykle życia. Wielu ludzi porównuje te procesy do reinkarnacji. Pan również podaje w swojej książce kilka przykładów zwierząt, które się odradzają. Czy w związku z tym, religie, jak na przykład buddyzm, mają dużo wspólnego z postrzeganiem życia z naukowego punktu widzenia?

Tak, jest sporo obszarów wspólnych. Nie tylko buddyzm zwraca uwagę na naturalny proces odradzania się istot żywych. W starożytnym Egipcie za potwierdzenie faktu istnienia życia pozagrobowego uznawano cykl życiowy skarabeusza, świętego owada. Skarabeusze zagrzebują się w ziemi, aby wychować potomstwo. Ludzie orząc ziemię znajdowali wyglądające jak nieżywe poczwarki żuków, skulone i jakby skamieniałe. Później obserwowali, jak wyłania się żywy żuk, który po chwili odlatuje – takie nowe, błyszczące wcielenie.

Cykle natury owocują jeszcze jednym skutkiem, który łączy różne gatunki – do naszego DNA włączają się fragmenty DNA innych zwierząt.

Tak, to naukowo potwierdzony fakt. W ludzkim DNA można znaleźć pozostałości DNA owadów, bakterii czy alg. Cykle natury, które ludzie najłatwiej tłumaczą sobie mówiąc, że wszyscy zjadamy się nawzajem, są kluczem do nieśmiertelności. Nic w naturze nie ginie. Ciała stają się pożywieniem dla innych stworzeń, te stworzenia służą jako pokarm dla innych i tak zatacza się koło, a nasze geny się mieszają.

 

Czego więc na temat umierania możemy nauczyć się od zwierząt?

Z samej biologii tego, że śmierci nie warto się bać, bo gdy kończy się nasze życie wciąż pozostajemy częścią ekosystemu. Podejście do egzystencji z punktu widzenia biologii pozwala spojrzeć na świat z szerszej perspektywy, zrozumieć, że jesteśmy częścią czegoś większego. Jednocześnie przecież nikt nie chce umierać, ani my, ani zwierzęta, i to również zasługa natury, to ona ofiarowała nam instynkty, które każą śmierci unikać. Jeżeli jednak spojrzymy na zwierzęta i znów na siebie, znajdziemy wewnętrzny spokój w przekonaniu, że wszyscy jesteśmy częścią jednego, złożonego, genialnego planu.

Fot. Bernd Heinrich przy swoim ulubionym drzewie, niedaleko domu w Maine. archiwum Bernda Heinricha, pixabay.com