Perfekcjonista pracujący we własnym tempie. Choć przygodę z filmem zaczął w latach 80., do dziś nakręcił zaledwie kilka obrazów. Pomimo tego zdążył zyskać uznanie krytyków i rzesze fanów na całym świecie. Z Jaco Van Dormaelem, reżyserem i scenarzystą, rozmawiamy o inności, o tym, dlaczego wena jest przereklamowana, o podobieństwach między kinem a religią i jego najnowszym filmie – Zupełnie Nowy Testament.

Jaco Van Dormael urodził się w Belgii. Ukończył studia filmowe na prestiżowej uczelni artystycznej INSAS w Brukseli. Pełnometrażowy debiut Dormaela, Toto bohater, został w Cannes wyróżniony nagrodą Caméra d'Or, przyznawaną najbardziej obiecującym twórcom. Drugi film reżysera, Ósmy dzień, był nominowany do Złotej Palmy. Kolejny obraz, Mr. Nobody również został zauważony przez krytyków, między innymi na Międzynarodowym Festiwalu w Wenecji. Historia z Jaredem Leto w roli głównej przysporzyła Dormaelowi wielu nowych fanów również poza Europą. Najnowsza propozycja Belga, Zupełnie Nowy Testament, opowiada historię Boga, który mieszka w Brukseli. Jego głównym zajęciem jest utrudnianie ludziom życia oraz znęcanie się nad żoną i córką. Ta ostania postanawia się zbuntować – zdradza ludziom daty ich śmierci, co doprowadza do światowego chaosu. Potem ucieka z domu, żeby po raz kolejny nie dostać pasem. Tak zaczyna się najnowszy obraz reżysera. Obraz, który urzekł już publiczność w Cannes i na wrocławskich Nowych Horyzontach, zebrał mnóstwo pozytywnych recenzji i ma szansę zdobyć Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Do polskich kin film trafi 1 stycznia. Redakcja enter the ROOM objęła patronat medialny nad tytułem.

 

Na początku muszę pogratulować panu kolejnego sukcesu. Oglądając Zupełnie Nowy Testament na zmianę śmiałam się i martwiłam, bo to film o nas i momentami wcale nie jest wesoło, to raczej śmiech przez łzy. Ale, co ciekawe – w filmie rewolucji dokonuje młoda dziewczyna. Czy świat byłby lepszy, gdyby rządziły nim kobiety?

Bardzo dziękuję za miłe słowa. I rzeczywiście coś w tym jest, bo kiedy zaczęliśmy pisać scenariusz z Thomasem Gunzingiem, zadaliśmy sobie pytanie, co by było, gdyby Bóg był Boginią? Jakie zmiany by to spowodowało? Zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie kobiety wypowiadają zaledwie kilka zdań, praktycznie nie mają głosu. Biblia to historia tworzona przez mężczyzn dla mężczyzn. W naszym najnowszym filmie Bóg istnieje. Ma żonę i córkę, które traktuje okropnie, w domu panuje absolutny patriarchat. Dlaczego córka nie miałaby się zbuntować? W końcu Jezus też był buntownikiem w swoich czasach. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak wyglądałby świat, gdyby to dziewczyna zebrała swoich apostołów i odpowiadała za Nowy Testament. Ten film to tylko jedna z wariacji na temat pytania, jaki mógłby być świat, w którym wszystkie najważniejsze reguły gry ustalałyby kobiety. A pomysłów było już wiele – część twórców kreowała skrajnie pozytywne, część negatywne, wręcz antyutopijne wizje.

 

Pan też wcześniej dotykał już tematów utopii i antyutopii. Co najgorszego mogłoby przydarzyć się ludzkości?

Nie wiem, to bardzo trudne pytanie. Myślę jednak, że najgorszą możliwością byłoby prawdopodobnie zatracenie przez ludzi umiejętności odczuwania. Kompletne poddanie się technologii, częściowe upodobnienie się do maszyn. Nie znając emocji, nie bylibyśmy w stanie czuć, że tak naprawdę żyjemy.

 

W Zupełnie Nowym Testamencie Bóg mieszka w Brukseli. Tam znajduje się jego centrum dowodzenia, właśnie stamtąd systematycznie utrudnia ludziom życie. Wiem, że Bruksela to Pana miasto, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że istnieje również inna analogia. To w Brukseli znajduje się kilka najważniejszych europejskich instytucji, takie ziemskie centrum dowodzenia.

Głównym powodem, dla którego wybraliśmy z Thomasem Gunzigiem (współautorem scenariusza) Brukselę na miejsce akcji był fakt, że tam mieszkamy. I jednocześnie nie uważamy, że to najpiękniejsze miasto na świecie. Bóg nie mieszka w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. Mieszka właśnie w Brukseli, która jest szara, deszczowa, wiecznie zakorkowana. Kiedy jednak zaczęliśmy pracę nad filmem, rzeczywiście dużo naszych przyjaciół, szczególnie z Grecji i Portugalii komentowało: Oczywiście, że Bóg mieszka w Brukseli! Przecież to tam wymyślane są wszystkie bezsensowne przepisy, które mają zirytować ludzi! Na początku powstawania scenariusza nie myśleliśmy jednak o tym aspekcie.

6

A co z wiarą? Jest jeszcze dziś w ogóle potrzebna?

Religia jest dla ludzi bardzo ważna, pomaga im czuć się dobrze. Mam wielu wierzących przyjaciół. Mój brat wierzył. Benoît, który gra Boga w moim filmie, również jest wierzący. Ta rola była dla niego bardzo ciekawym doświadczeniem. Jego udział w filmie pokazał też, że można mieć zdrowy dystans. Rozumieć, że czym innym jest wiara, a czym innym fikcyjna historia, sztuka, która rządzi się swoimi prawami. Ja nie jestem wierzący, ale rozumiem, że niektórym wiara może zapewniać uczucie pocieszenia, spokoju, pełni. Oczywiście, religia może również działać zupełnie odwrotnie – budzić nietolerancję, nienawiść. Wtedy wszystko upraszcza się do jednej zasady: nie wierzysz w tego samego Boga, co ja, więc cię nienawidzę. Znam jednak bardzo wielu ludzi, dla których religia jednoznaczna jest z byciem dobrymi dla innych. Wiara niesie za sobą zarówno miłość, jak i nienawiść. Kiedy mowa o tym pierwszym, wciąż jest potrzebna. Kiedy jednak mowa o drugim – nie jest, nie była i nigdy nie będzie potrzebna, chyba, że do manipulowania ludźmi.

 

Bycie pisarzem trochę przypomina bycie Bogiem. Tworzy się swoje własne światy, reguły, ludzi. Pamiętam wywiad, w którym powiedział pan, że opowiadanie historii i czucie się żywym to dwie najważniejsze dla Pana rzeczy. Przypomniały mi się wtedy słowa Jeana-Paula Sartre’a, który napisał, że każdy musi się kiedyś zdecydować – żyć czy opowiadać. Można obydwie rzeczy robić równie dobrze?

Niestety nie, zawsze trzeba pójść na kompromis i w danym momencie albo bardziej skupić się na życiu, albo na pisaniu. Teraz pisanie idzie mi szybciej, bo moje dzieci już podrosły, nie ma ich w domu i mogę pracować więcej niż kiedyś. Opowiadanie historii to jednak zawsze pewien rodzaj pocieszenia. Rekompensaty za to, że nie jesteśmy w stanie do końca uchwycić tajemnicy życia. Inny francuski filozof powiedział kiedyś, że religia i kino mają jedną cechę wspólną: pozwalają ludziom wierzyć, że ich życie ma jakiś głębszy sens. Ale to nieprawda, nie ma przeznaczenia i planu, który magicznie sprawi, że wszytko ułoży się w jedną całość. Najważniejsze to po prostu żyć, być szczęśliwym. Nie ma dobrego ani złego sposobu na szczęście, tak samo, jak nie ma dobrego lub złego sposobu, w jaki można kogoś kochać. Nie ma też raju ani innego miejsca, do którego trafia się po śmierci. Raj jest tu i teraz.

 

Życiem wielu pana filmowych bohaterów rządzą przypadki – kształtują one równoległe historie Nema z Mr. Nobody czy Thomasa z Toto bohater.

Tak, ale starałem się pokazać, że każda ścieżka jest dobra. W Mr. Nobody chodziło o zaprezentowanie nieskończonej ilości możliwości. Sposobów, w jakie mogło potoczyć się życie bohatera. Podobnie funkcjonującą historię z połączonych fragmentów można znaleźć w polskiej powieści Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie. Czytając, przestajesz czekać na jakiś finał, koncentrujesz się na tamtejszej teraźniejszości, na przedstawionych postaciach. A każda z nich jest naprawdę fascynująca. Realizując Mr. Nobody chciałem, by każdy moment, każda sekunda były interesujące. Takie też miało być przesłanie filmu. Liczy się właśnie każdy fragment, każdy obraz; tak jak każda sekunda życia. Za to w Zupełnie Nowym Testamencie przedstawionych jest kilka odrębnych z pozoru historii, w których poznajemy ludzi, apostołów.

 

I tu także, podobnie, jak we wcześniejszych pana filmach, pojawia się temat śmierci.

Szóstka apostołów z filmu myśli, że nic już ich nie czeka. Żyją, ale ich życia się skończyły. Uważają, że miłość czy jakiekolwiek nowe, ważne doznania nie są dla nich. Ea, córka Boga, budzi ich; dzięki niej czują się znów żywi. A to najbardziej wartościowe doznanie.

 

Zwykle koncentruje się pan na bohaterach, którzy są inni, niż większość społeczeństwa. Kiedy widzi się ich na ekranie wydają się oryginalni, fascynujący, nie sposób ich nie polubić. Ale na co dzień inność jest raczej odrzucana, piętnowana. Skąd ten rozdźwięk? Skąd strach społeczeństwa przed innością?

Strach wynika z dezorientacji. Nie wiemy, co powiedzieć, jak się zachować. Nie jesteśmy przygotowani na spotkanie z kimś, kto bardzo się od nas różni. Inność wzbudza strach. W kinie – często wręcz przeciwnie, ponieważ od postaci dzieli nas szkło. Ekran to takie zabezpieczenie przed bezpośrednim kontaktem. Mamy styczność tylko z obrazem. Ta dziwna dziewczyna czy chłopak zza ekranu nie przyjdą do twojego domu, nie zapukają do drzwi. To daje poczucie bezpieczeństwa i z przyjemnością można poznawać tych innych. Najciekawsze jest to, co dzieje się po takim doświadczeniu, po seansie. Niby czegoś doświadczyłaś, ale nie było to doświadczenie realne. Umieszczasz pewne sceny w swoim umyśle, przenikają one do twoich snów, teoretycznie przygotowujesz się na to, co może zaserwować ci rzeczywistość.

1

Jak dużą siłę oddziaływania może więc mieć kino? W jakim stopniu jest w stanie przygotować nas na takie spotkania, kształtować poglądy, wzbudzać emocje?

Czasem wydawałoby się, że to, co widzimy na ekranie porusza nas bardziej, niż to, z czym mamy styczność w prawdziwym życiu. To w dużej mierze zasługa kamery – ona nas ukierunkowuje, pokazuje, na czym mamy się skoncentrować. Czasem w życiu po prostu nie patrzymy z uwagą na świat wokół nas, wszystko się rozmywa. Filmy mogą znacząco wpłynąć na nasze poglądy i na sposób myślenia. Nie ma większego znaczenia, czy stykamy się z rzeczywistością, czy z fantazją. Najważniejsza jest nasza percepcja; sposób, w jaki działa mózg. Na co dzień też nie zawsze jesteśmy w stanie odróżnić rzeczywistości od wyobrażenia. Łączymy doznania różnych zmysłów; obrazy, zapachy, dotyk. To wszystko wzbudza w nas uczucie prawdziwości, ale co tak naprawdę jest prawdziwe?

Filmy potrafią bardzo dobrze oddać sposób, w jaki inni postrzegają świat. Dlatego są tak fascynujące, bo nigdy nie będziemy sami w stanie doznać wszystkiego, spojrzeć na świat z tak wielu różnych stron. Kino to taki trening dla uczuć, ocen, myślenia. Cała kinematografia kręci się wokół tego samego, uniwersalnego pytania – jak zdefiniować dziwne uczucie bycia żywym? Każdy film, każda książka, każdy obraz czy utwór muzyczny są wariacją wokół tego, jak postrzegamy życie i bycie żywym. Staramy się zreprodukować to uczucie, podzielić się doświadczeniami z innymi. Dlatego polecamy sobie nawzajem książki, filmy, muzykę. Pytamy się nawzajem jednocześnie: czy oglądając lub czytając czujesz dokładnie to, co ja? Ale każdy odczuwa wszystko trochę inaczej, taka jedność jest praktycznie niemożliwa. Szczególnie, że ludzki mózg wciąż jest wielką tajemnicą. Nie potrafimy wytłumaczyć wszystkich mechanizmów jego działania. Staramy się rozumieć niektóre aspekty życia podobnie, jak inni ludzie, ale zawsze pomiędzy różnymi sposobami postrzegania będzie istniał rozdźwięk. Nie zmienia to faktu, że warto próbować zrozumieć rzeczywistość – ten makro-świat wokół nas, i mikro-świat wewnątrz naszych umysłów. Warto próbować nawiązać nić porozumienia. Filmy w tym pomagają. Kiedy robisz swój własny i choć jedna osoba go „odkrywa”, jest nim poruszona, ma choć kilka refleksji podobnych do twoich własnych, dokonuje się coś naprawdę niesamowitego. To tak, jakby wrzucić list w butelce do morza i dowiedzieć się, że ktoś go znalazł i przeczytał.

 

Dzisiejszy świat jest przeładowany informacjami, słowami, zdjęciami. Jak znajduje pan własny głos jako autor?

Jak każdy jestem otoczony tym nadmiarem informacji. Od tego nie da się odciąć. Korzystam z mediów społecznościowych, oglądam serwisy informacyjne. Mam wrażenie, że wiadomości coraz bardziej się skracają, redukują do formy najprostszej. Zmienia się nie tylko przekaz, ale i samo myślenie. Dziś ludzie myślą raczej zdaniami niż ideami. Robienie filmów to terapia na świat w wersji instant. Trzeba koncentrować się na jednym pomyśle latami, przetwarzać go, zadawać sobie kolejne pytania. To daje poczucie odcięcia od tej szybkiej rzeczywistości i umożliwia zatopienie się w świecie marzeń. Pisanie scenariusza nigdy nie jest procesem niespodziewanym i ekstremalnie szybkim. Nie jest tak, że pomysł po prostu magicznie do ciebie przychodzi, że czekasz tylko na jakąś inspirację, bez niej nie idziesz dalej. Trzeba zapomnieć o mitologizowaniu mocy artystycznej weny. Pisanie to proces, który wymaga pracy, skupienia, zastanawiania się nad tym samym tematem wielokrotnie. W pewnym momencie poczujesz, że historia zaczyna żyć swoim życiem, że ci odpowiada, ale to nie dzieje się od razu.

My oczywiście żyjemy w społeczeństwie, które chciałoby mieć wszystko od razu. Jeżeli nie zrobiłeś filmu przez ostatnie kilka lat, jesteś skończony, skazany na zapomnienie (śmiech). Ale tak naprawdę wszystko wymaga czasu, dobre rzeczy nigdy nie przychodzą łatwo. Miałem naprawdę świetnego nauczyciela scenopisarstwa, który powiedział mi kiedyś, że prawdziwego scenarzystę można poznać po tyle jego spodni. Muszą być wymięte od siedzenia. Jeżeli chcesz pisać, musisz nauczyć się siedzieć przy biurku przynajmniej dwie godziny dziennie i nie robić nic innego poza pisaniem. Wyłączyć komputer, wyłączyć telefon. Nie zawsze będzie to łatwe, szczególnie na początku. Czasem będziesz po prostu się nudzić. Pisanie nie zawsze jest ekstremalnie przyjemne. Ale jest przyjemne czasami i dla tych momentów warto pisać. Im bardziej się przyzwyczaisz do tej czynności, tym będzie ci łatwiej.

 

Czyli przede wszystkim: regularność?

Tak, ale również umiejętność skupienia się przez dłuższy czas na jednym temacie. Taka twórcza monogamia. To jak żucie codziennie tej samej gumy i powtarzanie sobie, że ona wciąż ma smak. Musisz nauczyć się przywoływać smak, który guma miała na początku. To zresztą bardzo przydatna umiejętność, nie tylko podczas pisania.

 

Co jest najtrudniejsze w byciu scenarzystą i reżyserem?

Pozyskiwanie funduszy (śmiech). Filmy tak dużo kosztują! Chciałbym po prostu obudzić się, móc umówić z dwójką przyjaciół i robić film. Tak jak ci ludzie, którzy po prostu przesiadują w garażu i grają swoją muzykę. Niestety, w przypadku filmów proces jest trudniejszy. Najpierw trzeba wymyślić historię, mieć pewne wyobrażenie, później dopiero zacząć zbierać budżet – często trwa to kilka lat. To właśnie te opóźnienia, a nie finanse same w sobie, są największym utrudnieniem. Filmowcy muszą nauczyć się ogromnej determinacji, aby móc realizować swoje projekty. Ta determinacja i koncentracja na danym pomyśle często graniczą wręcz z głupotą lub szaleństwem. Trzeba spędzić całe lata pracując nad jedną koncepcją, przygotowując się do realizacji. To z pewnością jest jakaś forma szaleństwa.

 

Mimo wszystko niewielu reżyserów koncentruje się na jednym filmie aż tak długo, jak pan. Praca nad Mr. Nobody trwała aż 10 lat, nad Zupełnie Nowym Testamentem prawie 6. Jak długo będziemy musieli czekać na kolejny film?

Na pewno nie tak długo (śmiech). Po raz pierwszy będę pracował nad adaptacją. Scenariusz powstanie na bazie książki Johna Fante – amerykańskiego pisarza włoskiego pochodzenia. Pierwszy raz zetknąłem się z jego twórczością 15 lat temu i śmiałem się głośno przy każdej czytanej stronie. Dzieła Fante są bardzo błyskotliwe i zabawne. Jak już wspominałem, teraz tworzenie scenariusza idzie mi szybciej. Głównie dlatego, że poznałem Thomasa Gunziga i nasza współpraca układa się bardzo dobrze. Ja zwracam szczególną uwagę na konstrukcję, piszę niespiesznie. Thomas ma swoje własne, znacznie szybsze tempo, ale dopełniamy się. Poza tym staram się też robić tańsze filmy, a to znacznie skraca okres oczekiwania (śmiech). Najtańsze, jak tylko mogę. Brak pieniędzy to wolność.

 

Na koniec – co by pan zrobił, gdyby był pan jednym z bohaterów swojego najnowszego filmu i poznał datę swojej śmierci? Zmieniłby pan coś w swoim życiu?

Nie, myślę, że nie zmieniłbym nic. Żyłbym dalej dokładnie tak, jak żyję teraz.

 pleng

 

A perfectionist working at his own pace. Even though he started his adventure with cinema in the 80s, he only made a few movies till today. Despite that, he gain recognition and critical acclaim. We met Jaco Van Dormael, a director and a screenwriter, to talk about difference, overrated artistic inspirations, the similarities between the religion and the cinema and Dormael’s newest movie – The Brand New Testament.

Jaco Van Doramel was born in Belgium. He finished film studies at the prestige Institut Supérieur des Arts in Brussels. His full-length film debut, Toto the Hero, won Caméra d'Or: the prize which is given by critics at Festival de Cannes to the most promising artists. Dormael’s second movie, The Eight Day, was nominated to Golden Palm. His next work, Mr. Nobody, also caught the critics attention, especially at Venice Film Festival. The picture with Jared Leto as the main character cause the director new fans in US. The newest story made by the Belgian, The Brand New Testament, is about God who lives in Brussels. His main activity is obstructing people’s lives and bullying his wife and daughter. Finally the daughter decides to revolt. She gives the dates of the death to all the people around the world, which leads to global chaos. Then she runs from home not to be beaten again. That’s how Dormael’s movie starts. The movie which already win the favour of the audience in Cannes and Wroclaw on Nowe Horyznoty Festival, collect tones of positive reviews and is running for Oscar for Best Foreign Language Movie. The word premiere took place on 17th May and the polish one on 1st of January 2016. Our enter the ROOM editorial office extend the media patronage over the movie.

 

At first I would like to congratulate you on the next success. During watching The Brand New Testament I was laughing and worrying alternately. That’s because this movie is about us all and it’s not always cheerful. There are moments in which you can cry and laugh at the same time. What’s interesting in the movie the revolution is made by a young girl. Would world be a better place if it was ruled by women?

Thank you for nice words. When we started writing the script with Thomas Gunzing (the co-author of the script) we asked ourselves a question what would it be if a God was a Goddess. What kind of changes would it cause? Both in the Old Testament and the new one women barely say few sentences, they don’t have a voice. The Bible is a story created for men by men. In our newest movie the God exist. He has a wife and a daughter who he treats terribly, the home is ruled in an absolutely patriarchal way. Why the daughter wouldn’t want to start being a rebel? Especially that Jesus Christ was a rebel too in his times. We started wondering how the world would look like if the girl would be the one to pick apostles and the girl would be in charge of creating the New Testament. How would the world look like if all of the rules were made by women? The movie is only one variation of the answer to this question. And there were a lot of ideas previously. Some artists thought this world would be amazing, the other ones brought the negative, even anti-utopia visions.

 

You have been also touching a topics of utopia and antyutopia before. What would be the worst thing that could happened to the humanity?

I don’t know, that’s a very hard question. Although think that the worst possibility for us would be losing the ability to feel. Being fully addicted to technology and partly becoming like machines. If we would forgot the emotions, we wouldn’t be able to feel that we’re truly alive.

5

In The Brand New Testament God lives in Brussels. There is his command center. , the place from where he constantly obstructing people’s lives. I know that Brussels is your city but it’s hard to avoid the impression that there is also another analogy. Brussels is the city in which a few of the most important European institutions occur. That’s make it kind of a command center on Earth.

The main reason why Thomas Gunzig and I chose Brussels as the place of action was the fact that we both live there. It doesn’t think though that it’s the most beautiful city in the world. God doesn’t live in Paris, London or New York. He lives in Brussels, which is grey, rainy and there’s always traffic. But it’s true that when we started working on the movie a lot of our friends, especially from Grece and Portugal commented: Of course, God must be living in Brussels! That’s the city where all of the nonsense laws are created. The ones which only exist to irritate people! But actually when we started writing the script, we didn’t thought about that aspect.

 

And what about faith? Do we still need it today?

Religion is very important to people, it helps them to feel good. I have a lot of friends, who believes in God, my brother did too. Benoît, who plays God in the movie, is also religious. To play this role was a very interesting experience for him. Also his participation in the movie showed that it’s possible to be religious and maintain a healthy distance. Because it’s important to understand that the faith shouldn’t collide with fiction cause there are different rules in art. I’m an atheist but I do understand that faith can bring a feeling of comfort and consolation. Of course faith may also have a completely different results. The religion can cause intolerance and hatred. Then everything become simplified to one rule: if you don’t believe in the same God I do, I hate you. Although I know a lot of people for which religion is equivalent to being good to other people. So faith brings both love and hatred. When we speak about love, well I must say the faith is still needed. But when to comes to hatred – the faith is not, never was and never will be really needed unless somebody wants to use it to manipulate people.

 

Beeing a writer is a bit similar to being the God. The writer creates his own worlds, rules, characters. I remember the interview in which you said that telling the stories and feeling alive are to most crucial things for you. Then Jean Paul Sartre’s words came back to me. He wrote that  everybody needs to decide someday – to live or to tell the stories. Can we do both equally well?

Unfortunately no, you always need to compromise and concentrate more on writing or living. Now I write faster because my children grew up, they’re not at home and I can work more than before. Telling the stories is always some kind of consolation for not being able to understand the secret of life. Other French philosopher told once that the religion and the cinema have one thing in common: they both make people believe that their lives has some kind of greater meaning. But it’s not true, there is no destiny or a plan which will magically make everything more understandable at the end. The most important thing is just to feel alive and be happy. There’s no good or bad way to be happy, the same as there is no good way or bad way to love somebody. There is no paradise or any other place prepared for afterlife. Paradise is here and now.

 

Live of many characters in your films are shaped by the coincidences which form the co-occurrent stories of Nemo from Mr. Nobody or Thomas from Toto the Hero.

Yes, but I also wanted to show that each path is a good path. In Mr. Nobody I wanted to show the countless possibilities, many different ways in which the life of the main character might went. The similarly constructed story from connected parts you might find in polish novel – The Manuscript Found in Saragosssa by Jan Potocki. When you read it, you stop waiting for the final, you just concentrate on details of the reality showed in book and about the characters. And each character is really fascinating. When I worked on Mr. Nobody I wanted each moment and each second to be interesting. That was the meaning of the movie – each part, each picture counts. The same as each second of life. On the other hand in The Brand New Testament there are few seemingly different stories featured and in each of these stories we are able to get to know other people, apostles.

 

In The Brand New Testament, as in your previous movies, the topic of death occurs.

Six apostles from the movie assume that nothing new awaits for them. They live but their lives are already finished. They all think that love or any other new and important experience won’t happened to them. Ea, the daughter of God, awakes them. Thanks to her they feel alive again – and that’s the most precious feeling.

 

Usually you concentrate on the characters who are a bit different than the rest of the society. When you see them on the screen they seem original and fascinating and there’s no way not to like them. But normally people who are different are often rejected and stigmatised. Where this dissonance comes from? What is the source of the society fear of difference?

The fear comes from disorientation. We don’t know how to act. We are not prepared for the meetings with people very different from us. Difference arouse fear in reality but not in the cinema because there is a glass between us and the person on screen. So screen is kind of a protection from the direct contact. This weird girl or boy from the movie won’t come and knock to your door. That gives you a feeling of safety and you can get to know these others with pleasure. The most interesting is what happens after that kind of experience, after the show. It seems like you have experienced something but it wasn’t a real experience. You put some of scenes in your mind, they penetrate your dreams. Theoretically you are getting prepared for what the reality might confront you with.

3

How powerful the cinema might be then? How much can it prepare us for that kind of meetings? How deep can it affect our views have and arouse emotions?

Sometimes it seems like what we see on screen moves us more than what we experience in real life. That’s also thanks to camera which guide us and shows what we need to concentrate on. Sometimes in everyday life we just don’t look carefully what’s around us and everything around blurs. The cinema can strongly affect our views and the way of thinking. There’s no big difference if we talk about the reality or a fantasy. What matters is perception, the way our brain works. Normally we also are not able to always tell the difference between the reality and the imagination. We connect the experiences of many senses – pictures, scents, touch. It all gives us a feeling of reality, but what is real for sure?

The movies can show you the way others percept the world very well. That’s what makes them so fascinating, because we will never be able to feel everything ourselves, look at the world from so many different perspectives. The cinema is the training for emotions, opinions, thoughts. All cinematography is made around and the same universal question: how to define the strange feeling of being alive? Each film, each novel, each painting or musical composition is just a variation on how we see life and being alive. We try to reproduce this feeling, share the experiences with other people. That’s the reason why we recommend some books, movies or music to each other. It’s like asking the question: do you feel the same as me when you’re watching or reading it? But we all feel it a bit different, that kind of unity is practically impossible. Especially that the human brain is still a big mystery. We can not explain all the mechanisms of it’s working. We try to look at some aspects of life in the same way as other people do but there’s always a difference between many ways of perception. It doesn’t change the fact that it’s worth to try to understand the reality – the macro-world around us and the micro-world inside our minds. It’s worth to try to make a connection with other people. Movies help with all that. When you make your own movie and at least one person discover it, is touched by it, receive it and has even few reflections close to your own, something incredible happens. It’s like throwing a letter in the sea and finding out that somebody found that letter and read it.

 

Modern world is overload with information, words, photographs. How do you find your own voice as an author? 

As everyone now I’m surrounded by overabundance of information. You can’t escape it. I use social media, I watch the news. I have the impression that all these news are growing shorter, they are reduced to the simplest form. What changes is not only the content but also the way of thinking. Today people are thinking more with the sentences than the ideas. Making movies is a therapy for the instant world. To make a movie you need to concentrate on one idea for years, you need to work on this idea and change it, ask yourself next questions. It’s gives you a feeling of being away from this fast reality, it makes possible to stay in the dream world. Writing a script is never an extremely fast and unexpected process. The idea doesn’t come to you just magically, you are not waiting for the crucial inspiration without which you can not go further. We need to stop mythologizing the artistic inspiration. Writing is a process that demands a lot of work , concentration and overthinking the same topic again and again. At some point you just gonna feel that the story starts to live its own life and that it satisfies you but it doesn’t happen at the beginning.

Of course we’re living in the society, which would like to have everything at once, without waiting. If you haven’t done a movie in the last few years, you’re done, sentenced to be forgotten (laugh). But the truth is everything requires time, good things are never easy. I had a really great scriptwriting teacher who once told me that you can recognise the real screenwriter if you look his pants. It need to be flat after sitting. If you want to write, you need to learn sitting near desk at least two hours a day and do nothing else than writing. Switch off your computer, switch off your phone. It’s not going to always be easy, especially at the beginning. Sometimes you will just get bored. Writing is not always extremely pleasurable but sometimes it is and it’s worth writing to achieve these moments. As you will be getting more used to the activity, the writing is going to be easier and easier.

 

So regularity is the most important?

Yes but as well as the ability to concentrate on one topic for a long time. Kind of an artistic monogamy. It’s like chewing the same gum each day and telling yourself the gum still has the same taste. This is a very useful ability, not only in writing.

 

What is the hardest thing in being a screenwriter and a director?

Finding money (laugh). Films are so expensive! I wish I could woke up and just meet with two friends and start making a movie just as these people who just sit at their own garage and play their music. Unfortunately when it comes to movies, process is much harder. At first you need to came up with a story, have some thoughts already how it should look like and then start collecting the money - sometimes it takes years. These delays, not the money itself, are the biggest obstacles. Filmmakers need to learn to be extremely determined to be able to work on their projects. This determination and concentration on one idea is often close to stupidity or madness. You spend years working on one concept, preparing for filming. That is for sure some kind of madness.

 

Despite that, there are not many other directors who works on a movie for such a long time as you do. Working on Mr. Nobody took 10 years, The Brand New Testament almost 6. How long will we need to be waiting for your next movie? 

Surely not that long (laugh). For the first time I will be working on an adaptation. The script will be based on John Fante’s book. An American writer with the Italian roots. I read his book for the first time 15 years ago and I laughed out loud by each page. Fante’s books are clever and funny. As I mentioned previously, writing the script goes quicker now as I met Thomas Gunzig and we’re good at working together. I’m taking a special notice on construction, write slowly. Thomas has his own, much faster speed. Also I’m trying to make a cheaper movies and that reduces time of waiting a lot (laugh). I’m trying to make the cheapest movies as I can. Having no money is freedom.

 

And as this conversation is ending I would like to ask – what would you do if you were one of the characters in your newest movie and you would discovered the date of your death? Would you change anything in your life?

No, I think I wouldn’t change a thing. I would live just the same as I’m living now.

4

Fot. materiały prasowe