Jaume Cabré urodził się w Katalonii. Mieszka tam całe swoje życie. Jest aktywistą nawołującym do odłączenia Katalonii od Hiszpanii. Kocha ten region i w nim umiejscawia akcje wszystkich swoich powieści. W wywiadzie, który dla enter the ROOM w ubiegłym roku przeprowadzała z pisarzem Natalia Jeziorek mówił, że jest zaskoczony tak wielką popularnością swojej prozy zagranicą. Gdy kilka lat temu w Polsce wydano Wyznaję w znakomitym tłumaczeniu Anny Sawickiej, czytelnicy oszaleli na punkcie książki. Książki trudnej, jak skomplikowana partytura. Książki, w której muzyka odgrywa ważną rolę, podobnie jak pamięć i zło. W ubiegłym roku pojawiły się Głosy Pamano, wzruszająca lektura o wierności, miłości i zdradach w czasie wojny domowej i dyktatury Franco. Teraz czas na Jaśnie Pana, którym Cabré zdjednał sobie nie tylko czytelników, ale i krytyków. Jak zwykle, pisarz nie daje prostych odpowiedzi. Czeka raczej na reakcję czytelnika i jego analizę sytuacji. Po raz kolejny przychodzi nam zmierzyć się z niesprawiedliwością, emocjami szarpiącymi naszymi głowami, wszechobecnym złem i zobojętnieniem. To smutny obraz rzeczywistości, ale też lustro, w którym odbijają się nasze defekty, usterki, felery. Okazuje się, że nie zmieniamy się od wieków. I niczego się nie uczymy.

Jaśnie Panie wszystko zaczyna się od sceny morderstwa śpiewaczki operowej w pokoju hotelowym. Ciągu dalszego nie zdradzamy. Proszę sięgnąć po książkę.

3