Łatwiej zapłodnić kochankę niż stałą partnerkę. Są na to dowody w postaci badań. Podczas skoku w bok naprawdę trzeba uważać. 

Według badań przeprowadzonych przez uczonych z College of Wooster, których wyniki zostały opisane w magazynie Evolutionary Psychological Science, na stan męskiego nasienia, jego ilość i jakość, ma wpływ nie tylko tryb życia, stan zdrowia, ale również każdorazowa sytuacja, w której dochodzi do ejakulacji. Nowe bodźce są jak najbardziej pozytywnie stymulujące proces produkcji spermy. Co za tym idzie: kochankę, zwłaszcza świeżo upieczoną, można zapłodnić szybciej niż żonę. 

Kadry z filmu Niewierni

 

Zapłodnienie to w ogóle skomplikowana sprawa. Przewrotny los zwykle sprawia tak, że dwie kreski oznaczające pozytywny wynik testu ciążowego pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. A kiedy usilnie staramy się o dziecko, sprawdzamy stan śluzu, liczymy dni płodne i tak dalej, to mimo wszystko się nie udaje. Bo trafienie w dni płodne to dopiero początek. Do sukcesu potrzeba jeszcze wytrysku i to takiego z odpowiednią ilością sprawnych plemników. U kobiety przydałby się również orgazm, powodujący skurcze mięśni pochwy, szyjki macicy i samej macicy, co wspiera plemniki w drodze do celu, czyli komórki jajowej. 

Jednak lekarze biją na alarm, ponieważ jakość spermy spada i to właśnie mężczyźni coraz częściej bywają tą stroną, która jest niepłodna, choć w powszechnej świadomości to zwykle kobieta jest „winna”, kiedy potomstwo się nie pojawia. Mężczyźni z powodu stresu, używek, nieodpowiedniej diety mają kłopoty z jakością i ilością ejakulatu, w wielu wypadkach jest to na szczęście proces odwracalny, któremu sprzyja zmiana trybu życia lub pomaga leczenie farmakologiczne. (Więcej o problemach z męskim nasieniem możecie przeczytać w artykule PLEMNIKOM ŚMIERĆ.)

Wyniki badania naukowców z College of Wooster bez wątpienia mogą się przydać w wykrywaniu i leczeniu męskiej niepłodności. Wzięło w nich udział 21 ochotników, młodych heteroseksualnych mężczyzn, których zadanie polegało na oglądaniu filmów porno z tą samą parą i masturbowaniu się w celu oddania materiału do badań. Obejrzeli 6 takich filmów, dopiero w 7 główną bohaterkę zastąpiła inna kobieta. Ten efekt nowości wyraźnie wpłynął na zwiększenie się objętości oddanego ejakulatu z większą liczbą ruchliwych, zdrowych plemników.

Autorzy badania zastrzegają, że nie powinno ono sugerować, że niewierność czy zmiana partnera to droga do sukcesu reprodukcyjnego albo że mężczyźni są genetycznie zaprogramowani do zdrady. Raczej, że nowe bodźce, warunki, w jakich dochodzi do ejakulacji, są istotne. Na przykład w klinice leczenia niepłodności, kiedy trzeba oddać spermę do badania w wyniku stresu może się okazać, że jest ona gorszej jakości niż zwykle lub wprost przeciwnie – masturbacja wspomagana gazetkami z porno, będąca czymś nowym w stosunku do seksu z partnerką, może spowodować, że ejakulat będzie lepszej jakości. To wszystko oczywiście utrudnia postawienie odpowiedniej diagnozy. 

W sensie ewolucyjnym, w którym seks sprowadzamy wyłącznie do zaspokojenia potrzeby prokreacji, opisana wyżej reakcja na nową partnerkę wydaje się jak najbardziej zasadna, bo mężczyzna powinien zapłodnić jak najwięcej kobiet. Stała partnerka może być więc na przegranej pozycji, bo próby jej zapłodnienia nasieniem gorszej jakości z góry obciążone są ryzykiem niepowodzenia. Efekt nowości wpływa zaś na podniecenie, pracę układu hormonalnego, który odpowiedzialny jest za produkcję plemników, a czym silniejszy bodziec, tym lepiej pod każdym względem. Wydaje się jednak, że w przypadku par borykających się z nieudanymi próbami poczęcia potomstwa, jak zwykle dobrze może zrobić odpuszczenie sobie i raczej skupienie się na rozwijaniu życia erotycznego, wspólnego poszukiwania nowych bodźców niż pilnowanie dat owulacji, temperatur, jakości śluzu.

Kadr z filmu Inna kobieta

 

Źródło zdjęć: materiały prasowe