Mieszkał we Włoszech, Francji i Szwajcarii, ale najwięcej uwagi w swojej twórczości poświęcił rodzinnemu miastu – Dublinowi. Miastu, które kochał i nienawidził.

Choć w podobnym czasie co James Joyce tworzyło wielu wybitnych literatów, to jemu przypadł tytuł najbardziej egocentrycznego i aroganckiego pisarza swojej epoki. Irlandczykowi zarzucano nihilizm, impertynencję, zboczenie, dziwaczny, niezrozumiały styl, a nawet herezję. W Stanach Zjednoczonych palono publicznie egzemplarze „Ulissesa”, na Wyspach Brytyjskich zakazano dystrybucji książek pisarza. Pomimo tego dziś Joyce uważany jest bezsprzecznie za jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku, który zmienił literaturę bezpowrotnie. Podążamy tropem utalentowanego literata, nie tylko do Dublina, choć od tego miasta opowieść musi się zacząć.

Joyce miał do swojego miasta ambiwalentny stosunek, podobnie jak i do ojczyzny, którą nazywał często w swoich utworach „Errorland” zamiast „Ireland”. Cenił Irlandię, a jednocześnie nie szczędził krytyki swoim rodakom, którym wytykał przede wszystkim alkoholizm i niezdolność do racjonalnego myślenia. A jednak, choć wyjechał z kraju w wieku 22 lat, w swoich utworach wciąż wracał do rodzinnych stron; nawet jeżeli nie przedstawiał ich w najlepszym świetle. Dziś Dublin szczyci się Joycem, pamiątki związane z pisarzem można kupić prawie wszędzie, a oprowadzanie po mieście śladami pisarza cieszy się szaloną popularnością. Powstała nawet aplikacja, która pokazuje, jakie miejsca odwiedzić. Wystarczy wybrać rozdział „Ulissesa”, który nas interesuje i mamy szansę na chwilę poczuć się jak główny bohater kultowej powieści. Które miejsca związane z samym Joycem, jak i z jego twórczością warto zobaczyć w Dublinie? I jak nie dać się nabrać na fałszywe, przygotowane z myślą o turystach atrakcje?

Podróż najlepiej zacząć symbolicznie od miejsca, w którym swój dzień rozpoczął Leopold Bloom, bohater „Ulissesa”. W miejscu mieszkania przy ulicy Eccles 7 znajduje się dziś szpital. Naprzeciwko, pod numerem 78, mieści się prywatna klinika, na której widnieje napis „dom Blooma”. Nie dajcie się jednak zwieść, prawdziwe mieszkanie mieściło się po drugiej stronie, choć kamienica z czasów Joyce'a jest już rozebrana. Uratowano jednak oryginalne drzwi do domu, które dziś znajdują się przy wejściu do Centrum Jamesa Joyce’a. Powinni odwiedzić je wszyscy żarliwi fani pisarza. Niedaleko od Eccles traficie na kościół św. Jerzego, którego dzwony słyszał w swoim mieszkaniu bohater najsłynniejszej powieści Joyce’a. Od lat 90. kościół jest obiektem świeckim.

Po krótkim spacerze traficie pod pomnik Charlesa Stewarta Parnella, polityka będącego przywódcą ruchu na rzecz autonomii Irlandii. Dla Joyce’a Parnell był postacią bardzo ważną. Autor Ulissesa postanowił zostać pisarzem już jako chłopiec. Jeszcze zanim skończył 10 lat, napisał swój pierwszy utwór, który doczekał się publikacji. Był to właśnie wiersz ku czci Parnella, który dla młodego literata był niekoronowanym królem kraju. Ojciec Joyce’a wydrukował wiersz i wysłał go do Biblioteki Watykańskiej, a następnie udało mu się opublikować pierwsze „dzieło” syna w Stubbs Gazette. Postać polityka pojawiała się również w późniejszych utworach Irlandczyka, między innymi Portrecie artysty z czasów młodości.

Kolejnym punktem na trasie powinno być Muzeum Pisarzy. W Dublinie dorastało wielu uznanych literatów. Na miejscu znajdziecie wyczerpujące informacje i pamiątki po utalentowanych Irlandczykach – Oscarze Wildzie, Jonathanie Swifcie, Samuelu Beckecie, Joysie i innych. Sam stary, pięknie zachowany budynek zasługuje na uwagę. Stamtąd najlepiej przejść się na spacer po Bachelor’s Walk. Kiedyś mieściły się tu domy aukcyjne. W jednym z nich Bloom zauważył Dilly Dedalus sprzedającą rodzinne pamiątki. Dziś po domach aukcyjnych nie ma już śladu, ale kolorowe budynki wciąż przyciągają uwagę. Na ulicy ukryta jest też jedna z najciekawszych niewielkich księgarni w Dublinie – The Winding Stair. Ulica Bachelor’s Walk znajduje się zaraz obok rzeki i Mostu O’Conella, który oddziela północą od południowej części Dublina. To most, którym w książce przechodził Bloom, karmiąc mewy.

Za rzeką znajduje się ulica Nassau. To tam w roku 1904 Joyce spotkał swoją przyszłą żonę, Norę Barnacle, która pracowała jako pokojówka w pobliskim Finn’s Hotel. Hotel już od dawna nie funkcjonuje, za to wciąż świetnie ma się pobliska Sweny’s Pharmacy, o której pisarz wspominał w „Ulissesie”. W dalszym ciągu można kupić tam naturalne mydła i kremy do rąk. Na Nassau znajdują się też stare sklepy z materiałami, w tym świetną wełną i tweedem. Jednak większość sklepów w pobliżu jest już znacznie nowszych i wcale nie tanich. Obok Nassau znajduje się Plac Merrion, na którym Joyce umówił się z Norą na pierwszą randkę. Dziewczyna go wystawiła, ostatecznie pierwszy raz umówili się 16 czerwca. Ten dzień Joyce upamiętnił, czyniąc go czasem akcji swojego opus magnum – „Ulissesa”. W ten sposób w powieści inspirowanej mitologią grecko-rzymską zawarł cząstkę własnej życiowej mitologii. Z tego dnia dublińczycy uczynili święto nazywane „Bloomsday”.

Okolice, w których zaczął się romans Joyce’a i Nory mają związek również z innymi wielkimi dublińskimi pisarzami. Przy Placu Merrion biznes prowadził ojciec Samuela Becketta. To tam Beckett pisał swoją powieść „Murphy”. Tymczasem Nora umówiła się z Joycem pod domem ojca Oscara Wilde’a. W tym miejscu Wilde dorastał, tam też odbywały się całonocne imprezy z udziałem dublińskiej bohemy. Pobliski park Stephen’s Green był miejscem spacerów wszystkich wymienionych literatów. Warto wybrać się tam na piknik z irlandzkimi przysmakami, które można kupić w sklepach na pobliskiej ulicy Baggot.

Jeżeli macie trochę więcej czasu i możecie wybrać się za miasto, koniecznie odwiedźcie plażę Sandymount, nazywaną najsłynniejszą plażą w irlandzkiej fikcji literackiej. Sam Joyce umieścił tam aż dwa epizody „Ulissesa”. Na Sandymount ma miejsce najbardziej kontrowersyjna scena w powieści, w której Bloom masturbuje się, patrząc na młodą Gertie. Ten fragment doprowadził do zakazania publikacji książki w Stanach Zjednoczonych.

Po powrocie do miasta, warto wybrać się do kilku tamtejszych barów i kawiarni, które pamiętają jeszcze czasy Joyce’a. Pisarz, który ostro krytykował rodaków za pijaństwo i miał ojca alkoholika, sam nie stronił od kieliszka i spędzał w dublińskich barach sporo czasu. Podobno, gdy żyjąc już za granicą, spotykał Irlandczyków z Dublina, zaczynał od dopytywania się o to, czy jego ulubione miejsca libacji alkoholowych wciąż istnieją. Najpierw warto zajrzeć do Bewleys Oriental Cafe. W środku wciąż dominuje secesyjny wystrój inspirowany Dalekim Wschodem. Siedząc na fotelach z chińskiego jedwabiu, można degustować rozmaite drinki, ale i dobrej jakości kawy. Niedaleko od Bewleys znajduje się bar Davy Byrnes, który poza alkoholem oferuje też bardzo dobre jedzenie. Joyce regularnie wpadał do Byrnes, pozwolił tam również zjeść Bloomowi, który przed dalszym spacerem posilił się kanapką z gorgonzolą i kieliszkiem burgundzkiego wina. Niestety, popularność którą Joyce zapewnił miejscu, zaowocowała znacznym zawyżeniem cen.

W okolicy znajdziecie też większość barów, w których pili bohaterowie „Dublińczyków”. Umieszczone w starych kamienicach miejsca spotkań opisywane przez Joyce’a przetrwały próbę czasu i co więcej nie stały się absolutnie turystyczne. Wciąż spotykają się tu rdzenni mieszkańcy miasta. Jeżeli starczy wam czasu i siły na kolejne drinki, trzeba wybrać się do O’Neills, The Oval, John Kehoes i Mulligans. Kiedy postawcie stopę we wszystkich tych miejscach, możecie deklarować, że zobaczyliście Dublin Joyce’a i przenieść się do kolejnych miast, które spełniały ważną rolę w życiu pisarza.

Następnym miastem, które powinniście odwiedzić jest Triest, w którym pisarz mieszkał przez ponad 10 lat. Tutaj również zaczął pisać „Ulissesa”. Mieszkanie artysty znajdowało się w Porcie Poliglotów. Podobno to właśnie dialekt z Triestu, łączący w sobie elementy dialektu weneckiego i języków „przypływających” do miasta wraz z marynarzami z różnych stron świata, zainspirował Joyce’a do językowych eksperymentów ze stylem w „Ulissesie”.

W powieści odzwierciedlenie znalazła także dzielnica Cittavechia. Na przełomie wieków pracowało w niej ponad 250 prostytutek, funkcjonowało kilkanaście burdeli. Okolica stała się wzorem dla Nighttown z powieści. Dziś po seksbiznesie nie ma tam już śladu, a mieszkania znacznie podrożały. W Trieście można znaleźć też zachowaną kawiarnię, którą odwiedzał Joyce. Caffe Stella Polare wciąż działa, dookoła rosną palmy, a ludzie przechadzają się pobliską skąpaną w słońcu promenadą.

Po Trieście czas na Paryż. Joyce spędził tam kilka miesięcy jako młody mężczyzna, a następnie ostatnie 20 lat swojego życia. Podczas tych pierwszych wizyt Joyce był bardzo biedny, musiał pożyczać pieniądze. Jednocześnie starał się tuszować swoją ubogość. T.S. Elliot i John Wyndham we swoich wspomnieniach zdradzali, że Joyce zapraszał przyjaciół do lokalnych restauracji i płacił za jedzenie, wino, taksówki. Chciał zatuszować fakt, że nie miał z czego żyć. Większość czasu spędzał w Dzielnicy Łacińskiej, mieszkał w tanim Hotelu Corneille. Najczęściej jadał w Cafe Polidor, które było również jednym z ulubionych miejsc Hemingwaya. Swoją drogą Hemingway był jednym z nielicznych współczesnych Joyce’owi pisarzy, którzy nie tylko nie krytykowali twórczość Irlandczyka, a wręcz ją podziwiali.

Ostatnie dwadzieścia lat, które Joyce spędził w Paryżu wyglądało zupełnie inaczej. Pisarz nie musiał już zmagać się z kłopotami finansowymi. Z Londynu wielkie sumy przesyłała mu patronka, Harriet Weaver, na miejscu miał wsparcie Sylvii Beach i Adrienne Monnier, które zajęły się publikacją „Ulissesa”. Joyce mieszkał więc w reprezentacyjnych apartamentach w pobliżu wieży Eiffla, na przykład na ulicy Edmonda Valentina. Jadał tylko w drogich restauracjach, aby zapomnieć o czasach biedy, których doświadczył podczas pierwszej wizyty w Paryżu. Stołował się w Fouquets na Polach Elizejskich i Trainions niedaleko Montparnasse. Unikał miejsc, w których zbierała się bohema, na przykład słynnego Café Les Deux Magots. Taka postawa wynikała nie tyle ze snobizmu, co odcięcia od świata.

U Joyce’a z wiekiem postępowała ślepota, pisarz coraz bardziej unikał kontaktów towarzyskich, według znajomych żył jakby we śnie. Mimo choroby prosił przyjaciół, by mu czytali, starał się dalej pracować. To dzięki znajomości z Amerykanką mieszkającą w Paryżu, Sylvią Beach, która prowadziła księgarnię Shakespeare & Company, publikacja „Ulissesa”, krytykowanego w innych krajach za obsceniczność, doszła do skutku. Do dziś można odwiedzić księgarnie przy Sekwanie, teraz jest to jednak miejsce praktycznie całkowicie nastawione na turystów, przed drzwiami czekają długie kolejki osób, które chcą tylko zrobić kilka selfie w środku. Najprawdziwszy i najbliższy Joyce’owi klimat odnajdziecie z pewnością w Dublinie i choć pisarz nie mieszkał w ojczyźnie przez wiele lat, Irlandia jest i będzie obowiązkowym kierunkiem dla fanów jego twórczości.

 

Fot. kolaże Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM na bazie zdjęć z wikipedia.org, panoramio.com, visitdublin.com, dublin.ie, flickr.com, autor: nuiginter, autor: jcorriuos