Z nim, czyli z nieznajomym. Według psychologów serwowane dzieciom „przykazanie”: nie rozmawiaj z obcymi nikomu nie wychodzi na dobre.

Nieznajomi nie są tacy straszni, jak mogłoby się wydawać. Krótka rozmowa nikogo jeszcze nie zabiła. A jednak gdy stoimy na przystanku lub kupujemy kawę na wynos, wolimy wpatrywać się w ekran smarftona lub po prostu w dal. Rozmawiać lubimy, owszem, ale z partnerem, przyjaciółmi, kolegami, rodziną. A po co w ogóle odzywać się do obcych? Może po to, by po prostu poczuć się lepiej. Według badań przeprowadzonych przez Elizabeth Dunn z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver zamienienie nawet kilku zdań z przypadkową osobą jest w stanie poprawić nam nastrój i zwiększyć nasze poczucie przynależności do społeczności.

Co ciekawe, z eksperymentu Dunn wynika, że rozmowa z obcą osobą może przynieść nam nawet większą satysfakcję niż pogawędka z kimś bliskim. Pozytywny efekt jest obopólny – polepszamy swoje samopoczucie, ale również nastrój osoby, z którą rozmawiamy. Doświadczenie Dunn przeczy stereotypom, że tylko ludzie ekstrawertyczni czerpią przyjemność z kontaktów z nieznajomymi. Okazuje się, że także introwertycy poczują się lepiej, jeżeli raz na jakiś czas odezwą się do kogoś, kogo zupełnie nie znają. Bezinteresownie, bez planów, celów, oczekiwań. Wystarczy kilka prostych zdań dopełnionych uśmiechem i efekt natychmiastowej pozytywnej stymulacji gwarantowany.

Dunn została jedną ze współautorek kampanii Say Hi to a Stranger. Projekt miał za zadanie ocieplić wizerunek Vancouver jako miasta i nakłonić ludzi do częstszych interakcji. W ramach akcji organizowano na przykład dedykowane weekendy, podczas których wyznaczano miejsca, w których można poznać nieznajomych. Swoimi nowymi doświadczeniami można było dzielić się w mediach społecznościowych, oznaczając zdjęcie, filmik albo wpis hashtagiem #sayhitoastranger. Może czas wziąć przykład z mieszkańców kanadyjskiego Vancouver?  W końcu na polskich ulicach dodatkowa dawka otwartości też by nie zaszkodziła.

Fot. unsplash.com