Współczesne samotne wilki, których środowiskiem naturalnym jest sieć. Kim są dzisiejsi hakerzy, jak z nimi walczyć i czy zawsze walczyć się powinno?

W Internecie da się dziś znaleźć wszystko. Trzeba tylko umieć dotrzeć do odpowiednich danych. W technologiczny eter trafia nielegalnie muzyka, filmy, książki i nie tylko. Napięcie między autorami i firmami domagającymi się respektowania swoich praw, a użytkownikami, którzy oczekują w pełni wolnego dostępu do informacji wzrasta. W tym czasie pojawia się coraz więcej drobnych piratów. Jak zabezpieczyć się przed kradzieżą danych?

Ostatnio na ciekawy pomysł wpadło kilka międzynarodowych firm, które połączyły siły. Microsoft, HBO Europe, Sony Music i Twentieth Century Fox zdecydowały, że zamiast obciążać 30-letniego pirata z Czech karą pieniężną, której i tak nie będzie w stanie zapłacić, postawią przed nim nietypowe wyzwanie. Mężczyzna musiał nagrać film, w którym potępił swoje zachowanie i ostrzegał innych piratów, że mogą zostać złapani podobnie jak on i ponieść poważne prawne konsekwencje. Oskarżenia wobec Czecha miały zostać wycofane z sądu, jeżeli film zamieszczony na portalu youtube.com zostanie wyświetlony minimum 200.000 razy przed upływem dwóch miesięcy. Opublikowany 22 listopada film The Story of my Piracy obejrzało już ponad milion osób. Czy z piractwem najlepiej walczyć jego własną bronią i w naturalnym środowisku, czyli w sieci? Sama firma Microsoft wyceniła swoje straty spowodowane przez Czecha na 148 000 funtów. Czy ponad milion wyświetleń ostrzeżenia wart jest więcej, niż pieniądze?

 

Tak i nie. Z jednej strony historia mężczyzny, który publicznie przyznał się do winy, skompromitował przed tysiącami widzów, to na pewno ostrzeżenie, które części na długo pozostanie w pamięci. Z drugiej, wśród komentarzy pod filmem nie brak tych wyrażających sympatię wobec Czecha, a piętnujących wielkie korporacje za hipokryzję. Jak piszą użytkownicy youtube.com firmy również mają swoich własnych hakerów i nie zawahałyby się ich wykorzystać, by osiągnąć własne cele. W internetowym starciu jednostka symbolizująca wolność zawsze wygra z bezosobową korporacją, która kojarzy się z wyzyskiem i tonami pieniędzy. Czemu by z tej tony odrobiny nie uszczknąć? Dlatego film Czecha wielu hakerów raczej rozjuszył, niż pouczył. Jeszcze inni śmieją się z wielkich firm, bo wyzwania postawione przed Czechem to według nich dla hakera błahostka.

A sami hakerzy są dziś rzeczywiście zatrudniani wszędzie – w wielkich korporacjach czy agencjach rządowych. Jak podaje The New York Times najbardziej kreatywnych piratów, którzy mają pracować dla obcych państw szuka się dziś w Argentynie. Oszukiwanie systemu to część składowa argentyńskiej mentalności – deklaruje Cesar Cerrudo, który popularność zyskał między innymi dzięki głośnemu włamaniu do systemu oświetlenia drogowego w miastach na terenie Stanów Zjednoczonych. Może to w Dolinie Krzemowej pracują najlepiej opłacani, kreatywni naukowcy, ale statystyki mówią, że najkreatywniejsi hakerzy wywodzą się właśnie z Ameryki Łacińskiej.

2

 

Skoro wielkie firmy i rządy same rekrutują do swoich szeregów piratów, którzy wcześniej trudnili się nielegalnymi włamaniami do zaawansowanych systemów czy kradzieżami danych, czarno-biały podział na złych i dobrych przestaje być taki oczywisty. Zdolni hakerzy są ekstremalnie niebezpieczni, swoimi działaniami mogliby wywołać kompletny chaos organizacyjny, ale bywają i bardzo... potrzebni. Po zamachach w Paryżu hakerzy – aktywiści internetowi z grupy zwanej Anonymous, wystąpili przeciwko ekstremistom z Państwa Islamskiego. Już po zamachu na redakcję Charlie Hebdo członkowie grupy wielokrotnie hakowali dane terrorystów; teraz zapowiedzieli jeszcze brutalniejszą cyberwojnę. Do sieci trafił nawet przewodnik dla początkujących hakerów autorstwa ludzi z Anonymous, w którym tłumaczy się, jak łatwo można zakłócić komunikację terrorystów. Tylko czy otwarte publikowanie takich wskazówek nie sprawi, że terroryści będą wiedzieli jak uodpornić się na ataki? Jedno jest pewne: pracujący dziś dla różnych organizacji i w różnych celach hakerzy to grupa, której nie można ignorować. Grupa, która ma szansę dzierżyć większą władzę w wirtualnym świecie, niż właściciele największych firm z dziedziny technologii. Alexander Bard i Jan Soderqvist w wydanej w 2006 roku książce Netokracja sugerowali, że nowa elita we współczesnym świecie będzie „arystokracją sieci” i rzeczywiście, wiele przewidywań autorów już się sprawdza.

 Fot. pexels.com