Dziewczyny z niezdrową obsesją na punkcie gwiazd rocka traktowane wyłącznie jako obiekty seksualne? A może po prostu kobiety, które nie bały się przełamywania barier i życia po swojemu? O pierwszych groupies opowiada w nowej publikacji Baron Wolman – fotograf pracujący w erze dzieci kwiatów dla magazynu Rolling Stone.

obejrzyj galerię zdjęć

To był koniec lat 60. Jak przyznaje Baron Wolman, czuło się, że coś wisi w powietrzu, ale nie było wiadomo dokładnie, co. Widmo krążyło nad światem (…) widmo wielkiej rewolty. Nigdy wcześniej i nigdy później nic podobnego się nie wydarzyło. Antywojenne demonstracje w Stanach, zamieszki na uniwersytetach włoskich i niemieckich, barykady na ulicach Paryża, krwawo stłumione studenckie demonstracje w Meksyku – pisał w jednej ze swoich książek Mirosław Pęczak, znany socjolog i publicysta specjalizujący się w temacie subkultur. Właśnie w tym czasie, gdy czuć było atmosferę niepokoju, buntu, wolności i seksualnego wyzwolenia, narodził się rock. A wraz z nim groupies.

2

Pamela Des Barres w obiektywie Barona Walmana

Nie wiadomo, kto wymyślił słowo groupie. Od początku termin miał częściowo negatywny, seksistowski wydźwięk. Odnosił się do dziewczyn, które zrobią wszystko, by dołączyć do swojej listy seksualnych podbojów kolejną gwiazdę rocka. Do dziewczyn zepsutych, niemoralnych, wiecznie imprezujących. Tylko, że groupies nie zawsze zasługiwały na takie traktowanie przez media i różnorodnych strażników moralności. W latach 60. kobiety wciąż musiały walczyć o to, by być postrzegane jako niezależne jednostki i profesjonalistki spełniające się zawodowo. Nawet te, które wiedziały o muzyce więcej niż niejeden grający w zespole mężczyzna, z początku były traktowane raczej jako groupies, niż pełnoprawne wokalistki czy gitarzystki. Doskonale widać to na przykładzie Trixie Merkin, która trafiła do słynnego numeru magazynu Rolling Stone poświęconego groupies, choć całe życie poświęciła grze w zespołach, a nie oklaskiwaniu innych. Trixie była jednak kobietą, a pierwszym kobietom próbującym podbić muzyczną scenę rockową nie było łatwo. Feministki trzeciej fali uznają, że groupies zrobiły wiele dla przełamywania społecznych barier i stereotypów negując aprobowane zachowania seksualne, na które mogły dotychczas pozwolić sobie kobiety. Te najbardziej znane nie były wykorzystywane przez muzyków, zachowały się jak na swoje czasy bardzo po męsku – same wybierały obiekty seksualnych westchnień i realizowały swoje fantazje szukając raczej przygód i nowych doświadczeń, a nie stałych związków.

Oczywiście wśród groupies zdarzali się i mężczyźni, choć jest to fakt mało znany. O jednym z nich pisze w swoich wspomnieniach Pamela Des Barres, nazywana królową groupies. Mowa o Pleatherze, który w latach 80. jeździł za Courtney Love i zespołem The Bangles. Mimo wszystko zdecydowaną większość groupies stanowiły kobiety. Fanki fankom nierówne, jak pisał Stephen Davis w książce Młot Bogów – Saga Led Zeppelin. Podobno wokalista zespołu, Robert Plant, dzielił dziewczyny na te, które poszukiwały tylko szybkich erotycznych przygód oraz na prawdziwe groupies, które były związane lub przyjaźniły się z muzykami, wspólnie z nimi podróżowały, opiekowały się zespołem, równie często były muzami, co podporządkowanymi artystom fankami.

3

Lucy w obiektywie Barona Walmana 

Baron Walman w swojej książce koncentruje się na tych drugich – inspirujących, wyrazistych kobietach, które raczej chciały znajdować się wewnątrz kreatywnego, twórczego środowiska, niż miały chorobliwą obsesję na punkcie swoich idoli. Walman przeprowadził się do San Francisco pod koniec lat 60. Miał już na koncie zdjęcia, które wykonał podczas służby wojskowej w powojennym Berlinie. Na tyle ciekawie udokumentował życie po obydwu stronach świeżo postawionego muru przedzielającego Europę, że niedługo po przybyciu do San Francisco, dostał ciekawą ofertę pracy. Jann Wenner zaproponował mu objęcie stanowiska głównego fotografa w swoim nowopowstałym magazynie – Rolling Stone. Walman był związany z pismem przez 3 lata, później jego miejsce zajęła Annie Leibovitz. W trakcie pracy dla Rolling Stone nawiązał bardzo bliskie kontakty z czołowymi muzykami swojej epoki. Spędzał czas z Mickiem Jaggerem, Jimmym Hendrixem czy Frankiem Zappą i wieloma innymi, którzy odcisnęli swój ślad na historii rocka. Dużo uwagi fotograf poświęcał też groupies, które uważał raczej za kreatywne indywidualności niż symbole seksu. Najbardziej znaną serię zdjęć dziewczyn podążających ślad w ślad za rockmanami wykonał do jednego z numerów Rolling Stone, który ukazał się w 1969 roku. Całe wydanie było poświęcone fankom. Dziewczynom zgodnie przypadły do gustu zdjęcia Walmana, ale opisy ich życia kreujące mit fanek jako naiwnych, zepsutych erotomanek już niekoniecznie.

Dziś znów mówi się o zdjęciach Walmana i o samych groupies, ale już w innym tonie. W niedawno wydanej publikacji Groupies and Other Electric Ladies ukazały się kultowe już zdjęcia Walmana, jego wspomnienia związane z dziewczynami, oryginalne teksty z archiwalnego numeru Rolling Stone i współczesne eseje, które rzucają nowe światło na zjawisko. Obecnie pierwsze groupies traktowane są ze znacznie większą dozą szacunku – postrzegane jako buntowniczki, ikony stylu, kobiety, które w istotny sposób wpłynęły na kulturę i modę XX wieku. Kogo sportretował Walman i kim były te pewne siebie dziewczyny? Na zdjęciach znalazła się między innymi Pamela Des Barres, która na liście seksualnych podobojów miała Jima Morrisona z The Doors, Keitha Moona z The Who czy Micka Jaggera z The Rolling Stones. Des Barres pierwsze muzyczne znajomości zawarła w czasie, gdy opiekowała się dziećmi Franka Zappy. Muzyk docenił jej głos oraz charyzmę i pomógł Barres i kilku innym dziewczynom sformułować zespół The GTO’s (Girls Together Only) – jeden z pierwszych girlsbandów w historii. Była też Judy Wong – właścicielka sklepu w San Francisco ze starannie wyselekcjonowanymi ubraniami od projektantów. To u Wong zaopatrywali się na koncerty choćby muzycy z The Cockettes. Nie mogło również zabraknąć pozostałych dziewczyn z The GTO’s – Miss Sandry, Mercy, Sparky, Cynderelli i Christine.

1

The GTO's w obiektywie Barona Walmana

Nowy album ze zdjęciami Walmana to nie tylko sentymentalna podróż w czasie do pełnej kolorytu epoki dzieci kwiatów. To również próba przybliżenia nieprzeciętnych kobiet i ich późniejszych losów i zademonstrowania, jak wiele niesprawiedliwych konotacji znaczeniowych wzbudzało słowo groupie. Oczywiście, wśród fanek było wiele nieletnich, naiwnych dziewczyn, które po prostu przesadzały z alkoholem, narkotykami i ilością kontaktów seksualnych, dobrowolnie stawały się niewolnicami gwiazd rocka, nierzadko źle kończyły. Ale były też takie, które dla muzyków stały się partnerkami i muzami, a bez nich historia rocka nie byłaby taka sama. Barres jedne ze swoich wspomnień zatytułowała I’m With The Band (jestem z zespołem). Teraz doczekaliśmy się wspomnień Sally Romano zatytułowanych The Band’s With Me (zespół jest ze mną). Nawet jeżeli tytuł wybrany przez Romano ma przede wszystkim prowokować, nie zmienia to faktu, że na dawne groupies patrzy się już zdecydowanie inaczej, niż 50 lat temu. Bo i główne bohaterki historii coraz częściej zabierają głos, a nie są zagłuszane przez zdominowane przez mężczyzn media.

7

Vicky i Marlene w obiektywie Barona Walmana 

Fot. Baron Walman – Groupies and The Other Electric Ladies, nytimes.com