Sztuka jest święta? Z pewnością rządzi się swoimi prawami, a filmowcy nie obawiają się sięgania po tematy skrajnie kontrowersyjne, również pod względem religijnym. Wielki ekran widział już niejedną twarz Boga i jego wyznawców.

W obrazie belgijskiego reżysera Zupełnie Nowy Testament Bóg mieszka w Brukseli, jest wredny i w każdej wolnej chwili komplikuje ludziom życie. Przeciwko złemu ojcu buntuje się nastoletnia córka, siostra Jezusa Chrystusa, która postanawia zdradzić ludziom daty ich śmierci, zebrać swoich apostołów i stworzyć kolejny Nowy Testament. W końcu czas najwyższy by i kobiety zabrały głos w religijnym dyskursie. Dla Dormaela religia to tylko punkt wyjścia do twórczych poszukiwań, baza dla nietypowej historii, a nie okazja do wywoływania kontrowersji na siłę. W historii kina nie brak jednak obrazoburczych obrazów. Część z nich nie obyła się bez skandalu, inne traktowano z przymrużeniem oka. 

Jednym z obrazów, który wywołał zdecydowanie najwięcej protestów było Ostatnie kuszenie Chrystusa Martina Scorsese. U włoskiego reżysera Jezus, którego poświęcenie na rzecz ludzkości stało się podstawą chrześcijaństwa, waha się, czy wypełnić swoje przeznaczenie. Kusi go zwyczajne, ludzkie życie u boku Marii Magdaleny. Scorsese wpadł na pomysł takiego potraktowania losów Mesjasza po lekturze książki greckiego pisarza Nikosa Kazantzakisa, przez wielu uznawanych za bluźnierczą. Powieść podsunęła reżyserowi Barbara Hershey, z którą pracował na planie Boxcar Bertha. Obraz Scorsese z lat 80. to jednak niejedyna historia Chrystusa, która szokowała. Wiele ostrych komentarzy wywołała choćby naturalistyczna, okrutna i pełna symboliki Pasja Mela Gibsona.

W zupełnie inny sposób podeszła do tematu ekipa Monty'ego Pythona. Żywot Briana z 1979 roku to nic innego jak satyra na życie Chrystusa. Choć pod ostrzałem znalazł się przede wszystkim fanatyzm religijny, zaślepienie, towarzysząca zbyt często wierze utrata zdolności do samodzielnego myślenia. Ekipę filmową oskarżono o bluźnierstwo. Kilka lat wcześniej, za sprawą Normana Jewisona, Jezus zagościł na ekranie jako hipis i celebryta. W Jesus Christ Superstar pojawił się też czarnoskóry Judasz, a chrześcijanie przypominali raczej naiwnych, obsesyjnych fanów, niż uduchowionych wiernych.

Obrazoburcze filmy nie muszą jednak wcale brać na celownik chrześcijaństwa. Jednym z obrazów, które wywołały najbardziej ogniste protesty wśród wyznawców islamu był krótkometrażowy film Submission Theo van Gogha. Występuje w nim tylko jedna aktorka, która opowiada historię czterech kobiet. A nie są to historie przyjemne, bo obraz van Gogha traktuje o przemocy wobec kobiet w świecie islamskim i mizoginizmie. Reżyser zdecydował się pokazać też aktorkę nago z wymalowanymi na ciele wersetami z Koranu. Swój film przepłacił życiem, został zamordowany przez muzułmanina mieszkającego w Holandii.

O trudnej sytuacji kobiet opowiada również film kanadyjskiej reżyserki o hinduskich korzeniach Deepy Mehty. Akcja Wody toczy się w latach 30.; kobiety w Indiach po śmierci mężów mają do wyboru śmierć, małżeństwo z bratem małżonka lub życie w odciętym od świata przytułku dla wdów, gdzie ich zadaniem jest pokutować za grzechy, które doprowadziły do zgonu męża. Choć dziś takie religijne nakazy i obyczajowość mogą szokować ludzi Zachodu, gdy Mehta kręciła swój film w Indiach w 2008 roku ponad 2000 protestujących osób zniszczyło plan zdjęciowy. Następnie aktywistka Arun Pathak zorganizowała protest, w ramach którego kobiety miały popełniać samobójstwa, jeżeli reżyserka nie zaprzestałaby pracy nad filmem. Mehta musiała nagrywać Wodę na Sri Lance, stosując fałszywy tytuł, aby zatrzymać protesty.

Są też filmy, w których najbardziej szokuje sposób ukazania duchownych. Viridiana Luisa Buñuela została całkowicie zakazana przez Watykan. We frankistowskiej Hiszpanii filmu nie można było obejrzeć przez wiele lat po jego premierze, choć dzieło Buñuela zdobyło Złotą Palmę w Cannes. Film z 1961 roku opowiada o przyszłej zakonnicy, która przed złożeniem ślubów przyjeżdża do domu lubieżnego wuja. Ten przebiera ją w suknię zmarłej żony, podaje środki usypiające, a następnie wmawia, że w nocy „splamił” jej niewinne ciało. Później historia tylko się komplikuje.

O życiu zakonnym i jego ciemnych stronach opowiedział już w 1947 roku Michael Powell i Emeric Pressburger. Skandalizujący Czarny narcyz opowiada o angielskich zakonnicach, które trafiają do placówki w Himalajach, która kiedyś zamieszkiwana była przez konkubiny hinduskiego generała. Kobiety pozostawione na odludziu muszą zmierzyć się z drzemiącymi w nich demonami, które karmią się atmosferą miejsca. Z filmu kipi mrok i erotyzm. Czarny narcyz to obraz bardzo odważny jak na lata 40. A nawet jak na dzisiejsze standardy.

O tym, co może dziać się za murami odizolowanych placówek, do których wstęp mają osoby tylko jednej płci opowiadał też Pedro Almodóvar w Złym wychowaniu. Reżyser bazował na własnych doświadczeniach związanych z molestowaniem w katolickiej szkole z internatem – jednej z tych tak popularnych we frankistowskiej Hiszpanii (znów!). To jeden z tych filmów, które wywołały burzę. Almodóvar mówił o homoseksualizmie i pedofilii w Kościele w sposób, w jaki nikt przed nim nie odważył się mówić na ekranie.

Są jednak i filmy, które choć najzacieklej wierzących mogą irytować, nie miały szans spotkać się z ostrą krytyką. Ich tarczą ochronną jest humor i… nie aż tak wygórowane ambicje reżyserów. To filmy, które mają raczej bawić i zaskakiwać, niż odsłaniać niewygodną prawdę. Tak było w wypadku niekonwencjonalnej Dogmy Kevina Smitha, w której Bogiem została sama Alanis Morissette. W obsadzie nie brakowało hollywoodzkich gwiazd. Podobnie jak w przypadku Bruce’a Wszechmogącego z Jimem Carreyem w roli głównej. Bohater obdarzony boską mocą ma szansę przekonać się, że rządzenie światem do prostych zadań nie należy. 

Nawet jeżeli komediowe wariacje na temat religii nie wywołują tak burzliwych skandali, temat, niezależnie od tego, w jaką formę ubrany, wciąż jest conajmniej drażliwy. W czasach, gdy już prawie nic nas nie szokuje, religia wciąż otaczana jest murem, którego według wielu sztuka nie powinna przekraczać. I tu pojawia się przedziwna definicja obrazy uczuć religijnych. A przecież Biblia i inne święte księgi to przede wszystkim teksty kulturowe, które mają prawo inspirować twórców, zaś odsłanianie kulis fuknkcjonowania religijnych instytucji nie powinno budzić sprzeciwów. Ave kino!

Fot. youtube.com, materiały prasowe