Za oknem szaro i buro, dlatego najlepszym kierunkiem, jaki jesienią i zimą możemy obrać jest południe Europy. Tym razem proponujemy Rzym. Wieczne miasto, bohater wielu filmów, powieści i sesji zdjęciowych. Federico Fellini powiedział o nim, że jest tu wszystko, co kreuje iluzję – swoją siedzibę ma tu kino, kościół, moda i polityka. Połączenie tych światów tworzy atmosferę, która sprawia, że Rzym jest miejscem magicznym.

Mówi się, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Dziś, w dobie tanich linii lotniczych można się tu dostać tak szybko i sprawnie, że stolica Włoch to idealne miejsce nawet na krótki, weekendowy wypad. Każdy, kto odwiedza Rzym, swoją przygodę rozpocznie prawdopodobnie na dworcu Termini – to tu przyjeżdżają pociągi i autobusy z lotniska. W okolicy znajduje się też wiele hoteli, które z pewnością zadowolą tych, którzy nad jakość przedkładają dobrą cenę i lokalizację. Do wszystkich atrakcji turystycznych można się stąd szybko i wygodnie dostać metrem, ale choć ten środek transportu sprawi, że nogi nie odmówią nam posłuszeństwa, to odbierze nam to, co w Rzymie najpiękniejszemożliwość zgubienia się w niezliczonej ilości uliczek, z których każda ma do zaoferowania coś specjalnego. Lepiej więc zaopatrzyć się w wygodne buty i jak najwięcej trasy pokonać pieszo.

1

Z dworca najlepiej wyjść od strony Via Giolitti i przez pełną lokali z kebabem i prowadzonych przez hindusów sklepików Via Cavour dotrzeć do Bazyliki Santa Maria Maggiore. Warto choć przez chwilę rzucić okiem na imponujące wnętrze kościoła, freski i polichromie. Ale prawdziwa zabawa zaczyna się po przekroczeniu ruchliwej i mało interesującej Via Cavour. Tu rozciąga się dzielnica Monti, którą przed zalewem turystów chroni albo magia, albo to, że większość z nich z dworca kieruje się w stronę osławionej w filmie La Dolce Vita, a dziś niestety nie mającej nic z atmosfery tamtych lat, Via Veneto. Sercem Monti jest Via Urbana. Rzymianie mówią, że to mekka hipsterów, ale oprócz nich, można w tutejszych kawiarenkach znaleźć rzymian starej daty, intelektualistów i artystów. Panów, którzy o literaturze dyskutują z taką ekspresją, że nieznający włoskiego obserwator pomyśli, że mowa o piłce nożnej. Starsze panie, wystrojone w perłowe klipsy i płaszcze z futrzanym kołnierzem, które z przyjaciółkami sączą likier z kryształowych kieliszków. Ale chociaż Monti na pierwszy rzut oka wydaje się senne, jest tu też wiele kipiących życiem barów, takich jak Bar Monti, czy Annalemma.

2

Sporo tu też miejsc slowfoodowych, takich jak Aromaticus, gdzie oprócz przygotowanych na bazie ekologicznuch, lokalnych produktów można zaopatrzyć się w nasiona i akcesoria do samodzielnego ogrodnictwa. Z kolei Urbana 47 zachwyca nie tylko obłędnym, pięknie podanym jedzeniem, ale też genialnym, industrialnym wystrojem wnętrza. Kto nie ma czasu rozsiadać się na lunch, zawsze może kupić pyszną kanapkę i kieliszek wina w uroczym barze Zia Rosetta. Można tu zjeść klasyczne panino z pomidorem i mozarellą ale też bardziej wymyślne, np. z serem pecorino i konfiturą figową.

3

Monti to też świetne miejsce na zakupy. Choć nie ma tu butików znanych projektantów, są za to mini concept store'y, takie jak Smalto na via Urbana 12, gdzie można znaleźć specjalnie wyszukane przez właścicielki perełki, jak mówią: wszystko od butów po perfumy. Z kolei w Mor Style (Via Urbana 106), oprócz ubrań i akcesoriów, można upolować unikatowe przedmioty do domu. Nietuzinkowe ubrania i biżuterię oferuje też LOL przy Piazza Degli Zingari 11. Na specjalną uwagę zasługuje Mercato Monti. Stworzona przez charyzmatyczną Ornellę Cichetti przestrzeń ma na celu promowanie młodych talentów i ciekawych inicjatyw. Dwa piętra pełne są ręcznie robionej biżuterii, akcesoriów, ubrań vintage i przedmiotów do domu. Wszystkie te cudeńka sprzedawane są przez całą galerię ciekawych osobowości – od hipsterów po zwariowane starsze panie. Przestrzeń jest otwarta w każdą sobotę i niedzielę. Warto zajrzeć też do Concept Store’u Super przy Via Leonia, gdzie znajdziemy projekty wschodzących włoskich i europejskich projektantów. Prawdziwe vintege’owe perełki można wyszukać w King Size Vintage, niestety trzeba się nastawić na dość wysokie ceny tamtejszych „staroci”.

6

Na Piazza Della Madonna dei Monti warto jeszcze zatrzymać się na kieliszek prosecco czy Aperol Spritz w uroczym, mieszczącym się w całkowicie porośniętym winoroślą domku barze La Casetta. I tu skończy się cisza, spokój i oddech od zalewu turystów, bo nagle z sennych uliczek wyłonią się rzymskie fora, a jeśli skręcimy trochę w lewo, Koloseum. Idąc wzdłuż forów dojdziemy do majestatycznego Vittoriano, które ze względu na swoją bogato zdobioną fasadę z szerokimi schodami, dorobiło się wśród rzymian przydomku Macchina da Scrivere (Maszyna do Pisania). Z boku budynku, od strony forów, mieści się muzeum, organizujące świetne wystawy czasowe- obecnie można tam podziwiać dzieła Impresjonistów.

17

Aby spod Vittoriano dostać się do głównych atrakcji, takich jak Panteon czy Piazza Navona, trzeba przejść przez jedno z najbardziej ruchliwych i niebezpiecznych skrzyżowań w Rzymie, Piazza Venezia. Tu wyraźnie widać, że rzymianie posiadają własną klasyfikację świateł: zielone – jedź, żółte to nic nieznacząca ozdoba, a czerwone – delikatna sugestia. Jeśli uda nam się jednak nie zginąć pod kołami pędzących z prędkością światła motorino, mamy dwie możliwości – po prawej stronie Corso Vittorio Emanuele znajduje się Piazza Navona, Piazza Minerwa i Panteon. Po lewej – Campo dei Fiori. Lepiej zacząć od drugiej opcji i zanim zanurzymy się w zabytki wielkiego kalibru, posnuć się przylegającymi do Campo, przyjemnie chłodnymi w lecie uliczkami, kupić świeże owoce na targu, albo po prostu napawać się jedyną w swoim rodzaju atmosferą strzeżonego przez pomnik Giordano Bruno placu. Obowiązkowym przystankiem jest mieszcząca się na Campo piekarnia Il Forno – tutejsza pizza na kawałki nie ma sobie równych. Nieopodal, na Piazza Farnese znajduje się ambasada francuska i uroczy sklepik z biżuterią Petit Deco. Kto uważa, że plastikowa biżuteria jest tandetna, tu na pewno zmieni zdanie. Na lunch można zatrzymać się w oferującej prawdziwą, domową rzymską kuchnię Hostaria Farnese. Choć trafiają tu czasem turyści, zawsze jest też pełno lokalnych rodzin, celebrujących wielogodzinne posiłki. 

5

Z Piazza Farnese niedaleko już nad Tybr, nabrzeże prowadzi do mostu na Isola Tiberina, na której znajduje się jeden, jedyny bar, a stamtąd na Zatybrze. Tu warto zatrzymać się w barze Freni e Frizoni, zawsze pełnym ludzi z okolicy i tętniącym życiem. Uliczki Zatybrza ze swoimi domami w kolorze terrakoty, urokliwymi placykami i zaułkami to mekka artystów, sporo więc tu sklepików z rękodziełem i pracowni zajmujących się renowacją mebli. W labiryncie wąskich uliczek można trochę odpocząć od turystycznego szału – na Zatybrzu oprócz bazyliki Santa Maria in Trastevere z oszałamiającym, złoconym, kasetonowym stropem, nie ma zbyt wielu „przewodnikowych” zabytków. 

4

 

15

 

18

Z Zatybrza do centrum prowadzi Via Arenula, u wylotu której znajduje się Largo di Torre Argentina, gdzie wśród ruin zamieszkuje kolonia kotów. Uliczką o tej samej, co plac, nazwie dojdziemy do Panteonu. Można usiąść przy jednym z przylegających do placu barów, ale jeśli bardziej niż na widoku zależy nam na świetnej kawie, to tuż obok, przy niewielkim placu mieści się Sant Eustachio Cafe. Rzymianie uważają, że serwuje się tam najlepszą kawę w mieście. Od Piazza Navona biegnie Via del Governo Vecchio – dojdziemy nią do Mostu Św. Anioła, a po drodze znajdziemy sklepiki z antykami i warsztaty stolarzy, tapicerów czy innych rzemieślników. Przy okolicznych uliczkach działa wiele ciekawych barów, takich jak Bar del Fico. Obsługa co prawda bardziej niż o klientów dba o pogaduszki z kimś ze znajomych, kto zawsze niechybnie się napatoczy, ale w końcu szczęśliwi czasu nie liczą, a w Rzymie ciężko nie być szczęśliwym, szczególnie, kiedy długo oczekiwane prosecco w końcu pojawi się na barze. Świetną, nowoczesną kuchnię i genialny wystrój ma Etabli, coś pysznego można też zjeść w mieszczącym się w XVI-wiecznym lokalu Sec Sedie e Cantine. Lokal ma pokaźną kartę win a obsługa z pewnością doradzi takie, które trafi w nasz gust.

12

 

10

Kto nie pisze się na zwiedzanie Zamku Św. Anioła czy Watykanu, może albo wrócić tą samą drogą i przez Piazza Navona dojść do Fontanny Di Trevi i Hiszpańskich Schodów, albo porośniętym platanami nabrzeżem dojść aż do via Ripetta, która prowadzi do Piazza del Popolo. W Bazylice Santa Maria del Popolo można podziwiać freski Caravaggia, to tu został zamordowany pierwszy z kardynałów w Aniołach i Demonach Dana Browna. Z placu warto przejść się Via del Corso czy Via del Babuino, obie, podobnie jak łączące je boczne uliczki są pełne luksusowych butików. Nawet, jeśli nie stać nas na zakupy u Prady czy Gucciego, można rzucić okiem na wystawy, a smutki utopić w kawie w Antico Cafe Greco, gdzie podobno przesiadywali Keats, Shelley, Goethe, Byron, czy Słowacki i Mickiewicz. Niestety, za przyjemność obcowania z historią trzeba słono zapłacić – to jedna z najdroższych kawiarni w Rzymie. Płacić nie trzeba za to za siedzenie na Hiszpańskich Schodach, pomimo, że jest to, szczególnie w słoneczny dzień, kiedy schody zdobią kwiaty, przyjemność warta wszystkich pieniędzy. Kto dotarł tu całą opisaną wyżej trasą, z pewnością doceni możliwość zrelaksowania się w promieniach słońca, a na dworzec wróci metrem, którego stacja mieści się tuż za rogiem.

14

Legenda głosi, że kto wrzuci pieniążek do Fontanny Di Trevi, ten wróci do Rzymu. Swojego czasu dobrze zarabiał na niej pewien bezdomny, który umieszczonym na teleskopowym patyku magnesem pieczołowicie wyławiał wrzucane przez turystów do fontanny euro. Wrócić do Wiecznego miasta z pewnością warto, bo przyjechać tu raz to zdecydowanie za mało. Rzym ma wiele oblicz i choć każdy, kto przyjeżdża tu po raz pierwszy musi „odbębnić” najważniejsze atrakcje, to już przy drugiej, czy kolejnej wizycie warto pokusić się o odwiedzenie mniej turystycznych miejsc. A najlepiej po prostu zgubić się w gąszczu uliczek i przeżyć swoje, niepowtarzalne rzymskie wakacje.

13 

Fot. Natalia Jeziorek, Marcin Gierat dla enter the ROOM. Opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska.