Fot. Xesús Búa dla La Voz de Galicia

Są takie zawody wysokiego ryzyka, nad którymi nawet się nie zastanawiamy. Nie chodzi o saperów, ale o zbieraczy kaczenic czyli percebeiros. Właśnie przyszedł sezon na zrywanie tych przysmaków ze skał na wybrzeżu gminy Muxía w Galicji.

Są takie zawody, które budzą zdumienie i zainteresowanie. Jak choćby szyszkarze. W Polsce są w stanie uzbierać nawet do 3 ton szyszek w sezonie. Po co zbierać szyszki? A choćby po to, żeby pomóc w powiększaniu szkółek leśnych czy gromadzeniu nasion na wypadek klęsk. Szyszkarze nie schodzą z drzew nawet w porze posiłku. Obiad spożywają na ich czubkach – tam, gdzie najobficiej porastają szyszki. Często to ludzie wyszkoleni do pracy na wysokościach – wspinanie się i praca na poziomie kilkunastu metrów nad ziemią to niełatwe zajęcie, ale ciężka, trudna i wyczerpująca praca. Sezon trwa od sierpnia do października i od listopada do końca marca. Nie odbywa się więc nigdy w prostych warunkach (również tych atmosferycznych).

Na drugim końcu Europy, na północno-zachodnim wybrzeżu Hiszpanii, w Muxíi w Galcji, właśnie rozpoczął się sezon na zbieranie percebes – drogiego przysmaku, owoców morza, tzw. kaczenic. Kaczenice to zwierzęta, które całość swojego życia przeżywają uczepione stromych skał, na których spektakularnie rozbijają się fale. Żywią się planktonem. Zbiera się zawsze dojrzałe skorupiaki, a więc te, które mają ponad 6 miesięcy. Wtedy do akcji przystępują percebeiros.

Percebes są drogie, ale nie tylko ze względu na smak morza, którego są pięknym reprezentantem, a przede wszystkim na pracę, jaką trzeba wykonać, aby je zdobyć. Ryzykuje się dużo. Bardzo dużo. Wielu percebeiros ginie, bo z 9-metrowymi falami nie da się wygrać. Najczęściej jest to zajęcie rodzinne, przechodzące z dziada pradziada na kolejne pokolenia. I jeszcze jedno – trzeba bezgranicznie kochać morze, ocean. Wtedy przezwycięża się strach, który niejednego mógłby sparaliżować.

Narzędziami pracy są pianka (chroni przed zimnymi wodami), siatka na percebes, haki i lina, na której zbieracze zwisają ze skał, targani co chwilę kolejnymi uderzeniami fal. No i łódka. Bo trzeba jakoś dopłynąć na miejsce, najczęściej niedostępne od strony lądu.

3

Fot. Xesús Búa dla La Voz de Galicia

Mimo ciężkich warunków, percebeiros mówią, że największe szczęście odczuwają, gdy uda im się zebrać kaczenice dobrej jakości, a więc o odpowiedniej długości nóżki, o odpowiednim wzroście i grubości. Obok szczęścia zawsze kroczy jednak strach. O niespodziewaną, zbyt silną falę, o to, że lina nie wytrzyma. Ale do strachu percebeiros się przyzwyczajają. Muszą. To nieodłączny element ich pracy. Poza tym przypomina o ludzkich ograniczeniach. Trzeba nasłuchiwać, obserwować, mieć oczy dookoła głowy. Bo gdy ocean ostrzega, trzeba go respektować i podporządkować się jego prawom.  

Populacja percebes jest nadzorowana przez władze, aby chronić je przed wyginięciem, do czego kilkadziesiąt lat temu niemal doprowadzono. Chodzi również o zachowanie balansu na terenach, na których pracują percebeiros i o ochronę ich zawodu – jeśli zebrano by zbyt wiele percebes, a równowaga środowiska zostałaby naruszona, percebeiros straciliby możliwość utrzymania się ze swojego zawodu. Dlatego percebeiro może zebrać podczas jednego połowu od 6-8 kg kaczenic. Nie więcej. Sezon trwa zazwyczaj od października do kwietnia. Reszta roku to reprodukcja i wzrost nowych percebes. Jednak okres ten jest uzależniony od władz lokalnych i może się różnić o kilka tygodni w jedną lub drugą stronę.

I choć jest to praca wyczerpująca fizycznie, każdy z percebeiros podkreśla, że po powrocie do domu jest bardzo zrelaksowany, dzięki wyłączeniu myślenia o przyziemnych sprawach przez kilka godzin, w ciągu których musi myśleć o zgromadzeniu dorodnych percebes i zachowaniu... życia.  

Jak wygląda dzień percebeiro pokazuje piękny, krótkometrażowy film Davida Beriaina.