Wiemy, jak jest: ktoś jest zły, ktoś dobry i jeszcze ta trzecia osoba, która też ma swoje za uszami. Mało podniecający trójkąt. Każdy na nim w zasadzie traci, o ile się oczywiście wyda. Zwykle się wydaje, a całą sprawę trudno jednoznacznie ocenić. 

O zdradzie kiedyś już u nas było. A dużo można jeszcze napisać. Każdy jej przypadek jest indywidualny, powodów jest mnóstwo, choć da się wyróżnić kilka dość ogólnych. Trochę winne są geny, trochę to, że mamy społeczne przyzwolenie na niewierność i narzędzia, aby szybko i łatwo się jej dopuścić (aplikacje, portale). Oczywiście wciąż pokutuje przekonanie, że to częściej mężczyźni zdradzają. Im też się łatwiej wybacza. Może dlatego kobiety lepiej swoje zdrady ukrywają, więc słyszymy o nich rzadziej, podczas gdy mężczyźni zdają się naiwnie wierzyć, że jakoś się uda, nic nie wyjdzie na jaw i zwykle oszukują obie: i tę, którą zdradzają i tę, z którą zdradzają, a przede wszystkim siebie. Niezależnie od płci i indywidualnych predyspozycji do niewierności, zdrada to jednak nasz wybór. Geny, hormony, przypływ pożądania mogą nas na chwilę zaślepić, jednak powinniśmy nad sobą panować, pamiętać, że za darmo nie ma niczego, a wręcz można dużo stracić nawet na pozornie niewinnej przygodzie. Nic jej nie usprawiedliwia, jest wyrazem egoistycznego myślenia, ale też trudno zdradzającego całkowicie potępiać. Bo jednak skoki w bok są ludzkie i nie wiadomo, co nas jeszcze w życiu spotka. Choć bez wątpienia zdrowsza wydaje się seryjna monogamia niż prowadzenie podwójnego życia.

3

Kadr z filmu Fatalne zauroczenie materiały prasowe

Ale czy można wybaczyć skok w bok zaplanowany z zimną krwią? Bo rozumiem, że namiętność, grom z jasnego nieba i czasem dajemy się ponieść emocjom, możemy się zapomnieć, ale szukanie romansu z premedytacją? I wplątywanie w to kogoś bez jego wiedzy i zgody? – zapytała niedawno moja przyjaciółka i właściwie stąd ten tekst. Przypomniałam jej o portalu Ashley Madison dla ludzi w związkach, którzy poszukują przede wszystkim seksualnych przygód. Miłość i seks nie zawsze idą przecież w parze. W miarę upływu czasu spędzanego razem w związku mamy więcej wspólnych znajomych, zobowiązań, zainteresowań i niektórym trudno sobie wyobrazić rozstanie, porzucenie tego wspólnego świata, wywrócenie wszystkiego do góry nogami, ale też nie są w stanie zrezygnować z zaspokojenia własnych potrzeb. Załatwianie ich na boku pozwala uniknąć frustracji, wprawia w lepszy nastrój, a tym samym może dobrze wpływać na stałą relację. Oczywiście powinni położyć na szali jedno i drugie, pomyśleć, czy się opłaca, zanim zrobią pierwszy krok, po którym może być za późno na wycofanie się, jak w filmie Fatalne zauroczenie z Michaelem Douglasem i Glenn Close. Lub po prostu można się uwikłać w relację, podniecającą seksprzygodę, z której ciężko zrezygnować, a im dłużej będzie trwać, tym większe ryzyko, że się wyda. Ale dopóki mąż/żona, partner/partnerka nie wie, to nic się nie dzieje. Wydaje się, że nikogo nie ranimy. Przecież nie jesteśmy źli, nie chcemy nic niszczyć, chcemy tylko przyjemności. Czy coś w tym złego?

Geny, hormony, przypływ pożądania mogą nas na chwilę zaślepić, jednak powinniśmy nad sobą panować, pamiętać, że za darmo nie ma niczego, a wręcz można dużo stracić.

Nawet w najbardziej zgranym związku namiętność może się wypalić, można dojść do ściany. I co wtedy? Zwłaszcza jeśli nasze libido jest niezgrane, jedna osoba ma większe potrzeby niż druga. Jedna będzie chciała eksperymentować, rozwijać się, druga nie. Oczywiście wypadałoby znaleźć kompromis. Jak się kogoś kocha, jak nam zależy, to można wspólnymi siłami wypracować sposób na wspólne spełnienie seksualne. Nie jest to jednak łatwe, zwłaszcza, kiedy już nie wspomaga nas burza hormonów (fenyloetyloamina i tak dalej) działająca we wstępnej fazie zakochania. Trzeba rozmawiać, starać się, a czasem nie mamy odwagi, chęci. Wszyscy uprawiamy seks, ale z rozmawianiem o nim, a zwłaszcza o związanych z nim problemach, jest już dużo gorzej. Kwestia braku edukacji seksualnej, negatywna socjalizacja seksu, wstyd, strach przed zranieniem partnerki lub partnera i romans może się wydawać najlepszym rozwiązaniem.

Może to tchórzostwo, może egoizm, może lenistwo. Każda zdrada to osobny przypadek. Czasami jest to po prostu impuls, skorzystanie z nadarzającej się okazji. Czasami splot okazji i innych powodów, narastających problemów. Jedni zdradzają z powodu rutyny w związku, lęku przed całkowitą zmianą, inni po prostu szukają nowych bodźców, są ciekawi innych ludzi, zwłaszcza jeśli nie mieli wcześniej wielu seksualnych partnerów. To też sposób na sprawdzenie się, dowartościowanie. Spełnienie fantazji o zdradzie lub innych, których nie wyobrażają sobie urzeczywistnić z tym, z kim dzielą codzienne życie (to taki casus Tony'ego z Rodziny Soprano, który zdziwionej kochance odpowiada, że żona nie może mu robić fellatio, bo przecież tymi samymi ustami całuje dzieci na dobranoc). Efekt seksoholizmu. Potrzeba adrenaliny i osiągnięć: jedni uprawiają sporty ekstremalne, inni wolą zaliczać kolejne łóżka. Jedni i drudzy chcą wrócić potem do ciepłego domu.

5

Fot. pinterest.com

Dlaczego tak się dzieje? Czy z wygodnictwa lub przyzwyczajenia nie chcemy odpuścić stałych związków? Chcemy mieć liczne podboje miłosne, ale nie chcemy być singlami, choć to wygodne i aprobowane? Człowiek od początku nie był stworzony do wierności, monogamii. To przyszło z czasem, z mało romantycznych przyczyn. Współcześnie dorobiliśmy czułą historię do ewolucyjnych zmian. W paleolicie, w łowiecko-zbierackich społeczeństwach samowystarczalne kobiety nie potrzebowały szczególnie męskiej opieki, zmieniały partnerów, aby zapewnić potomstwu jak najlepsze geny. Mężczyźni z kolei byli nastawieni na pozostawienie po sobie jak największej liczby potomstwa, więc i im monogamia nie służyła. Kiedy zaczęliśmy prowadzić osiadły tryb życia, stałość związków zaczęła być doceniana. Oksytocyna pomagała i pomaga partnerom przywiązać się do siebie. Ale są i geny zdradyGen V1aR wpływa na produkcję wazopresyny, która sprzyja wierności. Jeśli pod wpływem genu jest jej za mało, jesteśmy bardziej podatni na zdradę. Gen DRD4 nazywany genem zdrady wpływa z kolei na produkcję dopaminy odpowiedzialnej za naszą przyjemność. Według badań osoby wyposażone w ten gen są bardziej otwarte w sprawach seksu, łatwiej ulegają pokusom, kierując się obietnicą przyjemności. A ta w dużej mierze zależna jest od efektu nowości. Dlatego nowy partner lub partnerka może sprawić, że nabierzemy ochoty na seks, będziemy się bardziej starać w łóżku, dopamina nas zaleje, będziemy chcieli więcej rozkoszy, więc oksytocyna odpowiadająca za stałość i wierność będzie wobec tego na przegranej pozycji.

Fajnie, że mamy swobodę seksualną, ale czy przy okazji nie sprowadziliśmy seksu do kategorii kolejnej usługi, towaru, czegoś pozbawionego głębszego sensu?

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Zwłaszcza jeśli oparte jest na kłamstwie. A jakie kłamstwo ma nogi – wiemy wszyscy. I wtedy dostajemy bilet na emocjonalny rollercoaster. Co teraz? W przypadku kobiet można zaobserwować częste i ciekawe zjawisko: zła jest kochanka, facet zdradził, ale to tylko facet. Pałamy nienawiścią do tej drugiej. Nawet jeśli była oszukiwana jak my, jeśli o niczym nie wiedziała. Zamiast się wspierać, ostrzegać przed oszustami, cieszyć, że prawda wyszła na jaw, same ustanawiamy podwójne standary. Winny nie zostaje ukarany i pewnie dopuści się zdrady po raz drugi, trzeci... A każda kobieta, czy to zdradzająca, czy wplątana w zdradę, będzie dziwką. A zdradzana pewnie jest sobie sama winna, pewnie go należycie nie zaspokajała. Kwestia nierówności, nawet na tym polu, jest bez wątpienia warta przemyślenia. 

Wróćmy jednak do tej zdrady, tej z zimną krwią, do tego, co nas pcha do korzystania z Tindera, choć jesteśmy w związku, do zakładania kont na portalach randkowych. Mówimy sobie, że to tylko seks. Który w dodatku jest na wyciągnięcie ręki i głupio byłoby z tego nie skorzystać. Fajnie, że mamy swobodę seksualną, ale czy przy okazji nie sprowadziliśmy seksu do kategorii kolejnej usługi, towaru, czegoś pozbawionego głębszego sensu? Chyba nie o to w rewolucji seksualnej chodziło. Seks może i jest dla nas ważny, ale chyba coraz mniej to, z kim go uprawiamy. Traktujemy ludzi przedmiotowo, ukierunkowani wyłącznie na swoje potrzeby. Dobry seks wymaga pracy, indywidualnej i wspólnej. Dobry seks wymaga wzajemnego poszanowania granic, powinien być konsensualny. Tymczasem wolimy, żeby było szybko, żeby było przyjemnie, nawet jeśli byle jak. Uczciwość to zapomniana kategoria, coś negatywnego, frajerstwo. Próbujemy więc być cwani, żyć pełnią życia, ryzykujemy, a kiedy wszystko nam się rozsypie, to rzadko kiedy mamy na tyle odwagi i honoru, żeby po sobie posprzątać.

4

 Kadr z filmu Eriki Lust Handcuffs materiały prasowe