Znów spierasz się z rodzicami o zmywanie naczyń, brak ciepłego szalika i późniejszy powrót do domu. Mama podsuwa ci świeżo upieczone ciastka, tata strofuje. Nieważne, że masz 20, 30 czy 50 lat. Wracając do domu, łatwo wejść automatycznie w stare, dobrze znane role, ale czy zawsze się powinno?

Kogo nie kusi chwilowy krótki powrót do dzieciństwa, uwolnienie się od odpowiedzialności i natłoku obowiązków? W końcu skoro krótki, to pewnie nieszkodliwy. Kto nie lubi, gdy czasem to mama ugotuje obiad, wyprasuje ubrania i poda herbatniki do łóżka? Można pójść i o krok dalej – wrócić też do nieczytanych od lat książek, starych gier komputerowych, filmów i wyciągniętych z lamusa rozrywek. Przekomarzać się z rodzeństwem, pospierać z rodzicami, usłyszeć trochę uniwersalnych prawd o tym, dlaczego trzeba pamiętać o czapce i lepiej zapomnieć o spodniach z dziurami na kolanach. Dostać dodatkowe porcje jedzenia od babci, bo przecież wszystkie dorosłe wnuki na pewno takie wygłodzone. Przez kilka dni świąt mieć 5, 8 czy kilkanaście lat. Do wyboru, do koloru. Niektórzy rodzice też z chęcią wchodzą w dawne role, bo w ten sposób mogą przypomnieć sobie stare i co za tym idzie lepsze czasy, bo w końcu do przeszłości zwykle ma się jakiś sentyment. Miło też choć na chwilę poczuć, że dalej ma się pełną kontrolę nad życiem dziecka, nawet jeżeli to dziecko pełnoletność ma już dawno za sobą. Psychologowie behawioralni uważają jednak, że te chwilowe słodko-gorzkie powroty do przeszłości nie są dla nas dobre – ani dla rodziców, ani dla dzieci; że należy ich się strzec. A pokusa takiego przeniesienia się w czasie zdecydowanie wzrasta w święta.

3

Kadr z filmu „Przetrwać święta”

Boże Narodzenie i towarzyszące mu dni wolne, w trakcie których większość z nas wraca do rodzinnego domu, to czas o tle kuszący do wcielania się w stare role, bo cykliczny. Niby wszystko jest jak zwykle, i w tym tkwi właśnie urok świąt – ubieranie choinki, krojenie sałatek, mocno już zdarta płyta z świątecznymi piosenkami, smak pierogów z kapustą i grzybami; a jednak przecież nic już nie jest takie samo, bo my zdążyliśmy się zmienić. I choć brzmi to jak banał, psychologowie podkreślają, że warto o tym nie zapominać. Pewne działania kontynuujemy podświadomie, a uświadomienie sobie, że tak właśnie jest, a może być nie powinno, to pierwszy krok do sukcesu.

Terapeuci, tłumacząc nasze niekontrolowane powroty do dzieciństwa, posługują się tak zwaną teorią systemową rodziny. Ujęcie systemowe to zasługa Arystotelesa. On pierwszy stwierdził, że całość jest czymś więcej niż sumą części. W przypadku rodziny oznacza to, że grupa osób traktowana jest jako osobny byt, system, w którym każda jednostka wpływa na wszystkich pozostałych członków grupy, spełnia swoje określone funkcje i role. Wszystko dobrze, gdy te funkcje oraz role są aktualne i pożyteczne, gorzej gdy wpadamy podświadomie w kliszę i nie wiemy, jak się od niej uwolnić. A takie klisze mogą wiązać się z zachowaniami toksycznymi, destrukcyjnymi, sztucznymi.

4

Kadr z filmu „Une famille à louer”

Pozytywne działanie rodzinnego systemu pomaga w podziale obowiązków, budowaniu autorytetu rodziców, po prostu w codziennym funkcjonowaniu w zgodzie. Niestety często ten system wyćwiczonych ról utrwala bardzo negatywne wzorce. Kto nie zna jakiejś nadopiekuńczej matki, która nadskakuje leniwemu synowi, który nie potrafi i przede wszystkim nie chce sam o siebie zadbać? Kto nie zna dziecka, które mimo trzydziestki na karku wciąż potulnie wykonuje wszystkie polecenia rodziców i obawia się wykazać asertywnością? To przykłady również sztampowe, ale pokazujące, że kultywowanie starych rodzinnych wzorców niekoniecznie wychodzi komukolwiek na dobre. Dlaczego jednak powielanie tych utartych schematów szkodzi, gdy odwiedzamy dom raz na jakiś czas i zaledwie na kilka dni?

Rodzice zawsze będą rodzicami, dzieci dziećmi, a rodzeństwo rodzeństwem, ale trzeba odnaleźć właściwą równowagę we wcielaniu się w te role, nie pozwolić im grać pierwszych skrzypiec w relacji, która powinna być oparta na szczerości. Słowo granie nie bez powodu kojarzy się ze sztucznością, nawet jeżeli wchodzimy w swoje role naturalnie, bez zastanowienia. A sztuczność nie sprzyja dojrzałej relacji. Dwudziestolatek nie powinien zachowywać się jak dziesięciolatek, a czterdziestolatek jako dwudziestokilkulatek. Nie powinniśmy na powrót stawać się dziećmi, tak samo jak ci z nas będący rodzicami nie powinni traktować dzieci jakby były znacznie młodsze. Relacje muszą się rozwijać, nie mogą stać w miejscu ani magicznie wracać do przeszłości. Wszyscy dojrzewamy, uczymy się życia, uczymy się też, jak być lepszymi dziećmi i lepszymi rodzicami. Pewne obowiązki, zagrywki czy tematy rozmów powinniśmy zastąpić innymi. Nie tabuizować trudnych tematów, poznawać siebie na nowo, zamiast bazować na tym, co już wiemy, bo ta wiedza w dużej mierze nie będzie już aktualna. Nie oznacza to, że w Święta absolutnie nie możemy kultywować swoich małych rodzinnych tradycji – przygotować wspólnie tego samego dania co zwykle, jak zawsze wybrać się do kina, jeszcze raz obejrzeć Kevina samego w domu czy posłuchać świątecznych piosenek Sinatry. Wszystko dozwolone, ale w odpowiednich ilościach. Ważne by w tych świątecznych zwyczajach nie zagubić siebie, takiego jakim jest się teraz. Rodzinę traktować raczej jak przyjaciół, w których towarzystwie możemy powiedzieć to, co myślimy, zamiast tworzyć między sobą ścianę pozorów i odgrywać co roku to samo przedstawienie. W końcu ile razy można.

1

Kadr z filmu W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju

Fot. materiały prasowe