Kochamy je za niepowtarzalny zapach, za rozrywkę, mądrość i niezawodne towarzystwo. Książki. Lekkie i te ambitne, do pociągu i na spokojny wieczór. Niekoniecznie nowości, ale zawsze lektury warte polecenia. Zobaczcie, co redakcja enter the ROOM czyta w tym tygodniu!

Pustostan, Agnieszka Nietresta-Zatoń. Wydawnictwo Prószyński I S-ka

Debiutancka książka; książka, której autorka bezlitośnie, bez ogródek pokazuje kobiecy los – wbijanie wzroku w odpływ kuchennego zlewu, w muszlę klozetową, czyli codzienność, do której wypadałoby się w końcu przyzwyczaić, ale jednak się nie udaje, choć próby trwają całe życie. Nietresta-Zatoń celuje przede wszystkim w trudne relacje matek i córek, które bardziej skupiają się na dbaniu o pozory, o to, co ludzie powiedzą, a nie o autentyczną więź. Matki – rozczarowane życiem, mężami, którzy są w domu raczej tylko ciałem, ale już nie duchem, miłością i namiętnością, które szybko ulatniają się wraz ze słowami przysięgi małżeńskiej – zaszczepiają córkom swoje zgorzknienie, chcą je chronić, ostrzec, ale robią to w sposób koślawy, bo ciężko im stanąć w oko z prawd. Przyznać się, że coś je ominęło, że same się zgodziły na taki los i w dodatku nieraz swoje frustracje przelewały na niczemu winne dzieci, owoce zwodniczego uczucia. Między nimi a córkami jest bariera, niewidzialna szyba, której żadna ze stron nie potrafi rozbić. I tak tworzy się toksyczna relacja, oparta na wywoływaniu wyrzutów sumienia, trzaskaniu słuchawkami i poczuciu, że i na tym polu się nie udało. Nie udało się być dobrą matką, córką, mimo najlepszych nawet chęci. Bo zajmując się dziećmi 24 godziny na dobę bez pomocy męża narasta frustracja, zmęczenie, które bez wentylu bezpieczeństwa doprowadzą kiedyś do wybuchu, którego nie powstrzyma najsilniejsza matczyna miłość. Autorka trafnie zauważa, że matkom powinno się zakładać tachografy i obowiązkowe przerwy. Z tym, że matki są kobietami, a nie mężczyznami siedzącymi za kierownicą. Kobiety ciągle muszą więcej i nie powinny się spodziewać za swoje wysiłki podziwu. Ale też to kobiety, choć nie wszystkie, w Pustostanie są tymi, które potrafią się wspierać, budować wspólnotę, jeśli nawet nie łączą je więzy krwi, tylko po prostu trafiły na siebie na jakimś etapie życia. Wychowywane do bycia uległymi, dopasowującymi się do otoczenia, do rezygnacji z siebie, jako młode dorosłe muszą się nauczyć odmieniać słowo ja przez wszystkie przypadki, aby nie powielać błędów matek i nie zapomnieć o sobie, nie uwikłać się w związek z kolejnym pokoleniem nieobecnych mężczyzn, którzy do perfekcji opanowali zadawanie przemocy psychicznej, poklepywani przez ojców i kolegów po plecach. To książka, która prowadzi przez kręgi kobiecego piekła, ale też pokazuje, jak się można z niego wydobyć. Na wiele spraw otwiera oczy. Lektura zalecana niezależnie od płci.

Paulina Klepacz

 

O człowieku, który podpalił wiek dwudziesty, choć wcale tego nie chciał, Ian Thornton. Wydawnictwo Marginesy

Johan Thoms, główny bohater powieści Iana Thorntona uważa, że jest winien całemu złu tego świata. Choć to postać fikcyjna, w książce wciela się w rolę szofera, który w dniu zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda miał za zadanie prowadzić feralne auto. Zamach w Sarajewie z 28 czerwca 1914 roku uznawany jest za bezpośrednią przyczynę wybuchu I wojny światowej, a gdyby nie błąd kierowcy, który skręcił w ślepą uliczkę możliwe, że para uszłaby z życiem. Przyczyny tragicznego w skutkach wydarzenia, rzutującego na tragiczną historię ubiegłego wieku, były rzecz jasna bardziej złożone, ale autor postanowił osnuć fabułę wokół jednego fatalisty. Johan przeświadczony o swojej winie zadręcza się wyrzutami sumienia powoli doprowadzając się stanu niezrównoważenia emocjonalnego. Wyrusza w podróż-ucieczkę, przemierzając Europę i poznając szereg surrealistycznych postaci, wciąż nie może przestać się obwiniać. Przypominają mu o tym wszystkie nieszczęścia, które po kolei miały miejsce w XX wieku. O człowieku, który podpalił wiek dwudziesty, choć wcale tego nie chciał to pozycja bardzo pokręcona, z wieloma odniesieniami i czarnym humorem, ale też w gruncie rzeczy przygnębiająca.

Magdalena Olszewska

 

Pogrzebany olbrzym, Kazuo Ishiguro. Wydawnictwo Albatros

Jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy brytyjskich, dwukrotny laureat nagrody Bookera, postanowił napisać powieść wręcz tolkienowską. Magiczna atmosfera czasów pamiętających króla Artura w wydaniu autora Okruchów dnia wcale nie jest bajkowa – w ówczesnej Brytanii roi się od ogrów, domniemanych czarownic i bardzo wrednych wieśniaków. Pojawia się nawet smoczyca, choć tak naprawdę największe niebezpieczeństwo czyha na bohaterów w ich własnej pamięci. Stara celtycka para – Axl i Beatrice – wyruszają w podróż, by odnaleźć syna, który mógłby się nimi zaopiekować. Bohaterowie co chwila odkrywają, że w pamięci mają poważne luki – zupełnie nie wiedzą, co i kiedy się wydarzyło, jeśli w ogóle miało miejsce. Pojawia się zwątpienie nawet w to, czy król Artur był dobrym władcą… Ishiguro sięga po legendę, by przestrzec nas przed bezmyślnym postrzeganiem rzeczywistości, pokazuje, czym skutkuje niepamięć o dokonanych zbrodniach. Wykorzystuje gatunek fantasy, by opowiedzieć o konfliktach i powojennych stratach. Wszechobecna w Pogrzebanym olbrzymie mgła, która sprawia, że łatwiej zapomnieć o tym, co w życiu ważne, wcale nie musi być  wytworem fantazji pisarza.

Marta Mitek

1

Fot. Marcos Rodriguez Velo, stylizacja Aleksandra Nowak