Dwóch braci, jedna kobieta, nieuchronny konflikt. To historia stara jak świat. U belgijskiego reżysera rozgrywa się ona w rytmie techno, w akompaniamencie odgłosów wciąganych do nosa chemikaliów i padających na ziemię martwych ciał. Tytułowe Ardeny, malownicze góry w Walonii, nie zachęcają do odwiedzin.

W swoim pełnometrażowym debiucie Robin Pront najpierw zabiera nas do Flandrii. Niewiele ma ona jednak wspólnego z miejscem znanym z obrazów flamandzkich, renesansowych mistrzów pędzla. Szerzy się bezrobocie, jest szaro, brudno i depresyjnie. Skóra ludzi jest jasna, prawie przeźroczysta, obnażana przez zimne światło. Surowe, ponure bryły budynków zawieszone na pustych przestrzeniach wzmagają tylko panujące wśród mieszkańców poczucie wyobcowania. Słońce się nie pojawia, jego niedostatki rekompensuje się zamykając się w klaustrofobicznych kabinach solarium. To nie jest przyjazne miejsce, tutaj frustracje zagłusza się narkotykami i alkoholem.

Właśnie w tej scenerii toczy się akcja filmu Ardeny. Poznajemy dwóch braci. Ekstrawertyczny, porywczy Kenneth właśnie wyszedł z więzienia. Nie był jedynym winnym włamania, ale konsekwentnie chronił swojego brata Dave’a i dziewczynę Sylvie. Teraz może zacząć od nowa, ale tylko pozornie. Konsekwencje złych wyborów nie znikną w magiczny sposób. Od nowa chcieliby zacząć też Sylvie i Dave. Pod nieobecność Kennetha bardzo się do siebie zbliżyli, obawiają się jednak zdradzić, że są parą. Od początku wiemy, że historia tej połączonej zawiłą i niejednoznaczną relacją trójki nie może skończyć się dobrze.

1

Dave i Kenneth diametralnie się różnią. Pierwszy jest skryty, wycofany, unika konfrontacji. Jego sposobem na pokutę za stare grzechy jest milczenie i niewychylanie się, rozstanie ze starymi nałogami. Kenneth nie potrafi trzymać się w ryzach, jest impulsywny i destrukcyjny – nie tylko dla siebie, ale i dla otoczenia. Mówi, że chce spróbować jeszcze raz i zmienić swoje życie, ale nie jest w stanie zmodyfikować własnych zachowań. Między braćmi widać wyraźny kontrast, ale i ich relacje opierają się na skrajnościach. Przywiązanie ściera się z trudną do wyrażenia złością, braterska miłość ze zdradą. Żadne uczucie nie funkcjonuje tu na zasadach wyłączności, mieszają się ambiwalentne postawy.

Belgisjki reżyser stopniuje napięcie. Na początku serwuje nam dramat psychologiczny, który w drugiej połowie coraz wyraźniej przekształca się w thriller. Do punktu kulminacyjnego dochodzi nie gdzie indziej jak w tytułowych Ardenach. To właśnie w te góry bohaterowie jeździli jako dzieci. Kenneth w pewnym momencie mówi, że chciałby wrócić do tego beztroskiego dzieciństwa. Prawdziwy powrót nie ma jednak w sobie nic z sielanki. Reżyser daje znać, że nie da się zamienić życia w czystą, białą kartkę. Nowy początek to mit, w który przyjemnie wierzyć, dopóki jednak nie rozliczymy się z przeszłością i jej nie zaakceptujemy, nie damy rady pójść dalej.

2

Zawsze odczuwałem duchowe pokrewieństwo z ludźmi z marginesu społecznego, którzy – świadomie lub nie – dążą w stronę skrajności. Łatwo byłoby przedstawić Kennetha jako „tego złego”, nie to interesuje mnie jako reżysera. Chciałem przyjrzeć się szarościom pomiędzy dobrem i złem, zadać sobie pytanie, dlaczego ludzie są tacy, jacy są i robią to, co robią – komentuje Robin Pront.

Film powstał na bazie sztuki napisanej przez Jeroena Percevala (odtwórcę roli Dave’a i współautora scenariusza). I choć historia została przełożona na potrzeby filmu, czuć w niej pewną teatralność. Niekoniecznie w złym tego słowa znaczeniu. W Ardenach jest coś pierwotnego; podskórnie sugerującego, by w naszej świadomości pojawił się biblijny Kain i Abel czy targani sprzecznymi motywami szekspirowscy bohaterowie. Bo spór między braćmi, ich trudna miłość niepozbawiona zazdrości i brutalnego obnażania wzajemnych słabości, ma w sobie coś uniwersalnego.

4

W filmie znalazło się więc miejsce na uniwersalność, na łzawą pompatyczność – na szczęście nie. Znalazło się również miejsce na wiele mniej i bardziej drobnych smaczków – absurdalny, czarny humor, wyjątkowo dobrze dopasowany podkład muzyczny, świetne kadry. Każdy z tych elementów tworzy nietypowy klimat obrazu. Pront stworzył film ponury i absorbujący jednocześnie. Belg mimo drobnych potknięć pokazał, że ma potencjał, ciekawe, co z tym potencjałem zrobi.

Ardeny trafią do polskich kin 5 lutego. Redakcja enter the ROOM objęła patronat medialny nad tytułem.

8

Fot. materiały prasowe