Rada Europy szacuje, że do 2050 roku liczba uchodźców klimatycznych może wynieść 150 milionów, część ekspertów mówi nawet o 250 milionach. Ale migracje klimatyczne to nie problem przyszłości. Już dziś ludzie są zmuszeni opuszczać swoje domy, które znikają pod wodą lub są otoczone spaloną słońcem ziemią, która nie da nigdy plonów.

Wyobrażacie sobie rodziny, które uciekają ze swoich domów, bo wyspa, na której mieszkały zmniejszyła się z 65 kilometrów kwadratowych do zaledwie 25? Wyobrażacie sobie prezydenta niewielkiego, odwiedzanego przez bogatych turystów państwa apelującego do obcego rządu, by sprzedał mu ziemię, na której mogliby zamieszkać jego rodacy, bo ta ich znika pod wodą?

To niestety nie jest fabuła powieści science fiction. To realna sytuacja Kutubdii, wyspy należącej do Bangladeszu. Jeżeli będzie się ona pogarszać, to mieszkańcy zalewanego obszaru będą wkrótce chcieli sie przedostać do Indii, a te – już przeludnione  prawdopodobnie ich nie przyjmą. Podobnie jest z Malediwami, czyli rajem, który chętnie odwiedzają bogaci mieszkańcy Zachodu. Od dawna słyszymy, że Malediwy są zalewane, ale bardziej przejmujemy się tym, że zniknie wakacyjna miejscówka niż tym, że swoje domy straci prawie 400 000 osób. Sytuacja ludzi najbardziej poszkodowanych w wyniku zmian klimatu jest dramatyczna.

Kim są uchodźcy nazywani klimatycznymi lub ekologicznymi? Termin został użyty po raz pierwszy w roku 1976 przez Amerykanina, Lestera R. Browna i odnosił się do osób, które będą zmuszone do migracji ze względu na zmiany klimatyczne. Prawa uchodźców klimatycznych nie są jednak chronione zapisami Konwencji Genewskiej, ponieważ w momencie jej powstawania problem ten jeszcz nie istniał na szeroką skalę. W związku z tym, ludzie ci są dziś często pozostawieni na pastwę losu.

1

Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji wyróżnia trzy typy migrantów klimatycznych. Pierwsi – tymczasowi  opuszczają swój dom, uciekając np. przed powodzią, ale wracają, gdy zagrożenie mija. Drudzy – przymusowi – migrują ze względu na trwałe zmiany w ich otoczeniu (np. erozja wybrzeżą), które nie tylko utrudniają im życie, lecz także mu zagrażają. Trzeci – zmotywowani ekonomicznie – zmieniają miejsce zamieszkania, by uniknąć problemów takich, jak zmiejszanie się ilości plonów związane z pustynnieniem okolicy.

Wyobrażacie sobie prezydenta niewielkiego, odwiedzanego przez bogatych turystów państwa apelującego do obcego rządu, by sprzedał mu ziemię, na której mogliby zamieszkać jego rodacy, bo ta ich znika pod wodą?

Ocieplenie klimatu zmienia diametralnie życie ludzi mieszkających nie tylko w gorącej Azji Południowo-Wschodniej czy Afryce. Równie źle jest na Północy. Na Alasce topnieje wieczna zmarzlina, w związku z tym zniszczeniu ulegają oczyszczalnie ścieków, a domy zaczynają się zapadać. W Mongolii już teraz około ¼ ludności porzuciła życie nomadów ze względu na pustynnienie i wyjątkowo mroźne zimy. Ci ludzie zamieszkują dziś dzielnice nędzy. A to dopiero początek problemów.

Analizy Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) wskazują, że już w ciągu najbliższych 10 lat ocieplenie klimatu sprawi, że 207 milionów mieszkańców Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji zostanie bez wody. Eksperci przewidują też, że do 2100 roku ilość plonów z upraw w Afryce zmaleje aż o 90%. Nawet jeżeli najgorsze scenariusze się nie sprawdzą, nie ma się co łudzić – dobrze nie będzie. Czy jest szansa, aby odwrócić taki bieg wydarzeń?

2

Nie tylko w Polsce nie traktuje się zmian klimatycznych wystarczająco poważnie. Tymczasem to, co zostało ustalone na szczycie klimatycznym w Paryżu, prowadzi i tak do podwyższenia temperatury o 3,5 stopnia Celsjusza jeszcze w tym stuleciu, co praktycznie oznacza koniec świata, który znamy. Potrzebujemy znacznie bardziej radykalnych działań, jeśli chcemy ocalić planetę dla naszych dzieci. Jednak, jak się wydaje, ta wiedza nie przenika wciąż do opinii publicznej – komentuje Jaś Kapela, poeta i pisarz, publicysta Krytyki Politycznej.

Dlaczego o klimat pytamy akurat Kapelę? Pisarz jako reprezentant Polski uczestniczy w międzynarodowym projekcie Stacje Pogody, którego celem jest zwrócenie uwagi ludzi na problemy klimatyczne za pośrednictwem literatury. Czy to właśnie ona ma szansę zmienić nasze postawy? Kapela wierzy, że tak.

Literatura sprawia, że stajemy się bardziej empatyczni, pozwala nam rozumieć rzeczy bardziej abstrakcyjne i osobiście nam odległe. Ale oczywiście sama literatura nie wystarczy. Choćby z tego prostego powodu, że większość ludzi nie czyta książek. Z drugiej strony literatura/narracje są obecne w naszym życiu, nawet jeśli nic nie czytamy. Zależnie od tego, czy opowiadamy sobie historię o Syryjczykach, którzy musieli uciekać przez zmianami klimatu, za które świat zachodni jest odpowiedzialny, czy o dzikich islamistach, którzy chcą bezcześcić nasze kobiety, możemy inaczej ich traktować. Więc sama literatura nie stanowi odpowiedzi, ale to, jakie historie sobie opowiadamy, już tak. W ramach Stacji Pogody próbowaliśmy znaleźć nowe sposoby mówienia o zmianach klimatycznych, takie, które angażowałyby ludzi. Ciągle mało kto jest świadomy, że np. wojna w Syrii wybuchała po trzech latach trwającej tam suszy. Nasilające się zmiany klimatyczne, a co za tym idzie uchodźcy wydają mi się nową normalnością, niestety nie wygląda na to, żebyśmy potrafili właściwie i adekwatnie na te procesy reagować – tłumaczy pisarz i publicysta.

Co Zachód może zrobić, by pomóc obecnym i przyszłym uchodźcom klimatycznym? Najważniejsze jest nagłaśnianie problemu. Ociepleniu klimatu muszą zacząć przeciwdziałać nie tylko organizacje ekologiczne, ale i rządy państw. Czas też, by organizacje międzynarodowe usankcjonowały prawnie sytuację uchodźców klimatycznych. A my? Powinniśmy dbać o środowisko jak tylko możemy. Codziennie. Drobne działania też są ważne. To ich suma decyduje o sytuacji globalnej. Powinniśmy być świadomi. I jeszcze jedno – powinniśmy otworzyć się na Obcego. Bo jak na tę chwilę, Polacy właśnie z tym mają największy problem. 

3

Fot. materiały prasowe inicjatywy Nansen, nanseninitiative.org