Miała siedemnaście lat, kiedy postanowiła wyjechać do Londynu i zacząć pracę w studiu fotograficznym. Na miejscu okazało się o jakie zdjęcia chodzi. Jo Broughton za dnia asystowała, sprzątała i robiła kawę. Kiedy studio było już puste, fotografowała scenografie sesji pornograficznych.

W szkole bywało rożnie. Dysleksja i jąkanie od początku były dla Jo największą przeszkodą. Za to dość wcześnie odkryła swoje zamiłowanie do sztuki. Kiedy trafiła na ogłoszenie o pracy w studiu fotograficznym, wiedziała, że to szansa dla niej. Nie mogła od razu wynająć mieszkania, więc jeszcze przed wyjazdem umówiła się z szefem studia, że na początku w nim pomieszka. Dopiero na miejscu zorientowała się, że będzie pracować przy sesjach do magazynów pornograficznych, gdzie do jej głównych zadań należało parzenie kawy i herbaty dla ekipy. Życie w studiu kompletnie odbiegało od normalności, dostarczając Jo wielu ciekawych obserwacji – w czasie przerw obiadowych aktorki byłe nagie (ubrania mogłyby zostawić mało atrakcyjne odgniecenia na ciele), często przychodziły na sesje z mamami czy chłopakami. W wolnych chwilach Jo szkicowała, a jej głównymi obiektami były fotografowane sceny. Po zdjęciach zostawała sam na sam z pustą scenografią. Proste kompozycje, kadry zgrane zarówno kolorystycznie, jak i tematycznie wychodzą tym razem na pierwszy plan. Kiczowate, satynowe pościele, różowy total look, szkolna klasa, gabinet lekarski czy dżungla. Broughton na swoich zdjęciach kontrastuje erotyczną scenerię z standardowymi elementami wyposażenia studia. Tła, blendy, lampy i kubiki stanowią przeciwwagę dla często abstrakcyjnych scenografii. Ponadto opuszczony plan pozostawia intrygujące ślady użytkowania – pognieciona pościel, dildo na szafce czy rzucone byle gdzie buty pozwalają puścić wodze fantazji. Odbiór nie jest zawsze jednoznaczny. To zabawne, często groteskowe, ale też pełne samotności i sztuczności kadry.

6

 

1

 

3

 

4

 

5

Fot. Jo Broughton