Słodki obłok na patyku. Wspomnienie dzieciństwa. Rekwizyt z komedii romantycznych. Element popkultury. Sam cukier. Jak każda słodkość na początku cieszy, ale kiedy przesadzimy, zaczyna mdlić. Dosłownie i w przenośni. Wata cukrowa to temat przewodni enter the ROOM w lutym.

Pamiętacie? Na pewno pamiętacie. W dzieciństwie to był prawdziwy rarytas. Wata cukrowa na patyku. Ciepła, pachnąca, jedzona od święta. 100% cukru w cukrze, w dodatku układającego w jakiś magiczny sposób w słodką chmurę. Co z tego, że lepiły się od niej ręce i wszystko dookoła. Kupowało się ją na przykład w wesołym miasteczku jako zwieńczenie zabaw na karuzeli. Jednak jak wiemy od nadmiaru słodyczy, jak i wrażeń na diabelskim młynie lub kolejce górskiej może zacząć mdlić. Ze słodyczami, zabawą, kolorami jest tak, że trzeba znać umiar, bo łatwo o przesyt, kicz, infantylizm, z czego obficie korzysta popkultura, balansując na styku dobrego smaku i przegięcia, uwodząc nas swoją nieostrością, masowością, łatwością odbioru, czasem oczywiście pozorną. 

Na pomysł waty cukrowej, a właściwie maszyny do jej wytwarzania, wpadli w 1897 roku dwaj producenci cukierków z Tennessee William Morrison i John C. Warton. Czarodziejska przędza, bajkowa nić, fairy floss, cotton candy. Obłok z tysięcy krystalicznych nici cukru będącego jego jedynym składnikiem, który kojarzy się z beztroską, dzieciństwem, choć z dziećmi nie jest łatwo. Młodzi ludzie odkładają obecnie decyzję o ich posiadaniu, bo ciągle coś: kariera, niesprzyjające warunki ekonomiczne, strach przed odpowiedzialnością i niepewność, co z takiego małego człowieka wyrośnie, czy uda się być dobrymi rodzicami. A może mają syndrom Piotrusia Pana albo księżniczki i najzwyczajniej sami nie potrafią dorosnąć, więc jak tu mieć dzieci. 

Wata cukrowa na patyku. Ciepła, pachnąca, jedzona od święta. 100% cukru w cukrze, w dodatku układającego w jakiś magiczny sposób w słodką chmurę. Co z tego, że lepiły się od niej ręce i wszystko dookoła.

Do myślenia o dzieciach potrzeba zwykle dwójki zakochanych ludzi. Luty to w końcu miesiąc miłości, może więc czas poszukać drugiej połowy, choć wielu z nas już się na uczuciach sparzyło, na początku jest słodko, ale później kończy się gorzkimi łzami. I niby mamy różne aplikacje, które ułatwiają znalezienie idealnego partnera, ale i sprzyjają zdradzie a skoro jest taka opcja, to niektórzy nie potrafią się oprzeć i z niej nie skorzystać. Można więc bać się niewierności własnej lub cudzej czy też tego, że miłość odbierze nam rozum i zamiast niego będziemy mieć watę, będziemy jak te pary, które jeszcze niedawno wyśmiewaliśmy: będzie szeptanie miłych słówek do ucha, wymyślanie najsłodszych zdrobnień i przezwisk, spijanie sobie z dzióbków. Jednak miłość to nie tylko czułość, ale i pożądanie, które prowadzi do seksu, a ten może być waniliowy i nie ma w tym nic złego, nie trzeba od razu praktykować BDSM. Co innego, kiedy partner w łóżku zaskoczy nas klapsami czy podduszaniem, na co wcześniej się nie umawialiśmy. Powiemy więc o nieoczekiwanych zmianach akcji w seksie, ale i o seksualności współczesnej młodzieży, która nie jest niewinna, nie marzy o romantycznym pierwszym razie, ale bez zahamowań zbiera różne seksualne doświadczenia, organizuje sobie orgie. Opowiada o tym film Bang Gang, któremu patronujemy. Jego reżyserka, Francuzka Eva Husson, w subtelny sposób pokazuje odważne zachowania nastolatków, w czym pomaga jej klimatyczna scenografia, ciepłe światło, leniwe przesuwanie się kamery po pięknych nagich ciałach.

Nagość bywa bardziej niewinna niż ubranie. Styl lolitki, już nie dziewczynki, jeszcze nie kobiety, wystawiającej nagie ramię, noszącej kuse cukierkowe sukienki, dwuznacznie jedzącej lody może podniecać. Rozerotyzowane dziewczynki, nimfetki, nie wiadomo, czy to one gubią mężczyzn, wodzą na pokuszenie czy ich seksualność kryje się w męskim spojrzeniu, które widzi to, co chce widzieć. Podążymy więc za lolitą, może tą z powieści Nabokova z postojami w przydrożnych amerykańskich knajpach, gdzie czas zatrzymał się w słodkich latach 50. Dekoracje są ważne, zwłaszcza w popkulturze. Kolorami tego roku Pantone ogłosiło pastelowy róż i niebieski, które wpisują się w nasz tematRose Quartz i Serenity mają być antidotum na stresy współczesnego świata. Dlatego znajdziemy dla Was przedmioty codziennego użytku, jaki i po prostu cieszące oko, które przyniosą ukojenie. Oczami też jemy, słodycze muszą być ładne, aby nasze ślinianki zaczęły pracować. Nie bójcie się jednak mdłości. Będziemy wprawdzie mówić o różnych przyjemnościach, przywoływać słodkie dziecięce wspomnienia, ale słodycz łączy się przecież z goryczą, Eros z Tanatosem, przyjemności bywają grzeszne i są obciążone wyrzutami sumienia. Cukrowa wata tuczy i poprawia humor. Niby jest tylko z cukru, ale u nas jej smak będzie się zmieniał.

Opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM