Miłość. Czy wciąż jest dla nas najważniejsza? Czy może jednak seks? Jak kochają milenialsi? Dlaczego opóźniają decyzje o założeniu rodziny? Czy to wyraz odpowiedzialności, czy raczej objaw syndromu Piotrusia Pana? Żyjemy w kulturze szybkich randek, jednorazowego seksu, perfekcyjnego zrywania, a może tak naprawdę wciąż szukamy tej jedynej wymarzonej, romantycznej miłości?

You only live once. Chyba współcześni 20- i 30-latkowie – czyli milenialsi, urodzeni jeszcze w erze analogowej, ale w większości świetnie odnajdujący się w wirtualnych warunkach – mocno wzięli sobie do serca to stwierdzenie. I chcieli by mieć wszystko, bo życie jest tylko jedno i trzeba je jak najlepiej wykorzystać. Chcą więc robić karierę, ale i mieć wystarczająco dużo wolnego czasu na życie osobiste, budowanie różnych relacji, podróżowanie, rozwijanie swoich pasji. Tylko czy da się to pogodzić? I jak w tym wszystkim plasuje się miłość? Czy jest ważna? Jakie są wobec niej oczekiwania? Pamiętajmy, że milenialsi wychowali się na komediach romantycznych z lat 90., jak i napatrzyli się na małżeństwa swoich rodziców – często nudne w ich mniemaniu lub nieudane, będące wynikiem zbyt pochopnie podjętych decyzji, powodowanych porywami serca. Więc milenialsi powinni być trochę romantyczni, ale i sceptyczni wobec związków. Związki muszą być partnerskie, spełniać szereg oczekiwań, pasować do ładnego obrazka życia niczym z Instagrama – sukces w pracy, modne ciuchy, designerskie gadżety, atrakcyjny pod wieloma względami partner czy też taka partnerka. Niestety budowanie takiej ładnej fasady często kończy się płaczem i pustką w środku. 

Wracając do samej miłości, warto może spojrzeć na badania. Według tych przeprowadzonych przez portal randkowy Sympatia.pl z okazji tegorocznych Walentynek polscy milenialsi uważają, że na miłość i poważne związki mają czas. Eksperymentują, wykorzystują aplikacje i serwisy randkowe, ale do znajomości zawieranych za ich pośrednictwem mają dość swobodny stosunek. 53% ankietowanych obu płci uważa, że to mężczyzna powinien zapraszać kobietę na randkę, więc generalnie są tu dość tradycyjni, podobnie jak w innych przekonaniach. Miłość to dla nich najważniejszy budulec związku, choć ważne, aby mieć też podobne poglądy i zainteresowania. Większość milenialsów chce założyć rodzinę i mieć dzieci (9 na 10 badanych), chociaż się do tego nie spieszą, chcą być na to w 100% gotowi, co można uznać za dojrzałe myślenie. Deklarują przy tym otwartość na uczucie, budowanie związku, a w przyszłości jego sformalizowanie, czyli zawarcie małżeństwa. Pewnie inaczej to wszystko wygląda w dużych miastach, gdzie można bardziej przebierać w partnerach, a inaczej w mniejszych, gdzie zdecydowanie w młodszym wieku bierze się ślub (przed 25. rokiem życia, podczas gdy w większych miastach bliżej 30.). 

Boimy się, że zainwestujemy czas i uczucia w niewłaściwą osobę. No love, no problem? Ale jednak gdzieś tam w głębi tych problemów pragniemy.

Niezależnie jednak od miejsca zamieszkania, wydaje się, że szukamy tej miłości z komedii romantycznych. Świadczyć może o tym globalna popularność kolumny Modern Love z New York Timesa, gdzie publikowane są prawdziwe historie miłosne nadsyłane przez czytelników. Choć wydawałoby się, że żyjemy w kulturze hook-up, one-night stands, to między szukaniem tych jednorazowych przygód kryje się potrzeba miłości. Jednak dziś chyba łatwiej o szybki seks, łatwiej zrzucić przed kimś ubranie niż obnażyć swoje wnętrze, to jest dla nas najbardziej intymna strefa. Choć oczywiście fajnie, że możemy mieć po prostu seksualne relacje, jeśli w danym momencie życia właśnie tego chcemy i nie powoduje to żadnej stygmatyzacji. Aczkolwiek wielu z nas jest już zniechęconych przez nieudane relacje, boimy się, że zainwestujemy czas i uczucia w niewłaściwą osobę (bo nawet wtedy, kiedy szalejemy z miłości, to chcemy mieć z tego wymierne korzyści, bo to jedno życie i tak dalej). No love, no problem? Ale jednak gdzieś tam w głębi tych problemów pragniemy. Więc z jednej strony seks, a z drugiej miłość. Bo w związku oba te czynniki są ważne, ale my jakoś między nimi się miotamy, różnie nam wychodzi ich łączenie. Według portalu randkowego OkCupid, który porównał nasze miłosne zachowania z roku 2005 i 2015, miłość cenimy bardziej niż seks i to się nie zmieniło w ciągu tych 10 lat. Co więcej, okazało się, że mniej osób niż wcześniej uprawia obecnie seks na pierwszej randce, ale seks przed ślubem to praktycznie już norma i tu zanotowano wzrosty. Większość ankietowanych stwierdziło, że bardzo ważne jest dla nich to, jak układa się im życie seksualne z partnerem i od tego często zależy ich decyzja o zawarciu małżeńswa. Choć oczywiście wiemy, że świetny seks nie wystarczy do utrzymania związku, ale wiemy też, że nieporozumienia na tym polu bywają poważną rysą na szkle. Dla niektórych świadomość tego wszystkiego, zdawanie sobie sprawy, że życie razem do grobowej deski wymaga wielu poświęceń wywołuje lęk przed budowaniem relacji, przed miłością. Niby byśmy chcieli przeżyć historię jak z komedii romantycznej zwieńczoną najpierw piękną ceremonią ślubną, a potem wspólną trumną, ale to trudne i może się mimo wszystko nie udać, możemy wybrać niewłaściwą osobę itp. 

Do tego dochodzi jeszcze wirtualny świat, który ma wpływ na nasze związki. Dla części ludzi jest narzędziem do zawierania znajomości, kusi możliwością znalezienia partnera idealnego, skrojonego na miarę naszych potrzeb lub przynajmniej kogoś na jedną noc. Bo jeśli nawet jesteśmy sceptyczni, co do tego, czy można znaleźć miłość online, to na przykład łatwiej w ten sposób utrzymać związek na odległość, można być stale w kontakcie. Jednak łatwy dostęp do aplikacji typu Tinder umożliwia też bardziej niż kiedykolwiek zdradę. Więc miłość w czasach internetu wydaje się być bardziej zagrożona. Zmieniło się też pojęcie zdrady czy też stało się bardziej nieostre. Bo czy flirtowanie online to już zdrada? A wirtualny seks? Z drugiej strony nowoczesne technologie pozwolają nam też kontrolować poczynania partnera lub partnerki w sieci, czasem łatwiej wykryć niewierność niż w czasach analogowych, choć bywa to pułapką.

Mimo wszystko miłość wydaje się byc wartością wciąż niezachwianą. Czasem odkładaną na bok, ale z nadzieją, że kiedyś znajdziemy na nią czas, jak i ją samą. Bywa, że mylimy ją z pożądaniem i odwrotnie. Wciąż uczymy się, jak ją realizować w wirtualnym świecie. I może tylko czasem szkoda, że nie piszemy już do siebie miłosnych listów. Nie ma miejsca na wzdychanie, czekanie na listonosza, miętolenie wyczekanego kawałka papieru. Za to w każdej chwili możemy połączyć się z ukochaną osobą i wysłać jej serduszko czy inną emotikonę jako dowód, że stale o niej myślimy. Takie czasy. 

modern love1 

Opracowanie graficzne Małgorzata Stolińska dla enter the ROOM na podstawie kadrów z serialu Love (Netflix) i filmu Blue Valentine