Mieliśmy z niego wyrosnąć, miał już do nas nie wrócić, a tymczasem pojawia się nawet u tych, którzy wcześniej się z nim nie zmagali. Trądzik 25+ to zmora pokolenia zapracowanych, zestresowanych i źle odżywiających się ludzi. Choć nie tylko. Czy da się z nim wygrać?

Ciało i umysł. Wiemy, że wzajemnie na siebie wpływają. Panując nad ciałem, czujemy, że panujemy nad swoim życiem. Dlatego ćwiczymy, dbamy o dietę albo odchudzamy się aż do przesady, poprawiamy to i tamto chirurgicznie. Jednak wszystko zaczyna się w głowie. I nawet najbardziej zadbane ciało może zacząć nam dawać znać, że coś jest nie tak, że wcale nie mamy nad nim zupełnej kontroli, że są problemy, które spychamy, których nie chcemy dostrzegać, ale one same nie znikną. Wysypka, bóle w stawach, bóle brzucha. Są choroby, które bardzo często mają przyczyny psychosomatyczne. Mówi się o chicagowskiej siódemce czy też klasycznej siódemce Aleksandra (od nazwiska lekarza Franza Aleksandra, który je wyróżnił), ale pewnie można by naliczyć znacznie więcej chorób i stanów spowodowanych naszym nieradzeniem sobie z emocjami. W skład siódemki wchodzą: astma oskrzelowa, zespół jelita drażliwego, wrzody żołądka i dwunastnicy, reumatoidalne zapalenie stawów, nadciśnienie tętnicze, nadczynność tarczycy, atopowe zapalenie skóry. 

Trądzik też może być reakcją skórną zestresowanego ciała. Oczywiście najpierw nie dowierzamy, że w ogóle znów go mamy albo że dopada dawno po okresie dojrzewania. Po pierwszym szoku zaczyna się zwykle bieganie od lekarza do lekarza. Jedni winią hormony (np. za dużo testosteronu u kobiet) lub receptory nerwowe nadwrażliwe na teoretycznie prawidłowy ich poziom, więc przepisują środki hormonalne, inni aplikują antybiotyki, a w ostateczności retinoidy mocno obciążające wątrobę. Do tego silne specyfiki do stosowania zewnętrznego, które podrażniają i wysuszają naskórek będący i tak w opłakanym stanie. I co? Może pojawić się jakaś poprawa, coś się może wyciszyć, ale problem nawraca lub w ogóle nie da się go zwalczyć. Nie pomaga zmiana diety, odstawienie kofeiny, cukru (choć ten bywa wrogiem naszej skóry i może powodować wypryski na twarzy, czyli tzw. sugar face, a także osłabia wiązania kolagenowe, prowadząc do wiotczenia i szybszego starzenia się skóry). Przegrana sprawa?

Trzeba wziąć głęboki oddech. Zamartwianie się stanem skóry może tylko nasilić problem. Trudno się nim jednak nie przejmować. W zależności od typu naszej skóry i innych czynników niedoskonałości mogą pojawić się na twarzy, szyi, plecach... Kiedy je zauważymy, warto się przebadać na wszystkie strony, ale przy okazji należy zrobić rachunek sumienia i odpowiedzieć sobie samemu na pytanie, jak to u nas jest ze złymi emocjami, z codziennym stresem. Czy go rozładowujemy, czy raczej zamiatamy pod dywan i z dnia na dzień snujemy się coraz bardziej zniechęceni do życia, obsypani krostkami. Wysiłek fizyczny to jeden z najlepszych sposobów na rozładowanie nagromadzonego w nas napięcia. Sporo osób z problemami skórnymi jednak go unika, ponieważ boją się, że pot, rozgrzanie ciała itp. tylko pogorszą kondycję skóry. Tymczasem właśnie chodzi o to, żeby się zrelaksować, spuścić ciśnienie. Co więcej pocenie się to naturalny sposób naszego organizmu nie tylko na regulację gospodarki wodnej i temperatury ciała, lecz także autooczyszczania się. Przez skórę wraz z potem usuwany jest nadmiar toksyn, sebum, a więc naprawdę dobrze się wypocić. Oczywiście tuż po uprawianiu sportu naszej skórze należy się porządny prysznic z użyciem antybakteryjnego środka, np. kostki do mycia bez mydła SebaMed

Nasza walka z trądzikiem powinna się więc zacząć od dokładnego przebadania, znalezienia sposobu na radzenie sobie ze stresem, obniżenie napięcia, być może potrzebna będzie też pomoc psychologa czy terapeuty i nie należy jej unikać. Należy też uzbroić się w cierpliwość, ponieważ leczenie dolegliwości skórnych trwa długo. Pewnie będzie trzeba zmienić część nawyków pielęgnacyjnych, na przemian walczyć ze stanami zapalnymi i bliznami, nawilżać i natłuszczać łuszczący się naskórek, dbać o jego odpowiednią regenerację, jak i oczywiście maskować niedoskonałości, co bywa nie łatwe. Podobnie jak znalezienie odpowiadających naszej skórze leków i kosmetyków. Niektórzy twierdzą, że jest to kluczowe, bo zmagania z dorosłym trądzikiem są już na całe życie i pozostaje się do tego przyzwyczaić, wiedzieć, co robić, kiedy objawy się zaostrzają. Są i tacy, którzy uważają, że da się go wyleczyć dzięki kompleksowemu podejściu i zmianie nastawienia do życia, jak i samego problemu skórnego. 

tradzik cera kosmetyki tolpa lierac

Skóra z problemami to zwykle skóra, która w ciągu dnia pokryta jest warstwami makijażu maskującego, a więc w grę wchodzi korektor, podkład silnie kryjący i prawdopodobnie matujący, puder (choć wiadomo, że skórze lepiej posłużyłaby rezygnacja z makijażu, to też trudno się dziwić osobom zmagającym się z trądzikiem, że mogą chcieć go zatuszować, zwłaszcza, że media z pryszczatymi osobami nas nie oswajają, wszystko jest gładkie i lśniące). Kiedy już tylko znajdziemy się w domu, trzeba to dokładnie zmyć. Kilkustopniowy demakijaż to absolutna podstawa. Mycie skóry trądzikowej kończy się często wielkim szorowaniem, peelingowaniem, co zwykle zaostrza tylko stany zapalne, może prowadzić do przesuszenia skóry. A trzeba wiedzieć, że ta zestresowana, rozogniona potrzebuje przede wszystkim ukojenia. Dlatego w takim przypadku sprawdzą się raczej żele myjące (tu mogę polecić odświeżający żel Origins Zero Oil zwężający pory i zapobiegający świeceniu się skóry), pianki. Warto stosować maski, np. z białą glinką, ale i silnie nawilżające (np. niebieska GlamGlow Thirstymud), regenerujące. Powermud GlamGlow z kolei opiera się na błocie i oleju. Po kilku minutach zwilżonymi palcami możemy wykonać relaksująco-oczyszczający masaż twarzy, a maska w dotyku będzie niczym olejek. Po wszystkim nasza skóra powinna być zrelaksowana, aksamitna ze zwężonymi porami. Podczas zabiegów oczyszczających wodę z kranu można zastąpić letnim naparem z ziół. O delikatnym oczyszczaniu warto pamiętać również rano!

Jeśli aktualnie stan mojej skóry jest fatalny, to po dokładnym oczyszczeniu następuje czas na silne środki jak dostępny na receptę roztwór Atrederm. To bardzo silnie działający lek zawierający retinoid tretinoinę. Raczej nie stosuję go na twarz, ewentualnie punktowo na jakieś koszmarne przypadki. Za to nałożony na wacik jest dobry do przetarcia takich partii ciała jak plecy czy dekolt. Ma działanie złuszczające, przeciwzapalne, radzi sobie ze zwalczaniem zaskórników. Jeśli aplikuję go wieczorem, to następnego dnia rano mocno nawilżam skórę regenerującym balsamem np. przeznaczonym do skóry atopowej, wrażliwej. Naturalnie używając tak mocnego środka jak Atrederm nie można się opalać i trzeba stosować wysokie filtry przeciwsłoneczne, aby uniknąć przebarwień. Alternatywą dla Atredermu jest roztwór keratolityczny z hydrokwasami i cynkiem marki Lierac, którym najlepiej przetrzeć twarz przed aplikacją kremu czy serum. Roztwór reguluje produkcję sebum, odblokowuje i zwęża pory, przyspiesza gojenie się zmian zapalnych. 

Kolejny krok w moim przypadku to użycie lekkiego serum, na przykład Kiehl's Midnight Recovery Concentrate. Kilka jego kropel rozgrzewam w dłoni i aplikuję na jeszcze lekko wilgotną skórę, delikatnie uciskając ją opuszkami. Midnight Recovery oparty jest na bazie naturalnych olejków, między innymi lawendowym, który zapewnia relaksujący zapach. Zmagając się ze skórą trądzikową, która jest teoretycznie tłusta, unikamy olejków. Oczywiście niektóre są zbyt ciężkie, np. kokosowy nie zawsze służy i może blokować pory, ale nie warto z nich zupełnie rezygnować, bo to źródło bogatych, silnie odżywczych substancji, a oleista formuła dobrze się wchłania. Wart polecenia jest na przykład olejek z tamanu z ekstraktem z krwawnika polskiej marki iossi produkującej kosmetyki naturalne. Jest bardzo dobry na stany zapalne i pomaga w gojeniu się blizn. Jednak jest dość tłusty, ale można go rozcieńczyć wodą i generalnie stosować miejscowo. Inne lekkie serum o działaniu naprawczym i wygładzającym skórę, które warto wypróbować to Biofiusion z witaminą C 5% marki Yonelle opierającej swoje kosmetyki na technologii "druga skóra". Jest to co prawda produkt 40+, ale świetnie sprawdza się w przypadku każdej skóry podrażnionej, poszarzałej (ach ta witamina C) i bardzo dobrze się wchłania.

Jeśli moja skóra twarzy jest podrażniona, staram się kilka razy dziennie stosować bogaty, kojący krem. Na przykład lipidowy krem regenerujący z serii tołpa dermo atopic. Generalnie cała ta seria zawierająca jeszcze płyn do kąpieli, kosmetyki do demakijażu czy balsam do ciała bardzo dobrze i szybko koi, odżywia i jeszcze subtelnie i przyjemnie pachnie. Wieczorem można też nałożyć złuszczający krem z 10% kwasem migdałowym z kolejnej bardzo dobrej serii do skóry trądzikowej, mianowicie zielonej linii T marki Pharmaceris. Przy uporczywych zapalnych niedoskonałościach, jak i pozostałościach trądzikowych sprawdza się TriAcnéal EXPERT od Avène, również przeznaczony do wieczornej pielęgnacji. Na dzień, zwłaszcza jeśli nie muszę stosować makijażu, choć i pod niego mogę polecić emulsję oczyszczającą Eisenberg Paris z formułą dotleniającą Trio-Moléculaire®, który wyrównuje pracę gruczołów łojowych, jak i zapewnia skórze nawilżenie i dotlenienie również niezbędne w procesach regeneracji i produkcji sebum.

Jeśli chodzi o działanie miejscowe, to następuje ono zazwyczaj na koniec wieczornej pielęgnacji po wykonaniu powyższych kroków. Na najbardziej uporczywe stany zapalne lub dopiero zaczynające się rozwijać można zastosować wysuszający koncentrat dwufazowy Lierac bazujący m.in. na kalaminie i kwasie azelainowym nowej generacji, który jest bardzo dobry do likwidowania krostek w zarodku. Nieco lżejszym jak dla mnie środkiem jest punktowy żel na miejscowej zmiany mikrozapalne ze wspomnianej już linii Pharmaceris T, zawierający kwas salicylowy i nadtlenek wodoru.

tradzik cera kosmetyki tolpa lierac 2

Kiedy skóra jest odpowiednio natłuszczona, zregenerowana i sprężysta (warto tu jeszcze wspomnieć o kremie kojącym z linii Pharmaceris T, zawierającym przeciwbakteryjny kompleks Octopirox, który przeznaczony jest do walki z wyjątkowo przesuszoną skórą np. w okolicach nosa, brwi), można przystąpić do maskowania. Nie chodzi tu tylko o wyrównanie jej kolorytu, ale zakrycie rozognionych miejsc, które czasem potrzebują naprawdę kilku warstw. Ważne, aby wszystko to się na twarzy ładnie trzymało i nie powodowało więcej szkody niż pożytku. Warto zacząć od bazy, np. Prime Time od bareMinerals, która przedłuży trwałość makijażu poprzez regulację wydzielania sebum, a przy okazji zawiera kojące ekstrakty roślinne i wygładza skórę, radzi sobie z przesuszonymi miejscami. Potem korektor, np. MAC ma silnie kryjące do zadań specjalnych. I w końcu dwa niezawodne w moim przypadku podkłady: DermaBlend od Vichy i intensywnie kryjący od Pharmaceris. Oba mają płynną konsystencję, ale dość gęstą. Pierwszy z nich bardziej matuje, czasem stosuję go punktowo zamiast korektora. Pharmaceris z kolei jest bardziej kremowy, pozostawia skórę aksamitną z lekkim efektem glow. Na koniec pozostaje jeszcze utrwalić wszystko. Tu godny polecenia jest Almost Powder Clinique w sprytnym kompakcie z pędzelkiem i lusterkiem, a więc idealny do torebki i poprawek w ciągu dnia.  

tradzik cera kosmetyki tolpa lierac 3

Fot. enter the ROOM