Rytuał sprzyjający płodności, przeganianie płanetników, oddawanie czci Perunowi, wypędzanie zła z domowników, otwieranie bram między światami… Brzmi jak dawno zapomniane obrzędy? Każdy z nich jest wciąż żywy, choć niewiele osób pamięta o znaczeniu wykonywanych od pokoleń czynności o charakterze magicznym. Jak wiele w nas z pogan? Jak wiele ze Słowian?

Przyszedł marzec, a wraz z nim czas na… gruntowne porządki. Nie tylko przetarcie kurzu, ale i umycie okien, wyrzucenie zbędnych produktów z półek, przegląd szafy. I choć sprzątamy najczęściej przed Wielkanocą, bo nie wypada przyjmować gości w niewyszykowanym mieszkaniu, porządki robimy i tak przede wszystkim dla siebie. Czyste mieszkanie wypełnione odpowiednio posegregowanymi przedmiotami to czystsza głowa. Trudno nam się zacząć cieszyć w pełni nową porą roku, póki nie oczyścimy i nie usystematyzujemy przestrzeni wokół siebie, póki nie pożegnamy się z przeszłością – nie pozbędziemy się zalegających w szafkach papierów, wydruków z banku, niepotrzebnych już rachunków, ubrań, których już od dawna nie nosimy. Nawet najwięksi przeciwnicy sprzątania prędzej czy później zabierają się do wiosennych porządków. Tylko dlaczego właściwie akurat wiosną, a dokładniej na samym jej początku? Dlaczego czujemy aż tak palącą potrzebę sprzątania akurat w marcu, a nie na przykład w maju, lipcu czy we wrześniu?

Wiosenne porządki to pomysł dawnych Słowian żyjących w sposób cykliczny, dyktowany przez zmieniające się pory roku. Wypędzenie zimy należało do jednego z najważniejszych corocznych zadań. Najpierw topiono, palono bądź rozrywano Marzannę nazywaną też Smertnicą, Maslenicą, Kostromą lub po prostu Śmiercią. W ten sposób skazywano na wygnanie zimę i towarzyszące jej choroby oraz demony. Dopiero po unicestwieniu Marzanny można się było zabrać do kolejnych przygotowań – w tym wiosennych porządków, które miały gwarantować wypędzenie zła z domu oraz z jego mieszkańców. Izby solidnie sprzątano i wietrzono, a do środka wnoszono świeże, wiosenne rośliny, przede wszystkim bazie, które odstraszały ciemne moce. Jeżeli zastanawiacie się jeszcze, czemu dokładnie sprzątacie mieszkanie i przynosicie do niego świeże kwiaty właśnie na początku wiosny, bądźcie pewni, że nie jesteście pierwszymi, którzy to robią.

obrzadki rytual magia basn legenda marzana słowianie wiosna

Na cześć odradzającego się wiosną życia malowano również jajka. Ten zwyczaj, który podobno sięga aż III wieku p.n.e. miał też inny wymiar – był przykładem stosowania magii obronnej. Aby jaja chroniły przed wszystkim, co złe, barwiono je na kolor ochronny o największej mocy, czyli czerwień. Sposób? Gotowanie jajek w łupinach cebuli, które jest stosowane do dziś. Tradycja była na tyle silna, że w XII wieku Kościół poszedł na ustępstwo i pozwolił spożywać święcone pisanki w czasie Wielkanocy. Zresztą to niejedyny wielkanocny zwyczaj, który z chrześcijaństwem niewiele ma wspólnego.

Sama nazwa Wielkanoc pochodzi od słowiańskiego Święta Wielkiego Dnia i Wielkiej Nocy, a termin jej obchodów waha się między 21 marca a 24 kwietnia i przypada zawsze na pierwszą niedzielę po równonocnej pełni księżyca. Datę wyznacza używany kiedyś kalendarz słoneczny. I choć Wielkanoc jest najważniejszym z punktu widzenia religii chrześcijańskiej świętem w roku liturgicznym, również i pogańskie święto wiosny było prawdopodobnie najważniejszym świętem w cyklu rocznym, gdyż wyznaczało datę bardzo istotną dla agrarnego społeczeństwa, które mogło wiosną rozpocząć czynności związane z uprawą i hodowlą.

obrzadki rytual magia basn legenda 9

Zofia Stryjeńska – Korowód Miesięcy Słowiańskich

Innym na wskroś pogańskim zwyczajem jest dzisiejszy Śmigus Dyngus, czyli Lany Poniedziałek, który wykształcił się z połączenia świąt słowiańskich. Nawiązuje do święta ku czci boga Roda. Podczas obrzędów obmywano się w świętej wodzie, a wieczorem zanoszono jedzenie na groby zmarłych. Później zwyczaj przekształcił się w tak zwane oblewiny, czyli obrzęd polewania wodą, który miał zapewnić płodność, dlatego też polewano głównie młode kobiety. Polewa się je i dziś, szczególnie w mniejszych miejscowościach.

Choć rodowód archaicznych obrzędów i znaczenie pierwotnych atrybutów magicznych przeważnie nie jest nam znane, wciąż praktykujemy wiele ze słowiańskich zwyczajów, często wręcz instynktownie, automatycznie. Wielkanocne tradycje to tylko kropla w morzu. Odpalanie wieczorem przed snem świec zapachowych, pachnących na przykład wrzosem, ma uspokajać, ale zgodnie ze starymi wierzeniami palenie tego kwiatu otwiera też bramy między światami i zsyła prorocze sny. Składanie zielonych wieńców na grobach to pozostałości po zwyczaju mającym zapewnić zmarłym wieczne życie. Witanie świeżo zaślubionych małżonków chlebem i solą było długo praktykowane zanim chrześcijaństwo dotarło na ziemie Słowian. Kładzenie siana pod obrusem na wigilijnym stole niegdyś gwarantowało obfitość; dziś pozostawiamy nakrycie dla nieznanego wędrowca, kiedyś do stołu podczas przesilenia zimowego symbolicznie zapraszało się… wilka.

Nawet jeżeli odłożyć na bok pozostałości po obrzędach, których znaczenia nie znamy, zostają jeszcze różnorodne funkcjonujące w naszym społeczeństwie przesądy. Zgodnie z badaniami CBOS wierzy w nie aż 54% dorosłych Polaków. Wiele z tych przesądów zakorzenionych jest właśnie w kulturze Słowian. Przykładem może być wiara w różnego rodzaju talizmany – najczęściej biżuterię. Ubierany dzień w dzień pierścionek czy wisiorek o sentymentalnym znaczeniu pełniący funkcję szczęśliwego amuletu chyba brzmi znajomo?

obrzadki rytual magia basn legenda 7

Choć jak pisał kiedyś Mariusz Szczygieł słowiańskość dla Polaków to Wschód i w związku z tym nie chełpimy się naszym słowiańskim rodowodem, wciąż ze Słowian całkiem w nas sporo. Po przyjęciu chrześcijaństwa Słowianie przestali być jedynie poganami. Słowianami nigdy. Ich znakiem szczególnym stała się wyjątkowa żarliwość wiary. Niezależnie od religijnego obrządku, wschodniego lub zachodniego, zawsze podkreśla się u Słowian niezwykle mistyczny charakter obrządków, bogatą liturgię i nabożny sposób odprawiania rytuałów – sugerował na łamach Tygodnika Przegląd Artur Zawisza. Słowiańska dusza wciąż jest w nas obecna, a wraz z nią wiele ze starodawnych rytuałów. Może tę słowiańskość trzeba po prostu oswoić? Wyłowić z niej inne cenne elementy, zamiast tylko kultywować automatycznie, bez zastanowienia zwyczaje sprzed wieków? W końcu Słowianie mieli się czym pochwalić.

Zgodnie z kronikami i opiniami historyków nasi przodkowie długo nie znali obcych słów król czy władca. Byli demokratycznym ludem, który podejmował decyzje wspólnie, gdy gromadziła się starszyzna. Choć ludzi różniła wielkość majątków, Słowianie żyli jako zasadniczo równi sobie. Wysoką pozycję miały kobiety, a moralność nakazywała szanować przybyszów z obcych krajów. Każdy Słowianin miał obowiązek przyjąć podróżnego pod swój dach i traktować go jak najlepiej. Zwyczaj nakazywał, by przybysze co jakiś czas zmieniali gospodarzy. Jeżeli przyjezdny poskarżył się nowemu gospodarzowi na starego, ten był zobowiązany stanąć w obronie gościa, nawet jeżeli w grę miałyby wchodzić rękoczyny. Minęło tysiąclecie, a nasz stosunek do ludzi z zagranicy zmienił się raczej na gorsze niż na lepsze a demokracja po latach konsolidacji mocno kuleje.

Absolutną podstawą kultury słowiańskiej był głęboki szacunek do natury – szacunek, na który dziś mało kogo stać. I nie chodzi o to, by znów oddawać cześć Strzybogowi i Perunowi lub by zaklinać zwiastujące deszcz płanetniki, ale by zwiększyć świadomość ekologiczną społeczeństwa, by doceniać to, co zsyła nam natura, sięgając na przykład po lokalne owoce i warzywa sezonowe, by nie niszczyć niepotrzebnie Ziemi.

obrzadki rytual magia basn legenda

Słowiańskość ma wiele do zaoferowania, dziś mówi się o jej renesansie. Za sprawą międzynarodowej popularności gry Wiedźmin opartej na powieściach Andrzeja Sapkowskiego, słowiańskość zaczęła powoli wnikać do popkultury. W Polsce wraca moda na obchodzenie Nocy Kupały, zamiast obcych nam kulturowo Walentynek, ponownie rośnie zainteresowanie wykorzystaniem ziół, a w Warszawie powstał nawet ekskluzywny koktajl bar o nazwie Weles nawiązującej do imienia słowiańskiego boga nocy, magii, muzyki, poezji i zaświatów. To właśnie Weles prowadził dusze Słowian do krainy wiecznego szczęścia – Nawi. Kiedyś do kultury ludowej sięgali Słowacki i Mickiewicz, dziś inspiracji szukają w niej raperzy. Ze słowiańskiej kultury w sobie mam słowiańską krew/ wcale jej nie czuję, ale budzi czasem dziwny zew – deklaruje Pezet.

Mimo wszystko renesans to za duże słowo w odniesieniu do słowiańskości. Do popularności choćby pokrewnej celtyckości wciąż nam daleko. A przecież słowiańska mitologia to idealna kanwa dla kasowego filmu, serialu albo komiksu, który mógłby nie ustępować miejsca kultowym przygodom Asterixa i Obelixa. Muzyka tworzona przez pierwszych Słowian mogłaby być bazą dla bardziej nowoczesnych, elektronicznych kompozycji jak choćby u mocno przywiązaniych do swej kultury Islandczyków. Stare przepisy wykorzystujące lecznicze właściwości roślin mogłyby idealnie wpisać się w filozofię marek szczycących się ekologicznością. Skoro świat oszalał na punkcie zdrowego odżywiania, naturalnych produktów i kosmetyków, dlaczego nie oczarować go słowiańskością, która była oparta na szacunku do natury? Słowiańskością podaną w nowoczesnej, wysublimowanej formie. Z mniejszą ilością pogaństwa, większą ilością wiedzy. 

obrzadki rytual magia basn legenda 3

Fot. commons.wikimedia.com, flickr.com