Wiadra, butelki, plastikowe sikawki a nawet worki z wodą – jednym słowem wszystko, co nawinie się pod rękę. Drugi dzień świąt wielkanocnych nie od parady zwany jest lanym poniedziałkiem. Tradycja rzecz święta, ale czy terroryzujące całe osiedla bandy wyrostków uzbrojonych w wypełnione lodowatą wodą butelki wiedzą w imię czego „leją”? Skąd wzięła się tradycja oblewania panien? I czy w dobie równouprawnienia ma jeszcze sens?

Lany poniedziałek, zwany też śmigusem-dyngusem wywodzi się z tradycji słowiańskiej. Nasi przodkowie bijąc się wierzbowymi witkami po nogach i polewając zimną wodą, „oblewali” odejście zimy i nadejście wiosennego oczyszczenia. Warto pamiętać, że mówimy o czasach, kiedy większość społeczeństwa z higieną była mocno na bakier, a kontakt z wodą odbywał się od wielkiego dzwonu, więc takie wiosenne oczyszczenie było jak najbardziej uzasadnione. Śmigus i dyngus były początkowo odrębnymi zwyczajami. Pierwsze słowo oznaczało bicie witkami po nogach i oblewanie się wodą. Drugie, tzw. dyngusowanie, to wykupywanie się pisankami od podwójnego lania. Wywodziło się od zwyczaju składania sobie wzajemnych wizyt i zaopatrywania w żywność na drogę. Tak jak dziś, kiedy ciocia Zosia wciska jeszcze na odchodne zapakowany pasztet i sałatkę jarzynową w słoiku, kiedy brzuch pęka nam już od mazurków i jajek w majonezie. Tyle że dziś każdy na dwa dni świąt robi zakupy jak na trzecią wojnę światową i większość przed takimi podarkami ze wszystkich sił się broni, bo domowa lodówka i tak pęka w szwach.

deszcz dyngus swieta wielkanoc 4

Oblewanie i bicie witkami było (i w sumie jest nadal) wymierzone szczególnie w panny na wydaniu. Zimna woda miała zapewnić im płodność, a dziewczyna, którą niedostatecznie przemoczono i wybito, czuła się obrażona i pominięta. Z kolei chłopiec, który dopadł najwięcej ofiar, mógł liczyć na szczęście i powodzenie w nadchodzącym roku. Tak jak w przypadku wielu innych tradycji, równouprawnienia ciężko tu szukać. No, chyba że uzna się za nie praktykowaną w niektórych regionach Polski zemstęwe wtorek to dziewczyny mogą oblewać chłopców. Ale choć dziś uciekające z piskiem nastolatki raczej nie liczą na to, że woda zapewni im obfite potomstwo, wiele z nich wciąż uważa, że chłopak jak kocha, to oblewa. Kto woli inne dowody sympatii, może zawsze zostać w domu. Chyba że trafi na wybitnie zaciekłego kawalera, który obleje ją znienacka w progu mieszkania.

Choć dziś uciekające z piskiem nastolatki raczej nie liczą na to, że woda zapewni im obfite potomstwo, wiele z nich wciąż uważa, że chłopak jak kocha, to oblewa.

Obchody lanego poniedziałku, powiązane dziś mocno z tradycją religijną, były we wcześniejszych latach przez Kościół piętnowane i zakazywane. Pierwsze wzmianki, pochodziły z ustaw synodu diecezji poznańskiej z 1420 roku pt. Dingus prohibetur i przestrzegały przed praktykami mającymi niechybnie grzeszny podtekst: Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie się nazywa dyngować (...), ani do wody ciągnąć, bo swawole i dręczenia takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego. Tradycja była jednak tak silna, że Kościół, zamiast wyplenić, przyjął ją jako integralny element obchodów Wielkiej Nocy.

deszcz dyngus swieta wielkanoc

Choć zwyczaj śmigusa pierwotnie był kultywowany tylko na wsiach, wraz z napływem tamtejszej ludności przeniósł się do miast. Dziś lany poniedziałek jest obchodzony w całej Polsce, w większości regionów praktykuje się oblewanie wodą. Wyjątkiem są Kaszuby, gdzie przyjął się tylko zwyczaj chłostania dziewcząt wierzbowymi witkami, zwany dëgòwaniem. Ciekawe obchody śmigusa mają miejsce w położonych na Śląsku Wilamowicach – tam panny oblewają Śmierguśnicy, czyli grupy fantazyjnie przebranych chłopców. Podobnie dzieje się we wsi Dobra koło Limanowej, z tym, że tam kawalerowie występują pod postacią Dziadów Śmiergustnych – paradują w strojach ze słomy. Wydają wrogie pomruki, trąbią i polewają wodą. Twarze ukryte mają za futrzanymi maskami, osmolonymi pończochami z wycięciami na oczy i nos, co znacznie utrudnia identyfikację sprawców.

 

Z kolei na Kujawach panny już w niedzielę wielkanocną wiedzą, co i od kogo w poniedziałek może je spotkać. Praktykowany tam jest zwyczaj Przywołówek Dyngusowych, zwanych też Szymborskimi. Początkowo wyglądał on tak, że kawaler wspinał się na drzewo lub dach i wygłaszał wierszyk na temat panny, którą zamierzał oblać, czyli np. Pierwszy numer ode dwora, jest tam dziewczyna ładno, urodno, do ludzi podobno… Inni konkurenci mogli dziewczynę uratować, wykupując ją podarkami, takimi jak wóz piasku czy grzebień. Tradycję kontynuuje dziś Stowarzyszenie Klubu Kawalerskiego. W przywołówkach zmieniają się numery domów i nazwisko właściciela, po czym następuje prezentacja dziewczyny. Ilość wiader, beczek czy butelek wody, ręczników haftowanych i wyszywanych zawartych w wierszyku jest miarą sympatii i powodzenia. Na koniec podaje się nazwisko kawalera, który ma wykupić pannę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zwyczaj trąci nieco targiem niewolników, dobrze więc, że ma charakter wyłącznie lokalny.

deszcz dyngus swieta wielkanoc 3

W Krakowie drugi dzień świąt to nie tylko śmigus-dyngus, ale też czas, kiedy odbywa się Emaus. Ten najbardziej znany w mieście odpust przy klasztorze Norbertanek na Zwierzyńcu swoją nazwę wziął od biblijnej wsi, do której zmierzał zmartwychwstały Jezus. Za czasów mojego dzieciństwa wyprawa na Emaus wiązała się z dreszczykiem emocji. Rozważania, czy obleją czy nie, unikanie grup uzbrojonych w wiadra z wodą wyrostków były równie ekscytujące, co perspektywa zakupu pierścionka z oczkiem czy zakazanej na co dzień waty cukrowej. Niestety ekscesy osiągnęły kilka lat temu punkt kulminacyjny – umięśnieni panowie zaczęli wlewać wodę do zatrzymującego się na przystanku tramwaju i dziś przestrzeń odpustu jest strzeżona przez policję i straż miejską niczym wystąpienie głowy państwa.

Rozważania, czy obleją czy nie, unikanie grup uzbrojonych w wiadra z wodą wyrostków były równie ekscytujące, co perspektywa zakupu pierścionka z oczkiem czy zakazanej na co dzień waty cukrowej.

Dorastający chłopcy mają to do siebie, że lubią psocić. A kiedy taki wyrostek jest jeszcze kreatywny, to dosłownie strach się bać. W mojej rodzinie krąży historia, jak dwóch gagatków (tożsamość pomińmy, bo są dziś szanowanymi ojcami i mężami) po kilkukrotnej zmianie przemoczonej do suchej nitki odzieży dostało szlaban i zostało uziemionych. Nie przeszkodziło im to jednak w kontynuowaniu misji oblania dosłownie wszystkich mieszkańców osiedla. Policzyli płytki na przylegającym do bloku chodniku i ustalili, ile potencjalnej ofierze zajmuje przejście chodnika od drzwi balkonowych do okna. Wyciągnęli wnioski i ustalili system: jeden chłopiec stał w oknie i informował drugiego, kiedy ofiara zbliżała się do strefy zrzutu. Na hasło teraz drugi wyrzucał przez okno worek z wodą, a zanim ten doleciał na dół, okno zamykał i za firanką czekał na krzyk delikwenta, obok którego rozpryskiwała się „bomba”, oczywiście mocząc go do suchej nitki.

deszcz dyngus swieta wielkanoc 5

Z cukru nie jesteś, nie roztopisz się – skwitowała moja babcia, kiedy lamentowałam nad kompletnie przemoczonym, pierwszy raz założonym wiosennym płaszczem i zniszczoną fryzurą. Ale o ile płaszcz można wysuszyć, a ciało z cukru faktycznie nie jest, to oblanie wodą przez bandę osiedlowych chuliganów do przyjemnych z pewnością nie należy. Bo tradycja tradycją, ale umiar we wszystkim mieć warto. Kto współcześnie chce kultywować zwyczaj lanego poniedziałku, powinien też pamiętać, że za zbyt gorliwe kultywowanie ludowych zwyczajów można dostać mandat a nawet trafić do aresztu. Bo czasy, kiedy wiadro zimnej wody traktowano jako oznakę atrakcyjności dziewczyny, dawno już na szczęście minęły, a wybrance, zamiast kubła zimnej wody, lepiej postawić kieliszek szampana. 

deszcz dyngus swieta wielkanoc raining man lany poniedziałek

Fot. flickr.com, materiały prasowe