„Picasso miał swój okres różowy i okres niebieski, ja mam mój okres blond” – deklarował w jednym z wywiadów Hugh Hefner, odnosząc się do wybieranych przez siebie partnerek. Erotoman, hedonista, rewolucjonista na rynku wydawniczym, pogromca seksualnych tabu, twórca jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Choć „Playboy” złote czasy ma już za sobą, sam Hefner wciąż pozostaje żywą legendą, nawet jeżeli już trochę podstarzałą i zdecydowanie kontrowersyjną.

Pomarszczony amant z zapasem viagry, otaczający się armią kiczowatych blondynek. Milioner i życiowy ekshibicjonista, któremu nie przeszkadzało, że każdy ruch w jego słynnej posiadłości śledzą kamery. Za wszelką cenę zaspokajający swoje zachcianki, traktujący kobiety przedmiotowo, uwodzący jej luksusem, by później zamknąć młodsze od siebie o dobre kilka dekad dziewczyny w złotej klatce. Seryjny poligamista niepotrafiący zbudować prawdziwego związku. Seksista. O Hugh Hefnerze napisano dużo, stawiając go raczej w nie najlepszym świetle. Z drugiej strony życie najsłynniejszego playboya w dalszym ciągu pobudza wyobraźnię. Wielu mężczyzn ma go za idola, a kolejne młode kobiety wysyłają do niego zdjęcia, marząc, że kończący niebawem 90 lat Hefner zamieni je w tymczasowe księżniczki. I co najistotniejsze: Hefner jako twórca imperium „Playboya” na zawsze pozostanie wzorem dla wielu młodych wydawców i przedsiębiorców.

W ubiegłym roku ukazała się powieść-wyznanie Holly Madison „Down The Rabbit Hole: Curious Adventures And Cautionary Tales Of A Former Playboy Bunny”. Były króliczek numer jeden kreśli obraz Hefnera jako zaborczego stręczyciela wymuszającego od dziewczyn wszystko, na co przyjdzie mu ochota. Zamykającego kobiety w luksusowym więzieniu, obsesyjnie bojącego się, że któraś z nich go zdradzi, zabraniającego swoim kochankom jakichkolwiek kontaktów ze światem zewnętrznym. Hefner twierdzi, że spowiedź Holly to tylko forma zwrócenia na siebie uwagi, ale kolejne byłe partnerki założyciela „Playboya” wtórują jej. Czy rzeczywiście rezydencja w Los Angeles wielu mieszkającym tam dziewczynom jawiła się jako piekło? Czy z wiekiem Hefner stał się nie tylko bardziej ekscentryczny, ale i okrutny w swoich egoistycznych dążeniach? A może padł ofiarą swojej własnej zabarwionej erotycznie legendy, która sprawia, że dziś więcej osób patrzy na niego przez pryzmat ostatnich relacji z kobietami, a nie ponadprzeciętnych osiągnięć zawodowych?

hugh hefner

Hefner na pokładzie swojego samolotu w latach 50.

O Hefnerze opowiadają byłe króliczki, opowiada popkultura i przede wszystkim on sam, również manipulując swoim wizerunkiem. Od zupełnie innej strony pokazała go kilka lat temu wybitna twórczyni dokumentów Brigitte Berman. W filmie „Hugh Hefner: playboy, aktywista i buntownik” przypomniała o mężczyźnie, który miał niemały wkład w rewolucję seksualną, który sprzeciwiał się segregacji rasowej i zakłamaniu Kościoła, pomagał ludziom, którzy zostali niesprawiedliwie osądzeni przez władzę. O mężczyźnie, który na łamach swojego pisma i w swoich programach dawał głos homoseksualistom, Afroamerykanom, pacyfistom i przedstawicielom innych grup społecznych, które były spychane do drugiego miejsca w szeregu. A o takim Hefnerze chyba mało kto dziś pamięta. Berman już na początku filmu ustami jednej z wypowiadających się osób mówi, że Hefner to sługa Boga i diabła jednocześnie i że to połączenie jest całkiem naturalne, bo natura ludzi jest dwoista.

Niezależnie od sympatii i antypatii Hefnerowi nie można jednak odmówić braku przedsiębiorczości, pomysłowości i odwagi w wyrażaniu swoich poglądów. Już jako młody chłopak był chwalony za błyskotliwość. Na szkolnych testach jego iloraz inteligencji oszacowano aż na 152 punkty (mieszczący się w najwyższym przedziale utożsamianym z geniuszem). Już jako student psychologii i socjologii przyszły twórca erotycznego imperium interesował się tematem seksualności. Pisał pracę o przełomowych badaniach Alfreda Kinseya, sam również zaangażował się w uniwersyteckie badania na temat różnic w zachowaniach seksualnych osób pochodzących z poszczególnych stanów.

hugh hefner playboy 2

Hefner w programie "Playboy's Penthouse".

Karierę dziennikarską zaczął w latach 40. od pracy w gazetach wojskowych. Później zajął się rysowaniem komiksów i trafił jako copywriter do magazynu „Esquire”, w tamtym momencie najbardziej prestiżowego magazynu dla mężczyzn. Na jego łamach „Esquire” publikowali między innymi Ernest Hemingway i Francis Scott Fitzgerald. Hefner nie chciał w nieskończoność wykonywać czyiś poleceń, po kilku latach zrezygnował z tej pracy po tym, jak odmówiono mu pięciodolarowej podwyżki. Zabrał się za tworzenie własnego magazynu. Początkowo chciał go nazwać „Stag Party”, ale nazwa „Stag” była już zajęta. Nad „Playboyem” pracował nocami, wysyłał wiadomości do potencjalnych reklamodawców, inwestorów i publicystów, podpisując się na zmianę jako redaktor naczelny, wydawca i specjalista od reklamy. Zebrał na pierwsze wydanie 8000 dolarów, 2000 pochodziły od matki i brata. Kultowe zdjęcie Marilyn Monroe, które trafiło na okładkę, powstało w mieszkaniu Hefnera. W środku znalazło się równie słynne nagie zdjęcie aktorki zrobione kilka lat wcześniej odkupione przez Hefnera. Sukces przyszedł natychmiast, cały nakład pierwszego wydania wyprzedał się w ciągu tygodnia.

I choć bez wątpienia tym, co najbardziej przyciągało kupujących, były nagie zdjęcia kobiet, „Playboy” od początku stawiał też na dobrą publicystykę. Hefner w kolejnych latach poszerzał grono współpracujących z magazynem pisarzy, dziennikarzy, satyryków. Gahanowi Wilsonowi powierzył stały dział komiksów, który miał dorównać tym publikowanym w „New Yorkerze”. Publikował również opowiadania takich sław jak John Updike czy Ian Fleming. Wielu twórców zaczęło swoje kariery właśnie od współpracy z „Playboyem”. Na łamach magazynu ukazywały się wywiady z politykami, pisarzami, aktorkami, muzykami. Na stronach czasopisma dla mężczyzn zwierzali się Vladimir Nabokov, Truman Capote, Fidel Castro, Miles Davis, Bob Dylan, Martin Luther King czy Jim Carter. Najbardziej kontrowersyjnym wywiadem był prawdopodobnie ten z Georgem Lincolnem Rockwellem – amerykańskim politykiem wyznającym ideologię neonazistowską. Hefner wysłał na rozmowę jednego ze swoich najlepszych dziennikarzy – Alexa Hayleya, Afroamerykanina.

hugh hefner2

Hefner na pokładzie swojego jachtu w latach 70.

W „Playboyu” wolność we wszelkich przejawach była wartością nadrzędną. To w piśmie Hefnera zaraz po śmierci Martina Luthera Kinga pojawił się ostatni napisany przez pastora tekst. Żona Kinga pomogła w zredagowaniu go i celowo wybrała właśnie magazyn Hefnera na miejsce, w którym pojawi się „testament” jej męża. Nie tylko ze względu na dużą ilość czytelników. „Playboy” był platformą wyrażania poglądów, także tych kontrowersyjnych jak na owe czasy. W felietonach w dziale „Filozofia Playboya” pojawiały się teksty wyrażające sprzeciw wobec segregacji rasowej, pacyfistyczne, przemawiające za swobodą obyczajową, popierające prawa obywatelskie oraz antykoncepcję i prawo kobiet do aborcji. Hefner dawał ludziom głos również w swoich programach telewizyjnych („Playboy's Penthouse” i „Playboy After Dark”), do których zapraszał muzyków o różnym kolorze skóry, którzy nie mieli szans na występ w innej telewizji.

Magazyn zadebiutował w purytańskiej Ameryce lat 50., ale Hefner nie zamierzał dostosowywać się do obowiązujących schematów. Chciał zmieniać mentalność ludzi – mówić, że seks to nic złego, że mogą go lubić zarówno kobiety, jak mężczyźni i nie muszą się czuć z tego powodu winni. To przesłanie, jak i zawartość na bardzo wysokim poziomie sprawiły, że w ciągu 20 lat nakład zwiększył się z 54 tysięcy egzemplarzy do 7 milionów. Lata 60. i 70. to okres największej świetności magazynu. Dziś „Playboy” jest drukowany w około 800 tysiącach egzemplarzy łącznie we wszystkich swoich międzynarodowych wydaniach. Od tego roku nie ma w nim już nagich zdjęć kobiet, ale nie ma też wielu tekstów, które stanowiły o sile pisma. Postępujący kryzys prasy i coraz większe uzależnienie od reklamodawców odcisnęły swoje negatywne piętno i na „Playboyu”.

hugh hefner4

Hefner przed wejściem na pokład Bunny Jet w towarzystwie Barbie Benton i króliczków, lata 70.

Jaki spadek zostawi po sobie Hefner – wieczny pracoholik i erotoman? Z pewnością dwojaki. W końcu to „Playboy” w dużej mierze przyczynił się do lansowanego przez media jednego, słusznego kanonu piękna, któremu powinny podporządkować się kobiety. Na łamach swojego pisma czy w klubach z roznegliżowanymi króliczkami Hefner prezentował kobiety sprowadzone do roli seksualnej fantazji, uprzedmiotowione, zezwierzęcone. Wyzwolił seks z więzienia stereotypów i anachronicznej mentalności, ale z pewnością nie wyzwolił kobiet. Zamknął je raczej w nowej klatce, zachęcając do bycia przede wszystkim obiektami seksualnymi. Swoim towarzyszkom fundował na wstępie operacje powiększenia biustu, a kolejne partnerki dobierał, kierując się przede wszystkim wyglądem. Sam natomiast uważa, że zawsze działał na rzecz kobiet, że chciał dać im wolność i panowanie nad ich własną seksualnością; że chciał pokazać kobiece piękno, nie pornografię.

Bez wątpienia życie Hefnera to kolejne wcielenie amerykańskiego snu. Chłopak bez funduszy, który dzięki ciężkiej pracy i odwadze dotarł na sam szczyt. Milioner, filantrop, hedonista. Zdobył wszystko – uznanie, pieniądze, znanych przyjaciół, piękne kobiety – a nawet bardzo dużo pięknych kobiet. Z żadną jednak nie stworzył naprawdę udanego związku. Może problemem był fakt, że Hefner wybierał zawsze dziewczyny pasujące do wyidealizowanego schematu wizualnego, a nie partnerki, które mogłyby dorównać mu intelektem. Choć do dziś niezmiennie utrzymuje, że woli blondynki, najbliższą relację stworzył z brunetką – modelką Barbi Benton. Podobno starał się też umawiać z ikoną feminizmu Glorią Steinem, która na początku lat 60. zatrudniła się incognito w jednym z klubów „Playboya”, by napisać reportaż. Dziś w posiadłości Hefnera wisi portret imitujący podobiznę Henryka VII, z jedną różnicą: namalowana twarz należy do Hefnera. Czy porównanie, do ekscentrycznego króla, który zabijał kolejne żony kierowany pożądaniem jest celne? Czy to żałosny przykład rozbuchanego ego? A może tylko zgrabna autoironia człowieka, który potrafi realnie ocenić swoje słabości?

hugh hefner playboy 4

Hefner, rok 2009.

Fot. nymag.com, hollywoodreporter.com