Debiutujący jako reżyser Falcone podąża śladem włoskich komedii z lat 60. „Se Dio Vuole” to film o przyjmowaniu szans na zmianę życia, które otrzymujemy od losu, a także o rozdźwięku pomiędzy nauką a religią i hipokryzji we współczesnym świecie.

Po długiej karierze scenarzysty, postanowiłeś zostać reżyserem. Co skłoniło cię do podjęcia takiej decyzji?

Na początku była niezobowiązująca propozycja, którą złożył mi Mario Gianani. Ponieważ się nie znaliśmy, poprosił mnie przed pierwszym spotkaniem, żebym przygotował kilka pomysłów na debiutancki film. Najpierw był koncept filmu „Se Dio Vuole” („Jak Bóg da”), nad którym pracowałem z moim kolegą, Marco Martanim, innym scenarzystą. To była piękna i nieoczekiwana przygoda. Mimo że od dawna chciałem rozpocząć karierę reżyserską, to zawsze wydawało mi się to bardzo trudne, nieosiągalne. Aż w zasadzie samo przyszło do mnie. 

 

Jest jakaś różnica, kiedy piszesz scenariusz i wiesz, że będziesz go później reżyserować?

Spójrz, najważniejszą różnicą jest scenarzysta – swoją drogą to bardzo piękny zawód i nie wyobrażam sobie zrezygnowania z niego – który wie, że w pewnym momencie jego praca znajdzie się w czyichś rękach i inna osoba będzie nad tym pracować na swój sposób. Czasami jest to rodzaj złudzenia, w tym sensie, że mówisz: „Chciałbym to zrobić w inny sposób”. W przypadku, kiedy jesteś też reżyserem, to zdanie nie ma zastosowania, ponieważ wiesz, że możesz kontrolować projekt od początku do końca. To skomplikowane i męczące, ale bardzo satysfakcjonujące.

 

Teraz bierzesz udział we wszystkich fazach tworzenia filmu. Którą z nich można uznać za najtrudniejszą, a którą za najprzyjemniejszą?

Jeśli chcesz, wszystkie z nich mogą być trudne i przyjemne. Chodzi mi o to, że na przykład, kiedy piszesz i wszystko idzie gładko, to jest to miłe uczucie, ale jeśli masz blokadę, to jest fatalnie. Tak samo jest z pracą na planie. Źródłem energii jest ekipa. Przy filmie pracuje wiele osób i to jest piękne, ale nagle można odwrócić kota ogonem i pojawi się problem. Możliwe, że najprzyjemniejszą rzeczą jest wzięcie filmu na wycieczkę dookoła świata, bo jeśli się spodoba, tak jak w przypadku „Jak Bóg da”, dostajesz mnóstwo pozytywnej energii od ludzi, któzy doceniają twoją pracę.

 

Skąd wziąłeś pomysł na „Se Dio Vuole”?

Jak już mówiłem, był to właściwie przypadek. Wpadłem na pomysł, który wydał mi się interesujący, o którym sporo myślałem. Rzadko można spotkać komedie o tematyce duchowej, że tak powiem. To było świetne wyzwanie, aby spróbować zrobić komedię inną niż te, które powstały dotychczas, jak na przykład te sentymentalne lub komiczne.

 

Poza tym, że film jest komedią, można powiedzieć, że opowiada o nierozwiązanym dylemacie między religią a nauką. Czy to słuszna interpretacja?

Sam nie wiem, czy tak jest. Właściwie jest to opowieść o człowieku, który w wyniku pewnych okoliczności ma szansę na zmianę, i myślę, że to jest coś, co się ludziom podoba. To nadzieja na to, że możemy zmienić coś w sobie i swoim życiu. Poza tym film nie daje jednoznacznej odpowiedzi, nie mówi: „nie dla nauki, tak dla wiary”, bo to byłoby głupie. Jeśli chcesz, możesz pogodzić jedno i drugie. Wydaje mi się, że siłą filmu jest to, że ludzie mogą zobaczyć, że są podobni do bohatera, który stracił wszelką nadzieję na poprawę swojego losu, a jednak spotkanie z innym człowiekiem, w tym przypadku z księdzem, powoduje, że przechodzi przemianę, dorasta. To jest coś, na co każdy ma nadzieję, włącznie ze mną.

falcon wywiad interview rozmowa

Czy możemy odbierać ten film jako krytykę popularnego włoskiego powiedzenia „Lepiej jest mieć syna geja niż syna, który chce być księdzem”?

Wiele osób tak mówi, ale tak naprawdę ciężko stwierdzić, czy za tym powiedzeniem kryją się rzeczywiste przekonania. W każdym razie nie chodziło mi o krytykę. Film jest po prostu satyrą na temat współczesności. Nie mam nic przeciwko homoseksualizmowi, oczywiście, ale mam wielu przyjaciół, ludzi wykształconych, którzy po obejrzeniu filmu, powiedzieli mi: „Zaakceptowałbym syna geja, ale miałbym duży kłopot z zaakceptowaniem syna, który chce zostać księdzem”. Oczywiście, jest to satyra dotycząca obecnych czasów, czasami pozornie racjonalnych i demokratycznych, ale bardzo często za demokracją kryje się coś jeszcze.

 

Czy możemy powiedzieć, że jest krytyką ludzi, którzy są teoretycznie otwarci, ale kiedy taka sytuacja zdarza się w ich własnej rodzinie, dotyka ich samych, to okazuje się, że już nie tak łatwo wykazać im się tolerancją?

Dokładnie, to idealne podsumowanie. Nie wystarczy powiedzieć, że jesteś demokratą, aby stanowić jedność, trzeba działać jak jedność.

 

W jaki sposób wybrałeś aktorów do głównych ról?

Błagałem ich dosłownie, żeby zagrali w moim filmie, bo wszyscy są wybitnymi i bardzo zajętymi artystami: Giallini, Gassmann i Morante. We Włoszech jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania Gialliniego i Gassmanna w bardzo specyficznych rolach. Aktor grający lekarza jest zwykle kimś, kto odgrywa popularne role, a aktor grający księdza zwykle odtwarza role burżuazyjne, więc nie mogłem się oprzeć temu, żeby tych ich ról nie odwrócić, nie obsadzić wbrew temu schematowi. Jestem bardzo zadowolony z tego konceptu i jego realizacji.

 

Czyli to prawda, że początkowo przygotowane role dla Marco Gialliniego i Alessandro Gassmanna zostały zamienione?

Rolę kapłana pisałem z myślą o Gallinim, wtedy wydawało mi się to oczywiste, ale zmiana ról była świetnym pomysłem, Giallini i Gassmann wypadli bardzo dobrze.

 

W 2015 roku otrzymałeś David di Donatello Award. Jakie to uczucie?

To było piękne i zaskakujące. Nie spodziewałem się tego zupełnie, nie wiedziałem, co się wydarzy do momentu, kiedy ogłosili zwycięzcę.

 

Jakie masz plany na przyszłość? Chcesz reżyserować czy wrócisz do pisania scenariuszy?

Chciałbym nadal pisać, nawet dla innych reżyserów, jeśli pojawi się okazja. Tymczasem skończyłem pisanie kolejnego scenariusza, także z Martanim, i czekam na rozpoczęcie castingów. Na początku lata chciałbym rozpocząć zdjęcia. Nie ukrywam, że jestem pod ogromną presją pierwszego filmu i drugi muszę zrobić jeszcze lepiej.

pleng

The debut of Edoardo Falcone behind the cameras follows the style of the Italian comedies of the 60s. „Se Dio Vuole” is a comedy about taking the chances that life gives you to change, while opening a debate between science and religion. We talked with the director about the challenge of getting behind the camera for the first time and about hypocrisy nowadays.

 

After a long career as a scriptwriter, you have decided to take the next step and become a director. What’s the reason of this decision?

It has been very casual. It was really Mario Gianani, the producer, who wanted to meet me, because we didn’t knew each other, and he told me that he would like to produce my debut. So he asked me to bring him some ideas, and I was really happy about his request. One of the first ideas was the beginning of the film „Se Dio Vuole” („God Willing”), so I started working on it with my colleague Marco Martani, another scriptwriter. It was a beautiful adventure, and unexpected because, even though I wanted to start a directing career, it always seemed something very difficult and until this moment I never pushed in that direction.


Is it very different writing a script knowing that you will be directing it later?

Look, the main difference is that the scriptwriter, a very beautiful job which I want to keep doing always, knows that, at a certain point, his work will be taken off his hands and another person will come who will work on it in his own way. Sometimes this is kind of a delusion, in the sense that you say I would have done it in some other way”. In this case that sentence doesn’t apply, because you know that you can control the project since the beginning, the conception, until the end. So, it’s complicated and tiresome, but very beautiful.

 

Now you have worked in all the phases of the creation of the film. Which one would you say is the hardest? And the most pleasant?

If you want, all of them could be hard and pleasant, meaning that, for example, when you are writing, if things go smoothly it’s nice, but if you get blocked, it becomes disastrous. The same thing about being on the set. The set is a source of energy, you are working with so many people, which is beautiful, but suddenly a problem can appear and you have the tiger by the tail. Maybe the most pleasant thing is taking the film on tour all around the world because if the film is liked, as is the case of „God Willing”, you feel the affection of the people.

 

About „God Willing”, how did you get the idea for the film?

As I said, it was kind of casual. I had the idea, and this theme was something that I’m really interested in. Also, you can rarely see comedies about a spiritual theme, so to speak. So it felt right, since I was going to be the director, to try to do a comedy kind of different to those that we are used to watch, like sentimental or comic.


Besides the film being a comedy, we could say that the film is about the unsolved dilemma between religion and science, is that right?

I don’t know if it’s really like that. Actually it’s the story of a man who, for some reasons, has a chance to change, and I think this is something that people like. The hope that in your life you can change inside. Beyond that, the film doesn’t give you answers, it doesn’t say ‘no to science, yes to faith’, because that would be stupid. If you want, you can bring together both, science and religion.
But the force of the film is that maybe people can recognize themselves in the journey of a person who seems to have lost all hope, and through the meeting with another person, in this case a priest, has a transformation and he grows, which is something that everyone hopes for, including me.

 

Can we see this film as a criticism to the popular italian saying Is better to have a gay son than a son who wants to be a priest”?

This is something that a lot of people say, but it’s not really a saying. Anyway, I don’t criticize anything, the film is a satire about modern times. I have nothing against homosexuality, of course, but I have a lot of friends, people educated and well prepared, who, after watching the film, said to me „I would accept having a gay son too, but I would have a big trouble accepting a son who wants to be a priest”.
Certainly, it’s a satire about this times, apparently rational and democratic, but very often, behind this democracy something else is hidden.

falcon wywiad interview rozmowa 2

Could we say that it’s a critic about those people who seem to be very open, but when this kind of situation happens in their own family, you can see that they are not so open minded?

Exactly, that’s a perfect summary. It’s not enough to say that you are a democrat to be one, you have to act like one.

 

How did you choose the actors for the main roles?

I begged them to be in the film because they are all extraordinary actors, Giallini, Gassmann and Morante. The thing that makes me most happy about the film is that in Italy we are used to see Giallini and Gassmann in very specific roles. The actor who plays the doctor is normally someone who plays popular roles and the actor who plays the priest is used to play bourgeois roles, so the big idea was to invert those roles.

 

Is it true that in the beginning of preparing the film Marco Giallini and Alessandro Gassmann had their roles interchanged?

I wrote the role of the priest thinking about Giallini, but then it seemed pretty obvious, so interchanging the roles was a great idea, both of them, Giallini and Gassmann, were very good.

 

You won the David di Donatello in 2015 as the best new director. How did it feel?

It was beautiful, and a surprise. I wasn’t expecting it, it was like a shock. Now, after some time I realize about it because in that moment I didn’t understand it all. A beautiful emotion, because you don’t know what’s going to happen until the moment when they announce the winner, unlike other awards.

 

What’s in your mind for the future? Will you keep directing or will you go back to just the scriptwriting?

I would like to keep writing, even for other directors if the opportunity comes up. But now I’ve just wrote another script, also with Martani, and I’m looking to start the cast. I would like to start the shooting in the beginning of summer. I hope for the best, now that I’ve shaken off the pressure of the first film.

Fot. materiały prasowe