Naturalistyczny, momentami drastyczny, a przy tym cichy. „Opiekun”, nowy film młodego meksykańskiego reżysera Michela Franco z Timem Rothem w roli głównej, to obraz sporo od widza wymagający, ale oferujący jeszcze więcej. Historia pielęgniarza opiekującego się ciężko chorymi ludźmi to opowieść o śmierci, ale i o potrzebie bliskości.

Lubimy podglądać, sprawia nam to niewymowną przyjemność. Cały świat kręci się dziś wokół podglądactwa. Interesujące jest już nie tylko życie gwiazd z pierwszych stron gazet, polityków lub członków rodzin królewskich; na wirtualnym celowniku jest teraz życie każdego z nas. I mimo tego, że dzielimy się prawie wszystkim – od potrawy, która znalazła się na naszym talerzu po status związku – rzadko pokazujemy prawdę. Sieć zasypana jest zdjęciami życia przepuszczonego przez kolorowe filtry, opisami, które raczej kreują rzeczywistość, niż ją opisują. I tu pojawia się nowa przestrzeń dla kina, które choć z natury kreacyjne, może okazać się bardziej szczere niż realność, która nas otacza. W świecie ekshibicjonizmu dziwnie splecionego ze sztucznością kino ma szansę stać się jednym z nielicznych środków przekazu, który nie boi się prawdziwości – niewygładzonej, niewygodnej, nieunikającej kłopotliwych tematów. Może być odtrutką na świat mediów społecznościowych, na życie w wersji instant, na szybkie, mechaniczne reakcje pod postacią lajków i wypieranie tematów tabu.

film opiekun gutekfilm tim roth cannes michel franco 6

Przykładem takiego kina jest zdecydowanie „Opiekun” Michela Franco. Reżyser również bawi się w podglądanie, ale bliżej mu do podejścia dokumentalisty niż poszukiwacza wirtualnego uznania. Najnowszy film Meksykanina, pokazywany w ubiegłym roku w Cannes, do przyjemnych nie należy. Jest kręcony statycznie, dużo w nim ciszy i dużo niezręczności, na które widz nie wie, jak zareagować. Bo oglądanie wymiotującej kobiety czy obmywania ciała z odchodów nie może być przyjemne, choć może być normalne, bo w końcu choroba i umieranie to też codzienność. Franco nie stawia przed nami łatwego zadania; każe się skupić, wyciszyć i śledzić sceny, które mogą odrzucać, obrzydzać czy szokować. W centrum swojego filmu stawia śmierć, którą dziś najchętniej wykreślilibyśmy z naszego uniwersum – byle jej nie oglądać, byle o niej nie mówić, nie musieć jej akceptować. Równie ważne jak samo umieranie jest dla Franco poszukiwanie bliskości, której integralną częścią jest cielesność.

„Opiekun” to historia Davida (Tim Roth), mężczyzny w średnim wieku, pracującego jako osobisty pielęgniarz zajmujący się ciężko chorymi. Życie Davida to praca. Swoim podopiecznym poświęca znacznie więcej niż ustawowo przydzielony czas i uwagę. Każdy kolejny pacjent staje się dla mężczyzny całym jego światem, każda relacja nabiera wymiaru szczególnej bliskości, a podejście Davida często przekracza granice profesjonalizmu. Widać zainteresowanie Franco tymi skazanymi na rychły koniec, skomplikowanymi i bardzo bliskimi relacjami pielęgniarz-pacjent, ale przede wszystkim widać zainteresowanie samym Daivdem. Mężczyzną, który choć pełni funkcję tytułowego opiekuna, potrzebuje swoich pacjentów w równej mierze jak oni jego. Mężczyzną, który wciąż nie przepracował wydarzeń ze swojej przeszłości, który wyzbywa się swojego własnego życia na rzecz śmierci, od której jest uzależniony.

film opiekun gutekfilm tim roth cannes michel franco 8

„Opiekun” przypomina pod kilkoma względami świetną „Miłość” Michaela Hanekego. Meksykańskiemu reżyserowi brak jeszcze wirtuozji jego austriackiego kolegi po fachu, czasem operuje zbytnimi dłużyznami, czasem nieproporcjonalnie dozuje napięcie, ale tworzy obraz zdecydowanie zapadający w pamięć – odważny, niejednoznaczny, testujący widza. Franco pokazuje umieranie w całej jego brutalności i zwyczajności. Przy tym tworzy skomplikowany portret psychologiczny Davida, którego Roth zagrał dojrzale i przekonująco. Pozostaje tylko czekać na kolejne filmy Franco, bo jest duża szansa, że będzie to dobre, bezkompromisowe, artystyczne kino. „Opiekun”, ubiegłoroczny zwycięzca w kategorii „najlepszy scenariusz” na festiwalu w Cannes, na ekrany polskich kin trafi już 29 kwietnia. Redakcja enter the ROOM objęła patronat medialny nad tytułem.

Fot. materiały prasowe