Według danych ONZ z 2014 roku w 1950 roku 30% ludzi mieszkało na obszarach zurbanizowanych, obecnie wskaźnik ten wynosi 54%, do 2050 roku wzrośnie do 66%. Od 1950 do 2014 roku liczba osób mieszkających w miastach wzrosła z 746 milionów do 3,9 miliarda, a do 2050 roku przybędzie kolejne 2,5 miliarda mieszkańców terenów zurbanizowanych. Spośród wszystkich mieszkańców miast aż 1/8 żyje w 28 megamiastach o populacji ponad 10 milionów osób.
To tylko kilka danych, które są zapowiedzią problemów. Jakich? Rosnące zapotrzebowanie na energię i wodę, zwiększone zanieczyszczenie, brak mieszkań, kłopoty z transportem wewnątrz rozległych aglomeracji miejskich, problemy z dostępnością do opieki zdrowotnej, pauperyzacja całych obszarów miast, wzrost przestępczości. Nie da się ukryć, że klucz do rozwiązania globalnych problemów współczesnego świata leży w miastach. Być może, a może przede wszystkim, w tych, które chcą wdrażać idee inteligentnego miasta.

Czym jest smart city?
Nie ma jednak jednej, obowiązującej definicji tego zwrotu. Najprościej chyba stwierdzić, że opisuje on współczesne miasta, które zdecydowały się w sposób świadomy, kompleksowy i zaplanowany dokonać transformacji w swoim funkcjonowaniu, wynikającej z rosnącej roli nowoczesnych technologii. Jednak inteligentne technologie, przetwarzanie dużych zbiorów danych (big data), internet rzeczy, inteligent czujniki to za mało. Istotny jest również cel, w jakim mają one być stosowane. Jest nim zapewnienie zrównoważonego rozwoju miast.
Zwrotów opisujących współczesne miasta, choć nie aż tak modnych i zdecydowanie rzadziej używanych, jest znacznie więcej: digital city (miasto cyfrowe), future city (miasto przyszłości), sustainable city (zrównoważone miasto), a także magnetic city (magnetyczne miasto) czy po prostu happy city (szczęśliwe miasto). Każde z tych określeń kładzie akcent na inny aspekt funkcjonowania miast, jednak wszystkie z nich łączy jedno – próbują opisać zachodzące dziś w miastach zmiany.
Większości osób smart city kojarzy się z miastem wykorzystującym nowoczesne technologie cyfrowe do zapewnienia lepszego standardu życia jego mieszkańcom. Do niedawna w tym wypadku lepszy standard oznaczał najczęściej łatwiejsze i wygodniejsze życie tu i teraz, jednak to podejście ulega stopniowemu przeobrażeniu. Bo choć pojęcie inteligentnego miasta ma krótką historię, to już przeszło sporą ewolucję: od pojęcia służącego firmom technologicznym do sprzedawania swoich drogich (i nie zawsze potrzebnych) produktów i usług władzom lokalnym, poprzez modny slogan marketingowy stosowany przez niektóre miasta, ku pojęciu opisującemu dziś w dużej mierze rewolucje miejskie zachodzące metropoliach przodujących pod względem jakości życia na świecie.
Najnowsza generacja inteligentnych miast, określona jako 3.0, oznacza otwarcie się decydentów na aktywną postawę mieszkańców w kreowaniu dalszego rozwoju.
Boyd Cohen z Universidad del Desarrollo w Santiago de Chile, jeden z najbardziej znanych badaczy tematyki smart city na świecie, który jako pierwszy zwrócił uwagę na te trzy fazy rozwoju smart city, oznaczył je kolejno numerami: 1.0, 2.0 oraz 3.0. Skrajnym przykładem pierwszej fazy są miasta zaprojektowane od podstaw jako technologiczne eksperymenty, np. Masdar w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Songdo w Korei Południowej. Druga generacja smart cities, dziś zdecydowanie najbardziej rozpowszechniona, oznacza wdrażanie przez miasta dużej liczby projektów i programów związanych z zastosowaniem inteligentnych rozwiązań technologicznych: od publicznych sieci WiFi, przez inteligentne sterowanie ruchem ulicznym, wykorzystanie big data, inteligentne sensory, liczniki, sterowniki po promocję transportu elektrycznego.
Najnowsza generacja inteligentnych miast, określona przez Boyda jako 3.0, oznacza otwarcie się decydentów na aktywną postawę mieszkańców w kreowaniu dalszego rozwoju. Rolą władz lokalnych staje się tworzenie przestrzeni i możliwości do wykorzystania różnorodnego potencjału obywateli. Dotyczy to zarówno zachęcenia mieszkańców do korzystania z nowoczesnych technologii (np. poprzez projekty edukacyjne dla osób wykluczonych cyfrowo), jak również umożliwienia im tworzenia własnych rozwiązań technologicznych (np. poprzez open data).

Smart city, czyli inteligentni obywatele
Jak widać, jeszcze kilka lat temu idea smart city budowana była wokół technologii przydatnych dla miast. Dziś centralną rolę w idei smart city zaczynają odgrywać mieszkańcy, którym technologie mają służyć. Eurocities, organizacja zrzeszająca ponad 100 europejskich miast, w maju 2015 r. napisała: „Nie ma jednego rozwiązania, które pasuje do każdej sytuacji: stawanie się inteligentnym miastem oznacza zupełnie co innego dla różnych miast. Natomiast istotne jest włączanie mieszkańców w ten proces: nie można być inteligentnym miastem bez inteligentnych obywateli (smart citizens).”
W dużej mierze to sami mieszkańcy zaczynają kształtować miasta, w których żyją. Znaczenie tracą lubiane przez polityków i naukowców mierniki makro opisujące rozwój metropolii: wartość inwestycji, PKB czy średnia pensja, a pierwszoplanową rolę odgrywają trudniejsze do zdefiniowania i zmierzenia odczucia mieszkańców: poczucie szczęścia, zadowolenie z mieszkania w danym mieście, poczucie akceptacji przez otoczenie. Warto przytoczyć słowa byłego burmistrza Bogoty Enrique Penelosy, cytowanego w książce „Miasta szczęśliwe. Jak zmienić nasze życie, zmieniając nasze miasta”: „Być może nie będziemy w stanie uzdrowić gospodarki. Być może nie zdołamy sprawić, by wszyscy byli równie bogaci jak Amerykanie. Możemy jednak tak zaprojektować miasto, aby dać ludziom poczucie godności i pozwolić, by czuli się bogaci. To samo miasto może sprawić, że będą szczęśliwsi.”
Nie można być inteligentnym miastem bez inteligentnych obywateli.
Centralna rola mieszkańców we współczesnych inteligentnych miastach nie jest przypadkiem. Ten trend napędzany jest tymi samymi czynnikami, które stoją np. za rosnącym znaczeniem ekonomii współdzielenia (sharing economy): cyfrową rewolucją, powszechnym dostępem do internetu, błyskawiczną wymianą informacji poprzez media społecznościowe (bez zbędnych pośredników) czy rosnącymi kompetencjami cyfrowymi wszystkich pokoleń mieszkańców. Powoduje to zmianę priorytetów miast: odejście od spektakularnych (i często nikomu nie potrzebnych) drogich projektów inwestycyjnych na rzecz projektów małych i lokalnych, ale rozwiązujących konkretne problemy mieszkańców i tym samym poprawiających – krok po kroku – jakość ich życia w mieście.

W jaki sposób smart city może okazać się skuteczne?
W 2015 r. eksperci z Global Agenda Council on the Future of Cities (działającej przy Światowym Forum Ekonomicznym) wskazali 4 kluczowe kierunki myślenia o poszukiwaniu innowacyjnych rozwiązań dla problemów występujących we współczesnych miastach. Są to:
- wykorzystanie wolnych zasobów – wiele innowacyjnych pomysłów wykorzystuje już istniejące, lecz nie wykorzystywane zasoby. Przykładem jest Airbnb (znów ekonomia współdzielenia!), który umożliwia wynajmowanie turystom wolnych miejsc noclegowych w prywatnych domach;
- niwelowanie szczytów zapotrzebowania na różne dobra – jednym z największych problemów współczesnych miast są szczytowe momenty korzystania z infrastruktury: elektryczności, wody, dróg czy sieci transportu publicznego. Innowacyjne pomysły prowadzą do ograniczenia szczytowego popytu i rozłożenia go w czasie;
- myślenie w kategoriach małej infrastruktury – małe projekty infrastrukturalne mają duży wpływ na kształtowanie współczesnych miast. Są to np. projekty związane z drogami rowerowymi, wypożyczalniami rowerów czy choćby nasadzeniem roślinności;
- skupienie się na innowacjach ukierunkowanych na człowieka – najlepszą drogą do podnoszenia poziomu rozwoju miast jest mobilizowanie ich mieszkańców. Poszczególne działania miast powinny kreować pożądane zachowania mieszkańców, a wszystkie innowacje muszą koncentrować się na mieszkańcach.
W chwili obecnej na świecie realizowane są tysiące projektów smart city. Dotyczą one zarówno metropolii w krajach wysokorozwiniętych, jak i w miastach położonych w krajach uboższych. Do czołowych miast z tego obszaru zaliczane są: Wiedeń, Vancouver, Barcelona, Amsterdam, Medellin czy Seul. Jednak przykłady interesujących wdrożeń znajdujemy również w Polsce. Maja one raczej charakter projektów odgórnych, inspirowanych przez władze miast i firmy technologiczne.

Najwięcej polskich projektów z obszaru smart city dotyczy chyba największej bolączki naszych miast, jaką jest transport wewnątrz metropolii. Wdrażane są nie tylko inteligentne systemy zarządzania ruchem, ale coraz częściej pojawiają się projekty o charakterze ekologicznym: autobusy elektryczne czy wypożyczalnie rowerów miejskich (będących świetnym przykładem ekonomii współdzielenia) funkcjonują już w wielu miastach. Wrocław chce pójść jeszcze dalej i właśnie szykuje się do uruchomienia pierwszego w naszym kraju miejskiego systemu sharingu samochodów elektrycznych. Zresztą sukces tego typu aut w Polsce w dużej mierze zależy właśnie od władz miast – czy będą potrafiły zachęcić mieszkańców, których na to stać, aby przesiedli się do samochodów elektrycznych?
Poza transportem największym wyzwaniem dla polskich inteligentnych miast będzie energetyka. Choć powstaje coraz więcej ekologicznych budynków (zeroenergetycznych, pasywnych), to dziś wciąż nieśmiało mówi się o energetyce miejskiej rozumianej jako przekształcanie miast w gigantycznych prosumentów, czyli jednocześnie producentów i konsumentów energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. A są miasta, jak np. nieodległy od nas Wiedeń, które realizują duże projekty budowania obywatelskich elektrowni słonecznych.
Nierzadko okazuje się, że dla mieszkańców ważniejsze od kolejnych dróg i parkingów są place zabaw, parki, domy kultury, cisza i czysta przestrzeń wokół nas.
Smart city to dziś również liczne aplikacje mobilne, często tworzone przez samych użytkowników. Najbardziej popularne z nich pomagają korzystać z transportu publicznego, wspierają turystów, dostarczają informacji o zanieczyszczeniu powietrza, pomagają w komunikacji z urzędami. Wiele z tych aplikacji nie powstałoby bez udostępnienia przez władze lokalne posiadanych przez nie baz danych na zasadzie open data. Przodująca w tym Warszawa udostępnia w tej chwili kilkaset zbiorów danych, z których mogą korzystać przy swoich projektach mieszkańcy, jak i podmioty komercyjne.
Ważnym czynnikiem rozwoju smart city w Polsce, i być może w konsekwencji przestawienia go na model Smart City 3.0, mogą okazać się realizowane w wielu miastach tzw. budżety obywatelskie (partycypacyjne). Choć odbiegają one najczęściej znacznie od pierwowzoru z Porto Alegre, to aktywizują mieszkańców do zaangażowania się w sprawy lokalne. Dzięki zgłaszanym projektom ulega kompletnemu odwróceniu hierarchia potrzeb lokalnych społeczności. To, co wydawało się ważne dla lokalnych decydentów, schodzi na dalszy plan. Nierzadko okazuje się, że dla mieszkańców ważniejsze od kolejnych dróg i parkingów są place zabaw, parki, domy kultury, cisza i czysta przestrzeń wokół nas.
Fot. materiały prasowe




