Emerytura to nie tylko siedzenie w domu i opiekowanie się wnukami lub kotami (niepotrzebne skreślić). Marion Vernoux w filmie „Piękne dni” pokazuje, że przysłowiowa starość może być dobrym momentem na odkrywanie siebie i rozbudzenie swojej seksualności.

Czas to dziś największy luksus. Stale mamy go za mało i wiecznie na to narzekamy. Jednak za duża jego ilość też może być przekleństwem. Odkrywa to Caroline (Fanny Ardant), główna bohaterka filmu „Piękne dni”. Caroline niedługo po śmierci najlepszej przyjaciółki decyduje się zrezygnować z pracy dentystki i przejść na trochę wcześniejszą emeryturę. Teoretycznie powinna być zadowolona, bo wreszcie ma więcej czasu dla męża, dzieci, wnuków i oczywiście dla siebie. Okazuje się jednak, że nieprzyzwyczajona do bezczynności snuje się po mieszkaniu i po prostu nie wie, co ze sobą zrobić. Zauważają to córki, które postanawiają dać matce nietypowy prezent – kartę wstępu do klubu seniorów. Wciąż bardzo atrakcyjna i do tej pory aktywna Caroline na samo słowo „senior” reaguje z niechęcią i podchodzi do pomysłu córek sceptycznie. Pierwsza wizyta w ośrodku tylko przekonuje ją do tego, że miała rację i zdecydowanie nie przystaje do obecnej tam zbieraniny. Caroline nie zamierza zabawić długo u seniorów, ale zmienia zdanie, gdy poznaje młodego Juliena, który prowadzi w placówce kurs informatyczny i bardzo szybko wdaje się z nim w romans.

Starsza kobieta i młodszy mężczyzna to na ekranie widok nieczęsty. O ile przykładów odwrotnej konfiguracji znajdziemy mnóstwo i nikogo nie szokuje, że bohater „Wielkiego piękna” może oglądać się za młodymi dziewczynami lub że Colin Firth w „Magii w blasku księżyca” Allena gra mężczyznę, który zakochuje się w prawie 30 lat młodszej dziewczynie (Emma Stone), o tyle dojrzałych kobiet i młodych kochanków w kinie jest wyraźny niedobór. Owszem, takie przykłady też się znajdą, choćby w „Zupełnie Nowym Testamencie” Dormaela, w którym bohaterka odtwarzana przez Catherine Deneuve płaci za seks młodemu chłopakowi, ale to raczej tylko wyjątki potwierdzające regułę.

les beaux jours1

Jak podaje „Indie Wire” statystycznie mężczyźni pokazywani na ekranie są o 4,5 roku starsi niż ich filmowe partnerki, ale znamy też przykłady znacznie bardziej spektakularnych różnic. Oczywiście to nie tylko ekranowa tendencja, relacje starszych mężczyzn z młodszymi kobietami są społecznie o wiele bardziej aprobowane niż dojrzałych kobiet z młodymi mężczyznami. Vernoux nie rusza jednak na zażartą batalię z tabu, raczej bawi się oczekiwaniami i przyzwyczajeniami widza.

W ten sposób tworzy film ciepły, zabawny, nienachalny. Momentami gorzki, ale w ostatecznym rozrachunku zdecydowanie dla widza przyjemny. Francuska reżyserka pokazuje, że zawsze mamy czas na to, by poznawać się od nowa. Nie możemy zrobić tego raz a dobrze. Nad sobą, ale i nad związkiem musimy pracować cały czas, zastanawiać się, czego potrzebujemy w danym momencie, ale i oswajać dany okres życia – kupować go w całości, z jego wadami i zaletami. Marion Vernoux pokazuje też, że marginalizowana dziś dojrzałość czy starość, może być nie tylko drugą młodością, ale i jednym z najciekawszych etapów naszej życiowej drogi. „Piękne dni” to film błyskotliwy, pokazujący bohaterów ze sporą dozą dystansu, bardzo francuski. A w końcu Francuzi wiedzą, co dobre. Obraz Vernoux będzie można zobaczyć podczas „Przeglądu Nowego Kina Francuskiego”, który potrwa od 4 do 11 maja. Filmy prosto z Francji zagoszczą na ekranach w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Katowicach, Wrocławiu, Lublinie, Zamościu, Białymstoku, Radomiu, Szczecinie i Krakowie. Redakcja enter the ROOM objęła patronat medialny nad wydarzeniem.

les beaux jours2

Fot. materiały prasowe