To, co najlepsze z natury, powinno też najlepiej służyć naszej urodzie. Z tego założenia wychodzą marki, które chcemy wam prezentować w cyklu „Naturalna pielęgnacja”. Wyszukujemy dla was kosmetyki, które naprawdę warto przetestować na własnej skórze. Tym razem przedstawiamy polską markę Mokosh Cosmetics.

Po pierwsze – opakowania. W zasadzie w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych działać powinna ta sama zasada, co przy książkach, a więc nie oceniaj po okładce, ale jak wiemy, okładka czasem sporo nam już mówi o treści. Co mówią opakowania kosmetyków Mokosh? Po pierwsze są bardzo estetyczne, eleganckie i minimalistyczne. Butelki z olejami nawiązują do produktów aptecznych, a tym samym wpisują się w nurt naturalnej pielęgnacji, gdzie istotna jest funkcjonalność, jak i biodegradowalność buteleczek, tubek, słoików. Oleje do ciała i twarzy są więc zamknięte w butelkach z ciemnego szkła farmaceutycznego, mają pipety ułatwiające aplikację produktów. Małe olejki do paznokci wyposażone są w pędzelek (testowałam bezzapachowy olej arganowy). Kiedy nacieszymy oko, czas na kolejne zmysły. Okazuje się, że Mokosh to kosmetyki skuteczne. Do wyboru: bezzapachowe lub perfumowane kompozycjami zapachowymi o obniżonej ilości alergenów, których zapach utrzymuje się na naszej skórze dość długo. Tak jest na przykład w przypadku masła do ciała o zapachu melona i ogórka. Kiedy otwieramy opakowanie, spotykamy się ze stabilną białą masą, która jednak łatwo nabiera się na opuszki palców, a w kontakcie z ciałem pod wpływem ciepła niemal natychmiast zamienia się w olejek, który świetnie i na długo natłuszcza, a to dzięki składnikom takim jak witamina E, masło shea, olej arganowy, z kiełków pszenicy i słodkich migdałów. Od tego masła można się uzależnić! Przyjemności dostarcza też drobnoziarnista, wręcz puszysta sól do kąpieli o zapachu żurawiny, którą można z powodzeniem wykorzystać także do peelingu ciała, np. w połączeniu z którymś z olejów, bo produkty Mokosh można stosować zarówno osobno, jak i łączyć na wiele sposobów w zależności od naszych potrzeb. Ograniczyć nas może tylko wyobraźnia.

„Marka Mokosh na polskim rynku istnieje w zasadzie od kwietnia 2014, ale wypuszczenie produktów do sprzedaży nastąpiło po kilkumiesięcznych badaniach i poszukiwaniach najlepszych surowców. Pierwszych zakupów można było dokonać dopiero pod koniec grudnia 2014” – mówi nam Sebastian Natkaniec odpowiedzialny za PR i marketing marki. – „Naszym oczkiem w głowie są oleje (długo pozostają na skórze, intensywnie nawilżają, walczą ze skrajną suchością, budują barierę hydrolipidową), zwłaszcza arganowy. Poszukiwania idealnego trwały 6 miesięcy. Nie pachnie – dzięki luksusowemu w kosmetologii procesowi deodoryzacji parą wodną – jest nierafinowany, tłoczony na zimno. Dzięki temu nadaje się dla większej liczby odbiorców, na przykład alergików czy dzieci od pierwszego dnia życia. To nasz duży sukces.”

2 mokosh beauty uroda pielgnacja nature

Na uwagę zasługuje fakt, że Mokosh to rodzinna inicjatywa. „Marka została stworzona przez szwagierkę i bratową Anię Rutkowską-Didiuk i Anię Didiuk, która jest czynnym kosmetologiem, zna potrzeby skóry oraz pracę w gabinetach i SPA od środka. Jak to często bywa, pomysł na biznes narodził się w wyniku poszukiwań jak najlepszych produktów pielęgnacyjnych zarówno do wykorzystania w pracy, jak i dla siebie.” Jest to też jak najbardziej kobieca inicjatywa, do czego nawiązuje nazwa pochodząca od imienia starosłowiańskiej bogini Mokosz – patronki ziemi, wilgoci, urodzaju i płodności, która według pradawnych wierzeń opiekowała się plonami i kobietami.

Propagujemy, żeby znaleźć choć 15 minut dziennie dla siebie, na pielęgnacyjne rytuały – od kąpieli po dokładne natłuszczenie ciała.

Z gabinetu SPA wywodzi się również idea pielęgnacyjnych, indywidualnych rytuałów, która hołduje holistycznemu podejściu do życia, uważności, poświęcaniu czasu swojemu ciału, co dobre jest również dla umysłu. To także dbałość o to, skąd pochodzą nasze kosmetyki, jak zostały wyprodukowane, a więc jeśli chodzi o nas, klientów – studiowanie etykiet, świadome zakupy. „Nasze produkty można podzielić na dwie grupy” – mówi nasz rozmówca. – „Pierwszą z nich stanowią bazowe, jednoskładnikowe kosmetyki jak oleje, sole, glinki, które są jednak multifunkcyjne. Oleje posłużą jako odżywka do włosów, zastąpią balsam do ciała, mogą się stać bazą maski lub peelingu. Wszystko w naszych rękach – wystarczy testować, dopasowywać konsystencję i intensywność w zależności od upodobań. Druga grupa naszych produktów to już kosmetyki wieloskładnikowe, ale zawierające przede wszystkim substancje czynne, ograniczamy ilość składników tylko do tych najpotrzebniejszych. Zwykle w naszych produktach opieramy się na olejach, które są najbardziej odżywcze, działają intensywnie. One stanowią bazę. Kiedy taki olej połączymy z solą, silnie złuszczającą i wysuszająca, to od razu możemy naszą skórę też natłuszczać, unikamy uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia, napięcia.” 

„Widzimy, że coraz więcej klientów zwraca się w stronę świadomej pielęgnacji” – dodaje Sebastian Natkaniec. – „Nie sięgają po pierwszy lepszy krem w drogerii, ale analizują skład itp. Można powiedzieć, że starają się żyć slow i ma to odbicie także w kosmetycznych wyborach. Zauważyliśmy, że w wyniku zbyt szybkiego życia zaniedbaliśmy wiele istotnych obszarów i na szczęście próbujemy to zmieniać. A nasza marka chce w tych pozytywnych zmianach uczestniczyć, umożliwiać je. Dlatego też podpowiadamy, jak łączyć nasze produkty. Propagujemy, żeby znaleźć choć 15 minut dziennie dla siebie, na pielęgnacyjne rytuały – od kąpieli po dokładne natłuszczenie ciała – a to wszystko w relaksującej atmosferze i dzięki aromatycznym, działającym na zmysły kosmetykom, które są nie tylko naturalne, świeże i bezpieczne, ale przede wszystkim skuteczne. W dodatku wyprodukowane w Polsce, z polskimi, rdzennymi składnikami jak choćby olej lniany czy z pestek malin, który jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym.”

1 mokosh beauty uroda pielgnacja nature

Fot. materiały prasowe Mokosh Cosmetics