Symbol buntu, odwagi, odporności na ból. Znak plemienny albo przynależności do grupy przestępczej, subkultury. Tak było z tatuażami jeszcze do niedawna. Dziś kojarzą się znaczniej bardziej pozytywnie. To raczej modna ozdoba ciała, choć trwała. Trendy jednak przemijają coraz szybciej. Na szczęście są też coraz skuteczniejsze metody usuwania tuszu ze skóry. 

Jedną ze szczególnych właściwości człowieka pierwotnego w stanie dzikim jest łatwość, z jaką poddaje się operacji, raczej chirurgicznej niż estetycznej, która nosi, wzięte z języków oceanijskich, miano tatuowania – czytamy w książce Cesare Lombroso „Tatuaż przestępcy”. A więc atawizm? Powrót do korzeni? Ta cała dzisiejsza moda na tatuowanie. Nie gdzieś po kątach, na statkach, po więzieniach, a w ekskluzywnych studiach tatuażu, gdzie zapisy obowiązują na kilka miesięcy wcześniej. Lombroso pisze, że większość przebadanych przez niego wytatuowanych osób (swoje badania prowadził w XIX wieku we Włoszech) wywodziła się z klas niższych, np. byli to wieśniacy, prostytutki i przestępcy. Najwięcej tatuaży mieli ci dopuszczający się grabieży i przestępstw krwawych. Co sobie tatuowano? Symbole nawiązujące do wykonywanych czynności, religii, miłości. Jeden z badanych ozdabiał swoje ciało, idąc następującym tropem: „Kotwica przypomina statek Speranza, rozbity u brzegów Irlandii, na którym służył jako chłopiec okrętowy. Głowa końska przypomina konia, którego zamordował przez kaprys w czasach swej młodości. Hełm oznacza strażnika, którego chciał zamordować. Portret Mottina, sławnego bandyty, jest pamiątką po towarzyszu Mottina, skazanym na 30 lat galer, a przyjacielu naszego M. Lutnia przypomina jego przyjaciela, sławnego grajka na gitarze, z którym wędrowali po różnych krajach. Krzyż sabaudzki wspomnienie Włoch pod obcą władzą”.

A dlaczego dziś my się tatuujemy? Czy tylko z pobudek zdrowotnych, bo czym więcej tatuaży, tym lepiej dla naszego systemu odpornościowego? To dobra wymówka. Ale prawda zwykle jest taka, że tatuaże nam się po prostu podobają i koniec. Mogą być składnikiem naszego stylu. Jak zegarek, okulary czy bluzka. Oczywiście przy okazji dobrze, żeby coś oznaczały, bo co odpowiemy, kiedy ktoś nas zapyta o powód wytatuowania? Że to tylko kwestia estetyki? To w sumie dobra odpowiedź, jednak niektórzy potrzebują dodatkowej ideologii. Poza tym człowiek to istota sentymentalna, uwikłana w symbole, metafory. Więc jak już coś na zawsze i na wieczność rysować sobie na skórze, to niechże to już coś znaczy. Na przykład na znak miłości i wierności można sobie wydziarać imię chłopaka albo ukochanego psa. Z tym drugim pół biedy, gorzej z tym pierwszym, jeśli zdradzi, odejdzie czy nam się zwyczajnie znudzi. Jedni wzruszą ramionami, było minęło, tatuaż niech sobie będzie, w końcu to znak jakiegoś naszego etapu życia. Gorzej jeśli każde spojrzenie na niego będzie rozdzierało nam serce. Albo nas denerwowało, bo nasz tatuaż zwyczajnie przestanie się nam podobać, będzie nieudany lub nie będzie nam już pasował do stylu. Co wtedy?

3 tatto tatuaz ink studio

Ilustracja z książki „Tatuaż przestępcy”

Na szczęście są sposoby na tatuaży usuwanie. Gdyby nie to, to przyznam szczerze, osobiście bym się na wizytę u tatuażysty nie zdecydowała. Swoje tatuaże bardzo lubię, ich wzory i miejsca zostały przeze mnie dobrze przemyślane, ale wiadomo, w życiu różnie bywa, może będzie kiedyś trzeba zmienić pracę, cokolwiek. Dobrze wiedzieć, że coś się da z tym zrobić. Póki co nie wyobrażam sobie swojego ciała bez rysunków wykonanych czarnym tuszem, lubię patrzeć, jak zmieniają się z czasem, wraz z moją skórą i mam nadzieję, że dożyję starości, bo bardzo jestem ciekawa, jak wtedy będę wyglądała z tymi tatuażami.  

Co jednak z tym usuwaniem? Czy to boli? Czy jest bezpieczne? Czy będą blizny? Pytań jest sporo. I w sumie warto je zadać zanim damy sobie wytatuować pół pleców, bo czym bardziej rozległy tatuaż, a także zrobiony przy użyciu kolorowego tuszu, tym ciężej go usunąć. Niezastąpiony Lombroso pisze: prostytutki najniższej kategoryi używają tatuowania na rękach, grzbiecie, pod pachą i nad organem rodnym, rysując litery początkowe imienia kochanka, jeżeli są młode, lub domu rozpusty – jeżeli są stare. Napisy te za pomocą kwasu octowego wytrawiają nieraz, stosownie do zmiany kochanków, do 30 razy”. Cóż, wytrawianie kwasem nie brzmi zachęcająco. Podobnie jak nowsze metody typu dermabrazja. Od czego jednak jest laser, który dziś jest w powszechnym użyciu, zwłaszcza w medycynie estetycznej? Po pierwsze i najważniejsze więc: nie róbcie tego w domu, nie próbujcie na własną rękę pozbywać się tuszu ze skóry. Więcej może być z tego szkody niż pożytku. Wiadomo, ciężko w rozpaczy po rozstaniu, patrzeć codziennie od rana na imię zdrajcy wytatuowane na nadgarstku, ale z drugiej strony to też nie powód, aby się zalewać kwasem trzeć pumeksem czy jak z syndromem obcej ręki w skrajnych przypadkach – dokonywać amputacji nieznośnej części ciała. 

Więc laser. Na czym polega ta metoda? Podobnie jak w przypadku usuwaniu np. zbędnego owłosienia potrzeba kilku zabiegów na nieopaloną skórę, aby zmodyfikować trwale jej stan. Tłumaczy to dr n.med. Maciej Krajewski z Kliniki Krajewski: Światło lasera jest pochłaniane przez barwnik w tatuażu, dochodzi do jego mikroeksplozji, fragmentacji. W ten sposób powstałe drobiny są pochłonięte przez komórki żerne układu odpornościowego, a w konsekwencji tatuaż staje się coraz mniej widoczny. Taka pełna reakcja po jednorazowym zabiegu zachodzi przez ok. 6-8 tygodni. Najłatwiejsze jest usuwanie barwników ciemnych, gdyż absorbują one fale lasera w największym stopniu, kolory jaśniejsze są w tym przypadku trudniejsze do usunięcia

Co nam daje laser? Większą skuteczność, czyli usunięcie praktycznie bez śladu (np. blizn, pozostałości pigmentu), zwłaszcza jeśli nasz tatuaż jest dość mały i ciemny. Oczywiście wszystko zależy od naszej skóry, jej stanu, wrażliwości, ale mimo wszystko to też jedna z najmniej bolesnych metod w porównaniu np. z dermabrazją czy wycinaniem (brr). No i najlepiej zrobić to u lekarza, który zna się na rzeczy. Podobnie jak na tatuowanie warto zapisać się do renomowanego studia. A czekając miesiącami na swoją kolej można się też rozmyślić i później nie mieć żadnych kłopotów. Przecież zawsze można sobie tatuaż kilkudniowy, choć bez mniej lub bardziej ukrytego osobistego znaczenia. 

 

Korzystałam z książki Cesare Lombroso „Tatuaż przestępcy” wydanej przez słowo/obraz terytoria.

Fot. flickr.com